Pierwszy raz z Martą
Ona chyba specjalnie się ubierała w ten sposób. Żeby mnie sprowokować. No nie mogło być inaczej, bo przecież aż tak niewinna i nieświadoma tego jak wygląda być nie mogła. Prawie szesnaście lat, prawda? Musi już wiedzieć, jak działa na mężczyzn. Nawet na własnego brata. Przyrodniego, więc pokrewieństwa niby nie ma, ale to już tyle lat, że w zasadzie myślę o nas jak o prawdziwym rodzeństwie. Jest śliczna, zgrabna, muszą się za nią oglądać, muszą się na nią gapić, gdy tak paraduje w tych swoich spódniczkach i ciasnych bluzeczkach. Musi to widzieć, musi to wiedzieć. I wie, że ja też jestem facetem w końcu. Brat czy nie brat, przyrodni czy nie, jak ma siedemnaście lat, to myśli tylko o seksie przecież. Wie to. Musi to wiedzieć, ma internet, koleżanki, jasna cholera, musi wiedzieć. Więc dlaczego się tak ubiera? Dlaczego nie założy czegoś mniej seksownego, gdy jesteśmy sami w domu? Czy to naprawdę musiała być sama bluzka, bez stanika, tak się opinająca na piersiach, że w zasadzie wszystko widać? I te szorty. Przecież mogła założyć coś dłuższego, luźniejszego... ale nie, musiały być te różowe, króciutkie, ciasno przylegające. Miałem już kilkadziesiąt wytrysków przy waleniu konia z myślą o tych szortach. Kilka razy nawet miałem je w ręku jak się onanizowałem. Jasne, niezły ze mnie zbok, walę sobie konia myśląc o nieletniej siostrze. Ale kto by nie walił? Takie ciało... no nie da się. Siostra, nie siostra, niech świat płonie, ale nigdy w życiu nie widziałem dziewczyny bardziej seksownej i bardziej podniecającej. I w końcu przecież tylko robię sobie dobrze, nie? Nic więcej. Nikomu to nie szkodzi. A mnie pomaga.
Ale nie w takiej chwili jak ta. Marta usnęła na kanapie, z podwiniętymi nogami, z pupą oczywiście wypiętą w moją stronę. A o takiej pupie można by napisać całą epopeję. Cudna, kształtna, nie za duża, nie za mała, jędrna i w ogóle. Mógłbym ją pieścić, całować, lizać bez końca. Spuszczać się na nią każdego dnia. Po kilka razy. A w tych szortach na dodatek wygląda, jakby była bez majteczek. Tak się jakoś opinają i wciskają między pośladki, że albo ma na sobie jakieś stringi, albo rzeczywiście nie ma pod nimi nic. Jezu, na samą myśl o tym, że nie założyła bielizny serce wyskakuje mi z piersi. Wali tak mocno, że chyba sąsiedzi słyszą. A kutas to już w ogóle stoi, twardy jak żelazna sztaba, tak że muszę trzymać ręce na udach, żeby zasłonić na wypadek, gdyby się obudziła i zobaczyła. Na szczęście śpi. Oczy zamknięte, usta lekko rozchylone... no nie, tego już za wiele. Nie mogła ich zamknąć?! Muszą być takie zachęcająco rozchylone? Czy te wargi, takie pełne, soczyste, zmysłowe, nie mogłyby tak mnie nie kusić? Milion razy sobie wyobrażałem, jak obejmują mojego kutasa i oczywiście teraz widzę to po raz milion i pierwszy. i d**gi. I trzeci. Boże, jak ja ją nienawidzę. I kocham. To w końcu siostra, i to nie taka najgorsza nawet z charakteru. Ostatnio nawet jakoś lepiej nam się układa, dorośliśmy, przestaliśmy się żreć jak dawniej. Nie jest źle. I chyba przez to mam jeszcze większe poczucie winy, że tak jej pragnę niesamowicie. Ale nie mogę nic na to poradzić. Zostaje tylko walenie konia kilka razy dziennie. A i to nie zawsze pomaga przecież. Dzisiaj już były dwa razy. I co? I nic. Wystarczyło, że Marta się położyła z tyłeczkiem na widoku, że nie założyła stanika, że rozchyliła usta i już, Adaś gotów do wystrzału. Bardziej niż gotów. Chyba zwariuję. Na pewno zwariuję.
Tak, jestem już pewien. Nie ma majtek. Ostrożnie zerkam kątem oka, żeby nie zauważyła gdy się obudzi, że się rozpalonym wzrokiem wwiercam w to słodkie miejsce między udami. Szorty są bardzo obcisłe. Widać, jak materiał układa się w szparce. Ja pierdolę. Jak można oddychać cicho dysząc i śliniąc się jak pies? Normalnie cipka prawie na wierzchu, tylko odrobinka materiału. Nie, nie mogę. Ale muszę. Będę miał ten obraz przed oczami przez całe lata przy waleniu konia. Niech się teraz tylko nie obudzi. Niech śpi i pozwoli mi chłonąć ten widok. Zapamiętam do końca życia. Najpiękniejsza cipka na świecie. I nawet jeśli nigdy nie będzie moja, to zostanie ze mną na zawsze. Ale co mam zrobić teraz? Iść sobie zwalić? Jak sie ruszę, to się obudzi, zmieni pozycję, odbierze mi te cudne wejrzenie. Wiem, że tak będzie. Takie już moje szczęście. Ale jeśli zaraz sobie nie wytrzepię, to chyba wybuchnę. Dobra, może tak ostrożnie, w spodnie. Ale jak zostaną plamy? Może go wyjmę troszeczkę, chusteczki na katar są pod ręką, a Marta śpi... nic nie zauważy, jeśli zrobię to ostrożnie. Minimum ruchów. Raz, dwa i po sprawie. I chwila wytchnienia. Ale jak się obudzi? Nie, nie mogę.
Po dwóch minutach już wiem, że mogę. Muszę. Nigdy nie miałem jeszcze takiego potężnego wzwodu. Mógłbym nim mury kruszyć. Jak ona mogła? No jak? Może się nie obudzi. Telewizor jest głośno, a się nie budzi, nie? No to czemu by miała? No właśnie. Wyjmę go. Zasłonię ręką. Nic nie będzie widać. Marta śpi. Matko boska, dlaczego te usta tak lśnią? Oblizuje je *********, czy co? I te szorty, ta szparka. Aaaaaaarrrgh. Wyjąłem go. Stoi tak, że za cholerę go nie zasłonię. Może gdybym się obrócił... ale nie, jak się zacznę ruszać, to się obudzi. Zresztą, pieprzę to. Mogła się tak nie wdzięczyć, nie prowokować, jak suka w rui czy coś. Jestem tylko człowiekiem, są jakieś granice wytrzymałości. Zacząłem. Samymi palcami, powoli, z nadgarstka, bez zbędnych ruchów. Boże, jak dobrze. To nie potrwa długo. To będzie moment. Tylko chusteczkę przygotuję.
