Weronika 2
Weronika cz.2
-Cześć, co porabiasz?- usłyszałem w słuchawce słodki głos Weroniki.
-Hej, właśnie się kładłem spać po wyczerpującej nocce. –odpowiedziałem i zaśmiałem się do słuchawki.
-Wyczerpującej powiadasz… czyli jesteś zmęczony i nie masz ochoty na spotkanie na przykład dziś o piętnastej?- zapytała i nie czekając na odpowiedź dodała –kończę pracę i moglibyśmy gdzieś skoczyć, dla odmiany pogadać, no wiesz… chciałabym Cię bliżej poznać.
-Nie ma problemu, dla tak wspaniałej kobiety, zawsze mam czas. To co wpadnę do sklepu o piętnastej i wyskoczymy może na obiadek, bo po pracy pewnie będziesz głodna. – odparłem, snując już plany naszego spotkania.
-No nie wiem, zobaczymy… a wiesz co, nie przychodź po mnie do sklepu, poczekaj lepiej na mnie na przystanku. Tam się spotkamy. Proszę, ok?- powiedziała lekko ściszonym głosem- to co jesteśmy umówieni, muszę kończyć, no wiesz praca a Ty wypoczywaj po wyczerpującej nocce.- zaśmiała się- To pa, pa.
- Dobrze jak chcesz, to do zobaczenia o piętnastej, pa- zdążyłem odpowiedzieć zanim się rozłączyła.
Byłem strasznie podniecony myślą, że znów ją zobaczę, że się spotkamy i znów będę mógł poczuć jej cudowny dotyk, zapach jej perfum, słodycz jej ust. Nie mogłem zasnąć, myślałem tylko o naszym spotkaniu. Wtedy wpadłem na pomysł, że w sumie zamiast gdzieś chodzić to zaproszę ją do siebie, zrobię obiad i miło spędzimy czas. Wstałem z łóżka rozejrzałem się po mieszkaniu, no tak je także trzeba ogarnąć. Poszedłem do kuchni zrobić sobie mocną kawę. Siedząc nad kubkiem parującej, czarnej kawy układałem plan działania. Zabrałem się za sprzątanie, wyskoczyłem do sklepu uzupełnić zapasy w lodówce. Na obiad postanowiłem zrobić spaghetti z klopsikami w sosie pomidorowym nie żadne kupne ale własne, szybkie, proste, niezawodne. Pozostało jeszcze jedno, mój współlokator Irek jak się go pozbyć? Dochodziło południe i za parę minut miał przyjść. I rzeczywiście, kwadrans później usłyszałem skowyt zamka w drzwiach.
-Mmm, od półpiętra czułem miłe zapachy ale nie sądziłem, że to z naszego mieszkania- powiedział gdy wszedł już do mieszkania- Super, jestem strasznie głodny.
Gotowaliśmy obiady wspólnie, na zmianę bo tak było taniej i prościej.
-Słuchaj Irek, obiad gotowy ale mam sprawę do Ciebie- poczekałem, aż sobie nałoży i usiedliśmy przy stole.
-Zaprosiłem na obiad dziewczynę i chciałbym z nią spędzić trochę czasu, sam na sam więc gdybyś mógł gdzieś się przejść w tym czasie na powiedzmy cztery godzinki- spytałem niepewnie, w końcu zdawałem sobie sprawę, że pewnie jest zmęczony po ciężkiej fizycznej pracy i też ma ochotę się wyspać.
-Andrzej , nie ma problemu ale dałbyś mi chociaż na kino, co?- odpowiedział z uśmiechem dając do zrozumienia, że wie o co mi chodzi.
-Hej, to umowa wiązana, ja nie prosiłem o nic gdy Ty i Agnieszka potrzebowaliście chwili dla siebie – udałem oburzonego.
-Spoko a o której mam się zmyć- spytał kończąc obiad.
-Myślę, że o szesnastej było by OK- odpowiedziałem .
- Dobrze, to do szesnastej złapię trochę snu i pojadę do Agi i tak się z nią umówiłem- to mówiąc poszedł pod prysznic.
Czyli sprawa była załatwiona, wszystko gotowe.
Przed piętnastą byłem pod centrum handlowym, czekałem tak jak się umówiliśmy na przystanku. Nerwowo sprawdzałem zegarek, nie mogąc się doczekać by znów ją zobaczyć. W końcu wyszła, punktualnie. Szła szybkim krokiem w moją stronę. Na dworze było ciepło wiał delikatny wiatr, który rozwiewał jej włosy. Miała na sobie czerwoną koszulkę na ramiączkach z pod której było widać paski czarnego stanika, białe spodnie trzy czwarte odsłaniające jej łydki i sandałki na obcasie. Wyglądała wspaniale. Podeszła do mnie, dając szybkiego buziaka w policzek.
