Ala taka ciocia
1983 ALA
7 sierpnia 1983 nie zapowiadał się jakoś szczególnie. Miałem wakacje i prawie osiemnaście lat. Nic w planach, kumple z podwórka gdzieś na wczasach, moja dziewczyna też z rodzicami na Mazurach…, nuda się zapowiadała. Z tym lżejszym sercem postanowiłem zrobić cioci Alinie niespodziankę – miała dzisiaj trzydzieste dziewiąte urodziny. Z całej rodziny tylko ja o tym pamiętałem, ponieważ w zasadzie byłem w niej zakochany. Średniego wzrostu brunetka, na swój sposób ładniejsza od wielu modelek. Czarne włosy na górze były dłuższe, na dole przystrzyżone. Wyglądała w nich zjawiskowo i nie pamiętam aby kiedykolwiek miała inną fryzurę. Od zawsze mi się podobała, ale nastąpił taki dzień, że miałem okazję podejrzeć ją w kąpieli przez kratkę wentylacyjną. Świat mi się wtedy wywrócił i nie doszedł już nigdy do pionu – jej wielkie, gęste i czarne futro stało się moją obsesją. Było cudowne i dostarczało mi wiele przyjemności, kiedy o nim myślałem. Alę udało mi się podglądnąć kilka razy, to był po prostu za każdym razem szał. Na wspomnienie jej futerka sperma lała się ze mnie sama. Za każdym razem kilka ruchów wystarczyło aby wspomnienie jej czarnego futerka eksplodowało mi w głowie blaskiem – powinno czernią, ale to był jednak blask. Na myśl o niej od razu szybko sobie zwaliłem do umywalki, opłukałem porządnie wacka i wyszedłem z domu. W „Społem” pod domem kupiłem bombonierkę a kilka ulic dalej bukiecik róż. Tych róż było trzydzieści dziewięć, więc ludzie na ulicy się za mną oglądali. Dotarłem do cioci. Buzi buzi na okoliczność życzeń i patrzyłem jak cioci popłynęło kilka łez na widok kwiatów. Nie spodziewała się żadnej wizyty, tym bardziej takiej. Była więc w tym swoim odwiecznym brązowym fartuszku, który zakładała jak przychodziła do domu. I w klapkach, w których widać było jej malutkie, śliczne i słodkie stópki. To był chyba rozmiar 36. Kurczę, jak ja się o nich namyślałem, jak o futerku…, jak ja chciałem kiedyś wylizać futerko i te stópki…, ile mnie to kosztowało orgazmów w zlew…, jak krew w piach. Ale rzucił mi się jej inny niż zazwyczaj zapach, był ostry i jednocześnie słodki, bardzo wyrazisty i bardzo podniecał, ale jeszcze do mnie nie docierało, że to pachnie jej cipusia po kilku orgazmach. Do tej masturbacji przyznała się dwie godziny później, jak już leżeliśmy nago po dzikim seksie – ale po kolei.
- Siadaj, zrobię herbatki – powiedziała i zniknęła w kuchni, a za mną chodził ten cholernie intrygujący zapach.
- A można tylko wodę z lodem? – zawołałem z pokoju wiedząc, że ma takie wynalazki pod ręką.
- Pewnie – zawołała i po chwili wróciła z dwiema szklankami zimnej wody.
