Nowe życie - cz. 2
-2-
Stałem chwilę w drzwiach patrząc jak Magda pakuje różne rzeczy do plecaków.
- No jesteś w końcu - powiedziała patrząc na mnie i zerkając na zegarek - Tylko 10 minut po czasie, królewno...
- Magda... - powiedziałem z irytacją w głosie
- Siadaj na krześle, musimy odrobinę poprawić Twoje naturalne piękno.
Ruszyłem wolnym krokiem w stronę krzesła przy oknie.- Nie garb się - krzyknęła współlokatorka - mówiłam byś trochę piersi wypiął bo chodzisz jak stary facet.
Spojrzałem złym wzrokiem na Magdę prostując się i idąc dalej.
Magda wyjęła z szuflady małą torebkę z kosmetykami i podeszła do mnie. Coś trafiło na płatek kosmetyczny by wytrzeć się o moją twarz. Po chwili na moich ustach widniała różowa szminka a na rzęsach czarny tusz.
- Pamiętasz jak się nazywasz? - zapytała nagle Marta
- Michał, a co? - odpowiedziałem bez zastanowienia
- Brawo, Marta... - powiedziała zdegustowana Maga - na pewno się to wszystko uda z Twoim rozumkiem...
Wstałem z krzesła spoglądając do lustra. - No w sumie to może i Marta? Jakby trochę podobna - zażartowałem
- Tu masz plecak - powiedziała podając czarny plecaczek - dołóż sobie tam komórkę i portfel. Ubierz bluzę z łóżka i chodź bo się spóźnimy.
Włożyłem do plecaka swoje rzeczy zerkając na jego zawrtość - a to co? - zapytałem patrząc na jakąś chyba koszulkę w jego środku
- Na zmianę. Różnie to może być. Lepiej mieć jak nie mieć.
Ubrałem ciemno zieloną bluzę i poszedłem za Magdą do przedpokoju
- Ubierz te - powiedziała rzucając mi pod nogi szare adidasy
- Nie mogę swoich?
- A możesz te? I się pośpieszyć?
Ubierając d**giego buta dotarło nagle do mnie co za moment się stanie.
- A jak mnie ktoś rozpozna?
- To nie wiem... powiedz, że jesteś siostrą Michała czy coś? Z domu szybko wyjdziemy a salon jest na d**gim końcu miasta
- Salon? Nie miało być to centrum handlowe? - zapytałem zdziwiony
- Tak, ale spotykamy się w salonie. Myślisz, że strój maskotki od tak leży na środku centrum handlowego?
Chodź...Nerwowo patrzyłem jak Magda zamyka drzwi nasłuchując czy któryś z sąsiadów nie wychodzi. Na szczęście żaden nie wpadł na pomysł wyjścia właśnie na spacer i oglądania mnie w tej wersji.
Powoli szliśmy w stronę przystanku autobusowego, gdy wyrwał mnie głos Magdy z rozmyślań na temat "co ja właściwie robię?"
- Marta...
- Co?
- Dzięki, że się zgodziłaś. Serio jesteś spoko przyjacielem czy tam obecnie przyjaciółką
- Nie ma sprawy. Jakby Ci to powiedzieć... przyjaźń przyjaźnią ale i komputer sam się nie naprawi.
- I tak doceniam, że się zgodziłaś! Naprawdę!... I fajnie też zyskać przyjaciółkę - dodała już z lekką ironią w głosie
- Tak... - ciężko odetchnąłem - to teraz rozumiem, że będziesz przy mnie chodzić w bieliźnie? Widziałem, na filmach, że tak robią przyjaciółki.
- Marta! - powiedziała wkurzona Magda - Widziałaś, widziałaś - powtórzyła poprawiając mnie. - I nie - powiedziała już spokojnie
- No trudno. Warto było spróbować.
Po krótkiej podróży autobusem staliśmy pod salonem samochodowym
- To tutaj
Spojrzałem na typowy salon samochodowy z dużymi szklanymi oknami i prezentującymi się w nich samochodami...
- Naprawdę? Wygląda zupełnie jak piekarnia... sprawdź jeszcze raz adres.
