Z Martą i Magdą (III)
W domu przywitał mnie szmer rozmowy. Na początku myślałem, że to telewizor, ale po chwili wsłuchiwania się w czasie zdejmowania butów przekonałem się, że nie, że to faktyczna rozmowa. Ktoś był u nas, u Marty. d**ga dziewczyna, sądząc po głosie. Nikogo nie zapowiadała, i zwykle nie przyprowadzała żadnych koleżanek, zwłaszcza przez ostatni rok czy dwa. W ubiegłym tygodniu, w czasie tej naszej bliskości, przyznała się, że to z zazdrości - ***********, żeby któraś wpadła mi w oko. A właściwie, żebym ja wpadł którejś z nich, jak się okazało, gdy przyznałem, że świata poza nią nie widzę. Teraz jednak kogoś przyprowadziła. I rozmawiała z nią.
Wszedłem do pokoju i zobaczyłem Martę siedzącą z drobną dziewczyną o postrzępionych włosach ufarbowanych na kolor pomarańczy, ubraną w bordową bluzkę i falbaniastą czarną spódniczkę. Siedziały przyczajone, nachylone ku sobie, opowiadając sobie coś w tajemnicy zapewne, nad butelką czerwonego wina opróżnioną na oko tak do połowy i dwiema lampkami z resztkami wina na dnie.
- Hej siostra. Nie przeszkadzam?
- O, Adaś!
Zerwała się i entuzjastycznie mnie uściskała z solidnym buziakiem na dodatek. Dawniej bym pomyślał, że wypiła trochę za dużo tego wina, ale od jakiegoś czasu takie ciepłe powitania z przytulaniem, ocieraniem się, całusami i napieraniem piersiami na moją pierś były jak najbardziej w normie. Trochę dziwne, że nie wstydziła się okazywać tyle uczucia przy koleżance, ale co mi tam, przytuliłem ją mocno, pocałowałem w czubek głowy i uśmiechnąłem się do drobnej pomarańczowej, która patrzyła na nas jakby lekko zaskoczona.
- Adasiu, to jest Ruda. Ruda to jest mój brat właśnie.
Aha, czyli o mnie opowiadała. Ciekawe co. Ciekawe jak. Cholera, mam nadzieję, że nie wdawała się w szczegóły...
- Ruda, bo Pomarańczowa byłoby za długie do wymówienia?
Tak, to był mój błyskotliwy żart na początek znajomości. Jestem znany z tego. Ale Ruda się uśmiechnęła, więc poczułem, że jestem upoważniony do dalszego głupiego gadania.
- Jeśli mogę być bezczelny i zapytać, jak masz na imię tak naprawdę...
- Nieładnie...
Odpowiedziała, kręcąc głową.
- Eee tam, nie ma takiego damskiego imienia, które byłoby nieładne. Może oprócz Genowefa, czy czegoś innego staroświeckiego w tym stylu...
- Ale ja naprawdę mam nieładne imię...
- Magda!
Marta radośnie wyjawiła sekret, sadowiąc się z uśmiechem obok koleżanki, nie zważając na piorunujące spojrzenie tej ostatniej. Odetchnąłem teatralnie i uśmiechnąłem się do Magdy.
- Rany, już się bałem, że to coś strasznego będzie. Przecież Magda to piękne imię! I ślicznie się zdrabnia - Madzia!
- Marta i Madzia! To brzmi lepiej niż Marta i Ruda!
Wyrok mojej siostry był niepodważalny a rozmowa szybko zeszła na inne tory. Marta zaczęła opowiadać, jak to się z Madzią poznały na mistrzostwach siatkówki, że Magda jest fantastyczną rozgrywającą, że była w drużynie która zajęła d**gie miejsce i że się zaprzyjaźniły, i że Facebook, i że Instagram, i że to, tamto, ciocia Madzi, przyjechała do niej na tydzień wczoraj i w ogóle najlepsza przyjaciółka, i że jej tyle nie widziała. Wiecie, dziewczyny. Przy okazji ją wyściskała i tak dalej. Dziewczyny. Ogólnie wszyscy poczuli się swobodnie a Marta kazała mi iść po lampkę, bo napiję się z nimi wina. Czemu nie.
