Kuzyn
Jak co roku pojechałem na kolejne wakacje do mojej ciotki, która mieszkała na uroczej wsi. Czas mijał mi na zabawach i spotkaniach z kolegami, czyli na błogim lenistwie. Koledzy byli mi znani od dawna, wspólnie od najmłodszych lat bawiliśmy się, a także odkrywaliśmy naszą seksualność – bawiliśmy się wtedy naszymi, jak mawialiśmy, siusiakami. Było to cos najzupełniej normalnego pośród rówieśników. Nasze owe siusiaki były mniej więcej bardzo podobne do siebie, zbytnich różnic nie było widać. Braliśmy je sobie do ust i ssaliśmy sobie wzajemnie, co było przyjemną chłopięcą zabawą. Ale teraz, kiedy podrośliśmy i mieliśmy po 14-****** nasze spotkania ograniczały się jedynie do rozmów o seksie i wspólnego zbiorowego sikania pod drzewka. I widziałem już teraz jak bardzo mogą się różnić od siebie nasze już nie „siusiaki”.
Ale nie to jest najważniejsze w tym opowiadaniu.
Otóż pewnego dnia do domu mojej ciotki przyjechał mój kuzyn. Był starszy ode mnie o ******. To był duży facet, dobrze zbudowany, umięśniony, był sportowcem w jakimś klubie w wielkim mieście, czyli taki „światowiec”. Ale wobec mnie zachowywał się normalnie, jak w rodzinie bywa. Ciotka wysyłała nas czasami po zielonkę dla królików, więc trzeba było pojechać na pole, nakosić jej i przywieźć do domu. I jak to bywa na takich wypadach w pole trzeba było czasami załatwić potrzebę fizjologiczną. Podglądałem mojego kuzyna, ale ten skrzętnie ukrywał swoją męskość w garści, tak że niewiele widziałem, choć byłem ogromnie ciekaw, jak wygląda jego przyrodzenie. Nie miałem aż takiej śmiałości, żeby powiedzieć mu, że chciałbym go zobaczyć i porównać do mojego młodzieńczego kutaska.
Po koniec wakacji ciotka wysłała nas kolejny raz po trawę dla królików. Był piękny, upalny i słoneczny dzień. Kuzyn nakosił sporą kupkę trawy, ja ją zgrabiłem na kupkę. Nie śpieszyło się nam do domu. Siedliśmy na niej i gadaliśmy o różnych rzeczach. W pewnym momencie kuzyn zapytał się mnie, czy bawię się moim ptaszkiem. Zawstydzony pytaniem wydukałem, że czasami tak. Kuzyn indagował mnie dalej swoimi pytaniami, czy już tryskam, jak mi wtedy jest i tym podobne… Ośmielony odpowiadałem mu i opowiadałem jak to jest ze mną. On także powiedział, że tutaj u ciotki to często wali konia, przynajmniej raz dziennie, bo nie zna tu żadnej dziewczyny, którą mógłby bez obaw wyruchać.
– A może chciałbyś zobaczyć jak to robię? – zapytał. – Sam też mógłbyś razem ze mną powalić konia.
Kiwnąłem potakująco głową. Wreszcie będę mógł zobaczyć jego kutasa i porównać z moim. Kuzyn rozpiął spodnie, obsunął majtki i ujrzałem dorodnego, na wpół sterczącego kutasa. W moich oczach był imponujący (dzisiaj sądzę, że to było w pół wzwodzie jakieś 20 centymetrów). W porównaniu do mojego to był olbrzym. Mój wtedy mógł mieć najwyżej 10-12 centymetrów.
Kuzyn wziął w garść swojego kutasa, poślinił czubek i zaczął przesuwać napletek w dół i w górę. Po chwili jego kutas zesztywniał kompletnie, wystąpiły na nim grube żyły, kolor zrobił się bardziej czerwony, a jego łeb prawie granatowy… tak był podniecony. Kuzyn spokojnie masował go systematycznie, d**gą ręką miętoląc swój wielki worek, mieszając palcami jądra.
– A ty na co czekasz? Nie gap się tak tylko wyciągaj swojego i rób jak ja – z zagapienia się wyrwał mnie jego głos.