- Zabawne. Teraz zamiast żartować postaw swoje całe dwie szare komórki w stan gotowości i nie zrób nic głupiego.
Weszliśmy przez drzwi i zaczęliśmy szukać kogoś wzrokiem... z boku jakiś chłopak w stroju mechanika polerował samochód. Po chwili nas zauważył i ruszył w naszą stronę prawie krzycząc:
- Jeszcze zamknięte, ale jak chcecie dziewczyny ja bardzo chętnie wam mogę opowiedzieć o tych samochodach.
- My do Pana Andrzeja - powiedziała szybko Magda zupełnie nie reagując na zaloty chłopaka
- Pan Andrzej jest w biurze na piętrze. Tymi schodami do góry - powiedział wskazując na tył salonu - ale może jednak ja mogę w czymś pomóc?
- Chodź - szarpnęła mnie Magda. - I bardzo dziękujemy - odezwała się w stronę chłopaka
Weszliśmy do biura gdzie za biurkiem siedział jakiś człowiek w średnim wieku
- Dzień dobry - zaczęła Magda - rozmawialiśmy przez telefon. Magda i moja koleżanka Marta
- Dzień dobry - powiedziałem z lekkim strachem
- No właśnie nie najlepszy, ale dzień dobry - powiedział wstając Pan Andrzej zza biurka. - Siadajcie - powiedział wskazując krzesła przy biurku.
Siadaliśmy na krzesłach, gdy Pan Andrzej zaczął kontynuować:
- Wiem, że trochę już lat mam, ale możemy sobie mówić po imieniu?
- Oczywiście - powiedziała Magda - Magda - dodała z uśmiechem
- Andrzej
W tym momencie poczułem kopniaka w nogę i się odezwałem:
- Mi... Marta, miło mi
- No to skoro się sobie przedstawiliśmy - mówił Andrzej - to jest mały problem dziewczyny. Wiem, że umawialiśmy się na maskotkę i ulotki w centrum handlowym, ale mam mały problem. Strój maskotki nie dotarł na dziś a w dodatku rozchorowała się recepcjonistka co pewnie zauważyliście wchodząc. Mówiąc wprost chciałbym, jeśli to oczywiście możliwe, by jedna z was została dziś w salonie a d**ga w stroju hostessy promowała samochód.
Padł na mnie blady strach. Miałem być maskotką a nie ganiać w spódniczce po centrum handlowym. Siedzenie na recepcji też nie było jakąś mega super opcją. Przenosząc wzrok z blatu stołu spojrzałem w oczy Andrzeja, który chyba oczekiwał odpowiedzi.
- Oczywiście jakoś myślę, że jak mnie poratujecie to i się finansowo dogadamy - dodał - Ja idę sprawdzić czy już jest kierownik mechaników. Wy się tu zastanówcie i jak wrócę dacie odpowiedzieć, OK?
- OK - powiedziała Magda
Nie zamknęły się dobrze drzwi za Andrzejem gdy Magda ciągnąć mnie za ramię powiedziała:
- Błagam! Oddam Ci to co dziś zarobię ale zgódź się! Wiesz, że chciałem pracować tu na recepcji! To jest mega szansa!
- Ja miałem być maskotką! - powiedziałem chyba najgłupsze zdanie w moim życiu
- I nie musisz płacić za mieszkanie w tym miesiącu! Nawet laptopa sobie używaj póki Twojego nie naprawią, proszę...
- Jak wygląda ta cała hostessa? - zapytałem chyba bardziej z ciekawości bo nie chciało to zupełnie do mnie dotrzeć co się właśnie dzieje
- Czarna mini, biała bluzka bez dekoltu z logiem salonu z przodu i z tyłu. Dam Ci rajtki i szpilki i jakoś ogarniesz
- Co mi dasz? - zapytałem z niedowierzaniem myśląc o samej opcji chodzenia w szpilkach
- Rajstopy
- Ja się przecież w tym zabije - powiedziałem myśląc o szpilkach
- Rajstopy jeszcze nikogo nie zabiły - powiedziała Magda albo się ze mnie nabijając albo zupełnie nie rozumiejąc co mówię.