- Adam?!
Nie!!! Jak mogła się teraz obudzić?! Ale wstyd!!!
- Adaś, co ty robisz?
I jeszcze się tak niewinnie pyta, jakby cholera nie wiedziała co to jest walenie konia! Mogłaby się wściec albo coś. Zamiast tego prostuje się, podwija nogi i po prostu patrzy się na mnie. Nie, nie na mnie, na niego.
- Walę konia, przecież widać!
Ostro, ale sam już nie wiem co mam zrobić.
- Sorry Marta, ale facet ma jakieś granice wytrzymałości!
- Co?
Jest zdziwiona. Chyba nie na taką odpowiedź czekała. Ale w sumie już mi bez różnicy, niech będzie prosto z mostu, szczerość i w ogóle.
- No nie mogę już wytrzymać! Wiesz, że facet w moim wieku to burza hormonów! Nie wiesz, że siedemnastolatek myśli tylko o seksie?! Jasne, wiem, że jesteś moją siostrą i nie powinienem, ale jesteś taka piękna, taka seksowna...
- Naprawdę?
Czy ona przypadkiem nie jest zadowolona? W sumie komplement to komplement, dziewczyny to lubią, nie? Ale aż się rozpromieniła. Albo coś w tym stylu.
- Tak, Martuś. Jesteś przecudna. I to jest problem, bo ja nigdy nie widziałem piękniejszej niż ty dziewczyny i nie mogę nic poradzić na to, że mnie strasznie podniecasz. Zwłaszcza jeśli nie zakładasz bielizny...
- Przepraszam... nie wiedziałam...
To nie zabrzmiało mi szczerze. Trochę ją znam. To nie była prawda. I cały czas jej wzrok skacze między moją twarzą i wielkim, nagrzanym kutasem, który ani myśli przestać się wyprężać. Wiedziała. Wiedziałem, że wiedziała! O podła!
- Ja naprawdę nie mogę Marta. To silniejsze ode mnie. Psychologia. Hormony. Muszę to rozładować, albo zwariuję i coś sobie zrobię. A tak to sobie zwalę i od razu jest lepiej, mogę normalnie myśleć, zamiast wyobrażać sobie...
Tak, lepiej dalej nie mówić. Gdyby wiedziała, co sobie wyobrażam, jak ją w myślach biorę, rżnę, gwałcę, pieszczę, lizę, zjadam całą, to by mi nigdy nie wybaczyła. To znaczy, jeśli mi wybaczy to teraz.
- Co wyobrażać?
No kurwa, a jak myślisz?
- Mnie?
Niewinnie. Wielce zdziwiona, psia mać. Tak, jasne, że ciebie.
- Martuś... no, tak... ciebie... wiesz, bez ubrania...
Teraz już patrzy mi w oczy. Jakoś tak dziwnie. Nie mogę znieść tego wzroku. I tej przygryzionej dolnej wargi. Dlaczego to robi?! Ona chce mnie zabić! Chce, żeby zszedł za zawał, tu i teraz. Albo żebym nie wiem co zrobił... rzucił się na nią? Zerwał bluzeczkę? Przywarł ustami do tych cudnych cycuszków i ssał... o mój boże, dlaczego jej sutki tak się rysują pod materiałem?! Jakby chciały go przebić, przedziurawić. Gdy brodawki tak sterczą, to znaczy, że kobieta jest podniecona, prawda?! Co tu się dzieje!!!
- No... to... robisz sobie dobrze myślą*****nie? Onanizujesz?
- Tak... czasem. No nie wiem, często chyba. Nie wiem, jaka jest norma...
- I co? Teraz też musisz...
- Tak Martuś, albo zwariuję. Naprawdę muszę...
- Dobrze. Jak chcesz, to wyjdę...
Ruszyła się, żeby wstać. Ale nie tak, żeby wstać. Tylko żeby się ruszyć, żeby pokazać, że może wstać w każdej chwili.
- Nie musisz...
Nie odpowiada. Nie rusza się. Szybko oddycha. Piersi dalej próbują się wyrwać z bluzeczki. Chyba chyba nawet je tak specjalnie wypina, żeby jeszcze bardziej mnie nagrzać. I patrzy się na kutasa. Jezu, tego sobie nie wyobrażałem. Ona serio chce zobaczyć, jak sobie walę konia?
- Nie musisz... w końcu to dla ciebie...
To zabrzmiało głupio. Ale chyba to łyknęła. Boże, jak bym chciał, żeby mi łyknęła, wszystko, cały wytrysk, powódź, potop... Ale tylko kiwnęła głową i lekko się odsunęła. Cholera, przecież nie będę machał rękami!
- Martuś...
Ale to tylko tak wyszeptałem, sam nie wiem po co. I ona chyba to wie, bo nie odpowiada. Patrzy na moją dłoń, jak się podnosi, jak obejmuje kutasa, jak zaczyna się powoli ruszać. Powoli. Bardzo powoli. To pewnie jedyna taka okazja. Niech trwa. Niech się nie kończy. W życiu nie byłem taki podniecony. W życiu on nie był taki wielki i taki twardy. W życiu nie było tak dobrze. Wątpię, czy kiedykolwiek będzie lepiej. ************, którą pożądam skrycie od lat, patrzy, wyraźnie podniecona, jak sobie walę gruchę. Boże, będę miał z tego wspomnienia tysiąc wytrysków!
- To nie boli, jak tak odciągasz... ?
Ciche pytanie. Z chrypką chyba nawet. Mam dreszcze. Cały czas patrzy, jak zahipnotyzowana. A ja się wślepiam w te cycuszki. Nie widzi.
- Nie, nie boli.
I żeby pokazać, obciągam mocno, odsłaniając cały czubek. I tak trzymam. Jezu, jak dobrze! Czysta rozkosz! Masz! Patrz! Zobacz, jak się kutas brata pręży na twoją cześć! I patrzy. Zafascynowana. Zaraz... czy ona... Gładzi się po ręce. Po przedramieniu. Chyba nieświadomie. Dłoń wędruje wyżej, przez zgięcie łokcia. Palce suną po ramieniu, po tej aksamitnej, gładkiej, przecudnej skórze. Ona się pieści! Zaraz wybuchnę!!! Naprawdę, Boże, zaraz będę miał najpotężniejszy orgazm na świecie! A cały czas go trzymam, nie ruszam, on sam tak pulsuje, sam... o matko... już nie mogę... A dłoń Marty zsuwa się z ramienia, na pierś, muska palcami brodawkę, raz, d**gi, widzę, czuję, jaka jest twarda... I bierze ją delikatnie między palce, o Boże!!! Cały czas patrzy na niego, nie wiem, czy zdaje sobie sprawę z tego, że patrzę, że widzę. Lekko ściska sutek, lekko ciągnie, wzdycha... głęboko... cichutki jęk? AAAAA!
