Porwana - cz. 1

— RATUNKU!

Księżniczka Ellea nie miała szans na wyrwanie się z objęć dwóch potężnych orków, śmierdzących i całkowicie odrzucających. Mogła tylko krzyczeć, choć nie liczyła, by ktokolwiek usłyszał rozpaczliwe wołanie z dalekich od zamku alejek ogrodowych.

Młoda dziewczyna była przerażona obecną sytuacją; a co, jeśli zrobią jej krzywdę? Co, jeśli nigdy nie wróci do domu? Co, jeśli to tylko początek? Może później porwą Feannie, jej ukochaną, młodszą siostrzyczkę? Potrząsnęła mocno głową, co orki odebrały jako próbę uwolnienia się, więc zacisnęli dłonie mocniej na drobnych ramionach Ellei.

Krzyk nie przyniósł ratunku, nikt się nie zjawił, by ocalić księżniczkę. W błękitnych oczach umarła nadzieja, a pojawiły się łzy – pozwalała ciągnąć się po ziemi za ręce niczym szmaciana laleczka.

Jeszcze raz, ostatni, w rozpaczy, próbowała się wyrwać, lecz jeden z nich uderzył ją pięścią w głowę; złote włosy pokrył szkarłat krwi, a księżniczka straciła przytomność.



Obudziła się obolała i zziębnięta. W pierwszym odruchu chciała znaleźć cokolwiek, czym mogłaby się okryć, a przez to ogrzać, lecz okazało się, iż leżała na kamiennej podłodze całkowicie naga. Dopiero wtedy przypomniała sobie, że dwójka brutalnych orków porwała ją prosto z królewskiego ogrodu. Pewnie miała być zakładnikiem, który ojciec wykupi za góry złota. Chcieli ją złamać, zamknąć w klatce strachu i rozpaczy.

“Muszę być silna”, pomyślała. “Muszę to zrobić dla Feannie.”

Myśl o młodszej siostrze podnosiła Elleę na duchu. Zacisnąwszy zęby, usiadła, podciągnęła kolana pod brodę i objęła nogi rękoma. W ten sposób mogła osłonić nagie ciało przed wścibskim, palącym wzrokiem orków (którzy zapewne zaraz się pojawią), a jednocześnie utrzymać choć trochę ciepła.

Pomieszczenie, w jakim była, miało może dziesięć stóp szerokości i około piętnastu długości. Ściany oraz podłogę wykonano z tego samego kamienia, żelazne uchwyty trzymały tlące się pochodnie. W pomieszczeniu stało tylko drewniane wiadro. Ellea domyśliła się, iż to stanowiło prowizoryczną toaletę w jej więzieniu. Przełknęła, patrząc na ciężkie drzwi okute żelazem.

Miała mętlik w głowie, a w sercu gościł strach. Nie. Nie mogła sobie pozwolić na utratę kontroli, na panikowanie. Potrzebowała zachować trzeźwy umysł, byle tylko jakoś wykaraskać się z obecnej sytuacji. Nie mogło być tak źle... Przecież ze wszystkiego istniało jakieś wyjście. Tak przynajmniej mówił król Eagert, ojciec Ellei i Feannie. Był świetnym strategiem, istnym geniuszem znajdowania rozwiązań w sytuacjach takich jak ta, w której znajdowała się teraz Ellea. On z pewnością nie miałby problemu, aby zachować zimną krew, a potem uciec orkom.

“Skup się, skup się, skup się...” Zamknęła oczy, by jak najbardziej skoncentrować umysł. “Ojciec i nauczyciele, piastujący opiekę nad twoją wiedzą, wszystko ci przekazali, Ell. Przecież wiesz, że możesz to świetnie rozegrać, gdy ktoś dopuści cię do głosu, prawda? Dyplomacja.” Starała się uwierzyć we własne możliwości, szlifowane przez tyle lat, właściwie od urodzenia. Chociaż zawsze chciała się sprawdzić, nigdy nie wyobrażała sobie, że dojdzie do tego w tak beznadziejnych, niesprzyjających okolicznościach.