W tym momencie do pokoju wrócił Andrzej i od drzwi rzucił pytaniem:
- To jak tam po naradzie?
- No musimy jakoś Pana, przepraszam, Ciebie Andrzej uratować - powiedziała Magda wprawiając mnie w osłupienie
- Świetnie. Naprawdę ratujecie mi tyłek. - powiedział wyciągając z szafy coś zapakowane w folię - koszulki dla was i spódniczka dla jednej z was. Jak wyjdziecie to po prawej jest ubikacja gdzie możecie się przebrać. Jak będziecie gotowe to zapraszam na dół i powiem co dalej. I jeszcze raz naprawdę dziękuje.
- To my dziękujemy za szansę - powiedziała Magda
- Taaa - cicho powiedziałem pod nosem ale na tyle głośno, że znowu oberwałem w nogę.
- Widzisz i nawet to marzenie Twoje spełniam - powiedziała Magda jakby nic ściągając przedemną bluzkę
- Jakoś mnie to nie cieszy tak jak się spodziewałem - powiedziałem stojąc i gapiąc w ścianę
- Marta... ubieraj się i nie marudź. Dasz radę!
- No Marta może i by dała...
- Ściągaj spodnie, proszę i weź się w garść. Pamiętasz ten swój zespół? Też trochę aktorzyłeś na scenie. Tutaj jest podobna sytuacja.
- Zupełnie inna... - powiedziałem łapiąc za rajstopy podawane przez Magdę - To ma jakiś przód czy tył?
- Obojętne - powiedziała podając szpilki
Powoli zakładałem rajstopy na nogi spoglądając na spódniczkę przy umywalce. Gdyby nie absurd całej sytuacji stwierdziłbym, że sam dotyk na skórze rajstop był dość przyjemnym uczuciem. Szybko ubrałem spódniczkę sięgająca nie wiele ponad połowę nóg, jednak daleko jej było do kolan.
- No to zmiana koszulki, buty i jesteśmy gotowe. - powiedziała Magda wytrącając mnie jakby z transu.
Posłusznie ściągnąłem koszulkę i ubrałem nową już przyszykowaną. Spojrzałem na czarne szpilki i nie wytrzymałem:
- Magda nie! Koniec! ja nie dam rady. To nie jest na 5 minut. Wysyłasz mnie w tym czymś samego do centrum handlowego. Nie schowam się tam. Wprost przeciwnie oczekuje się ode mnie, że będę tam chodzić, dobrze wyglądać i może jeszcze kogoś samochodem zainteresuje. To trochę jednak za dużo jak na mnie. Przepraszam, ale nie. Powiedziałem sięgając do dołu koszulki chcąc ją ściągnąć.
Momentalnie moje ręce złapała Magda i oderwała je od koszulki. Jednym ruchem odwróciła mnie całego w stronę lustra.
- Popatrz - powiedziała - nie wyglądasz jak Ty. Pomyśl, że jesteś Martą i dasz radę. Nikt Ciebie nie pozna. Pochodzisz trochę na około pasażu i jakoś zleci. Pogoda dzisiaj taka, że ludzie pojadą cieszyć się resztkami lata a nie zwiedzać sklepy. Zresztą nawet nie będziesz tam do zamknięcia centrum tylko ktoś po Ciebie przyjdzie po 16. To tylko trochę ponad 6 godzin, które jakoś zlecą.
Patrzyłem w swoje odbicie próbując sam odgadnąć czy to jestem ja czy nie ja. Nagłe szarpnięcie Magdy skierowało mnie w jej stronę.
- Marta! Dasz radę! Wierzę w Ciebie. Jak coś zawsze możesz pisać do mnie lub dzwonić i coś wymyśle. To co?... Proszę
- Chodźmy nim dotrze do mnie, że to bez sensu - powiedziałem z rezygnacją w głosie.
Może jakoś koślawo, ale pokonałem odległość do schodów i je same w nowych butach. Na dole czekał już Andrzej.