-Witaj Skarbie cudownie wyglądasz-powiedziałem, przyglądając się jej pięknej figurze.
-Pochlebca z Ciebie ale i tak wiem co Ci po głowie chodzi- odpowiedziała, klepiąc się lekko po swoim pięknym tyłeczku, uśmiechnęła się zalotnie do mnie.
W tej chwili podjechał autobus do którego wsiedliśmy. Jechaliśmy chwilę rozmawiając o głupotach, co w pracy jak minął dzień itp. Gdy nagle koło parku wstała, komunikując mi, że wysiadamy, do mojego przystanku zostały jeszcze dwa przystanki ale podążyłem za nią.
-Jakie masz plany?- spytałem Weronikę
-Tutaj jest park, możemy chwilę spokojnie pospacerować a nieopodal miła knajpka w której moglibyśmy zjeść obiad-zakomunikowała.
Tak też zrobiliśmy. Spacer mijał bardzo spokojnie, nie spodziewanie spokojnie. Chodziliśmy i rozmawialiśmy poznając się wzajemnie. Gdy nagle usłyszałem z jej ust: - Mam chłopaka.
Nie chciałam byś przychodził po mnie i by ktoś nas razem widział, mieszkamy razem na tym samym osiedlu co Ty i dlatego proszę Cię o dyskrecję. Nie wiem jak to się dalej potoczy między nami ale bardzo spodobał mi się początek naszej znajomości, więc jeżeli nie masz nic przeciwko chciałabym się z Tobą spotykać co jakiś czas, co Ty na to?- patrzyła tymi wielkimi błękitnymi oczami na mnie czekając na moją reakcję.
-Skoro podobał Ci się początek to nie ma co marnować czasu zjemy coś u mnie w domu, zresztą przygotowałem małe co nie co, a później mam wielką ochotę się z Tobą kochać. Co powiesz na taką odpowiedź?- odparłem i pociągnąłem jej rękę kierując się wprost do mojego mieszkania. Szliśmy szybkim krokiem i po pięciu minutach staliśmy pod drzwiami kamienicy w której mieszkałem. Po wejściu do mieszkania zaproponowałem lampkę wina i zabrałem się za szykowanie obiadu.
-Skoro Ty jesteś zajęty ja skorzystam z prysznica, chciałabym się odświeżyć . W końcu cały dzień byłam w pracy, przydałby mi się tylko ręcznik.- stwierdziła udając się do łazienki.
Poszedłem do pokoju, wyjąłem z szafy ręcznik i udałem się do łazienki by jej go podać. Weronika stała już w samej bieliźnie. Włosy miała upięte w kok, stała tyłem próbując rozpiąć stanik, jej jędrne pośladki przecinała jedynie koronka czarnych stringów.
-Pomóc?-spytałem chwytając zapięcie od stanika, który po odpięciu opadł na ziemię a ona odwróciła się w moją stronę wyciągając rękę po ręcznik. Sutki sterczały pięknie, były twarde otoczone małymi aureolkami. Moje podniecenie momentalnie odznaczyła wypukłość w spodniach, która przykuła wzrok Weroniki.
-To na mój widok?-spytała, kierując wyciągniętą dłoń po ręcznik, podeszła bliżej. Objąłem ją w pasie, zbliżając swe usta do jej różowych, miękkich i delikatnych warg. Pocałowałem ją, ona delikatnie odchyliła głowę, ssałem płatki uszu kierując się po szyi na ramiona by w końcu móc pieścić jej piersi. Objąłem ustami sutki liżąc zachłannie, ona oddała się tej rozkoszy. Gdy nagle wyrwała mnie z bajki pytaniem: -A co z obiadkiem?- uśmiechając się przy tym, to było dla mnie jak tortura.
-A może najpierw skonsumuję Ciebie, a później obiad, hmm?- odpowiedziałem nie mogąc doczekać się, aż znów przywrę ustami do jej cudownego ciała.
-OK, ale w pierwszej kolejności prysznic- to mówiąc zsunęła majtki na podłogę. Ujrzałem jej wspaniałą cipeczkę, gładką jak u dziewczynki. Tego było za dużo, wybiegłem z łazienki do kuchni wyłączając kuchenkę i wróciłem do niej w momencie gdy już odkręcała wodę.
-Skoro tak, to umyjesz mi plecy, hi hi…- rzuciła do mnie z kabiny.