Zbierało się na wytrysk przez całą wieczność. I teraz strzela. Zapomniałem o chusteczkach. Ale ani drgnę. Pieprzyć wszystko. Liczyć się tylko ten moment. Sperma wzbija się wyżej niż myślałem, że może. I jakim cudem jest jej aż tyle!? Ależ orgazm! Dech zapiera, na zawsze odbiera. Nigdy jeszcze... co za rozkosz...
Zaskoczyłem ją. Odruchowo odskoczyła odrobinę, zasłoniła usta ręką, zdziwiona. No Martuś, dla mnie taki potężny wulkan to też niespodzianka.
- Ojej... ale tego dużo...
- Nie zawsze jest tyle... byłem strasznie podniecony...
Cały czas patrzy na niego, jak spływają resztki, jak drga, jak się nadal pręży. I choć trzyma rękę przy ustach, to już ich nie zasłania normalnym gestem, tłumiąc okrzyk zdziwienia. Palce pogłaskały wargi. Delikatnie. Pieszcząc. Jeden wsunął się do środka na moment. Potarł zęby. Spotkał się z ję... Zobaczyła, że się gapię! Ręka opadła, koniec pokazu. Zmarszczyła te piękne brwi. Tak rzeczowo trochę.
- Cały się pobrudziłeś. Będę musiała to wrzucić do pralki, żeby mama nie zauważyła.
Wydałem z siebie jakiś dźwięk, niby to potwierdzenie. Faktycznie, cała podkoszulka w spermie. Na szczęście większość poleciała na pierś i brzuch, spodnie chyba całe... Tak, całe. Biorę chusteczkę i zaczynam wycierać. Trochę niezręcznie. Jakoś brzydzę się własnego nasienia. Wiem, głupie.
- Rany, jak masz tak to ścierać...
Zniecierpliwiona, przysuwa się, sięga po chusteczki. Dotyka mnie kolanami. Czy musi? Chyba nie. Ale dotyka. Zaczyna energicznie ścierać, ale po chwili znacząco rusza ręką.
- Zdejmij to, nie ma sensu wcierać mocniej, wrzuci się do Vanisha i powinno być dobrze.
Zdejmuję koszulkę. Nie jestem jakimś Adonisem, ale chyba źle nie wyglądam. Trochę siłowni, trochę biegania, są jakieś tam mięśnie. Jasne, widziała je już nie raz. Ale nigdy nie była wtedy tak blisko, ocierając się o mnie, wycierając mi spermę ze skóry na podbrzuszu... już nie tak energicznie. Wolniej. Delikatniej. Zmysłowo?
Nic nie mówię. Ani drgnę. Marta nie podnosi wzroku. Też się nie rusza, żeby nie musieć na mnie spojrzeć, żeby móc dalej, niby to zwyczajnie, wycierać mój brzuch. Tak powoli... Kropla spadła jej na dłoń, z czubka. Cały kutas jest w spermie jeszcze. I cały czas sterczy. Jak drąg. Powinien już mięknąć... O co chodzi? Powinien. Zawsze tak robił. Ale cały czas stoi. Twardy jak skała. Zacznie go wycierać? Boże, niech zacznie. Nie oddycham. Nie mrugam okiem. Niech zacznie go wycierać. Niech zacznie! TAK!
Delikatnie, ledwo go muskając, zaczęła zbierać, od dołu. Trzyma chusteczkę w dwóch palcach. Zgarnia. Przypadkiem... przypadkiem dotyka go pozostałymi... Zadrżałem jak w febrze.
- Przepraszam...
Cichutko. Nieszczerze. Nie jest jej przykro. Mnie też nie. Nadal wyciera, ale teraz już palce co chwilę go dotykają. Gładzą. Jezu, jak bosko.
- Jaki gorący...
Cały czas na mnie nie patrzy, cały czas sztywna... i chyba trochę drżąca? Tak, widzę, trzęsie się lekko. Usta rozchylone, mokre, gorące. Oddycha ciężko. I głaszcze mojego kutasa.
- I taki twardy...
Co mam odpowiedzieć? Mam w ogóle się odzywać? Może nie? Nie wiem...
- No, tak, twardy... nie powinien... To znaczy, wiesz, zwykle już opadał, ale teraz... Nie wiem...
Wytarła prawie wszystko. Odkłada chusteczkę. Ale się nie odsuwa. A dłoń wraca. Tak, wraca! Lekko dotyka go palcami. Sprawdza. Obejmuje. O Boże, nigdy bym nie uwierzył, że to możliwe, ale obejmuje, delikatnie, leciutko, ale obejmuje. I cała drży.
- Nie myślałam... że może być aż taki twardy... i taki...
Przełyka ślinę. Lekko się mości, tak jakby chciała być bliżej.
- Taki duży...
- Martuś... nie wiem... powinien już przestać... ale... ale to dlatego, że nigdy... aaaaach...
Poruszyła dłonią. W dół. W górę. W dół. I przestała. Dlaczego przestała! Było tak dobrze! Ale nie cofa jej, nadal trzyma. Niech trzyma. Całą noc niech trzyma. Przełykam, odchrząkuję, żeby się upewnić, czy dam radę z siebie wydać jakiś głos, gdy ************ trzyma mojego kutasa w dłoni.
- Dlatego, że nigdy nie byłaś tak blisko.
I raz kozie śmierć. Kładę dłoń na jej plecach. Żeby uspokoić. Żeby ukoić. Żeby... a jasne, kurwa, żeby ją dotknąć. A ona zadrżała jak ja przed chwilą. I zacisnęła na nim palce. I znów poruszyła, w górę, w dół, wzdychając. Pogłaskałem plecy, jakbym chciał powiedzieć, że wszystko już dobrze, że wszystko w porządku. A Marta znów zadrżała i zaczęła powolutku walić mi konia.
- Może... może musisz jeszcze raz? Może nie wszystko...
- Może Martuś... Chyba tak.
- Jak chcesz, to ja ci... pomogę...
Teraz na mnie spojrzała. Śmiało. Wyzywająco. Z nadzieją. Nigdy jej takiej nie widziałem. Oczy błyszczą jak dwie gwiazdy. Rumieńce na policzkach. Ona też jest nagrzana. I ja też, znów, jeszcze bardziej. Jestem gotowy.
- Och, Martuś... tak...
Lekki, nieśmiały uśmiech i znów rusza dłonią. I choć drży leciutko, to nie ucieka spod mojej, która delikatnie głaszcząc plecy powoli przesuwa się niżej. Ma taką małą, zgrabną dłoń. Jaka ona jest cudowna. Przepiękna. I wali mi konia. Moja siostrzyczka.
- Tak mam robić?
- Możesz troszeczkę mocniej ścisnąć...