- Marto - zaczął Andrzej - jesteś naprawdę piękną wizytówką naszej firmy
- Przepiękną - powiedział stojący obok chłopak, którego spotkaliśmy wchodząc rano do salonu
- To jest Krzysiek - Andrzej wskazał na chłopaka - nasz chłopak od wszystkie. Zawiezie Ciebie do centrum handlowego po drodze mam nadzieje, że Ci coś opowie o samochodzie.
- Oczywiście - odezwał się Krzysiek - zapraszam za mną i ruszył w stronę drzwi salonu. Zatrzymał się przed nimi, otworzył je i mnie przepuścił. Ledwo przez nie przeszedłem a on już był przede mną otwierając mi drzwi do jednego z samochodów testowych przed salonem
- zapraszam - powiedział z uśmiechem.
Nie jechaliśmy długo w Ciszy, na co mocno liczyłem. Zaraz po wyjeździe na ****ę Krzysiek zaczął:
- Nazywasz się Marta, prawda?
- Tak - odpowiedziałem zestresowany
- Bardzo ładne imię. Pasuje do Ciebie
- Dziękuje
- Ja Krzysiek jestem. Przyjechałem z takiej małej wsi pod miastem. Matematykę studiuje a tutaj sobie dorabiam. A Ty?
- Co ja? - odpowiedziałem wyrwany z zamyślenia o swoim marnym życiu i o tym by ta podróż szybko minęła. Całkowicie przy tym nie słuchałem chłopaka siedzącego obok.
- Co robisz?
- Siedzę, a co mam robić - odpowiedziałem zaskoczony w ogóle nie ogarniając kontekstu
- Ale w życiu co robisz?
Odpowiedź by była dużo prostsza jakbym sam wiedział co w nim robię. Studia przerwane. Planów brak. Teraz jeszcze bawię się głupie akcje a życie ustawiam pod grafik z kawiarni.
- Pracuje w kawiarni
- O fajnie. Tak mi przy okazji tej kawiarni przyszło do głowy... - zapadła chwila ciszy - Może dałabyś się zaprosić na kawę? - powiedział jednym tchem
- Co? - stwierdziłem zaskoczony. Czy on mnie właśnie podrywa? Co się dziś dzieje do cholery?
- Nic, nie było pytania. Pewnie kogoś masz. Rozumiem. Spoko.
- Nie mam - rzuciłem bezmyślnie. Co ja mówię? Nie dość, że siedzę w samochodzie przebrany za dziewczynę. Nieznany chłopak mnie, gdzieś wiezie bo po co było zapytać co to za centrum handlowe. To jeszcze zaraz może się na randkę umówię? - tzn to skomplikowane - powiedziałem chcąc nie popadać w większe problemy
- Serio rozumiem. Wiesz w sumie nie mam tutaj żadnych znajomych. Z ludźmi ze studiów czy z warsztatu zbytnio nie zaiskrzyło. To tak zwyczajnie pomyślałem, że można by z kimś fajnym miło spędzić czas. - powiedział uśmiechając się do mnie
Uśmiechnąłem się do niego zastanawiając co ja właściwie robię
- Zobaczymy - dodałem
- Super i jesteśmy na miejscu
- Już?
- No tak. Tu masz klucz do samochodu - powiedział podając mi kluczyk z kieszeni - jest w środku przy głównym wejściu. W bagażniku są ulotki. Resztę chyba wiesz.
- Miałeś mi coś o nim opowiedzieć
- Co tu opowiadać? Samochód jak samochód jak się komuś podoba to i tak kupi.
- A coś o silniku? Kolorach?
- No tak - powiedział się bardzo uśmiechając - dla dziewczyn kolor najważniejszy. Te samochody mogą wszystko mieć i w każdym kolorze. Kwestia ceny i rodzaju wyposażenia co jest w katalogach. Serio klient sam sobie potrafi ogarnąć kiedy ma wydać jakąś kwotę więcej do wersji podstawowej.
Zapadła chwilka ciszy przerwana słowami:
- No dobra - Przyjadę po Ciebie po pracy w salonie.
I tak oto stałem w spódniczce, damskiej bieliźnie w butach na obcasie przed centrum handlowym... a miałem być maskotką - gorzej chyba być nie mogło.