Usiadła obok mnie i powinęła jedną nogę. Wyglądała tak, że „Nie, no nie, nie udźwignę… zaraz się spuszczę bezdotykowo” – pomyślałem. Pogadaliśmy chwilę o tym, że tylko ja pamiętam o jej urodzinach, co nie było do końca prawdą. Pamiętali pewnie wszyscy, ale w mojej rodzinie nie było urodzinowego zwyczaju – co innego imieniny, te się obchodziło hucznie. W sumie bym się temu zwyczajowi poddał, gdyby nie chęć ujrzenia cioci. Siedziała na wersalce obok mnie w pozycji syrenki z Kopenhagi, na trzymanej w dłoni szklance odznaczały się piękne paznokcie pomalowane na czerwono. Jej drobne dłonie z tymi paznokciami doprowadzały mnie do stanu, w którym powinienem zostać natychmiastowo i sądownie ubezwłasnowolniony. Do tego jeszcze dochodziły te stópki z pięknymi paznokciami również pomalowanymi czerwonym lakierem. Na bank miała świadomość tych atutów, bo jako jedyna w rodzinie je sobie malowała. Poczułem, że twardnieję i tylko świadomość, że dżinsy to wytrzymają i ukryją trochę mnie uspokajała. Wziąłem łyk zimnej wody i odstawiłem szklankę na ławę, chociaż miałem cholerną ochotę wylać resztę wody na wacka. Pogadaliśmy jeszcze chwilę o tym, co u nas słychać, o moich mających się zacząć studiach, o jej pracy, że czasami jest ciekawie, czasami groźnie, czasami śmiesznie. Zawsze miała jakąś nową anegdotę do opowiedzenia. Nie napiszę kim była i gdzie pracowała, ale z ludźmi miała do czynienia i wiedziała o nich wszystko.
W końcu wyszło słońce zza chmur i wlało się przez okno do pokoju. Ala nagle wstała i podeszła do barku. Patrzyłem na nią od tyłu i nie mogło do mnie dotrzeć, że nie ma żadnego faceta. Przecież za nią powinno uganiać się stado samców alfa a ona nigdy nikogo nie przyprowadziła na rodzinną imprezę. Nawet ten koszmarny fartuch, który nosiła po domu cudownie podkreślał jej fantastyczne kobiece kształty. Wyciągnęła butelkę Żytniej i postawiła na ławie. Zabrała szklanki z niedopitą wodą i zniknęła w kuchni. Usłyszałem dźwięk wylewanej do zlewu wody i stukot resztek lodu o blachę. Po chwili doszedł do mnie chrzęst nowych kostek w szklankach.
- Kochanie, ratunku – usłyszałem spokojny głos.
Wszedłem do kuchni, Ala stała nad słoikiem kompotu wiśniowego.
- Zrób coś, nie daję rady - powiedziała z miną bezbronnej kobietki.
Otworzyłem słoik jednym ruchem, Ala nalała po pół szklanki i poszliśmy do pokoju. Ala do szklanek dolała Żytniej. Było zimne i smakowało – takie były kiedyś drinki.
- To nasze zdrowie, wolno ci już – powiedziała, wzięła łyczka i znowu usiadła w pozycji syrenki. Też wziąłem łyk, trochę większy od Ali i odstawiłem szklankę wkurzając się na słońce walące prosto w pysk. Ale to słońce po sekundzie okazało się ciekawym zbiegiem okoliczności – Ala przez moment na mnie patrzyła i po chwili chwyciła mnie za brodę. Obejrzała mi mordę z każdej strony.
- Ty chyba ślepy jesteś, ta twoja cała dziewczyna chyba też – dodała – kładź się - powiedziała i zaczęła mi wyciskać kilka znalezionych wągrów. Usiadła na wersalce tak, że musiała mnie dociskać do oparcia swoją piękną pupą. Poczułem gorąco bijące mi w biodro. Zapach cioci stał się intensywniejszy i dotarło do mnie co się z nią dzieje. Pochylona nad moimi wągrami dopiero przy trzecim rozpinanym guziku fartuszka zapytała.
- Rozbierasz mnie?
- Tak – odpowiedziałem i nie spotkałem sprzeciwu przy czwartym guziku.
- I co chcesz zrobić? – zapytała mi szeptem prosto do ucha.
- Całą ciocię wycałować – odpowiedziałem cicho sufitowi.
- Nikt mnie nigdy całej nie wycałował – powiedziała i pocałowała mnie w usta, długo mnie całowała i nasze języki szalały. Wacek mi stał na całego mimo spodni. Kończyłem rozpinanie guzików tego cholernego fartuszka. Ala sama z siebie go zsunęła po rozpięciu i zdjęła ze mnie koszulkę. Po chwili rozpięła sobie stanik, rzuciła go w stronę telewizora i przywarła piersiami do mojego torsu. Myślałem, że zwariuję, zacząłem szaleńczo ssać i uciskać te piękne piersi do pierwszego orgazmu Ali, później do d**giego, do trzeciego…, po czwartym powiedziała: - Wstawaj.