Ścisnęła. Jezu, jak dobrze. Jakbym nie miał przed chwilą orgazmu. Jakbym nigdy nie miał orgazmu! Jej dotyk, taki całkiem inny, taki... boski. Czy może być aż tak dobrze. Może. Zjechałem dłonią na koniec bluzeczki, tuż nad szorty, na skrawek gołego ciała. Głaszczę. Jaką ona ma wspaniałą skórę! Jak to możliwe, że jest taka miękka? Taka gładka? Jak?!
Marta cały czas go pieści. Tak samo powoli, jak ja wcześniej. Albo nie wie, że może szybciej, albo umyślnie przeciąga moment. Bez różnicy, jest tak wspaniale. Wsuwam palce pod bluzeczkę, dotykam pleców całą dłonią. Gładzę. Głaszczę. Marta drży, ale nic nie mówi, tylko dalej powolutku, cierpliwie doprowadza mnie do następnego wytrysku. Żeby tylko wzięła i...
- Martuś, trochę bliżej czubka też...
Potwierdza cichutko i gdy moja dłoń podwija bluzeczkę wyżej, dalej gładząc, chwyta go d**gą powyżej pierwszej.
- Jest taki duży...
Nie przeszkadza mi, że powiedziała rzecz oczywistą. Obciąga go teraz obydwoma drobnymi rączkami, trąc też napęczniały, rozgrzany do czerwoności czubek. Cały jest lepki jeszcze, ale jej to nie przeszkadza najwyraźniej. Skupiona walki mi oburącz konia. A ja zsuwam dłoń niżej, na szorty... nie, pod szorty. Najpierw lekko, jeden palec, delikatnie, potem d**gi. Czekam na reakcję. Nic. Oprócz drżenia. Szybkiego oddechu. I mocniejszego zaciśnięcia dłoni na gorącym palu. Tak dobrze, tak wspaniale, nic innego nie istneje, tylko ja i Marta głaszcząca kutasa. I oczywiście moja dłoń, która zsuwa niżej brzeg szortów i odsłania kawałek jej pupci. I wsuwa się pod materiał, na pośladek, powoli, ale potem bardziej zdecydowanie.
- Ała!
Jęknęła, gdy złapałem ją za dupcię, choć przecież ją to nie zabolało. Wyprężyła się. Lekko podniosła. Wypięła śliczną pupę. I nie przerwała pieszczoty. A ja już nie wiem co jest lepsze, czy dotyk jej dłoni na moim kutasie, czy to, że obejmuję jej pupę, czuję pot między jej pośladkami i gorąco bijące tam z dołu. Tam, gdzie zaraz włożę palce. I poczuję cipkę mojej siostrzyczki, o której marzyłem od tak dawna. A teraz wreszcie tam będę, dotknę! Jak mokro! Ślisko! Gorąco! I tak mięciutko, oj jak gładko i mięciutko!
- Adasiu! Adasiu!
Marta jęczy. Moje imię. I nadstawia pupę. Idealnie. Jest po prostu idealnie! Podniosła się jeszcze wyżej, tak że mogę już zsunąć te szorty, zdjąć je w ogóle, do kolan, na dół. Robię to i odsłaniam najprzecudniejszy widok na świecie, te krótkie, aksamitne włoski między udami. Jasne, jak te na głowie. Ale co... Marta puszcza kutasa?! Wyrywa mi się! Nie! NIE!!! A, nie, to tylko ma moment, żeby zdjąć szorty w ogóle, żeby wrócić, żeby przyklęknąć przy mnie z szerzej rozłożonymi udami. I znów chwyciła go w dłonie, łapczywie, zachłannie. I znów pompuje, wpatrzona, gorąca, chętna. Nie każę czekać. Jedna dłoń wraca na pupę. d**ga chwyta z przodu. Te włoski, takie mięciutkie, takie kobiece, zupełnie mokre, gotowe na mnie. Wślizguję się palcami w Martę. Widziałem filmy. Widziałem instrukcje. Palec z tyłu wjeżdża w szparkę, pulchną, mięciutką, łaknącą. Z przodu znajduję magiczny guziczek, śliski, nabrzmiały. Naciskam.
- AŁA!!! AŁA!!!
Duszę go, ściskam, zgniatam, miażdżę! Palec zagłębia się w szparkę, znajduje dziurkę, bada, sprawdza czy może wejść.
- ADAŚ!!!
Złapała mnie za dłonie, cicho krzycząc. Drży, miota się, opada. Siada na moich palcach, wstrząsana potężnym orgazmem, bezgłośnie płacząc, szeroko otwierając usta. Pojękuje, nadal wijąc się na moich dłoniach, które nie przestają, które nadal pieszczą, nadal zgłębiają jej kobiecość. Chwila trwa. Marta opada, kładąc głowę na moim ramieniu, drżąc. Gorąca, spocona. Zaspokojona. Powoli cofam dłonie, na pupę, na brzuch.
- Ała... Adasiu...
Nadal dyszy, nadal nią trzęsie. Ostatnie fale. Podwijam bluzeczkę i uwalniam te cudne cycusie. Biorę w dłoń, delikatnie, żeby nie zepsuć. Ale muszę. Śnią mi się te piersi od lat. Jak nie teraz, to kiedy? Obejmuję, ściskam. Miękkie. Ale i sprężyste. Pełne. Doskonałe. Brodawka twarda, gorąca.
- Ojej, Adasiu...
Podnosi głowę, patrzy na mnie, cała czerwona, cała rozgrzana. I całuje. Powoli, ostrożnie, nasze wargi dotykają się w elektrycznym szoku. Zapominam o wszystkim, są tylko jej usta i moje. I nasze języki, które spotykają się i tańczą. Obejmuję ją przyciskam do siebie, chcę ją całą, tylko dla mnie. Marta wpija się w moje usta zachłannie, pojękując, wzdychając, zgniatając swoje piersi o mój tors. Tak trwamy. A potem odrywa się. Uśmiecha. I wraca do walenia konia. Szybciej. Mocniej. Pochylona. Zapomniałem o nim. Ale ona nie. I on też pamięta. Niewiele mu już trzeba. Martusia pompuje, już nie dłońmi, już nie ramionami, ale całym rozgrzanym, ciałem. W górę, w dół, cała. I pochyla się. Pochyla coraz niżej. Jej głowa jest nad nim. Tuż nad nim. Ale nie bliżej. Jakby nie mogła się zdecydować. Jakby nie wiedziała jak. Ale przecież wie! Czułem jak całuje! Niech zrobi to samo! Niech go weźmie do tej buzi, między te cudowne, mięciutkie wargi! Niech go połknie! Bierz go w usta! Bierz! Położyłem dłoń na słomianych włosach. I lekko docisnąłem. Żeby przekonać, nie zmusić. Zachęcić. Uniosłem biodra. I poczułem wilgoć. Gorąco. Wzięła. Za głęboko. Odkrztusiła. I znów wzięła. Czuję, jak język tańczy, jak wije się wokół czubka. Kolejna niemożliwa granica rozkoszy przekroczona. Ale myślał o tym będę później. Teraz świadomość jest wyłączona. Jej dłonie ściskają, jej głowa chodzi w górę i w dół, jej usta ssą, liżą, pieszczą. Nie wiem czy umie. Może w ogóle nie. Pewnie nie. Ale to i tak najcudowniejsze obciąganie jakie miałem. Jedyne. I od razu od mojej Martusi, od mojej największej miłości. Eksploduję, bezmyślnie, w jej usta, nie ostrzegając. Może ***********. Przecież to takie... Ale Marta gdy tylko czuje wybuch nasienia w buzi, przywiera, przysysa się, zlizuje i nadal go trzepie, wyciska, doi. Aż do ostatniej kropli. Chyba krzyczałem. Nie wiem. Nie wiem, co się dzieje. Cały się trzęsę. Osuwam. Upadam. Jak nigdy dotąd. Nie mam siły otworzyć oczu. Słyszę, jak Marta bierze chusteczkę i wypluwa na nią spermę. A potem przywiera do mnie, wtula się, bez słowa. Ciężko oddychamy. Nierozerwalni.