Posłusznie ściągnąłem spodnie i majtki. Mój penis 15-latka wyglądał bardzo mizernie przy kuzynowym olbrzymie. Ale po paru ruchach moja kuśka nastroszyła się i także dumnie sterczała. Patrząc jak masuje kutasa kuzyn, robiłem to samo… po kilkunastu ruchach czułem, że polecą moje soki. Nie chciałem zbyt wcześnie kończyć tej przyjemnej chwili, więc zwolniłem tempo ruchów. Kuzyn systematycznie walił swojego kutasa, oddychał coraz to szybciej i głębiej, wydawał z siebie zadowolone pomruki przyjemności. Spojrzał na mnie, co robię. Widząc, że zwolniłem tempo, domyślił się, że jestem tuż tuż przed wytryskiem.
– Possiesz mi? – spytał.
Nachyliłem się w jego stronę. Nieśmiało wziąłem czubek jego kutasa do ust. Był lekko słonawy od śluzu jaki wypływał z jego mocno podnieconego kutasa. Jego łeb lśnił od śluzu i mojej śliny, skórka ściągnięta w dół uwypuklała jego kulisty kształt. Kuzyn przytrzymał moją głowę i wepchnął kutasa głębiej w moje usta. Ledwo mieścił się w nie. Puścił obciągnięty w dól napletek i ruszając moją głową pokazał mi jak mam to robić. Fajnie się czułem… nie dość, że po raz pierwszy widziałem takiego dorodnego kutasa, to jeszcze miałem okazję trzymać go w ustach. Kuzyn naprowadził moją rękę na swojego kutasa, zacisnął moje palce na nim i zaczął przesuwać nimi w górę i w dół. Nie mówiąc nic pokazywał mi, jak należy „robić loda”. Był ode mnie tyle starszy i doświadczony w tych sprawach. A ja byłem pojętnym uczniem i szybko załapałem, co i jak. Kuzyn wzdychał z zadowolenia. Jego d**ga ręka znalazła się na moim kutasie. Zaczął go systematycznie masować, zmieniając tempo i siłę. Czułem, że za chwilkę nie wytrzymam i trysnę swoimi sokami. Tak też się stało… Strzeliłem raz, d**gi, trzeci…
Kuzyn poczuł moją spermę na swojej ręce, lecz nie przestawał mnie masturbować. Ja zassałem się mocniej i głębiej na jego kutasie. Ruszałem głową w górę i w dół na twardym jak ze stali, z nabrzmiałymi żyłami kutasie. Po chwili kuzyn stęknął i gwałtownym ruchem wyjął kutasa z moich ust. Schwycił go w rękę, obciągnął skórkę, znieruchomiał. I strzelił! Potężna porcja jego gęstej spermy wylądowała na moim policzku, po chwili następna trafiła mnie w nos, a kolejna wylądowała na moim czole. Jego sperma wolno spływała mi w dół po twarzy. Była gęsta i gorąca. Część trafiła w kącik ust. Jej smak nie przypominał mi żadnego dotychczas poznanego smaku. Pachniał migdałami, był słono-gorzkawy, lepki…
Kuzyn z zadowoleniem masowała nadal swojego kutasa wyciskając z niego ostatnie kropelki.
– I jak było? – zapytał.
– Fajnie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
– Daj, teraz ja possam twojego, żebyś wiedział jak to jest… a ja posmakuję twoich soków, które ci upuściłem – i nachylił się w moim kierunku.
Nie broniłem mu. Wziął mojego kutasa do ust. Schował się w nich cały, chociaż był nadal nasterczony. Ja jego kutasa nie mogłem zmieścić w swoich ustach, mój w jego znikał. Kuzyn oblizał mi całego dokładnie, zasysał raz mocniej, raz słabiej, językiem drażnił czubek… d**gą ręką ugniatał moje jądra. Pod wpływem tym pieszczot poczułem, że chyba jeszcze coś ze mnie tryśnie. Kuzyn wyczuł zbliżający się wytrysk bo przyspieszył tempo ruchów. Ssał mocniej. Poczułem, że trysnę… chciałem tak jak on wycofać swojego kutasa z jego ust, lecz przytrzymał mnie i to co wyleciało ze mnie wylądowało w jego ustach. Kuzyn ssał dalej, aż nie poczuł, że już nie ma skurczy. Oblizał dokładnie całego kutasa, uśmiechnął się i powiedział:
– Masz słodką tę swoją śmietankę… dobra była i smakowała mi wybornie, a teraz wracajmy, bo ciotka nas opierniczy.