Stałem chwilę w drzwiach patrząc jak Magda pakuje różne rzeczy do plecaków.
- No jesteś w końcu - powiedziała patrząc na mnie i zerkając na zegarek - Tylko 10 minut po czasie, królewno...
- Magda... - powiedziałem z irytacją w głosie
- Siadaj na krześle, musimy odrobinę poprawić Twoje naturalne piękno.
Ruszyłem wolnym krokiem w stronę krzesła przy oknie.- Nie garb się - krzyknęła współlokatorka - mówiłam byś trochę piersi wypiął bo chodzisz jak stary facet.
Spojrzałem złym wzrokiem na Magdę prostując się i idąc dalej.
Magda wyjęła z szuflady małą torebkę z kosmetykami i podeszła do mnie. Coś trafiło na płatek kosmetyczny by wytrzeć się o moją twarz. Po chwili na moich ustach widniała różowa szminka a na rzęsach czarny tusz.
- Pamiętasz jak się nazywasz? - zapytała nagle Marta
- Michał, a co? - odpowiedziałem bez zastanowienia
- Brawo, Marta... - powiedziała zdegustowana Maga - na pewno się to wszystko uda z Twoim rozumkiem...
Wstałem z krzesła spoglądając do lustra. - No w sumie to może i Marta? Jakby trochę podobna - zażartowałem
- Tu masz plecak - powiedziała podając czarny plecaczek - dołóż sobie tam komórkę i portfel. Ubierz bluzę z łóżka i chodź bo się spóźnimy.
Włożyłem do plecaka swoje rzeczy zerkając na jego zawrtość - a to co? - zapytałem patrząc na jakąś chyba koszulkę w jego środku
- Na zmianę. Różnie to może być. Lepiej mieć jak nie mieć.
Ubrałem ciemno zieloną bluzę i poszedłem za Magdą do przedpokoju
- Ubierz te - powiedziała rzucając mi pod nogi szare adidasy
- Nie mogę swoich?
- A możesz te? I się pośpieszyć?
Ubierając d**giego buta dotarło nagle do mnie co za moment się stanie.
- A jak mnie ktoś rozpozna?
- To nie wiem... powiedz, że jesteś siostrą Michała czy coś? Z domu szybko wyjdziemy a salon jest na d**gim końcu miasta
- Salon? Nie miało być to centrum handlowe? - zapytałem zdziwiony
- Tak, ale spotykamy się w salonie. Myślisz, że strój maskotki od tak leży na środku centrum handlowego?
Chodź...Nerwowo patrzyłem jak Magda zamyka drzwi nasłuchując czy któryś z sąsiadów nie wychodzi. Na szczęście żaden nie wpadł na pomysł wyjścia właśnie na spacer i oglądania mnie w tej wersji.
Powoli szliśmy w stronę przystanku autobusowego, gdy wyrwał mnie głos Magdy z rozmyślań na temat "co ja właściwie robię?"
- Marta...
- Co?
- Dzięki, że się zgodziłaś. Serio jesteś spoko przyjacielem czy tam obecnie przyjaciółką
- Nie ma sprawy. Jakby Ci to powiedzieć... przyjaźń przyjaźnią ale i komputer sam się nie naprawi.
- I tak doceniam, że się zgodziłaś! Naprawdę!... I fajnie też zyskać przyjaciółkę - dodała już z lekką ironią w głosie
- Tak... - ciężko odetchnąłem - to teraz rozumiem, że będziesz przy mnie chodzić w bieliźnie? Widziałem, na filmach, że tak robią przyjaciółki.
- Marta! - powiedziała wkurzona Magda - Widziałaś, widziałaś - powtórzyła poprawiając mnie. - I nie - powiedziała już spokojnie
- No trudno. Warto było spróbować.
Po krótkiej podróży autobusem staliśmy pod salonem samochodowym
- To tutaj
Spojrzałem na typowy salon samochodowy z dużymi szklanymi oknami i prezentującymi się w nich samochodami...
- Naprawdę? Wygląda zupełnie jak piekarnia... sprawdź jeszcze raz adres.