Ale nie w takiej chwili jak ta. Marta usnęła na kanapie, z podwiniętymi nogami, z pupą oczywiście wypiętą w moją stronę. A o takiej pupie można by napisać całą epopeję. Cudna, kształtna, nie za duża, nie za mała, jędrna i w ogóle. Mógłbym ją pieścić, całować, lizać bez końca. Spuszczać się na nią każdego dnia. Po kilka razy. A w tych szortach na dodatek wygląda, jakby była bez majteczek. Tak się jakoś opinają i wciskają między pośladki, że albo ma na sobie jakieś stringi, albo rzeczywiście nie ma pod nimi nic. Jezu, na samą myśl o tym, że nie założyła bielizny serce wyskakuje mi z piersi. Wali tak mocno, że chyba sąsiedzi słyszą. A kutas to już w ogóle stoi, twardy jak żelazna sztaba, tak że muszę trzymać ręce na udach, żeby zasłonić na wypadek, gdyby się obudziła i zobaczyła. Na szczęście śpi. Oczy zamknięte, usta lekko rozchylone... no nie, tego już za wiele. Nie mogła ich zamknąć?! Muszą być takie zachęcająco rozchylone? Czy te wargi, takie pełne, soczyste, zmysłowe, nie mogłyby tak mnie nie kusić? Milion razy sobie wyobrażałem, jak obejmują mojego kutasa i oczywiście teraz widzę to po raz milion i pierwszy. i d**gi. I trzeci. Boże, jak ja ją nienawidzę. I kocham. To w końcu siostra, i to nie taka najgorsza nawet z charakteru. Ostatnio nawet jakoś lepiej nam się układa, dorośliśmy, przestaliśmy się żreć jak dawniej. Nie jest źle. I chyba przez to mam jeszcze większe poczucie winy, że tak jej pragnę niesamowicie. Ale nie mogę nic na to poradzić. Zostaje tylko walenie konia kilka razy dziennie. A i to nie zawsze pomaga przecież. Dzisiaj już były dwa razy. I co? I nic. Wystarczyło, że Marta się położyła z tyłeczkiem na widoku, że nie założyła stanika, że rozchyliła usta i już, Adaś gotów do wystrzału. Bardziej niż gotów. Chyba zwariuję. Na pewno zwariuję.
Tak, jestem już pewien. Nie ma majtek. Ostrożnie zerkam kątem oka, żeby nie zauważyła gdy się obudzi, że się rozpalonym wzrokiem wwiercam w to słodkie miejsce między udami. Szorty są bardzo obcisłe. Widać, jak materiał układa się w szparce. Ja pierdolę. Jak można oddychać cicho dysząc i śliniąc się jak pies? Normalnie cipka prawie na wierzchu, tylko odrobinka materiału. Nie, nie mogę. Ale muszę. Będę miał ten obraz przed oczami przez całe lata przy waleniu konia. Niech się teraz tylko nie obudzi. Niech śpi i pozwoli mi chłonąć ten widok. Zapamiętam do końca życia. Najpiękniejsza cipka na świecie. I nawet jeśli nigdy nie będzie moja, to zostanie ze mną na zawsze. Ale co mam zrobić teraz? Iść sobie zwalić? Jak sie ruszę, to się obudzi, zmieni pozycję, odbierze mi te cudne wejrzenie. Wiem, że tak będzie. Takie już moje szczęście. Ale jeśli zaraz sobie nie wytrzepię, to chyba wybuchnę. Dobra, może tak ostrożnie, w spodnie. Ale jak zostaną plamy? Może go wyjmę troszeczkę, chusteczki na katar są pod ręką, a Marta śpi... nic nie zauważy, jeśli zrobię to ostrożnie. Minimum ruchów. Raz, dwa i po sprawie. I chwila wytchnienia. Ale jak się obudzi? Nie, nie mogę.
Po dwóch minutach już wiem, że mogę. Muszę. Nigdy nie miałem jeszcze takiego potężnego wzwodu. Mógłbym nim mury kruszyć. Jak ona mogła? No jak? Może się nie obudzi. Telewizor jest głośno, a się nie budzi, nie? No to czemu by miała? No właśnie. Wyjmę go. Zasłonię ręką. Nic nie będzie widać. Marta śpi. Matko boska, dlaczego te usta tak lśnią? Oblizuje je *********, czy co? I te szorty, ta szparka. Aaaaaaarrrgh. Wyjąłem go. Stoi tak, że za cholerę go nie zasłonię. Może gdybym się obrócił... ale nie, jak się zacznę ruszać, to się obudzi. Zresztą, pieprzę to. Mogła się tak nie wdzięczyć, nie prowokować, jak suka w rui czy coś. Jestem tylko człowiekiem, są jakieś granice wytrzymałości. Zacząłem. Samymi palcami, powoli, z nadgarstka, bez zbędnych ruchów. Boże, jak dobrze. To nie potrwa długo. To będzie moment. Tylko chusteczkę przygotuję.
- Adam?!
Nie!!! Jak mogła się teraz obudzić?! Ale wstyd!!!
- Adaś, co ty robisz?
I jeszcze się tak niewinnie pyta, jakby cholera nie wiedziała co to jest walenie konia! Mogłaby się wściec albo coś. Zamiast tego prostuje się, podwija nogi i po prostu patrzy się na mnie. Nie, nie na mnie, na niego.
- Walę konia, przecież widać!
Ostro, ale sam już nie wiem co mam zrobić.
- Sorry Marta, ale facet ma jakieś granice wytrzymałości!
- Co?
Jest zdziwiona. Chyba nie na taką odpowiedź czekała. Ale w sumie już mi bez różnicy, niech będzie prosto z mostu, szczerość i w ogóle.
- No nie mogę już wytrzymać! Wiesz, że facet w moim wieku to burza hormonów! Nie wiesz, że siedemnastolatek myśli tylko o seksie?! Jasne, wiem, że jesteś moją siostrą i nie powinienem, ale jesteś taka piękna, taka seksowna...