Gdy wróciłem, Magda zdecydowanie kręciła głową i zaprzeczała czemuś, co Marta chciała wyraźnie zrobić. I zrobiła, mimo pełnej nieszczęśliwych min dezaprobaty swojej przyjaciółki.
- Wiesz Adasiu, że Magdę właśnie zdradził chłopak?
- Serio? A to chu...
Nie dokończyłem, bo generalnie nie chcę przeklinać przy ślicznych dziewczynach, które właśnie poznałem. A Magda była śliczna. Drobna, z małą twarzyczką, ale fantastycznie okoloną tym pomarańczowym chaosem włosów, wielkimi oczami w kolorze jasnobrązowym, zgrabnymi nogami i całkiem sporymi jak na taką niedużą dziewczynkę cycuszkami.
Marta ciągnęła dalej:
- No, straszny wieprz. Wyobraź sobie, że miał na swoim telefonie zdjęcia, jak się liże z taką głupią lochą i nawet filmik, jaką ją miętosi za cycki i pcha łapę w majtki!
- Nie dość, że skurw..., to jeszcze idiota, że zostawił coś takiego na telefonie.
Wiem, to było logiczne, trzeźwe rozumowanie. Męskie. Nie kobiece. I dlatego pewnie jej nie pocieszyłem, bo zaczerwieniła się, a w oczach stanęły jej świeczki. Moja kochana Martusia zauważyła to i przytuliła Magdę mocno, próbując przekazać współczucie w najprostszy i prawdopodobnie najbardziej skuteczny sposób. A ja nalałem wszystkim trochę wina, bo nie wiedziałem za bardzo co zrobić zamiast kolejnej głupiej odzywki.
Po chwili Magda przestała szlochać, a Marta głaskać ją czule po włosach.
- I wiesz Adasiu, skurwysyn poszedł macać inną zaraz po tym jak Magda poszła z nim do łóż...
- MARTA!
Tak się złożyło, że wspólnie ucięliśmy tym okrzykiem jej paplanie, co zaowocowało dla mnie wdzięcznym spojrzeniem ze strony Magdy.
- Oj, Madziu, daj spokój, ja wszystko mówię Adasiowi. I tobie też wszystko mówię...
Tym razem wspólnie się z Magdą zaczerwieniliśmy. A przynajmniej wydaje mi się, że się zaczerwieniłem, po tym jak nagle poczułem potężne gorąco na twarzy. I chęć do ucieczki jakk najdalej. Ale powstrzymałem się dzielnie i tylko odchrząknąłem sięgając po wino, które mogłoby choć częściowo zakryć mój zapewne bardzo głupi wyraz twarzy. Podziałało, bo rozmowa zeszła z powrotem na tory zdrajcy i idioty, Radka jak się okazało. Marta zapewniała Magdę, że wszystko będzie dobrze, że ona ją kocha jak siostrę i w ogóle. Oczywiście, od razu przed oczami stanęła mi moja własna wersja miłości do siostry i zaraz po tym wizja Marty i Magdy namiętnie się całujących, ssących sobie nawzajem czubki piesi, liżących słodkie soczki wpływające spomiędzy ud i... i w sumie dobrze, że zostałem chwilowo wyłączony z rozmowy, bo choć nie ścierpiałbym wizji Marty i innego faceta, to moja siostrzyczka pieprząca się z inną dziewczyną była całkiem inną sprawą. Nie żeby sobie już takich układów wcześniej nie wyobrażał, przedtem, zanim possała mi kutasa. Oczywiście, tutaj chodziło o taką zwykłą dziewczęcą przyjaźń z dodatkiem odrobiny afektacji. Chyba. No nie, na pewno. Ale może... ?