Nie myślałem, działałem. Zdjąłem ubranie rzucając swoje rzeczy na podłogę i już po chwili byłem przy niej. Woda łaskotała mile nasze ciała, nalałem na rękę płyn i rozprowadzałem po jej cudnym ciele. Moje ręce błądziły po jej ciele ramiona, plecy następnie wsunąłem dłonie między pachami ku jej piersiom. Oparła się delikatnie swoimi plecami o mój tors, kładąc głowę na mym ramieniu, moje dłonie nie przerywały tańca na jej piersiach, ugniatałem je wsłuchując się w jej delikatny jęk. Jedną z dłoni zacząłem powoli pieścić jej brzuch, by po chwili dotknąć jej gładkiej cipeczki. Moje palce szybko odnalazły podnieconą, nabrzmiała już łechtaczkę. Pieszcząc jej ciało i delektując się delikatną skórą poczułem jak jej ręka przesuwa się po mych biodrach by pochwycić twardego już do granic kutasa. Przesuwała swą mała dłonią po całej długości w górę i w dół, co jakiś czas pieszcząc przy tym moje jądra. Byliśmy już mocno podnieceni, chciałem by doszła, przyspieszyłem ruchy dłoni, masując gorącą cipkę gdy nagle wydała z siebie długi jęk i wygięła się opadając na mnie całym ciężarem. Przytrzymałem ją mocno, kontynuując grę na tym cudownym instrumencie rozkoszy. Weronika rzucała się gdy fala za falą orgazm targał jej ciałem.
-Już, proszę przestań- wyszeptała jakby nie mogła nic więcej wypowiedzieć ze zmęczenia.
Obróciła się w moją stronę i popatrzyła się na mnie mętnym wzrokiem.
-Chcę Cię w końcu poczuć w sobie- to mówiąc oparła się o ścianę, wypinając swój cudny tyłeczek w kierunku mojego sterczącego na baczność żołnierza.
Złapałem za jej biodra i mocno wbiłem się w jej wilgotną szparkę. Nareszcie. Była bardzo ciasna i gorąca wydała z siebie jedynie krótki okrzyk –Aaa..- i docisnęła mocniej swoje pośladki do moich bioder. Moje podniecenie wzięło górę. Ręce spoczęły na jej twardych piersiach a biodra wykonywały mocne pchnięcia. Niczym tłok w maszynie, równo i wprawnie zatapiałem się w jej wnętrzu. Jej jęki rozchodziły się głucho po łazience. Patrzyłem zauroczony na jej dupkę kiedy dobijałem do końca. Woda miło chłodziła nasze rozpalone ciała. Moje dłonie powoli schodziły niżej, aż zacisnęły się na biodrach. Czułem, że podniecenie we mnie wzrasta a ciasna cipka Weroniki zaciska się na moim twardym członku. Przerwałem ten trans słowami: -Zaraz dojdę- ale Weronika odwróciła się do mnie mówiąc:- Biorę *******i, chcę byś skończył we mnie..
Po tych słowach przyśpieszyłem swe ruchy i wystrzeliłem salwą, mój penis pulsował wyrzucając z siebie kolejne dawki spermy, wypełniając cipkę, która zaciskała się miarowo na moim członku. Wysunąłem się powoli z rozkosznej szparki, oddychając głęboko. Weronika odwróciła się do mnie przodem i przytuliła do mej piersi. Staliśmy tak celebrując chwilę, przywarci do siebie, nasze ciała pieściła woda lecąca z prysznica. Weronika spojrzała na mnie i uśmiechnęła się, ujęła dłonią mego członka i masując delikatnie powiedziała: -Spisał się ale mam nadzieję, że będzie jeszcze w stanie po obiedzie zafundować mi deser?- po czym dodała- Zgłodniałam, co z naszym obiadkiem? Wyszedłem z pod prysznica, wycierając się ręcznikiem przez chwilę obserwowałem jak ponownie namydla swe ciało, jak piana powolnie spływa po jej ciele. Wyglądała niczym bogini otulona chmurkami. Owinąłem się w pasie ręcznikiem i poszedłem do kuchni podgrzać przygotowany obiad.
Gdy wyszła z łazienki owinięta jedynie ręcznikiem, poczułem jak krew znów napływa do mego penisa. Włosy miała rozpuszczone, lekko mokre, swobodnie opadały na jej ramiona. Podałem jej lampę schłodzonego różowego wina i usiedliśmy do obiadu. Przez chwilę jedliśmy w ciszy obserwując się nawzajem.
- O czym myślisz?-spytała.
-O tym jakie ma szczęście Twój chłopak, mając taki skarb obok siebie codziennie.-odpowiedziałem patrząc na nią.
-No właśnie chyba mu spowszedniałam i nie ma tego żaru co kiedyś, zwykła pańszczyzna.- chwilę się zamyśliła, po czym dodała –Nie jestem już jego skarbem, zresztą nie należę do nikogo, lubię sama decydować o sobie i nie wiem jak to się dalej potoczy ale mi odpowiada tak jak jest.