- Zabawne. Teraz zamiast żartować postaw swoje całe dwie szare komórki w stan gotowości i nie zrób nic głupiego.
Weszliśmy przez drzwi i zaczęliśmy szukać kogoś wzrokiem... z boku jakiś chłopak w stroju mechanika polerował samochód. Po chwili nas zauważył i ruszył w naszą stronę prawie krzycząc:
- Jeszcze zamknięte, ale jak chcecie dziewczyny ja bardzo chętnie wam mogę opowiedzieć o tych samochodach.
- My do Pana Andrzeja - powiedziała szybko Magda zupełnie nie reagując na zaloty chłopaka
- Pan Andrzej jest w biurze na piętrze. Tymi schodami do góry - powiedział wskazując na tył salonu - ale może jednak ja mogę w czymś pomóc?
- Chodź - szarpnęła mnie Magda. - I bardzo dziękujemy - odezwała się w stronę chłopaka
Weszliśmy do biura gdzie za biurkiem siedział jakiś człowiek w średnim wieku
- Dzień dobry - zaczęła Magda - rozmawialiśmy przez telefon. Magda i moja koleżanka Marta
- Dzień dobry - powiedziałem z lekkim strachem
- No właśnie nie najlepszy, ale dzień dobry - powiedział wstając Pan Andrzej zza biurka. - Siadajcie - powiedział wskazując krzesła przy biurku.
Siadaliśmy na krzesłach, gdy Pan Andrzej zaczął kontynuować:
- Wiem, że trochę już lat mam, ale możemy sobie mówić po imieniu?
- Oczywiście - powiedziała Magda - Magda - dodała z uśmiechem
- Andrzej
W tym momencie poczułem kopniaka w nogę i się odezwałem:
- Mi... Marta, miło mi
- No to skoro się sobie przedstawiliśmy - mówił Andrzej - to jest mały problem dziewczyny. Wiem, że umawialiśmy się na maskotkę i ulotki w centrum handlowym, ale mam mały problem. Strój maskotki nie dotarł na dziś a w dodatku rozchorowała się recepcjonistka co pewnie zauważyliście wchodząc. Mówiąc wprost chciałbym, jeśli to oczywiście możliwe, by jedna z was została dziś w salonie a d**ga w stroju hostessy promowała samochód.
Padł na mnie blady strach. Miałem być maskotką a nie ganiać w spódniczce po centrum handlowym. Siedzenie na recepcji też nie było jakąś mega super opcją. Przenosząc wzrok z blatu stołu spojrzałem w oczy Andrzeja, który chyba oczekiwał odpowiedzi.
- Oczywiście jakoś myślę, że jak mnie poratujecie to i się finansowo dogadamy - dodał - Ja idę sprawdzić czy już jest kierownik mechaników. Wy się tu zastanówcie i jak wrócę dacie odpowiedzieć, OK?
- OK - powiedziała Magda
Nie zamknęły się dobrze drzwi za Andrzejem gdy Magda ciągnąć mnie za ramię powiedziała:
- Błagam! Oddam Ci to co dziś zarobię ale zgódź się! Wiesz, że chciałem pracować tu na recepcji! To jest mega szansa!
- Ja miałem być maskotką! - powiedziałem chyba najgłupsze zdanie w moim życiu
- I nie musisz płacić za mieszkanie w tym miesiącu! Nawet laptopa sobie używaj póki Twojego nie naprawią, proszę...
- Jak wygląda ta cała hostessa? - zapytałem chyba bardziej z ciekawości bo nie chciało to zupełnie do mnie dotrzeć co się właśnie dzieje
- Czarna mini, biała bluzka bez dekoltu z logiem salonu z przodu i z tyłu. Dam Ci rajtki i szpilki i jakoś ogarniesz
- Co mi dasz? - zapytałem z niedowierzaniem myśląc o samej opcji chodzenia w szpilkach
- Rajstopy
- Ja się przecież w tym zabije - powiedziałem myśląc o szpilkach
- Rajstopy jeszcze nikogo nie zabiły - powiedziała Magda albo się ze mnie nabijając albo zupełnie nie rozumiejąc co mówię.