- Nawet nie próbuj odbijać go tej suce! Raz zdradził, zdradzi znowu. I to świnia jest. Zapomnij o nim.
- Jak, Marta? Jak mam zapomnieć?!
- Nie wiem, ale najlepiej weź go kopnij w jaja gdy znowu go spotkasz albo coś takiego. Strzel w pysk, o! W ogóle się jakoś zemścij. Nie może tak być, że zostawił ciebie dla jakiejś szmaty, a ty nic...
I znowu ja i moje głupie pomysły powzięte pod wpływem chwili i nie do końca przemyślane, zanim wypowiedziane. Odchrząknąłem, żeby zwrócić na siebie uwagę.
- Wiesz Magda, nic go tak nie zaboli jak to, że cię stracił na zawsze. Tylko musi to sobie uświadomić, wiesz, tak na serio. Musisz mu pokazać, że... no nie wiem...
Ale wiedziałem. Podły ja.
- Że masz innego faceta, lepszego od niego, że jesteś po uszy zakochana i że już o nim nie pamiętasz w ogóle.
- O!
Marta wyraźnie podchwyciła myśl i podekscytowała się.
- Adaś mógłby poudawać twojego faceta... ale jak go zabierzesz ze sobą...
No tak, trafiła na przeszkodę nie do pokonania. Dla niej. Nie dla mnie. Zacząłem tłumaczyć:
- Przecież nie muszę być z nią. Możemy zrobić parę zdjęć i to będzie dowód, nie?
- O, tak! Tak!
Marta znów była na tropie i zaczęła snuć plany oraz przekonywać Magdę, że może pokazać swoim koleżankom moje zdjęcia, bo tam mnie nikt nie zna, że one potem przekażą to szmacie albo nawet samemu Radkowi i tak dalej. A ja podchwyciłem:
- No! I zrobimy od razu więcej zdjęć, żebyś mogła je pokazać przy różnych okazjach, że niby związek trwa i się rozwija i w ogóle.
Jeśli Magda nie była od razu przekonana, to entuzjazm Marty dokonał tego, czego od niego chciałem. Nie liczyłem na wiele, ale kto wie co może się zdarzyć. Przez moment miałem poczucie winy z powodu Marty, którą w zasadzie kochałem nad życie, jedną i jedyną, ale jakoś dziwnie nie przeszkadzało mi to zrobić wszystkiego, żeby mieć pretekst do poprzytulania się do jej ślicznej przyjaciółki. Może nie miałem oporów, bo były sobie takie bliskie? I byłem trochę zły na Martę, że wszystko Magdzie o nas opowiedziała? Ja nikomu nie mówiłem. A ona tak. Widziałem to w oczach Magdy, że wiedziała o naszych... hmm, zbliżeniach.
Niepotrzebnie się bałem, że "zdradzę" Martusię. Ona też tego chciała. Widziałem to po tym błysku w oczach, który już nauczyłem się rozpoznawać i który z miejsca powodował u mnie wzwód twardy jak skała. Najpierw pstryknęła nam kilka słodkich fotek z dzióbkami i podobnych niewinnych ujęć, ale potem właśnie coś zaczęła chyba sobie planować, bo zmieniła ton. I błysnęły jej oczy.
- Nikt nie uwierzy, że to twój facet, jak się trochę nie przytulicie bardziej...
Tak siostrzyczko! Nie wiem czy odgadła moje zamiary, czy sama na to wpadła. Mało istotne. Widziałem, że cała idea zaczęła ją nakręcać. Usta miała rozchylone, oczy lśniące, a brodawki piersi zaczęły się widocznie rysować pod koszulką. Ciekawe, czy jest już mokra?