Wypiła duszkiem resztę wina, wstała rozchylając ręcznik, który opadł na ziemię. Podeszła do mnie lekko na paluszkach, naga. Patrzyłem na jej ciało jak zahipnotyzowany, niczym na zwolnionym filmie. Jej piersi jędrne podskakiwały w rytm jej kroków, brodawki się skurczyły a sutki sterczały niczym zaostrzone ołówki. Odsunąłem się od stołu, dalej siedząc na krześle.
-Czas już na mój deser- mówiąc to usiadła na moich kolanach, oddzielał nas tyko ręcznik, który miałem przewiązany na biodrach. Przywarłem ustami do jej piersi i ssałem je, chciałem uchwycić w usta jak najwięcej, ona odchyliła do tyłu głowę poddając się pieszczotom, kołysząc przy tym biodrami, przesuwała swoją cipeczką po moim sterczącym palu, który wyłonił się spod poły ręcznika. To było wspaniałe, moje ręce przytrzymywały jej plecy, delikatnie przesuwałem je na południe jej ciała, chwytając za napięte, jędrne pośladki. Głaskałem je to ściskałem na przemian. W końcu chwyciłem je mocno i uniosłem Weronikę do góry, przywarła do mnie mocno, obejmując nogami w pasie. Poszedłem z nią tak do pokoju i położyłem wygodnie na kanapie, ująłem jej nogi pod kolanami i zanurkowałem w jej ociekającej sokami brzoskwince. Była słodka, pachniała świeżością i taka delikatna. Delektowałem się każdym muśnięciem języka, którym powoli spijałem każdą kroplę tego boskiego nektaru. Wsunąłem w nią język, rozchylając przy tym płatki. Słodka ambrozja. Popatrzyłem na moją boginię, miała przymknięte powieki, jej piersi unosiły się i opadały w szybkim tempie jej oddechów, brzuch był spięty a dłonie ściskały sutki. Usta rozchylone łapczywie chwytały oddech wydając krótkie wzdychanie. Wiedziałem, że zbliża się do orgazmu. Wsunąłem do jej cipeczki paluszek później d**gi i zacząłem szybko poruszać, moje usta ssały łechtaczkę, to znów lizałem językiem. Nie szło już zatrzymać rozpędzonego orgazmu, który raził jej ciało jak piorun. Wygięła się niczym struna i opadła na łóżko, co jakiś czas wzdrygając w rytm kolejnych skurczów jakie czułem palcami, wciąż zanurzonymi w jej mokrej cipce.
Nie chciałem by wyszła z tego stanu, dlatego ułożyłem jej stopy na ramiona i wsunąłem swego kutasa wprost do jej wilgotnej szparki. Była gorąca i wilgotna, rozkoszowałem się jej cudną cipką, powoli zanurzając się w niej to znów wychodząc by znów się w niej zatopić. Powtórzyłem to parę razy by wreszcie wbić się w nią do końca. Jęknęła z rozkoszy a ja rozpocząłem coraz szybszymi ruchami posuwać jej wąską cipkę. Rozłożyła ręce, zaciskając dłonie na prześcieradle, jęcząc przy każdym pchnięciu mych lędźwi. Napawałem się tą chwilą, jej oddaniem i rozkoszą jaką wspólnie przeżywaliśmy. Gdy jej jęki były coraz głośniejsze wyczułem jak po raz kolejny jej pochwa zaciska się na mym palu w skurczach orgazmu. Wyszedłem z niej i patrzyłem jak rzuca się na łóżku w spazmach orgazmu. Chwyciła mnie za sterczącego kutasa i zaczęła mocno walić, splunęła na główkę i na nowo masowała twardego do granic penisa. Położyła się pode mną tak, że głowa jej znalazła się pod moim kroczem. Lizała go od spodu, masturbując mnie swymi delikatnymi dłońmi po całej długości, pochyliłem się nad jej ciałem, tworząc pozycję 6 na 9 i przyssałem się do jej słodkiej cipeczki. Nie mogłem się już powstrzymać, wystrzeliłem wprost na jej boskie ciało, kolejne salwy gorącej spermy chaotycznie rozlewały się po jej piersiach, brzuchu nawet na mojej klatce. Chciałem się podnieść by uwolnić ją z pod siebie gdy nagle poczułem jak jej język, delikatnie przesuwa się po moim penisie i zostaje zassany przez jej wspaniałe usta. Język tańczył wokół główki, zlizując ostatnie krople spermy. Mruczała przy tym jak zadowolona kotka, gdy nagle poczułem siarczystego klapsa na moim pośladku. –To co wskakujemy pod prysznic ,bo jakoś muszę ogarnąć się przed wyjściem. - powiedziała chichocząc Weronika.
Pozdrawiam wszystkich czytelników i jak zwykle proszę byście podzielili się swoimi wrażeniami po przeczytaniu opowiadania.
PS. Tak, wiem początek przydługi ale tak to było.