***
Zdarzyło się, że jeszcze parę razy śpiąc w tym samym pokoju trzepaliśmy wspólnie nasze kutasy, dając upust młodzieńczej werwie i chuci, a także pozbywając się balastu, który gromadził się w naszych jądrach.
Za parę dni skończyły się wakacje… kuzyn wyjechał do swojego miasta, ja wróciłem do rodziców. To były wspaniałe wakacje, niezapomniane. Doświadczyłem czegoś nowego, innego, co później zaprocentowało w dorosłym życiu.
Ale nie to jest najważniejsze w tym opowiadaniu.
Otóż pewnego dnia do domu mojej ciotki przyjechał mój kuzyn. Był starszy ode mnie o ******. To był duży facet, dobrze zbudowany, umięśniony, był sportowcem w jakimś klubie w wielkim mieście, czyli taki „światowiec”. Ale wobec mnie zachowywał się normalnie, jak w rodzinie bywa. Ciotka wysyłała nas czasami po zielonkę dla królików, więc trzeba było pojechać na pole, nakosić jej i przywieźć do domu. I jak to bywa na takich wypadach w pole trzeba było czasami załatwić potrzebę fizjologiczną. Podglądałem mojego kuzyna, ale ten skrzętnie ukrywał swoją męskość w garści, tak że niewiele widziałem, choć byłem ogromnie ciekaw, jak wygląda jego przyrodzenie. Nie miałem aż takiej śmiałości, żeby powiedzieć mu, że chciałbym go zobaczyć i porównać do mojego młodzieńczego kutaska.
Po koniec wakacji ciotka wysłała nas kolejny raz po trawę dla królików. Był piękny, upalny i słoneczny dzień. Kuzyn nakosił sporą kupkę trawy, ja ją zgrabiłem na kupkę. Nie śpieszyło się nam do domu. Siedliśmy na niej i gadaliśmy o różnych rzeczach. W pewnym momencie kuzyn zapytał się mnie, czy bawię się moim ptaszkiem. Zawstydzony pytaniem wydukałem, że czasami tak. Kuzyn indagował mnie dalej swoimi pytaniami, czy już tryskam, jak mi wtedy jest i tym podobne… Ośmielony odpowiadałem mu i opowiadałem jak to jest ze mną. On także powiedział, że tutaj u ciotki to często wali konia, przynajmniej raz dziennie, bo nie zna tu żadnej dziewczyny, którą mógłby bez obaw wyruchać.
– A może chciałbyś zobaczyć jak to robię? – zapytał. – Sam też mógłbyś razem ze mną powalić konia.
Kiwnąłem potakująco głową. Wreszcie będę mógł zobaczyć jego kutasa i porównać z moim. Kuzyn rozpiął spodnie, obsunął majtki i ujrzałem dorodnego, na wpół sterczącego kutasa. W moich oczach był imponujący (dzisiaj sądzę, że to było w pół wzwodzie jakieś 20 centymetrów). W porównaniu do mojego to był olbrzym. Mój wtedy mógł mieć najwyżej 10-12 centymetrów.
Kuzyn wziął w garść swojego kutasa, poślinił czubek i zaczął przesuwać napletek w dół i w górę. Po chwili jego kutas zesztywniał kompletnie, wystąpiły na nim grube żyły, kolor zrobił się bardziej czerwony, a jego łeb prawie granatowy… tak był podniecony. Kuzyn spokojnie masował go systematycznie, d**gą ręką miętoląc swój wielki worek, mieszając palcami jądra.
– A ty na co czekasz? Nie gap się tak tylko wyciągaj swojego i rób jak ja – z zagapienia się wyrwał mnie jego głos.
Posłusznie ściągnąłem spodnie i majtki. Mój penis 15-latka wyglądał bardzo mizernie przy kuzynowym olbrzymie. Ale po paru ruchach moja kuśka nastroszyła się i także dumnie sterczała. Patrząc jak masuje kutasa kuzyn, robiłem to samo… po kilkunastu ruchach czułem, że polecą moje soki. Nie chciałem zbyt wcześnie kończyć tej przyjemnej chwili, więc zwolniłem tempo ruchów. Kuzyn systematycznie walił swojego kutasa, oddychał coraz to szybciej i głębiej, wydawał z siebie zadowolone pomruki przyjemności. Spojrzał na mnie, co robię. Widząc, że zwolniłem tempo, domyślił się, że jestem tuż tuż przed wytryskiem.