Opierała się czołem o kolana. Pogrążona w myślach, skulona Ellea nie zdawała sobie sprawy, że od dobrej chwili nie była już sama.

— Księżniczka głodna? — donośny, chrapliwy głos wyrwał ją brutalnie ze wspomnień o naukach, przywracając do rzeczywistości.

Obrzuciła orka spojrzeniem.

Był przynajmniej dwa razy wyższy od niej i o wiele szerszy. Żuchwę miał wysuniętą w przód, przez co widziała dolne zęby – szczególną uwagę zwróciła na długie kły haczące o górną wargę. Kaprawe oczka miał osadzone głęboko w czaszce, zaś szeroki nos przecinała blizna. Skóra sprawiała wrażenie wykutej z kamienia, taki też miała kolor.

Zrobił krok w jej stronę, szczerząc się brzydko.

— Król kazać przynieść księżniczka na kolacja. — Ledwo go zrozumiała przez charczenie. Zmarszczyła brwi, przetwarzając zasłyszaną informację. Ork w tym czasie przeszył ją spojrzeniem pełnym pierwotnej żądzy, której Ellea nie potrafiła nazwać.

Zacisnęła mocniej ręce na nogach, jakby to miało ją uchronić. Wiedziała jednak, że ork albo zmusi ją siłą do powstania, albo mogła to zrobić dobrowolnie. Wziąwszy głębszy wdech, podparła się na dłoniach, a potem powoli podniosła, starając nie zwracać uwagi na swoją nagość. Uniosła dumnie głowę, przybierając neutralny, aczkolwiek władczy wyraz twarzy.

Machnęła ręką w kierunku drzwi.

— Prowadź — rozkazała spokojnym głosem.

Musiała zebrać wszystkie siły, by zachować spokój. Najchętniej zwinęłaby się w kącie, krzyczała i płakała. Nie mogła. Nie mogła okazać słabości. Była skazana na łaskę bądź niełaskę orków.

Kiedy szli, ciszę przerywał wyłącznie rytmiczny dźwięk metalowych elementów zbroi orka, które uderzały o siebie przy jego sprężystym kroku. By nadążyć za orkiem, Ellea musiała truchtać; *********** zostawać w nieznanym miejscu sama, chociaż obecność wojownika również nie była jej miła.

Korytarz, ku zdziwieniu Ellei, prowadził prosto do komnaty, w której oczekiwał król orków. Spodziewała się raczej labiryntu, którego nie byłaby w stanie spamiętać przez to, że nie mieszkała tu całe życie. Straszna była tu jedynie ciemność, niemal namacalna i żywa, pożywiająca się strachem wszystkich ludzi wziętych w niewolę przez orków.

Wojownik prowadzący ją do króla przystanął przed dwuskrzydłowymi drzwiami, zdobionymi czaszkami smoków. Ellea, chociaż przerażona, musiała docenić kunszt wykonania. Nawet jej ojciec byłby zadowolony z takiej pracy.

— Król czeka — rzucił jej przewodnik cicho, po czym pociągnął jedno skrzydło do siebie.

Ellea powoli przekroczyła próg; zaraz za sobą usłyszała ciche kliknięcie zamykania drzwi. Była sam na sam z królem.

Komnata, w której się znalazła, była całkowitym przeciwieństwem reszty pomieszczeń – jasna, ogromna, przestrzenna. Król orków cenił przepych z elementami udowodnienia swojej wyższości i siły: z wysokiego sufitu zwisał ogromny, połączony szkielet smoka. Rzucał cień na podłogę, przez której środek biegł granatowy dywan. Niemal na końcu stał stół z marmuru, okryty atłasowym obrusem. Na Elleę czekało miejsce przy jednym jego końcu. Król siedział już przy stole.