Magda trochę się wzbraniała, nie tak by wypada, tylko chyba rzeczywiście z nieśmiałości. Ale Marta była przekonująca. I zrobiliśmy kolejną serię, tym razem z przyjaciółeczką wtuloną w moje ramię, w mój bok, w objęciach, z głową na piersi i tak dalej. Pachniała brzoskwiniami. I z każdą kolejną pozą była coraz mniej spięta. Nadal trochę sztywna i podchodząca do wszystkiego na serio, ale już bez takiej rezerwy. Wczuwała się. Marta jej zresztą kazała. Żeby było przekonująco. Ja też robiłem odpowiednie dla szaleńczo zakochanego miny. I całkiem naturalnie zgarnąłem Magdę na moje kolana. W pierwszym odruchu chciała mnie odepchnąć, ale delikatnie ją posadziłem i przytrzymałem. Nie wyrwała się.
- O, tak jest super!
Marcie się podobało. Nawet bardzo. Mnie też. Magda poczuła to na udzie, ale odsunęła je tylko odrobinę, żeby nie ocierać się o mojego pulsującego kutasa. Poprzytulaliśmy się tak przez chwilę, zmieniając lekko pozycje na takie w których jej piersi napierały i ocierały się o mnie w różne bardzo inspirujące sposoby a jej pachnące owocami włosy lądowały na mojej twarzy i ramieniu również bardzo podniecająco. Nie mówiąc już o jej gorącym oddechu. I moim.
- Popatrzcie sobie w oczy, wiecie, jak zakochani.
Marta komenderowała, a my wykonywaliśmy. Nowa poza. Patrzenie w oczy. Te wielkie, brązowe, trochę niepewne, trochę ufne oczy. Piękne do tego bardzo.
- A teraz buziak!
Uśmiechnąłem się. Magda też, niepewnie. Ale poprawiła się i nadstawiła. Ciekawe czy też smakuje brzoskwiniami? Lekkie zetknięcie warg. Cofnęła się odruchowo.
- Ej no! Musicie chwilę potrzymać, bo nie wyjdzie!
Co prawda to prawda. Magda kiwnęła głową i chętniej zbliżyła się. Lekko przycisnąłem moje usta do jej warg. Nie szalejemy. Zwykły buziak. I tak przez dobrych kilkanaście sekund. Bez drgnięcia. Bez takiego widocznego, bo czułem jak Madzia drży w moich ramionach. I ja też miałem dreszcze.
- Dobra, chyba mam. A teraz taki solidny pocałunek.
Oj, Marta była nagrzana. Lekka chrypka. Oczy jak dwie gwiazdy. Cięższy oddech. Prężące się ciało. Teraz już na pewno jest mokra, moja mała suczka.
- Ale...
Magda próbowała protestować, a ja mądrze siedziałem cicho.
- Myślisz, że ktoś uwierzy, że to twój chłopak bez porządnego całowania? No weź...
- Ok...
Magda spojrzała mi w oczy, znów niepewnie trochę i trochę... inaczej. Rozchyliła usta. Przywarłem do nich moimi, najpierw delikatnie, potem bardziej, wpijając się w nią. Bez całowania. Do zdjęcia musiało być bez ruchu. Ale przywarłem do niej mocno i nasze oddechy stały się jednym. A ona znów drżała, tym razem już cała wtulona, bez zważania na to, że pierś rozgniata na mojej i że mój kutas mocno napiera na jej biodro. Trwało to całą wieczność. I faktycznie smakowała brzoskwiniami. Konsekwencja. To lubię.
- Trzymajcie tak! Trzymajcie, zrobię kilka, żeby na pewno wyszło ładnie.
Trzymałem. I po chwili tak ostrożnie wysunąłem język. Cała reszta bez ruchu, ale języka nie widać. Mogę zbadać teren. Przesunąłem nim po jej wargach od środka. Westchnęła cichutko. Cofnąłem. Na moment. I wróciłem, tym razem napotykając gorący, mokry czubek jej języczka. To było jak porażenie prądem. Magda oderwała się ode mnie, zsunęła się z kolan i zawstydzona, cała czerwona, zapytała trochę gniewnie, zła na samą siebie chyba:
- Masz?