Rozłożyła wersalkę, rzuciła poduszkę i zdjęła majtki. I oniemiałem. Moje ukochane wielkie czarne futerko było w zasięgu mojego języka. Szybko zdjąłem spodnie i majtki.
- Ale piękny – powiedziała Ala na widok mojego wyskakującego wacka.
- Piękna to jest twoja – odpowiedziałem i wyspowiadałem się z podglądania przytulając się policzkiem do futerka. Ten zapach i smak urzekał, dotarło do mnie, że ten zapach roznoszący się po mieszkaniu to soczek cioci.
Ala docisnęła moją twarz do cudownej cipusi. W ostatniej chwili przy tym dociskaniu namierzyłem językiem łechtaczkę. Ala po chwili wyła i krzyczała. Z pochwy lało się niemiłosiernie, ale cudowny był ten biały soczek.
- Aaaa! Aaaaa! Je…, jeszcze!!! Jesz…cze!!! Mocniej!! Je…szcze! Ko…kochanie, je…aaa!...szcze. Kochanie nie mogę już, wykończyłeś mnie, mogłabym więcej, ale zaskoczyłeś mnie na robieniu dobrze samej sobie – to mnie trochę rozwaliło, ale większe rozwalenie dopiero nadciągało.
- Ciocia chce spermusi – powiedziała Ala gładząc mi wacka – nigdy nie czułam smaku mężczyzny – położyła mi głowę na ramieniu.
- I chcesz spróbować? – zapytałem.
- Bardzo – odpowiedziała i po chwili mój wacek zniknął w ustach cioci. Cudownie to robiła, trochę delikatnie, trochę agresywnie, ale podobało mi się. Wystrzeliłem.
7 sierpnia 1983 nie zapowiadał się jakoś szczególnie. Miałem wakacje i prawie osiemnaście lat. Nic w planach, kumple z podwórka gdzieś na wczasach, moja dziewczyna też z rodzicami na Mazurach…, nuda się zapowiadała. Z tym lżejszym sercem postanowiłem zrobić cioci Alinie niespodziankę – miała dzisiaj trzydzieste dziewiąte urodziny. Z całej rodziny tylko ja o tym pamiętałem, ponieważ w zasadzie byłem w niej zakochany. Średniego wzrostu brunetka, na swój sposób ładniejsza od wielu modelek. Czarne włosy na górze były dłuższe, na dole przystrzyżone. Wyglądała w nich zjawiskowo i nie pamiętam aby kiedykolwiek miała inną fryzurę. Od zawsze mi się podobała, ale nastąpił taki dzień, że miałem okazję podejrzeć ją w kąpieli przez kratkę wentylacyjną. Świat mi się wtedy wywrócił i nie doszedł już nigdy do pionu – jej wielkie, gęste i czarne futro stało się moją obsesją. Było cudowne i dostarczało mi wiele przyjemności, kiedy o nim myślałem. Alę udało mi się podglądnąć kilka razy, to był po prostu za każdym razem szał. Na wspomnienie jej futerka sperma lała się ze mnie sama. Za każdym razem kilka ruchów wystarczyło aby wspomnienie jej czarnego futerka eksplodowało mi w głowie blaskiem – powinno czernią, ale to był jednak blask. Na myśl o niej od razu szybko sobie zwaliłem do umywalki, opłukałem porządnie wacka i wyszedłem z domu. W „Społem” pod domem kupiłem bombonierkę a kilka ulic dalej bukiecik róż. Tych róż było trzydzieści dziewięć, więc ludzie na ulicy się za mną oglądali. Dotarłem do cioci. Buzi buzi na okoliczność życzeń i patrzyłem jak cioci popłynęło kilka łez na widok kwiatów. Nie spodziewała się żadnej wizyty, tym bardziej takiej. Była więc w tym swoim odwiecznym brązowym fartuszku, który zakładała jak przychodziła do domu. I w klapkach, w których widać było jej malutkie, śliczne i słodkie stópki. To był chyba rozmiar 36. Kurczę, jak ja się o nich namyślałem, jak o futerku…, jak ja chciałem kiedyś wylizać futerko i te stópki…, ile mnie to kosztowało orgazmów w zlew…, jak krew w piach. Ale rzucił mi się jej inny niż zazwyczaj zapach, był ostry i jednocześnie słodki, bardzo wyrazisty i bardzo podniecał, ale jeszcze do mnie nie docierało, że to pachnie jej cipusia po kilku orgazmach. Do tej masturbacji przyznała się dwie godziny później, jak już leżeliśmy nago po dzikim seksie – ale po kolei.