Nie była w stanie się zmusić, aby postąpić choć krok naprzód. Król obserwował porwaną księżniczkę uważnie, lustrował uprzejmie drobne, aczkolwiek jędrne ciało młódki. Wyglądał… bardziej przyzwoicie od reszty orków, jakie miała nieprzyjemność poznac. W miarę normalna, prawie ludzka twarz i wyjątkowe oczy. Nie do końca potrafiła określić ich barwę, lecz najbliżej im było do srebra. Na ustach czaił się uśmiech, który wywoływał u Ellei dreszcze.

— Zbliż się, księżniczko — powiedział niskim, acz nieznoszącym sprzeciwu tonem. Wskazał na krzesło naprzeciwko. — Zaraz podadzą do stołu.

Zmrużyła oczy, starając się jak najbardziej zakryć rękoma.

— Dlaczego mnie pojmałeś w niewolę?

Uśmiech poszerzył się.

— Przekonasz się już niedługo, moja ***** księżniczko. A teraz usiądź — dodał ostrzej.

Przełknąwszy ciężko ślinę, Ellea powoli ruszyła w stronę krzesła. Nogi jej się trzęsły z nerwów; emocje powoli z niej ulatywały, nie była ich w stanie kontrolować na dłuższą metę. Przeklinała się za to w duchu.

“Tylko go nie prowokuj”, poradziła sobie w myślach.

Zasiadła do stołu z gracją, zaskakując króla, czego po sobie nie pokazał. Spodziewał się po niej raczej krzyków, oporu, oskarżeń i płaczu. Tymczasem Ellea siedziała spokojnie, w milczeniu, po prostu się mu przypatrując z uwagą.

Chwycił róg obrusu w dwa palce i portal.

— Wybacz, jeśli moi ludzie potraktowali cię zbyt ostro — patrzył na czerwoną plamę na jej włosach — jednak wiem, iż w innym wypadku by cię tu nie było. A jestes mi potrzebna. — Obsunął się nieco na krześle, przybierając luźniejszą pozę.

Ellea prychnęła.

— Nie mam na tyle siły, by dać sobie radę z dwoma orkami. Mogli mi oszczędzić.

Zapadła cisza. Król patrzył z ciekawością na Elleę, jakby była błaznem na jego balu. Księżniczka musiała jednak przyznać, iż władca różnił się od swoich podwładnych ogładą. Elokwentny, pewny siebie, ale przy tym zaskakująco uprzejmy.

Przekrzywiła głowę, jakby to miało jej pomóc w oględzinach. Miał na sobie ****o wyglądające ubrania, które okrył ciemnofioletową szatą. Wykończona była zwierzęcym futrem.

— Podoba ci się to, co widzisz? — zapytał z dzikim błyskiem w oku.

Oburzona Ellea tylko wciągnęła powietrze. Od odpowiedzi uratowało ją nadejście dwunastu sług z wózkami pełnymi półmisków i salaterek.

Ciszę przerwało brzęczenie sztućców oraz rozkładanych naczyń z posiłkiem. Główne danie stanowił pieczony indyk faszerowany jabłkami, udekorowany ułożonymi po obu stronach kwiatami. Były wśród nich ukochane róże.

Po chwili znów byli sami.

— Jedz — rzucił lekko, zabierając się za mięso. — Musisz mieć siłę, księżniczko.

Zmarszczyli brwi, powoli nakładając sałatkę owocową na talerz.

— Na co?

— Żeby żyć — odpowiedział zdawkowo. — Byłbym zapomniał!

Wstał nagle, podszedł do tronu i zdjął z niego coś, co wcześniej Ellea wzięła za poduszkę. Okazało się, iż była to czerwona suknia z koronkowymi rękawami. Król podał odzienie Ellei, uśmiechając się.

— Nie chcę, abyś marzła, księżniczko. Poza tym uważam, że będziesz w tym wyglądać zjawiskowo.