-Cześć, co porabiasz?- usłyszałem w słuchawce słodki głos Weroniki.
-Hej, właśnie się kładłem spać po wyczerpującej nocce. –odpowiedziałem i zaśmiałem się do słuchawki.
-Wyczerpującej powiadasz… czyli jesteś zmęczony i nie masz ochoty na spotkanie na przykład dziś o piętnastej?- zapytała i nie czekając na odpowiedź dodała –kończę pracę i moglibyśmy gdzieś skoczyć, dla odmiany pogadać, no wiesz… chciałabym Cię bliżej poznać.
-Nie ma problemu, dla tak wspaniałej kobiety, zawsze mam czas. To co wpadnę do sklepu o piętnastej i wyskoczymy może na obiadek, bo po pracy pewnie będziesz głodna. – odparłem, snując już plany naszego spotkania.
-No nie wiem, zobaczymy… a wiesz co, nie przychodź po mnie do sklepu, poczekaj lepiej na mnie na przystanku. Tam się spotkamy. Proszę, ok?- powiedziała lekko ściszonym głosem- to co jesteśmy umówieni, muszę kończyć, no wiesz praca a Ty wypoczywaj po wyczerpującej nocce.- zaśmiała się- To pa, pa.
- Dobrze jak chcesz, to do zobaczenia o piętnastej, pa- zdążyłem odpowiedzieć zanim się rozłączyła.
Byłem strasznie podniecony myślą, że znów ją zobaczę, że się spotkamy i znów będę mógł poczuć jej cudowny dotyk, zapach jej perfum, słodycz jej ust. Nie mogłem zasnąć, myślałem tylko o naszym spotkaniu. Wtedy wpadłem na pomysł, że w sumie zamiast gdzieś chodzić to zaproszę ją do siebie, zrobię obiad i miło spędzimy czas. Wstałem z łóżka rozejrzałem się po mieszkaniu, no tak je także trzeba ogarnąć. Poszedłem do kuchni zrobić sobie mocną kawę. Siedząc nad kubkiem parującej, czarnej kawy układałem plan działania. Zabrałem się za sprzątanie, wyskoczyłem do sklepu uzupełnić zapasy w lodówce. Na obiad postanowiłem zrobić spaghetti z klopsikami w sosie pomidorowym nie żadne kupne ale własne, szybkie, proste, niezawodne. Pozostało jeszcze jedno, mój współlokator Irek jak się go pozbyć? Dochodziło południe i za parę minut miał przyjść. I rzeczywiście, kwadrans później usłyszałem skowyt zamka w drzwiach.
-Mmm, od półpiętra czułem miłe zapachy ale nie sądziłem, że to z naszego mieszkania- powiedział gdy wszedł już do mieszkania- Super, jestem strasznie głodny.
Gotowaliśmy obiady wspólnie, na zmianę bo tak było taniej i prościej.
-Słuchaj Irek, obiad gotowy ale mam sprawę do Ciebie- poczekałem, aż sobie nałoży i usiedliśmy przy stole.
-Zaprosiłem na obiad dziewczynę i chciałbym z nią spędzić trochę czasu, sam na sam więc gdybyś mógł gdzieś się przejść w tym czasie na powiedzmy cztery godzinki- spytałem niepewnie, w końcu zdawałem sobie sprawę, że pewnie jest zmęczony po ciężkiej fizycznej pracy i też ma ochotę się wyspać.
-Andrzej , nie ma problemu ale dałbyś mi chociaż na kino, co?- odpowiedział z uśmiechem dając do zrozumienia, że wie o co mi chodzi.
-Hej, to umowa wiązana, ja nie prosiłem o nic gdy Ty i Agnieszka potrzebowaliście chwili dla siebie – udałem oburzonego.
-Spoko a o której mam się zmyć- spytał kończąc obiad.
-Myślę, że o szesnastej było by OK- odpowiedziałem .
- Dobrze, to do szesnastej złapię trochę snu i pojadę do Agi i tak się z nią umówiłem- to mówiąc poszedł pod prysznic.
Czyli sprawa była załatwiona, wszystko gotowe.
Przed piętnastą byłem pod centrum handlowym, czekałem tak jak się umówiliśmy na przystanku. Nerwowo sprawdzałem zegarek, nie mogąc się doczekać by znów ją zobaczyć. W końcu wyszła, punktualnie. Szła szybkim krokiem w moją stronę. Na dworze było ciepło wiał delikatny wiatr, który rozwiewał jej włosy. Miała na sobie czerwoną koszulkę na ramiączkach z pod której było widać paski czarnego stanika, białe spodnie trzy czwarte odsłaniające jej łydki i sandałki na obcasie. Wyglądała wspaniale. Podeszła do mnie, dając szybkiego buziaka w policzek.