- Siadaj, zrobię herbatki – powiedziała i zniknęła w kuchni, a za mną chodził ten cholernie intrygujący zapach.
- A można tylko wodę z lodem? – zawołałem z pokoju wiedząc, że ma takie wynalazki pod ręką.
- Pewnie – zawołała i po chwili wróciła z dwiema szklankami zimnej wody.
Usiadła obok mnie i powinęła jedną nogę. Wyglądała tak, że „Nie, no nie, nie udźwignę… zaraz się spuszczę bezdotykowo” – pomyślałem. Pogadaliśmy chwilę o tym, że tylko ja pamiętam o jej urodzinach, co nie było do końca prawdą. Pamiętali pewnie wszyscy, ale w mojej rodzinie nie było urodzinowego zwyczaju – co innego imieniny, te się obchodziło hucznie. W sumie bym się temu zwyczajowi poddał, gdyby nie chęć ujrzenia cioci. Siedziała na wersalce obok mnie w pozycji syrenki z Kopenhagi, na trzymanej w dłoni szklance odznaczały się piękne paznokcie pomalowane na czerwono. Jej drobne dłonie z tymi paznokciami doprowadzały mnie do stanu, w którym powinienem zostać natychmiastowo i sądownie ubezwłasnowolniony. Do tego jeszcze dochodziły te stópki z pięknymi paznokciami również pomalowanymi czerwonym lakierem. Na bank miała świadomość tych atutów, bo jako jedyna w rodzinie je sobie malowała. Poczułem, że twardnieję i tylko świadomość, że dżinsy to wytrzymają i ukryją trochę mnie uspokajała. Wziąłem łyk zimnej wody i odstawiłem szklankę na ławę, chociaż miałem cholerną ochotę wylać resztę wody na wacka. Pogadaliśmy jeszcze chwilę o tym, co u nas słychać, o moich mających się zacząć studiach, o jej pracy, że czasami jest ciekawie, czasami groźnie, czasami śmiesznie. Zawsze miała jakąś nową anegdotę do opowiedzenia. Nie napiszę kim była i gdzie pracowała, ale z ludźmi miała do czynienia i wiedziała o nich wszystko.
W końcu wyszło słońce zza chmur i wlało się przez okno do pokoju. Ala nagle wstała i podeszła do barku. Patrzyłem na nią od tyłu i nie mogło do mnie dotrzeć, że nie ma żadnego faceta. Przecież za nią powinno uganiać się stado samców alfa a ona nigdy nikogo nie przyprowadziła na rodzinną imprezę. Nawet ten koszmarny fartuch, który nosiła po domu cudownie podkreślał jej fantastyczne kobiece kształty. Wyciągnęła butelkę Żytniej i postawiła na ławie. Zabrała szklanki z niedopitą wodą i zniknęła w kuchni. Usłyszałem dźwięk wylewanej do zlewu wody i stukot resztek lodu o blachę. Po chwili doszedł do mnie chrzęst nowych kostek w szklankach.
- Kochanie, ratunku – usłyszałem spokojny głos.
Wszedłem do kuchni, Ala stała nad słoikiem kompotu wiśniowego.