— Dz-dziękuję — wydukała zaskoczona.

Wstała, aby ubrać na siebie suknię. Jeszcze większym zaskoczeniem był dla niej fakt, że pasowała idealnie. Jakby ktoś szył ją tylko dla niej. Zastanawiała się za to, czemu król posilił się na taki gest – zdawała sobie sprawę, że nie miał w intencji zwyczajnego sprawienia jej przyjemnosci. To byłoby zbyt trywialne, zważywszy na sytuację.

Ponownie usiadła. Choć jej nie wypadało, podciągnęła nogi na krzesło; bose stopy marzły od kamiennej posadzki.

Król zaczął jeść niespiesznie, z rozmysłem biorąc do ust każdy kęs. Z ukosa przyglądał się dość niepewnym ruchom księżniczki. W myślach śmiał się szaleńczo, gdyż niewinna Ellea nie miała pojęcia, co ją czekało.

Przełknął, postanowiwszy przerwać ciszę.

— Jak ma się król i twoja siostra, księżniczko? — Posłał w stronę Ellei uprzejmy uśmiech, udając zainteresowanie. Tak naprawdę w ogóle nie obchodziła go rodzina królewska. Przecież osiągnął swój cel, do którego dążył tyle czasu.

— W porządku. Dziękuję za troskę — odrzekła niby obojętnym tonem.

“Co ty knujesz…?” Wątpiła, by chodziło o zwykłą uprzejmość. W obecnej sytuacji musiała brać pod uwagę każdą możliwość. Nawet tę, o której *********** myśleć.

Stuknęła paznokciem o rączkę widelca raz, d**gi, trzeci. Zauważyła, iż król podążył wzrokiem za jej palcem.

— Jak ci smakuje posiłek?

— Niebywałe smaczny. Proszę pogratulować kucharzowi.

Znów cisza przerywana jedynie brzękiem sztućców. Po zjedzeniu sałatki Ellea odsunęła od siebie talerz; nie byłaby w stanie w siebie wmusić nic więcej z nerwów. Sięgnęła po kielich z winem, umorzyła usta.

Wino było słodkie, ale nie przesadnie. Idealne. Zastanawiała się, skąd król orków je brał, ponieważ nawet na dworze królewskim nigdy nie kosztowała równie dobrego *******u.

— Widzę, że wino ci smakuje — zauważył szybko król, opierając brodę o splecione palce. Łokcie mało kulturalnie ułożył na stole.

— Owszem — odpowiedziała, nieco się rumieniąc. Piastunki zawsze powtarzały, że damie nie przystoi lubić *******. Ellea zatem piła potajemnie z młodszym stajennym, wymykając się nocami z zamku.

Król posłał jej szeroki, nieco drapieżny uśmiech.

W mgnieniu oka król pociągnął za krawędzie materiału okrywającego stół, zrzucając zeń wszystkie naczynia pełne potraw. Ellea podskoczyła na krześle, zaskoczona nagłym ruchem oraz hałasem mu towarzyszącym. W ciągu kolejnej chwili król już był przy niej.

Złapał Elleę mocno w pasie i uniósł, aby usadzić ją na blacie. Próbowała go odepchnąć, jednak był zdecydowanie silniejszy.

— Z-zostaw mnie! — próbowała być spokojna, lecz w jej głosie narastała panika. — Jeśli stanie mi się krzywda, mój ojciec ci tego nie daruje! Zostaw mnie, a zostaniesz obsypany złotem!

Król zaśmiał się chrapliwie, nieprzyjemnie.

— Masz fantastyczne poczucie humoru, księżniczko. — Oblizal usta grubym, chropowatym jęzorem. — Nie chcę złota. Nie chcę ziemi. Chcę ciebie. Pragnąłem cię dla siebie w chwili, gdy pierwszy raz cię ujrzałem.

Wmurowało ją.