- Ujdzie.
Marta była niezadowolona z ostatnich zdjęć chyba, ale szybko jej przeszło i zabrały się do przeglądania tych już zrobionych. Chwilę to trwało i już się bałem, że wezmą się za Instagrama i filtry, więc zaproponowałem:
- Musimy zrobić jeszcze więcej takich, żeby nie było, że wszystkie z tego samego dnia są. Założę jakąś inną koszulkę, Madzia też może, usiądziemy w innym miejscu... dobry pomysł?
- Ale ja nie mam żadnej innej...
- Marta?
- Jasne, coś ci znajdę seksownego!
I poleciały szukać. To powinno trochę potrwać, jak znam życie. Zmieniłem koszulkę, rozkopałem włosy trochę, żeby było, że też się wczuwam i chcę pomóc, a nie tylko pomacać i polizać Madzię pod okiem mojej napalonej siostrzyczki. Nie wiem ile czekałem, ale niewystarczająco długo, żeby przestać myśleć o brzoskwiniach w ustach Magdy. Jeszcze tylko jej cipka powinna mieć taki smak, wtedy byłby już pełen zestaw.
Wróciły. Magda miała trochę inaczej zaczesane włosy, mocniejszy makijaż i inspirująco wydekoltowaną, lśniącą czarną górę z falbanami, które pasowały do spódniczki. Wyglądała świetnie. Bardzo seksownie. Uśmiechnęła się tak trochę niepewnie, a potem szerzej, gdy pokazałem kciuk w górę:
- No ślicznie wyglądasz!
- Chodźmy do d**giego pokoju, żeby inny kolor ścian był.
Siadłem na kanapie, a Magda od razu wskoczyła mi na kolana, moszcząc się wygodnie i nie zważając na to, że robi to ocierając się o znów stojącego na baczność kutasa. Objęła mnie za szyję i czekała, aż Marta ustawi się do zdjęć. Przy okazji otarła się o mnie piersiami tak niespecjalnie... a może specjalnie? Cholera, nie mam pojęcia. Tak czy inaczej, dotyk był inny. Luźniejszy. Gorętszy. Zdjęła staniczek? Obejmując ją przejechałem dla pewności dłonią wzdłuż pleców. Rzeczywiście, zdjęła. A to suczka!
Znów zaczęliśmy ustawiane pocałunki. Nie robiłem nic z językiem, żeby jej nie spłoszyć. Musiała się poperfumować i pomalować usta, bo zapach i smak brzoskwini był o wiele silniejszy niż poprzednio. Odurzający wręcz. Byłem ostrożny i nie przekraczałem granic, więc Magda była coraz bardziej swobodna. Proponowała nowe całusy, nowe pozycje, śmiała się do Marty i ogólnie chyba zaczęła się dobrze bawić. Ja się dobrze bawiłem już od dłuższego czasu, gdy zacząłem kłaść dłonie na jej aksamitnie gładkich kolanach i udach oraz obejmować czule jej biodra. Oczywiście, wszystko do zdjęcia. Jestem podły, wiem.
- O, teraz świetnie! Bardzo seksownie! Jeszcze trochę!
Marta wczuwała się w fotografowanie. A ja wczuwałem się w Magdę. Objąłem ją trochę wyżej, powyżej pasa. Marta zauważyła ten ruch i od razu podchwyciła:
- Właśnie! Połóż dłoń na piersi! Będzie bardzo autentycznie.
Owszem, mnie też chodziło o autentyzm przede wszystkim. Delikatnie objąłem pierś Madzi. Cichutko westchnęła i zadrżała, ale nadal trzymała usta przy moich w nieruchomej pozie. Cycuszek był cudowny. Większy niż Marty, okrągły i jędrny, jak jabłko. Wspaniały. I ze sterczącą, twardą brodawką. Coś pięknego. Lekko ścisnąłem, leciutko, najdelikatniejsza pieszczota, nie jakieś ordynarne macanie.