W tym momencie do pokoju wrócił Andrzej i od drzwi rzucił pytaniem:
- To jak tam po naradzie?
- No musimy jakoś Pana, przepraszam, Ciebie Andrzej uratować - powiedziała Magda wprawiając mnie w osłupienie
- Świetnie. Naprawdę ratujecie mi tyłek. - powiedział wyciągając z szafy coś zapakowane w folię - koszulki dla was i spódniczka dla jednej z was. Jak wyjdziecie to po prawej jest ubikacja gdzie możecie się przebrać. Jak będziecie gotowe to zapraszam na dół i powiem co dalej. I jeszcze raz naprawdę dziękuje.
- To my dziękujemy za szansę - powiedziała Magda
- Taaa - cicho powiedziałem pod nosem ale na tyle głośno, że znowu oberwałem w nogę.
- Widzisz i nawet to marzenie Twoje spełniam - powiedziała Magda jakby nic ściągając przedemną bluzkę
- Jakoś mnie to nie cieszy tak jak się spodziewałem - powiedziałem stojąc i gapiąc w ścianę
- Marta... ubieraj się i nie marudź. Dasz radę!
- No Marta może i by dała...
- Ściągaj spodnie, proszę i weź się w garść. Pamiętasz ten swój zespół? Też trochę aktorzyłeś na scenie. Tutaj jest podobna sytuacja.
- Zupełnie inna... - powiedziałem łapiąc za rajstopy podawane przez Magdę - To ma jakiś przód czy tył?
- Obojętne - powiedziała podając szpilki
Powoli zakładałem rajstopy na nogi spoglądając na spódniczkę przy umywalce. Gdyby nie absurd całej sytuacji stwierdziłbym, że sam dotyk na skórze rajstop był dość przyjemnym uczuciem. Szybko ubrałem spódniczkę sięgająca nie wiele ponad połowę nóg, jednak daleko jej było do kolan.
- No to zmiana koszulki, buty i jesteśmy gotowe. - powiedziała Magda wytrącając mnie jakby z transu.
Posłusznie ściągnąłem koszulkę i ubrałem nową już przyszykowaną. Spojrzałem na czarne szpilki i nie wytrzymałem:
- Magda nie! Koniec! ja nie dam rady. To nie jest na 5 minut. Wysyłasz mnie w tym czymś samego do centrum handlowego. Nie schowam się tam. Wprost przeciwnie oczekuje się ode mnie, że będę tam chodzić, dobrze wyglądać i może jeszcze kogoś samochodem zainteresuje. To trochę jednak za dużo jak na mnie. Przepraszam, ale nie. Powiedziałem sięgając do dołu koszulki chcąc ją ściągnąć.
Momentalnie moje ręce złapała Magda i oderwała je od koszulki. Jednym ruchem odwróciła mnie całego w stronę lustra.
- Popatrz - powiedziała - nie wyglądasz jak Ty. Pomyśl, że jesteś Martą i dasz radę. Nikt Ciebie nie pozna. Pochodzisz trochę na około pasażu i jakoś zleci. Pogoda dzisiaj taka, że ludzie pojadą cieszyć się resztkami lata a nie zwiedzać sklepy. Zresztą nawet nie będziesz tam do zamknięcia centrum tylko ktoś po Ciebie przyjdzie po 16. To tylko trochę ponad 6 godzin, które jakoś zlecą.
Patrzyłem w swoje odbicie próbując sam odgadnąć czy to jestem ja czy nie ja. Nagłe szarpnięcie Magdy skierowało mnie w jej stronę.
- Marta! Dasz radę! Wierzę w Ciebie. Jak coś zawsze możesz pisać do mnie lub dzwonić i coś wymyśle. To co?... Proszę
- Chodźmy nim dotrze do mnie, że to bez sensu - powiedziałem z rezygnacją w głosie.
Może jakoś koślawo, ale pokonałem odległość do schodów i je same w nowych butach. Na dole czekał już Andrzej.