- Naprawdę?
Czy ona przypadkiem nie jest zadowolona? W sumie komplement to komplement, dziewczyny to lubią, nie? Ale aż się rozpromieniła. Albo coś w tym stylu.
- Tak, Martuś. Jesteś przecudna. I to jest problem, bo ja nigdy nie widziałem piękniejszej niż ty dziewczyny i nie mogę nic poradzić na to, że mnie strasznie podniecasz. Zwłaszcza jeśli nie zakładasz bielizny...
- Przepraszam... nie wiedziałam...
To nie zabrzmiało mi szczerze. Trochę ją znam. To nie była prawda. I cały czas jej wzrok skacze między moją twarzą i wielkim, nagrzanym kutasem, który ani myśli przestać się wyprężać. Wiedziała. Wiedziałem, że wiedziała! O podła!
- Ja naprawdę nie mogę Marta. To silniejsze ode mnie. Psychologia. Hormony. Muszę to rozładować, albo zwariuję i coś sobie zrobię. A tak to sobie zwalę i od razu jest lepiej, mogę normalnie myśleć, zamiast wyobrażać sobie...
Tak, lepiej dalej nie mówić. Gdyby wiedziała, co sobie wyobrażam, jak ją w myślach biorę, rżnę, gwałcę, pieszczę, lizę, zjadam całą, to by mi nigdy nie wybaczyła. To znaczy, jeśli mi wybaczy to teraz.
- Co wyobrażać?
No kurwa, a jak myślisz?
- Mnie?
Niewinnie. Wielce zdziwiona, psia mać. Tak, jasne, że ciebie.
- Martuś... no, tak... ciebie... wiesz, bez ubrania...
Teraz już patrzy mi w oczy. Jakoś tak dziwnie. Nie mogę znieść tego wzroku. I tej przygryzionej dolnej wargi. Dlaczego to robi?! Ona chce mnie zabić! Chce, żeby zszedł za zawał, tu i teraz. Albo żebym nie wiem co zrobił... rzucił się na nią? Zerwał bluzeczkę? Przywarł ustami do tych cudnych cycuszków i ssał... o mój boże, dlaczego jej sutki tak się rysują pod materiałem?! Jakby chciały go przebić, przedziurawić. Gdy brodawki tak sterczą, to znaczy, że kobieta jest podniecona, prawda?! Co tu się dzieje!!!
- No... to... robisz sobie dobrze myślą*****nie? Onanizujesz?
- Tak... czasem. No nie wiem, często chyba. Nie wiem, jaka jest norma...
- I co? Teraz też musisz...
- Tak Martuś, albo zwariuję. Naprawdę muszę...
- Dobrze. Jak chcesz, to wyjdę...
Ruszyła się, żeby wstać. Ale nie tak, żeby wstać. Tylko żeby się ruszyć, żeby pokazać, że może wstać w każdej chwili.
- Nie musisz...
Nie odpowiada. Nie rusza się. Szybko oddycha. Piersi dalej próbują się wyrwać z bluzeczki. Chyba chyba nawet je tak specjalnie wypina, żeby jeszcze bardziej mnie nagrzać. I patrzy się na kutasa. Jezu, tego sobie nie wyobrażałem. Ona serio chce zobaczyć, jak sobie walę konia?
- Nie musisz... w końcu to dla ciebie...
To zabrzmiało głupio. Ale chyba to łyknęła. Boże, jak bym chciał, żeby mi łyknęła, wszystko, cały wytrysk, powódź, potop... Ale tylko kiwnęła głową i lekko się odsunęła. Cholera, przecież nie będę machał rękami!
- Martuś...
Ale to tylko tak wyszeptałem, sam nie wiem po co. I ona chyba to wie, bo nie odpowiada. Patrzy na moją dłoń, jak się podnosi, jak obejmuje kutasa, jak zaczyna się powoli ruszać. Powoli. Bardzo powoli. To pewnie jedyna taka okazja. Niech trwa. Niech się nie kończy. W życiu nie byłem taki podniecony. W życiu on nie był taki wielki i taki twardy. W życiu nie było tak dobrze. Wątpię, czy kiedykolwiek będzie lepiej. ************, którą pożądam skrycie od lat, patrzy, wyraźnie podniecona, jak sobie walę gruchę. Boże, będę miał z tego wspomnienia tysiąc wytrysków!
- To nie boli, jak tak odciągasz... ?
Ciche pytanie. Z chrypką chyba nawet. Mam dreszcze. Cały czas patrzy, jak zahipnotyzowana. A ja się wślepiam w te cycuszki. Nie widzi.
- Nie, nie boli.
I żeby pokazać, obciągam mocno, odsłaniając cały czubek. I tak trzymam. Jezu, jak dobrze! Czysta rozkosz! Masz! Patrz! Zobacz, jak się kutas brata pręży na twoją cześć! I patrzy. Zafascynowana. Zaraz... czy ona... Gładzi się po ręce. Po przedramieniu. Chyba nieświadomie. Dłoń wędruje wyżej, przez zgięcie łokcia. Palce suną po ramieniu, po tej aksamitnej, gładkiej, przecudnej skórze. Ona się pieści! Zaraz wybuchnę!!! Naprawdę, Boże, zaraz będę miał najpotężniejszy orgazm na świecie! A cały czas go trzymam, nie ruszam, on sam tak pulsuje, sam... o matko... już nie mogę... A dłoń Marty zsuwa się z ramienia, na pierś, muska palcami brodawkę, raz, d**gi, widzę, czuję, jaka jest twarda... I bierze ją delikatnie między palce, o Boże!!! Cały czas patrzy na niego, nie wiem, czy zdaje sobie sprawę z tego, że patrzę, że widzę. Lekko ściska sutek, lekko ciągnie, wzdycha... głęboko... cichutki jęk? AAAAA!
Zbierało się na wytrysk przez całą wieczność. I teraz strzela. Zapomniałem o chusteczkach. Ale ani drgnę. Pieprzyć wszystko. Liczyć się tylko ten moment. Sperma wzbija się wyżej niż myślałem, że może. I jakim cudem jest jej aż tyle!? Ależ orgazm! Dech zapiera, na zawsze odbiera. Nigdy jeszcze... co za rozkosz...
Zaskoczyłem ją. Odruchowo odskoczyła odrobinę, zasłoniła usta ręką, zdziwiona. No Martuś, dla mnie taki potężny wulkan to też niespodzianka.
- Ojej... ale tego dużo...
- Nie zawsze jest tyle... byłem strasznie podniecony...
Cały czas patrzy na niego, jak spływają resztki, jak drga, jak się nadal pręży. I choć trzyma rękę przy ustach, to już ich nie zasłania normalnym gestem, tłumiąc okrzyk zdziwienia. Palce pogłaskały wargi. Delikatnie. Pieszcząc. Jeden wsunął się do środka na moment. Potarł zęby. Spotkał się z ję... Zobaczyła, że się gapię! Ręka opadła, koniec pokazu. Zmarszczyła te piękne brwi. Tak rzeczowo trochę.