“Cóż on plecie?! Jak to od chwili, gdy…” Aż uchyliła usta.

Orkowie plądrujący wioski i miasteczka. Pakt. Królowie. Przymierze. Wszystko to pięć zim temu. Zobaczył ją, gdy pojechała z ojcem podpisać z nim pakt. Wtedy jednak orkowie przerażali ją bardziej, więc starała się nie patrzeć.

Jego dłonie wciąż tkwiły na jej ciele. Tym razem jednak powoli ściągały z niej suknię, którą niedawno nałożyła. Z przerażenia dygotała, nie potrafiła zmusić ciała do ruchu, nie potrafiła stawić oporu. Podświadomie wiedziała, do czego to wszystko zmierzało.

W głowie jej wirowało. Czuła się tak słaba, tak mała i bezradna… Mogła wyłącznie poddać się woli króla, jednocześnie błagając go o litość. Czy ktoś taki jak on w ogóle znał listosc? Współczucie? Przecież był bestią. Potworem. A teraz zamierzał… Zamierzał…

— Zostaniesz ze mną już do końca swych dni, księżniczko. Dam ci wszystko, czego zapragniesz, poza wolnością. — Przejechał nosem po jej szyi, przez co wzdrygnęła się z obrzydzenia. — Tak cudownie pachniesz…

Nagle wszystko przyspieszyło, nabierając zbyt ostrego dla Ellei tempa: król zdarł z niej suknię brutalnie, a potem zaczął całować całe ciało. Szczególną uwagę podarował drobnym piersiom zakończonym sterczącymi, różowymi sutkami. Lizał je, ssał i gryzł. Księżniczka jęczała cicho mimo woli. Nienawidziła swojego ciała za tak żywe reakcje na dotyk, którego tak bardzo ***********. Zaczynała czuć do siebie coraz większe obrzydzenie. Każdy jej opór jednak spotykał się z zaciśnięciem palców wielkich dłoni na jej delikatnych nadgarstkach.

Król otarł się o jej nagie krocze twardym, nabrzmiałym penisem, wciąż jeszcze ukrytym pod materiałem ubrań.

— Już się nie mogę doczekać, gdy w ciebie wejdę, księżniczko — wymruczał jej do ucha, po czym potraktował jego płatek gorącym językiem.

— N-nie! — zaprotestowała, choć właściwie równie dobrze mogła milczeć.

— I tak to zrobię — uświadomił ją.

Wciąż ją unieruchamiając silnymi rękoma, zjechał ustami do brzucha. Całował miękką, pachnącą letnimi kwiatami skórę, językiem zataczał na niej kółka. Potem znów zszedł niżej, docierając do idealnie wygolonego wzgórka łonowego. Popatrzył na twarz przerażonej, ale podnieconej księżniczki. Mieszane uczucia tylko bardziej go podniecały, nakręcały do dalszych działań.

Powoli, irytująco powoli językiem przesunął po całej długości jej cipki. Jęknęła przeciągłe, poruszając nieświadomie biodrami. Była mokra, gotowa na więcej, lecz to zaraz. Najpierw chciał się nacieszyć jej rozkoszą. Lubił sprawiać przyjemność swoim partnerkom, wszak był przecież dżentelmenem, jak na króla przystało.

Nie powtórzył ruchu kolejny raz – miał o wiele lepszy pomysł. Pochylił się bardziej, by mieć widok na jej cipkę w całej okazałości. Uśmiechnął się, chuchnął na gorącą, pulsującą kobiecość Ellei zimnym powietrzem, żeby zaraz wsadzić jej głęboko język to dziurki. Krzyknęła. To było warte wszystkiego.

Poruszał językiem w jej gorącym wnętrzu przez chwilę, by nie dać jej za wiele. Gdy tylko przestała go czuć, wydała z siebie pomruk zawodu; najwidoczniej powoli odpływała i nie kontrolowała swoich zachowań. O to mu chodziło.