- Ummm...
I poczułem nieśmiały języczek Magdy na moich wargach. Na sekundkę, może krócej nawet. Ale przemknął zwinnie, zostawiając gorącą lepkość i dowód, że mała też jest podniecona. I to bardzo.
- Świetne. A może włożysz dłoń pod bluzeczkę, tak bardziej intymnie?
Oj Martuś, ty moja mała sprośna siostrzyczko...
Spojrzałem na Magdę, a ona skinęła nieznacznie długimi czarnymi rzęsami, po czym znów ustawiła się do całowania na niby. Włożyłem dłoń po czarny materiał. Sprężysty, płaski brzuszek, gorący, unoszący się w rytm głębokiego, przerywanego oddechu. I wyżej. I wyżej, na ten sam cycuszek, tylko teraz już bez pośrednictwa materiału. Był jeszcze cudowniejszy, idealnie mieścił mi się w dłoni. Magda jęknęła już głośniej, gdy przejechałem palcami po brodawce, niby to niechcący. Zacząłem delikatnie, niezauważalnymi ruchami ściskać. Jej języczek znów nieśmiało poszukał mojego. Ale nie, jeszcze nie, niech prosi, niech błaga. Najlepiej na kolanach. Z kutasem w buzi.
- Wiesz co Magda, może usiądź tak bardziej przodem, plecami do niego.
- Jak?
- Czekaj, zejdź, pokażę ci.
Marta usadowiła się na moich kolanach, tyłem do mnie, pupcią napierając na sterczące gorąco kutasa. Uda szerzej, głowa odchylona do tyłu na moim ramieniu, wyprężona w udawanym rozkosznym spazmie. A może i w nieudawanym?
- I teraz tak, jedna dłoń tak jak wtedy na piersi, a d**ga tu, na udzie.
Posłusznie złapałem ją za słodki cycuszek i pogładziłem cieplutkie udo. Zeskoczyła i ruchem ręki nakazała Magdzie powtórzyć pozę.
- Pokonamy go jego własną bronią. Zwariuje, jak się dowie o tych zdjęciach!
Pupa Magdy ulokowała się na moim kroczu a pomarańczowe włosy zasłoniły twarz. Według instrukcji znów chwyciłem chętny, wyprężony cycuszek, oczywiście pakując najpierw dłoń pod bluzeczkę. A d**gą wsunąłem pod spódniczkę, na gorące, drżące udo. Od jej łona biło słodkie, zachęcające ciepło.
- O to chodzi!
Marta pstrykała jedną fotkę za d**gą, a Madzia cichutko syczała mi do ucha za każdym razem gdy ścisnąłem jej cycuszek i przesunąłem palce o milimetr bliżej miejsca, gdzie uda łączą się w rozkoszny trójkąt. Po chwili podciągnąłem spódniczkę do góry, odsłaniając czarną koronkę majteczek.
- O, dobrze! Strasznie seksowne! Bardzo przekonujące! Szerzej uda trochę!
Magda posłusznie rozłożyła uda, a ja położyłem dłoń na jej łonie, wsuwając palce pod materiał majteczek. Tak trochę tylko. Żeby zobaczyć co się stanie. Madzia wyprężyła się jeszcze bardziej, i drżąc pojękiwała cichutko przy każdym oddechu. Nikt nie mówił, że mam przestać, więc powoli, ale zdecydowanie włożyłem rękę w majteczki. Włoski, mięciutkie, zroszone dziewczęcym sokiem. I mokra, rozpalona, śliska cipka.
- Aaaaahhhh...
Magda złapała mnie za dłoń, tak jakby chciała ją powstrzymać. Ale bez siły. Bez zdecydowania.
- No idealnie!