-Witaj Skarbie cudownie wyglądasz-powiedziałem, przyglądając się jej pięknej figurze.
-Pochlebca z Ciebie ale i tak wiem co Ci po głowie chodzi- odpowiedziała, klepiąc się lekko po swoim pięknym tyłeczku, uśmiechnęła się zalotnie do mnie.
W tej chwili podjechał autobus do którego wsiedliśmy. Jechaliśmy chwilę rozmawiając o głupotach, co w pracy jak minął dzień itp. Gdy nagle koło parku wstała, komunikując mi, że wysiadamy, do mojego przystanku zostały jeszcze dwa przystanki ale podążyłem za nią.
-Jakie masz plany?- spytałem Weronikę
-Tutaj jest park, możemy chwilę spokojnie pospacerować a nieopodal miła knajpka w której moglibyśmy zjeść obiad-zakomunikowała.
Tak też zrobiliśmy. Spacer mijał bardzo spokojnie, nie spodziewanie spokojnie. Chodziliśmy i rozmawialiśmy poznając się wzajemnie. Gdy nagle usłyszałem z jej ust: - Mam chłopaka.
Nie chciałam byś przychodził po mnie i by ktoś nas razem widział, mieszkamy razem na tym samym osiedlu co Ty i dlatego proszę Cię o dyskrecję. Nie wiem jak to się dalej potoczy między nami ale bardzo spodobał mi się początek naszej znajomości, więc jeżeli nie masz nic przeciwko chciałabym się z Tobą spotykać co jakiś czas, co Ty na to?- patrzyła tymi wielkimi błękitnymi oczami na mnie czekając na moją reakcję.
-Skoro podobał Ci się początek to nie ma co marnować czasu zjemy coś u mnie w domu, zresztą przygotowałem małe co nie co, a później mam wielką ochotę się z Tobą kochać. Co powiesz na taką odpowiedź?- odparłem i pociągnąłem jej rękę kierując się wprost do mojego mieszkania. Szliśmy szybkim krokiem i po pięciu minutach staliśmy pod drzwiami kamienicy w której mieszkałem. Po wejściu do mieszkania zaproponowałem lampkę wina i zabrałem się za szykowanie obiadu.
-Skoro Ty jesteś zajęty ja skorzystam z prysznica, chciałabym się odświeżyć . W końcu cały dzień byłam w pracy, przydałby mi się tylko ręcznik.- stwierdziła udając się do łazienki.
Poszedłem do pokoju, wyjąłem z szafy ręcznik i udałem się do łazienki by jej go podać. Weronika stała już w samej bieliźnie. Włosy miała upięte w kok, stała tyłem próbując rozpiąć stanik, jej jędrne pośladki przecinała jedynie koronka czarnych stringów.
-Pomóc?-spytałem chwytając zapięcie od stanika, który po odpięciu opadł na ziemię a ona odwróciła się w moją stronę wyciągając rękę po ręcznik. Sutki sterczały pięknie, były twarde otoczone małymi aureolkami. Moje podniecenie momentalnie odznaczyła wypukłość w spodniach, która przykuła wzrok Weroniki.
-To na mój widok?-spytała, kierując wyciągniętą dłoń po ręcznik, podeszła bliżej. Objąłem ją w pasie, zbliżając swe usta do jej różowych, miękkich i delikatnych warg. Pocałowałem ją, ona delikatnie odchyliła głowę, ssałem płatki uszu kierując się po szyi na ramiona by w końcu móc pieścić jej piersi. Objąłem ustami sutki liżąc zachłannie, ona oddała się tej rozkoszy. Gdy nagle wyrwała mnie z bajki pytaniem: -A co z obiadkiem?- uśmiechając się przy tym, to było dla mnie jak tortura.
-A może najpierw skonsumuję Ciebie, a później obiad, hmm?- odpowiedziałem nie mogąc doczekać się, aż znów przywrę ustami do jej cudownego ciała.
-OK, ale w pierwszej kolejności prysznic- to mówiąc zsunęła majtki na podłogę. Ujrzałem jej wspaniałą cipeczkę, gładką jak u dziewczynki. Tego było za dużo, wybiegłem z łazienki do kuchni wyłączając kuchenkę i wróciłem do niej w momencie gdy już odkręcała wodę.
-Skoro tak, to umyjesz mi plecy, hi hi…- rzuciła do mnie z kabiny.