Korzystając ze stanu upojenia, w jaki ją wprowadził, jedną ręką rozpiął pasek, a potem zsunął spodnie wraz z bielizną. Jego penis był większy od ludzkiego: grubszy i dłuższy. Nawet wśród swoich pobratymców król uchodził za wyjątkowo obdarzonego.

“Z pewnością księżniczka poczuje ból, prawdopodobnie nawet ją rozedrę swoim rozmiarem”, pomyślał z ogromnym zadowoleniem. Chciał ją naznaczyć jako swoją własność.

Przejechał kciukiem po jej cipce, rozdzielając wargi posklejane sokami. Po chwili ujął penis w dłoń, żeby zaraz główką napierać na jej dziurkę. Stawiała opór, lecz dla niego, aby się wbić, nie stanowiło to żadnej przeszkody.

Ellea tymczasem była na granicy świadomości, w której chciała uciec, a rozkoszy, przez którą pragnęła więcej każdą komórką swojego ciała. Nigdy wcześniej nie poszła z nikim do łóżka, zatem nie wiedziała, że to przyjemne. I choć umysł krzyczał, jak bardzo to złe, ciało domagało się więcej.

Uniosła biodra, w ten sposób nieświadomie pomagając królowi wejść głębiej. Wsuwał się w jej cipkę cal po calu, rozrywając skórę wokół. Poczuł ciepłe struzki krwi na kutasie; dowód jej dziewictwa mieszał się z powstałymi przez niego ranami.

Nawet nie wszedł do połowy, gdy poczuł, że dalej nie może. Na szczęscie przy jej słodkim tyłeczku nie będzie takiego problemu – wejdzie cały. Był tego pewien jak swojej pozycji.

Krzyk, jęki, pomruki, łzy. To wszystko stanowiło melodię pierwszej nocy z mężczyzną dla Ellei. Jego penis był zbyt wielki, żeby się w niej pomieścić, więc ranił jej drobne ciało. Ból był ogromny. W pewnym momencie zemdlała, zaś król bezpardonowo kontynuował zabawę.



Obudziła się obolała, chociaż wyspana. Leżała na wielkim łożu z wygodnym materacem i miękką pościelą. To była miła odmiana po zimnej, brudnej oraz twardej posadzce.

Próbowała się przeciągnąć, co zaowocowało bólem.

— Już się obudziłaś, księżniczko? — usłyszała od strony okna, w którego kierunku szybko się odwróciła.

Król siedział na pa****cie, opierając się plecami o ścianę łączącą się z oknem. Wyglądał na całkowicie rozluźnionego i zadowolonego z siebie. Na biodrach miał materiałową przepaskę.

— Zgwałciłeś mnie — zarzuciła mu cicho, starając się okryć nagie ciało. Była cała otarta przez tego... potwora.

Zacmokał z niezadowoleniem.

— Księżniczko, pogódź się z tym wreszcie. Zostaniesz moją partnerką, ponieważ taka jest moja wola. Zostaniesz moją królową, ponieważ król Eagert poświęcił cię w zamian za traktat pokojowy. — Posłał w jej stronę szeroki uśmiech, po czym zeskoczył z pa****tu. Zbliżał się do niej powoli, z rozmysłem, lecz nie kojarzył się jej z drapieżnikiem. Raczej z fantastycznym strategiem, którego pomysł poprowadził wojów do zwycięstwa. — Zostałaś sprzedana, księżniczko. Jak niewolnica. W zamian musiałem wyłącznie obiecać, że nie najadę więcej waszych ziem. — Wzruszył ramionami.