- Zrób coś, nie daję rady - powiedziała z miną bezbronnej kobietki.
Otworzyłem słoik jednym ruchem, Ala nalała po pół szklanki i poszliśmy do pokoju. Ala do szklanek dolała Żytniej. Było zimne i smakowało – takie były kiedyś drinki.
- To nasze zdrowie, wolno ci już – powiedziała, wzięła łyczka i znowu usiadła w pozycji syrenki. Też wziąłem łyk, trochę większy od Ali i odstawiłem szklankę wkurzając się na słońce walące prosto w pysk. Ale to słońce po sekundzie okazało się ciekawym zbiegiem okoliczności – Ala przez moment na mnie patrzyła i po chwili chwyciła mnie za brodę. Obejrzała mi mordę z każdej strony.
- Ty chyba ślepy jesteś, ta twoja cała dziewczyna chyba też – dodała – kładź się - powiedziała i zaczęła mi wyciskać kilka znalezionych wągrów. Usiadła na wersalce tak, że musiała mnie dociskać do oparcia swoją piękną pupą. Poczułem gorąco bijące mi w biodro. Zapach cioci stał się intensywniejszy i dotarło do mnie co się z nią dzieje. Pochylona nad moimi wągrami dopiero przy trzecim rozpinanym guziku fartuszka zapytała.
- Rozbierasz mnie?
- Tak – odpowiedziałem i nie spotkałem sprzeciwu przy czwartym guziku.
- I co chcesz zrobić? – zapytała mi szeptem prosto do ucha.
- Całą ciocię wycałować – odpowiedziałem cicho sufitowi.
- Nikt mnie nigdy całej nie wycałował – powiedziała i pocałowała mnie w usta, długo mnie całowała i nasze języki szalały. Wacek mi stał na całego mimo spodni. Kończyłem rozpinanie guzików tego cholernego fartuszka. Ala sama z siebie go zsunęła po rozpięciu i zdjęła ze mnie koszulkę. Po chwili rozpięła sobie stanik, rzuciła go w stronę telewizora i przywarła piersiami do mojego torsu. Myślałem, że zwariuję, zacząłem szaleńczo ssać i uciskać te piękne piersi do pierwszego orgazmu Ali, później do d**giego, do trzeciego…, po czwartym powiedziała: - Wstawaj.
Rozłożyła wersalkę, rzuciła poduszkę i zdjęła majtki. I oniemiałem. Moje ukochane wielkie czarne futerko było w zasięgu mojego języka. Szybko zdjąłem spodnie i majtki.
- Ale piękny – powiedziała Ala na widok mojego wyskakującego wacka.
- Piękna to jest twoja – odpowiedziałem i wyspowiadałem się z podglądania przytulając się policzkiem do futerka. Ten zapach i smak urzekał, dotarło do mnie, że ten zapach roznoszący się po mieszkaniu to soczek cioci.
Ala docisnęła moją twarz do cudownej cipusi. W ostatniej chwili przy tym dociskaniu namierzyłem językiem łechtaczkę. Ala po chwili wyła i krzyczała. Z pochwy lało się niemiłosiernie, ale cudowny był ten biały soczek.
- Aaaa! Aaaaa! Je…, jeszcze!!! Jesz…cze!!! Mocniej!! Je…szcze! Ko…kochanie, je…aaa!...szcze. Kochanie nie mogę już, wykończyłeś mnie, mogłabym więcej, ale zaskoczyłeś mnie na robieniu dobrze samej sobie – to mnie trochę rozwaliło, ale większe rozwalenie dopiero nadciągało.
- Ciocia chce spermusi – powiedziała Ala gładząc mi wacka – nigdy nie czułam smaku mężczyzny – położyła mi głowę na ramieniu.
- I chcesz spróbować? – zapytałem.
- Bardzo – odpowiedziała i po chwili mój wacek zniknął w ustach cioci. Cudownie to robiła, trochę delikatnie, trochę agresywnie, ale podobało mi się. Wystrzeliłem.
5年前