Nie myślałem, działałem. Zdjąłem ubranie rzucając swoje rzeczy na podłogę i już po chwili byłem przy niej. Woda łaskotała mile nasze ciała, nalałem na rękę płyn i rozprowadzałem po jej cudnym ciele. Moje ręce błądziły po jej ciele ramiona, plecy następnie wsunąłem dłonie między pachami ku jej piersiom. Oparła się delikatnie swoimi plecami o mój tors, kładąc głowę na mym ramieniu, moje dłonie nie przerywały tańca na jej piersiach, ugniatałem je wsłuchując się w jej delikatny jęk. Jedną z dłoni zacząłem powoli pieścić jej brzuch, by po chwili dotknąć jej gładkiej cipeczki. Moje palce szybko odnalazły podnieconą, nabrzmiała już łechtaczkę. Pieszcząc jej ciało i delektując się delikatną skórą poczułem jak jej ręka przesuwa się po mych biodrach by pochwycić twardego już do granic kutasa. Przesuwała swą mała dłonią po całej długości w górę i w dół, co jakiś czas pieszcząc przy tym moje jądra. Byliśmy już mocno podnieceni, chciałem by doszła, przyspieszyłem ruchy dłoni, masując gorącą cipkę gdy nagle wydała z siebie długi jęk i wygięła się opadając na mnie całym ciężarem. Przytrzymałem ją mocno, kontynuując grę na tym cudownym instrumencie rozkoszy. Weronika rzucała się gdy fala za falą orgazm targał jej ciałem.
-Już, proszę przestań- wyszeptała jakby nie mogła nic więcej wypowiedzieć ze zmęczenia.
Obróciła się w moją stronę i popatrzyła się na mnie mętnym wzrokiem.
-Chcę Cię w końcu poczuć w sobie- to mówiąc oparła się o ścianę, wypinając swój cudny tyłeczek w kierunku mojego sterczącego na baczność żołnierza.
Złapałem za jej biodra i mocno wbiłem się w jej wilgotną szparkę. Nareszcie. Była bardzo ciasna i gorąca wydała z siebie jedynie krótki okrzyk –Aaa..- i docisnęła mocniej swoje pośladki do moich bioder. Moje podniecenie wzięło górę. Ręce spoczęły na jej twardych piersiach a biodra wykonywały mocne pchnięcia. Niczym tłok w maszynie, równo i wprawnie zatapiałem się w jej wnętrzu. Jej jęki rozchodziły się głucho po łazience. Patrzyłem zauroczony na jej dupkę kiedy dobijałem do końca. Woda miło chłodziła nasze rozpalone ciała. Moje dłonie powoli schodziły niżej, aż zacisnęły się na biodrach. Czułem, że podniecenie we mnie wzrasta a ciasna cipka Weroniki zaciska się na moim twardym członku. Przerwałem ten trans słowami: -Zaraz dojdę- ale Weronika odwróciła się do mnie mówiąc:- Biorę *******i, chcę byś skończył we mnie..
Po tych słowach przyśpieszyłem swe ruchy i wystrzeliłem salwą, mój penis pulsował wyrzucając z siebie kolejne dawki spermy, wypełniając cipkę, która zaciskała się miarowo na moim członku. Wysunąłem się powoli z rozkosznej szparki, oddychając głęboko. Weronika odwróciła się do mnie przodem i przytuliła do mej piersi. Staliśmy tak celebrując chwilę, przywarci do siebie, nasze ciała pieściła woda lecąca z prysznica. Weronika spojrzała na mnie i uśmiechnęła się, ujęła dłonią mego członka i masując delikatnie powiedziała: -Spisał się ale mam nadzieję, że będzie jeszcze w stanie po obiedzie zafundować mi deser?- po czym dodała- Zgłodniałam, co z naszym obiadkiem? Wyszedłem z pod prysznica, wycierając się ręcznikiem przez chwilę obserwowałem jak ponownie namydla swe ciało, jak piana powolnie spływa po jej ciele. Wyglądała niczym bogini otulona chmurkami. Owinąłem się w pasie ręcznikiem i poszedłem do kuchni podgrzać przygotowany obiad.
Gdy wyszła z łazienki owinięta jedynie ręcznikiem, poczułem jak krew znów napływa do mego penisa. Włosy miała rozpuszczone, lekko mokre, swobodnie opadały na jej ramiona. Podałem jej lampę schłodzonego różowego wina i usiedliśmy do obiadu. Przez chwilę jedliśmy w ciszy obserwując się nawzajem.
- O czym myślisz?-spytała.
-O tym jakie ma szczęście Twój chłopak, mając taki skarb obok siebie codziennie.-odpowiedziałem patrząc na nią.
-No właśnie chyba mu spowszedniałam i nie ma tego żaru co kiedyś, zwykła pańszczyzna.- chwilę się zamyśliła, po czym dodała –Nie jestem już jego skarbem, zresztą nie należę do nikogo, lubię sama decydować o sobie i nie wiem jak to się dalej potoczy ale mi odpowiada tak jak jest.