Marta pstrykała jak opętana. A ja wziąłem Madzię w dłoń, wkładając palec między rozchylone, śliskie płatki jej kobiecości. Złapała mnie za włosy, drżąca, chętna, strasznie nagrzana. Zacząłem drażnić jej słodki pączek, cały nabrzmiały i mokry, wyczekujący na pieszczotę.
- O Boże!
Wydyszała mi prosto do ucha. Jej biodra poruszały się razem z moimi palcami. Jedna dłoń ciągnęła na włosy, paznokcie d**giej wpijały się w wierzch mojej, pieszczących jej słodką brzoskwinkę.
- Dobra. Mamy to. Zajebiście wyszło. Sto razy lepiej niż jego zdjęcia z tamtą zdzirą.
Marta, cholera, ja cię zamorduję! Już tak dobrze szło, już miałem ją w ręku, już się jej soki przelewały przez moje palce! Nie mogłaś poczekać jeszcze chwilę?! Magda oprzytomniała i zsunęła się z moich kolan. Poprawiła spódniczkę, włosy, odetchnęła głęboko nie patrząc w ogóle na mnie. Łyknęła wina. I siadła obok Marty, która podekscytowana zaczęła pokazywać jej, jaką doskonałą zemstę ma na zdjęciach. No szlag! A już było tak dobrze!
- Eeeeejjjjj!
Marta wpadła na jakiś pomysł. Albo udawała, że wpadła, choć obmyślała to od dawna. Konspiracyjnie nachyliła się do Magdy i zaczęła szeptać, choć wystarczająco głośno, żebym doskonale wszystko słyszał.
- A pamiętasz jak mówiłaś, że Radek był zły, że ***********ś mu zrobić loda? To weź sobie teraz wyobraź, że mu pokażesz zdjęcie, jak liżesz kutasa swojego nowego faceta! Dostanie pierdolca! Ooooo, chciałabym zobaczyć jego minę wtedy!
Ja bym nie chciał. Ale chciałbym zobaczyć, jak Madzia połyka tymi małymi usteczkami mojego wyprężonego członka. Bardzo bym chciał. Oczywiście, nic nie mówiłem, nic nie sugerowałem. Niech Marta zajmie się przekonywaniem. Ja tylko dostarczę rekwizyt. I to jak dostarczę.
- Nie, dajmy już spokój, mam te zdjęcia i w ogóle...
Magda protestowała. Jasne, była rozpalona. Czerwone policzki, oczy świecące, sutki tak twarde, że prawie przebijały materiał bluzeczki. I cipka mokra, pragnąca by ją dotykać dalej, mocniej, głębiej. Ale rozsądek przeważał. Co innego trochę pieszczot trochę na niby i trochę nie na niby, a co innego ssanie kutasa.
- Wiesz jak on się wścieknie? Jemu odmawiałaś, a tutaj okazuje się, że innemu robisz z ochotą! Zwariuje, mówię ci.
Logika była po stronie Marty. Ale Magda nadal się wzbraniała, przestraszona, że sprawy idą za daleko. To jednak była nieśmiała dziewczyna. Śliczna, ponętna, ale nieśmiała dziewczyna, która dała się namówić na coś głupiego i teraz zaczyna żałować trochę. Uśmiechnąłem się do niej ze zrozumieniem. I ona uśmiechnęła się do mnie. A Marta westchnęła.
- Jak nie chcesz to nie, przecież to twoja zemsta. Zdjęcia też są na twoim telefonie, więc jakby ci się nie podobały, to mogłabyś je wywalić zaraz po tym jak mu je pokażesz. Nikt by się nie dowiedział przecież, znasz mnie i wiesz, że możesz mi ufać tak ja ufam tobie. A Adaś to nawet nie ma komu powiedzieć. Niechby tylko spróbował zresztą, już ja bym mu...
Udawane duszenie i ogólne mordowanie za pomocą małych dziewczęcych piąstek rozbawiło mnie do łez.
- Daj spokój Marta, ja to w ogóle mówić nie umiem.