- Cały się pobrudziłeś. Będę musiała to wrzucić do pralki, żeby mama nie zauważyła.
Wydałem z siebie jakiś dźwięk, niby to potwierdzenie. Faktycznie, cała podkoszulka w spermie. Na szczęście większość poleciała na pierś i brzuch, spodnie chyba całe... Tak, całe. Biorę chusteczkę i zaczynam wycierać. Trochę niezręcznie. Jakoś brzydzę się własnego nasienia. Wiem, głupie.
- Rany, jak masz tak to ścierać...
Zniecierpliwiona, przysuwa się, sięga po chusteczki. Dotyka mnie kolanami. Czy musi? Chyba nie. Ale dotyka. Zaczyna energicznie ścierać, ale po chwili znacząco rusza ręką.
- Zdejmij to, nie ma sensu wcierać mocniej, wrzuci się do Vanisha i powinno być dobrze.
Zdejmuję koszulkę. Nie jestem jakimś Adonisem, ale chyba źle nie wyglądam. Trochę siłowni, trochę biegania, są jakieś tam mięśnie. Jasne, widziała je już nie raz. Ale nigdy nie była wtedy tak blisko, ocierając się o mnie, wycierając mi spermę ze skóry na podbrzuszu... już nie tak energicznie. Wolniej. Delikatniej. Zmysłowo?
Nic nie mówię. Ani drgnę. Marta nie podnosi wzroku. Też się nie rusza, żeby nie musieć na mnie spojrzeć, żeby móc dalej, niby to zwyczajnie, wycierać mój brzuch. Tak powoli... Kropla spadła jej na dłoń, z czubka. Cały kutas jest w spermie jeszcze. I cały czas sterczy. Jak drąg. Powinien już mięknąć... O co chodzi? Powinien. Zawsze tak robił. Ale cały czas stoi. Twardy jak skała. Zacznie go wycierać? Boże, niech zacznie. Nie oddycham. Nie mrugam okiem. Niech zacznie go wycierać. Niech zacznie! TAK!
Delikatnie, ledwo go muskając, zaczęła zbierać, od dołu. Trzyma chusteczkę w dwóch palcach. Zgarnia. Przypadkiem... przypadkiem dotyka go pozostałymi... Zadrżałem jak w febrze.
- Przepraszam...
Cichutko. Nieszczerze. Nie jest jej przykro. Mnie też nie. Nadal wyciera, ale teraz już palce co chwilę go dotykają. Gładzą. Jezu, jak bosko.
- Jaki gorący...
Cały czas na mnie nie patrzy, cały czas sztywna... i chyba trochę drżąca? Tak, widzę, trzęsie się lekko. Usta rozchylone, mokre, gorące. Oddycha ciężko. I głaszcze mojego kutasa.
- I taki twardy...
Co mam odpowiedzieć? Mam w ogóle się odzywać? Może nie? Nie wiem...
- No, tak, twardy... nie powinien... To znaczy, wiesz, zwykle już opadał, ale teraz... Nie wiem...
Wytarła prawie wszystko. Odkłada chusteczkę. Ale się nie odsuwa. A dłoń wraca. Tak, wraca! Lekko dotyka go palcami. Sprawdza. Obejmuje. O Boże, nigdy bym nie uwierzył, że to możliwe, ale obejmuje, delikatnie, leciutko, ale obejmuje. I cała drży.
- Nie myślałam... że może być aż taki twardy... i taki...
Przełyka ślinę. Lekko się mości, tak jakby chciała być bliżej.
- Taki duży...
- Martuś... nie wiem... powinien już przestać... ale... ale to dlatego, że nigdy... aaaaach...
Poruszyła dłonią. W dół. W górę. W dół. I przestała. Dlaczego przestała! Było tak dobrze! Ale nie cofa jej, nadal trzyma. Niech trzyma. Całą noc niech trzyma. Przełykam, odchrząkuję, żeby się upewnić, czy dam radę z siebie wydać jakiś głos, gdy ************ trzyma mojego kutasa w dłoni.
- Dlatego, że nigdy nie byłaś tak blisko.
I raz kozie śmierć. Kładę dłoń na jej plecach. Żeby uspokoić. Żeby ukoić. Żeby... a jasne, kurwa, żeby ją dotknąć. A ona zadrżała jak ja przed chwilą. I zacisnęła na nim palce. I znów poruszyła, w górę, w dół, wzdychając. Pogłaskałem plecy, jakbym chciał powiedzieć, że wszystko już dobrze, że wszystko w porządku. A Marta znów zadrżała i zaczęła powolutku walić mi konia.
- Może... może musisz jeszcze raz? Może nie wszystko...
- Może Martuś... Chyba tak.
- Jak chcesz, to ja ci... pomogę...
Teraz na mnie spojrzała. Śmiało. Wyzywająco. Z nadzieją. Nigdy jej takiej nie widziałem. Oczy błyszczą jak dwie gwiazdy. Rumieńce na policzkach. Ona też jest nagrzana. I ja też, znów, jeszcze bardziej. Jestem gotowy.
- Och, Martuś... tak...
Lekki, nieśmiały uśmiech i znów rusza dłonią. I choć drży leciutko, to nie ucieka spod mojej, która delikatnie głaszcząc plecy powoli przesuwa się niżej. Ma taką małą, zgrabną dłoń. Jaka ona jest cudowna. Przepiękna. I wali mi konia. Moja siostrzyczka.
- Tak mam robić?
- Możesz troszeczkę mocniej ścisnąć...
Ścisnęła. Jezu, jak dobrze. Jakbym nie miał przed chwilą orgazmu. Jakbym nigdy nie miał orgazmu! Jej dotyk, taki całkiem inny, taki... boski. Czy może być aż tak dobrze. Może. Zjechałem dłonią na koniec bluzeczki, tuż nad szorty, na skrawek gołego ciała. Głaszczę. Jaką ona ma wspaniałą skórę! Jak to możliwe, że jest taka miękka? Taka gładka? Jak?!
Marta cały czas go pieści. Tak samo powoli, jak ja wcześniej. Albo nie wie, że może szybciej, albo umyślnie przeciąga moment. Bez różnicy, jest tak wspaniale. Wsuwam palce pod bluzeczkę, dotykam pleców całą dłonią. Gładzę. Głaszczę. Marta drży, ale nic nie mówi, tylko dalej powolutku, cierpliwie doprowadza mnie do następnego wytrysku. Żeby tylko wzięła i...
- Martuś, trochę bliżej czubka też...
Potwierdza cichutko i gdy moja dłoń podwija bluzeczkę wyżej, dalej gładząc, chwyta go d**gą powyżej pierwszej.
- Jest taki duży...