Wypiła duszkiem resztę wina, wstała rozchylając ręcznik, który opadł na ziemię. Podeszła do mnie lekko na paluszkach, naga. Patrzyłem na jej ciało jak zahipnotyzowany, niczym na zwolnionym filmie. Jej piersi jędrne podskakiwały w rytm jej kroków, brodawki się skurczyły a sutki sterczały niczym zaostrzone ołówki. Odsunąłem się od stołu, dalej siedząc na krześle.
-Czas już na mój deser- mówiąc to usiadła na moich kolanach, oddzielał nas tyko ręcznik, który miałem przewiązany na biodrach. Przywarłem ustami do jej piersi i ssałem je, chciałem uchwycić w usta jak najwięcej, ona odchyliła do tyłu głowę poddając się pieszczotom, kołysząc przy tym biodrami, przesuwała swoją cipeczką po moim sterczącym palu, który wyłonił się spod poły ręcznika. To było wspaniałe, moje ręce przytrzymywały jej plecy, delikatnie przesuwałem je na południe jej ciała, chwytając za napięte, jędrne pośladki. Głaskałem je to ściskałem na przemian. W końcu chwyciłem je mocno i uniosłem Weronikę do góry, przywarła do mnie mocno, obejmując nogami w pasie. Poszedłem z nią tak do pokoju i położyłem wygodnie na kanapie, ująłem jej nogi pod kolanami i zanurkowałem w jej ociekającej sokami brzoskwince. Była słodka, pachniała świeżością i taka delikatna. Delektowałem się każdym muśnięciem języka, którym powoli spijałem każdą kroplę tego boskiego nektaru. Wsunąłem w nią język, rozchylając przy tym płatki. Słodka ambrozja. Popatrzyłem na moją boginię, miała przymknięte powieki, jej piersi unosiły się i opadały w szybkim tempie jej oddechów, brzuch był spięty a dłonie ściskały sutki. Usta rozchylone łapczywie chwytały oddech wydając krótkie wzdychanie. Wiedziałem, że zbliża się do orgazmu. Wsunąłem do jej cipeczki paluszek później d**gi i zacząłem szybko poruszać, moje usta ssały łechtaczkę, to znów lizałem językiem. Nie szło już zatrzymać rozpędzonego orgazmu, który raził jej ciało jak piorun. Wygięła się niczym struna i opadła na łóżko, co jakiś czas wzdrygając w rytm kolejnych skurczów jakie czułem palcami, wciąż zanurzonymi w jej mokrej cipce.
Nie chciałem by wyszła z tego stanu, dlatego ułożyłem jej stopy na ramiona i wsunąłem swego kutasa wprost do jej wilgotnej szparki. Była gorąca i wilgotna, rozkoszowałem się jej cudną cipką, powoli zanurzając się w niej to znów wychodząc by znów się w niej zatopić. Powtórzyłem to parę razy by wreszcie wbić się w nią do końca. Jęknęła z rozkoszy a ja rozpocząłem coraz szybszymi ruchami posuwać jej wąską cipkę. Rozłożyła ręce, zaciskając dłonie na prześcieradle, jęcząc przy każdym pchnięciu mych lędźwi. Napawałem się tą chwilą, jej oddaniem i rozkoszą jaką wspólnie przeżywaliśmy. Gdy jej jęki były coraz głośniejsze wyczułem jak po raz kolejny jej pochwa zaciska się na mym palu w skurczach orgazmu. Wyszedłem z niej i patrzyłem jak rzuca się na łóżku w spazmach orgazmu. Chwyciła mnie za sterczącego kutasa i zaczęła mocno walić, splunęła na główkę i na nowo masowała twardego do granic penisa. Położyła się pode mną tak, że głowa jej znalazła się pod moim kroczem. Lizała go od spodu, masturbując mnie swymi delikatnymi dłońmi po całej długości, pochyliłem się nad jej ciałem, tworząc pozycję 6 na 9 i przyssałem się do jej słodkiej cipeczki. Nie mogłem się już powstrzymać, wystrzeliłem wprost na jej boskie ciało, kolejne salwy gorącej spermy chaotycznie rozlewały się po jej piersiach, brzuchu nawet na mojej klatce. Chciałem się podnieść by uwolnić ją z pod siebie gdy nagle poczułem jak jej język, delikatnie przesuwa się po moim penisie i zostaje zassany przez jej wspaniałe usta. Język tańczył wokół główki, zlizując ostatnie krople spermy. Mruczała przy tym jak zadowolona kotka, gdy nagle poczułem siarczystego klapsa na moim pośladku. –To co wskakujemy pod prysznic ,bo jakoś muszę ogarnąć się przed wyjściem. - powiedziała chichocząc Weronika.
Pozdrawiam wszystkich czytelników i jak zwykle proszę byście podzielili się swoimi wrażeniami po przeczytaniu opowiadania.
PS. Tak, wiem początek przydługi ale tak to było.
5年前