– Possiesz mi? – spytał.
Nachyliłem się w jego stronę. Nieśmiało wziąłem czubek jego kutasa do ust. Był lekko słonawy od śluzu jaki wypływał z jego mocno podnieconego kutasa. Jego łeb lśnił od śluzu i mojej śliny, skórka ściągnięta w dół uwypuklała jego kulisty kształt. Kuzyn przytrzymał moją głowę i wepchnął kutasa głębiej w moje usta. Ledwo mieścił się w nie. Puścił obciągnięty w dól napletek i ruszając moją głową pokazał mi jak mam to robić. Fajnie się czułem… nie dość, że po raz pierwszy widziałem takiego dorodnego kutasa, to jeszcze miałem okazję trzymać go w ustach. Kuzyn naprowadził moją rękę na swojego kutasa, zacisnął moje palce na nim i zaczął przesuwać nimi w górę i w dół. Nie mówiąc nic pokazywał mi, jak należy „robić loda”. Był ode mnie tyle starszy i doświadczony w tych sprawach. A ja byłem pojętnym uczniem i szybko załapałem, co i jak. Kuzyn wzdychał z zadowolenia. Jego d**ga ręka znalazła się na moim kutasie. Zaczął go systematycznie masować, zmieniając tempo i siłę. Czułem, że za chwilkę nie wytrzymam i trysnę swoimi sokami. Tak też się stało… Strzeliłem raz, d**gi, trzeci…
Kuzyn poczuł moją spermę na swojej ręce, lecz nie przestawał mnie masturbować. Ja zassałem się mocniej i głębiej na jego kutasie. Ruszałem głową w górę i w dół na twardym jak ze stali, z nabrzmiałymi żyłami kutasie. Po chwili kuzyn stęknął i gwałtownym ruchem wyjął kutasa z moich ust. Schwycił go w rękę, obciągnął skórkę, znieruchomiał. I strzelił! Potężna porcja jego gęstej spermy wylądowała na moim policzku, po chwili następna trafiła mnie w nos, a kolejna wylądowała na moim czole. Jego sperma wolno spływała mi w dół po twarzy. Była gęsta i gorąca. Część trafiła w kącik ust. Jej smak nie przypominał mi żadnego dotychczas poznanego smaku. Pachniał migdałami, był słono-gorzkawy, lepki…
Kuzyn z zadowoleniem masowała nadal swojego kutasa wyciskając z niego ostatnie kropelki.
– I jak było? – zapytał.
– Fajnie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
– Daj, teraz ja possam twojego, żebyś wiedział jak to jest… a ja posmakuję twoich soków, które ci upuściłem – i nachylił się w moim kierunku.
Nie broniłem mu. Wziął mojego kutasa do ust. Schował się w nich cały, chociaż był nadal nasterczony. Ja jego kutasa nie mogłem zmieścić w swoich ustach, mój w jego znikał. Kuzyn oblizał mi całego dokładnie, zasysał raz mocniej, raz słabiej, językiem drażnił czubek… d**gą ręką ugniatał moje jądra. Pod wpływem tym pieszczot poczułem, że chyba jeszcze coś ze mnie tryśnie. Kuzyn wyczuł zbliżający się wytrysk bo przyspieszył tempo ruchów. Ssał mocniej. Poczułem, że trysnę… chciałem tak jak on wycofać swojego kutasa z jego ust, lecz przytrzymał mnie i to co wyleciało ze mnie wylądowało w jego ustach. Kuzyn ssał dalej, aż nie poczuł, że już nie ma skurczy. Oblizał dokładnie całego kutasa, uśmiechnął się i powiedział:
– Masz słodką tę swoją śmietankę… dobra była i smakowała mi wybornie, a teraz wracajmy, bo ciotka nas opierniczy.
***
Zdarzyło się, że jeszcze parę razy śpiąc w tym samym pokoju trzepaliśmy wspólnie nasze kutasy, dając upust młodzieńczej werwie i chuci, a także pozbywając się balastu, który gromadził się w naszych jądrach.
Za parę dni skończyły się wakacje… kuzyn wyjechał do swojego miasta, ja wróciłem do rodziców. To były wspaniałe wakacje, niezapomniane. Doświadczyłem czegoś nowego, innego, co później zaprocentowało w dorosłym życiu.
10年前