Nie przeszkadza mi, że powiedziała rzecz oczywistą. Obciąga go teraz obydwoma drobnymi rączkami, trąc też napęczniały, rozgrzany do czerwoności czubek. Cały jest lepki jeszcze, ale jej to nie przeszkadza najwyraźniej. Skupiona walki mi oburącz konia. A ja zsuwam dłoń niżej, na szorty... nie, pod szorty. Najpierw lekko, jeden palec, delikatnie, potem d**gi. Czekam na reakcję. Nic. Oprócz drżenia. Szybkiego oddechu. I mocniejszego zaciśnięcia dłoni na gorącym palu. Tak dobrze, tak wspaniale, nic innego nie istneje, tylko ja i Marta głaszcząca kutasa. I oczywiście moja dłoń, która zsuwa niżej brzeg szortów i odsłania kawałek jej pupci. I wsuwa się pod materiał, na pośladek, powoli, ale potem bardziej zdecydowanie.
- Ała!
Jęknęła, gdy złapałem ją za dupcię, choć przecież ją to nie zabolało. Wyprężyła się. Lekko podniosła. Wypięła śliczną pupę. I nie przerwała pieszczoty. A ja już nie wiem co jest lepsze, czy dotyk jej dłoni na moim kutasie, czy to, że obejmuję jej pupę, czuję pot między jej pośladkami i gorąco bijące tam z dołu. Tam, gdzie zaraz włożę palce. I poczuję cipkę mojej siostrzyczki, o której marzyłem od tak dawna. A teraz wreszcie tam będę, dotknę! Jak mokro! Ślisko! Gorąco! I tak mięciutko, oj jak gładko i mięciutko!
- Adasiu! Adasiu!
Marta jęczy. Moje imię. I nadstawia pupę. Idealnie. Jest po prostu idealnie! Podniosła się jeszcze wyżej, tak że mogę już zsunąć te szorty, zdjąć je w ogóle, do kolan, na dół. Robię to i odsłaniam najprzecudniejszy widok na świecie, te krótkie, aksamitne włoski między udami. Jasne, jak te na głowie. Ale co... Marta puszcza kutasa?! Wyrywa mi się! Nie! NIE!!! A, nie, to tylko ma moment, żeby zdjąć szorty w ogóle, żeby wrócić, żeby przyklęknąć przy mnie z szerzej rozłożonymi udami. I znów chwyciła go w dłonie, łapczywie, zachłannie. I znów pompuje, wpatrzona, gorąca, chętna. Nie każę czekać. Jedna dłoń wraca na pupę. d**ga chwyta z przodu. Te włoski, takie mięciutkie, takie kobiece, zupełnie mokre, gotowe na mnie. Wślizguję się palcami w Martę. Widziałem filmy. Widziałem instrukcje. Palec z tyłu wjeżdża w szparkę, pulchną, mięciutką, łaknącą. Z przodu znajduję magiczny guziczek, śliski, nabrzmiały. Naciskam.
- AŁA!!! AŁA!!!
Duszę go, ściskam, zgniatam, miażdżę! Palec zagłębia się w szparkę, znajduje dziurkę, bada, sprawdza czy może wejść.
- ADAŚ!!!
Złapała mnie za dłonie, cicho krzycząc. Drży, miota się, opada. Siada na moich palcach, wstrząsana potężnym orgazmem, bezgłośnie płacząc, szeroko otwierając usta. Pojękuje, nadal wijąc się na moich dłoniach, które nie przestają, które nadal pieszczą, nadal zgłębiają jej kobiecość. Chwila trwa. Marta opada, kładąc głowę na moim ramieniu, drżąc. Gorąca, spocona. Zaspokojona. Powoli cofam dłonie, na pupę, na brzuch.
- Ała... Adasiu...
Nadal dyszy, nadal nią trzęsie. Ostatnie fale. Podwijam bluzeczkę i uwalniam te cudne cycusie. Biorę w dłoń, delikatnie, żeby nie zepsuć. Ale muszę. Śnią mi się te piersi od lat. Jak nie teraz, to kiedy? Obejmuję, ściskam. Miękkie. Ale i sprężyste. Pełne. Doskonałe. Brodawka twarda, gorąca.
- Ojej, Adasiu...
Podnosi głowę, patrzy na mnie, cała czerwona, cała rozgrzana. I całuje. Powoli, ostrożnie, nasze wargi dotykają się w elektrycznym szoku. Zapominam o wszystkim, są tylko jej usta i moje. I nasze języki, które spotykają się i tańczą. Obejmuję ją przyciskam do siebie, chcę ją całą, tylko dla mnie. Marta wpija się w moje usta zachłannie, pojękując, wzdychając, zgniatając swoje piersi o mój tors. Tak trwamy. A potem odrywa się. Uśmiecha. I wraca do walenia konia. Szybciej. Mocniej. Pochylona. Zapomniałem o nim. Ale ona nie. I on też pamięta. Niewiele mu już trzeba. Martusia pompuje, już nie dłońmi, już nie ramionami, ale całym rozgrzanym, ciałem. W górę, w dół, cała. I pochyla się. Pochyla coraz niżej. Jej głowa jest nad nim. Tuż nad nim. Ale nie bliżej. Jakby nie mogła się zdecydować. Jakby nie wiedziała jak. Ale przecież wie! Czułem jak całuje! Niech zrobi to samo! Niech go weźmie do tej buzi, między te cudowne, mięciutkie wargi! Niech go połknie! Bierz go w usta! Bierz! Położyłem dłoń na słomianych włosach. I lekko docisnąłem. Żeby przekonać, nie zmusić. Zachęcić. Uniosłem biodra. I poczułem wilgoć. Gorąco. Wzięła. Za głęboko. Odkrztusiła. I znów wzięła. Czuję, jak język tańczy, jak wije się wokół czubka. Kolejna niemożliwa granica rozkoszy przekroczona. Ale myślał o tym będę później. Teraz świadomość jest wyłączona. Jej dłonie ściskają, jej głowa chodzi w górę i w dół, jej usta ssą, liżą, pieszczą. Nie wiem czy umie. Może w ogóle nie. Pewnie nie. Ale to i tak najcudowniejsze obciąganie jakie miałem. Jedyne. I od razu od mojej Martusi, od mojej największej miłości. Eksploduję, bezmyślnie, w jej usta, nie ostrzegając. Może ***********. Przecież to takie... Ale Marta gdy tylko czuje wybuch nasienia w buzi, przywiera, przysysa się, zlizuje i nadal go trzepie, wyciska, doi. Aż do ostatniej kropli. Chyba krzyczałem. Nie wiem. Nie wiem, co się dzieje. Cały się trzęsę. Osuwam. Upadam. Jak nigdy dotąd. Nie mam siły otworzyć oczu. Słyszę, jak Marta bierze chusteczkę i wypluwa na nią spermę. A potem przywiera do mnie, wtula się, bez słowa. Ciężko oddychamy. Nierozerwalni.
10年前