Słuchała go uważnie, jednak wciąż do niej nie docierało, co powiedział. Musiała się najwidoczniej przesłyszeć. Może wciąż jeszcze śniła? Albo dosypano jej coś podczas wczorajszej kolacji, co wywoływało halucynacje i tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Potrząsnęła głową, oparłszy ciężar ciała na łokciu. W półleżącej pozycji, na boku, wlepiała w niego oczy. To musiała być pomyłka. Przecież ojciec nigdy nie zrobiłby jej takiej okropności, prawda? Przecież ją kochał, na wszystkich bogów! Dlaczego miałaby uwierzyć temu potworowi?

Zaraz jednak w jej głowie rozbrzmiały wątpliwości. “Ile razy ojciec podkreślał, że najważniejszy dlań jest pokój? Ile razy mówił o tym, że zrobi wszystko, by go zachować, by nie doprowadzić do wojny?” Myśli coraz głośniej huczały w jej głowie, przez co miała wrażenie, że wreszcie wybuchnie. Złapała się za skronie, wbijając paznokcie w skórę, zacisnęła powieki.

To. Nie. Mogła. Być. Prawda! ...prawda?

Wciąż leżąc z zamkniętymi oczyma, poczuła, że materac przed nią się ugiął. Po chwili jej ciało, nagie i drżące, gładziła ciepła, czuła dłoń. Zachowując się całkowicie nielogicznie, podpełzła do króla, a potem wtuliła w niego i rozpłakała się.

Pozwalał jej na wyrzucenie z siebie wszelkich emocji w milczeniu. W duchu była mu wdzięczna, iż nie czynił żadnych złośliwych uwag, że powstrzymał się od niepotrzebnych komentarzy. Nie wiedziała, dlaczego siedział cicho, ale doceniała to. Do tego starał się ją uspokoić swoim delikatnym zachowaniem. I choć było to absurdalne, poczuła spokój. Instynktownie wiedziała, że tu była bezpieczna. On jej nie zdradził. Wprost mówił o swoich zamiarach. Nawet jeśli były złe. Tymczasem ojciec, jej własny ojciec postanowił wbić ostrze między żebra, celując w serce. Jak zwykły najemnik, bez szacunku do siebie i innych, wbił jej nóż w plecy.

Czy naprawdę jej życie było tak mało warte, że król był w stanie ją poświęcić? Dla swojego spokoju?

— Wiem, księżniczko — szepnął nagle król. — Wiem, jak się czujesz. Tu jesteś bezpieczna. Nigdy cię nie oddam. Już nigdy nie zrobię ci krzywdy — obiecał. Ucałował czubek jej głowy. — Po prostu uznałem, że powinnaś wiedzieć, czemu nikt nie przybył ci na ratunek.

Uniosła nieco głowę, starała się uśmiechnąć. Miała czerwone od płaczu oczy.

— Dziękuję — odrzekła równie cicho, starając sobie w głowie poukładać wszystko, co wydarzyło się w przeciągu dnia lub dwóch. Była i tak wystarczająco szalona, wypłakując się swemu oprawcy w ramię.
発行者 SataheShetani
6年前
コメント数
xHamsterは 成人専用のウェブサイトです!

xHamster で利用できるコンテンツの中には、ポルノ映像が含まれる場合があります。

xHamsterは18歳以上またはお住まいの管轄区域の法定年齢いずれかの年齢が高い方に利用を限定しています。

私たちの中核的目標の1つである、保護者の方が未成年によるxHamsterへのアクセスを制限できるよう、xHamsterはRTA (成人限定)コードに完全に準拠しています。つまり、簡単なペアレンタルコントロールツールで、サイトへのアクセスを防ぐことができるということです。保護者の方が、未成年によるオンライン上の不適切なコンテンツ、特に年齢制限のあるコンテンツへのアクセスを防御することは、必要かつ大事なことです。

未成年がいる家庭や未成年を監督している方は、パソコンのハードウェアとデバイス設定、ソフトウェアダウンロード、またはISPフィルタリングサービスを含む基礎的なペアレンタルコントロールを活用し、未成年が不適切なコンテンツにアクセスするのを防いでください。

운영자와 1:1 채팅