- Marto - zaczął Andrzej - jesteś naprawdę piękną wizytówką naszej firmy
- Przepiękną - powiedział stojący obok chłopak, którego spotkaliśmy wchodząc rano do salonu
- To jest Krzysiek - Andrzej wskazał na chłopaka - nasz chłopak od wszystkie. Zawiezie Ciebie do centrum handlowego po drodze mam nadzieje, że Ci coś opowie o samochodzie.
- Oczywiście - odezwał się Krzysiek - zapraszam za mną i ruszył w stronę drzwi salonu. Zatrzymał się przed nimi, otworzył je i mnie przepuścił. Ledwo przez nie przeszedłem a on już był przede mną otwierając mi drzwi do jednego z samochodów testowych przed salonem
- zapraszam - powiedział z uśmiechem.
Nie jechaliśmy długo w Ciszy, na co mocno liczyłem. Zaraz po wyjeździe na ****ę Krzysiek zaczął:
- Nazywasz się Marta, prawda?
- Tak - odpowiedziałem zestresowany
- Bardzo ładne imię. Pasuje do Ciebie
- Dziękuje
- Ja Krzysiek jestem. Przyjechałem z takiej małej wsi pod miastem. Matematykę studiuje a tutaj sobie dorabiam. A Ty?
- Co ja? - odpowiedziałem wyrwany z zamyślenia o swoim marnym życiu i o tym by ta podróż szybko minęła. Całkowicie przy tym nie słuchałem chłopaka siedzącego obok.
- Co robisz?
- Siedzę, a co mam robić - odpowiedziałem zaskoczony w ogóle nie ogarniając kontekstu
- Ale w życiu co robisz?
Odpowiedź by była dużo prostsza jakbym sam wiedział co w nim robię. Studia przerwane. Planów brak. Teraz jeszcze bawię się głupie akcje a życie ustawiam pod grafik z kawiarni.
- Pracuje w kawiarni
- O fajnie. Tak mi przy okazji tej kawiarni przyszło do głowy... - zapadła chwila ciszy - Może dałabyś się zaprosić na kawę? - powiedział jednym tchem
- Co? - stwierdziłem zaskoczony. Czy on mnie właśnie podrywa? Co się dziś dzieje do cholery?
- Nic, nie było pytania. Pewnie kogoś masz. Rozumiem. Spoko.
- Nie mam - rzuciłem bezmyślnie. Co ja mówię? Nie dość, że siedzę w samochodzie przebrany za dziewczynę. Nieznany chłopak mnie, gdzieś wiezie bo po co było zapytać co to za centrum handlowe. To jeszcze zaraz może się na randkę umówię? - tzn to skomplikowane - powiedziałem chcąc nie popadać w większe problemy
- Serio rozumiem. Wiesz w sumie nie mam tutaj żadnych znajomych. Z ludźmi ze studiów czy z warsztatu zbytnio nie zaiskrzyło. To tak zwyczajnie pomyślałem, że można by z kimś fajnym miło spędzić czas. - powiedział uśmiechając się do mnie
Uśmiechnąłem się do niego zastanawiając co ja właściwie robię
- Zobaczymy - dodałem
- Super i jesteśmy na miejscu
- Już?
- No tak. Tu masz klucz do samochodu - powiedział podając mi kluczyk z kieszeni - jest w środku przy głównym wejściu. W bagażniku są ulotki. Resztę chyba wiesz.
- Miałeś mi coś o nim opowiedzieć
- Co tu opowiadać? Samochód jak samochód jak się komuś podoba to i tak kupi.
- A coś o silniku? Kolorach?
- No tak - powiedział się bardzo uśmiechając - dla dziewczyn kolor najważniejszy. Te samochody mogą wszystko mieć i w każdym kolorze. Kwestia ceny i rodzaju wyposażenia co jest w katalogach. Serio klient sam sobie potrafi ogarnąć kiedy ma wydać jakąś kwotę więcej do wersji podstawowej.
Zapadła chwilka ciszy przerwana słowami:
- No dobra - Przyjadę po Ciebie po pracy w salonie.
I tak oto stałem w spódniczce, damskiej bieliźnie w butach na obcasie przed centrum handlowym... a miałem być maskotką - gorzej chyba być nie mogło.
5年前