- No widzisz. Ale jak chcesz Madziu. Jest jeszcze trochę wina?
I znów zaczęły przeglądać zdjęcia, komentując je jak gdyby nigdy nic i chichocząc od czasu do czasu tudzież kłócąc się o to, które usunąć a które zostawić. Ja też powoli zacząłem się uspokajać i stygnąć, mając widoki na miły, ale ogólnie niezbyt obfity w ekscesy wieczór. A potem Magda nagle ni stąd ni zowąd się zdecydowała.
- Ok, to może spróbujemy... tak... no wiecie, jak mi się nie będzie... to przestaniemy, dobrze?
- Jasne!
Marta klasnęła w dłonie i zaczęła ustawiać telefon. Ja wstałem (i nie tylko ja), nie wiedząc za bardzo jak zabrać się do sprawy. Magda też nieszczególnie miała pomysł co i jak. Na szczęście Marta miała plan.
- Ty staniesz tutaj, o, a ty klękniesz tutaj, i zrobimy to tak jakby on ci robił zdjęcia w czasie gdy mu liżesz. Point-Of-View to się nazywa. Bardzo naturalne, nikt nie pomyśli, że udawane.
Magda klęknęła przede mną, starając się patrzeć na wszystko, nawet na mnie, prosto w oczy, tylko nie na wybrzuszenie w moich szortach naprzeciwko jej twarzy.
- Ty ściągaj gacie. A ty Madziu jeśli możesz zdejmij moją bluzeczkę, wiesz, na wypadek gdyby... no, żeby się nie poplamiła albo coś...
Cała czerwona na twarzy Magda zaczęła powoli, ale posłusznie zdejmować górę. Gdy skończyła i spojrzała przed siebie, zobaczyła wielkiego, czerwonego kutasa dumnie stojącego na baczność na jej cześć. Nie wiem czy się w niego wpatrywała, bo ja się gapiłem na jej przeurocze cycuszki, idealnie okrągłe, sprężyste, z wspaniałymi brązowymi, sutkami. Możliwe, że jest na świecie coś piękniejszego, niż świeże, nieskalane piersi nastolatek. Ale wątpię by było tego wiele. Może w ogóle nie ma.
Marta robiła za eksperta.
- Najpierw weź go do ręki i ściągnij skórę.
Madzia posłusznie wzięła go w łapkę, maleńką w porównaniu z takim wielkim kutasem. Dłoń była ciepła i drżąca, tak samo jak jej oddech, który czułem na całym podbrzuszu. Obciągnęła go i patrzyła zahipnotyzowana na wielką gałkę w kolorze śliwki, która pojawiła się na jego końcu. Jezu, już tylko dla tego warto było czekać cały wieczór.
Marta pstrykała z góry i boków, ustawiając Magdę twarzą bliżej, dalej, z dołu, z boku.
- Ale weź patrz na niego tak jakby to był najpyszniejszy cukierek świata, a nie jakbyś się bała. Nikt nie uwierzy, jak będziesz miała takie przerażenie w oczach.
Magda kiwnęła głową, ale nieszczególnie przestała się bać.
- Uch, Adasiu, weź coś zrób no żeby się rozluźniła...
Magda nerwowo przełknęła ślinę i puściła go, gdy pochyliłem się lekko, przyklęknąłem naprzeciwko niej i zbliżając ręce do jej piersi zapytałem:
- Mogę?
Cała czerwona, na twarzy, na dekolcie. Drżąca. Przestraszona. Ale skinęła głową. Ująłem je delikatnie i zacząłem masować. Westchnęła. Jęknęła. Nie przestawałem. Wypięła pierś, wygięła plecy w łuk i jednocześnie wstydliwie odwróciła, opuściła twarz, zasłaniając ją włosami. Cały czas je masowałem, ugniatając i głaszcząc na przemian. Gdy lekko uszczypnąłem brodawki, wyrwał jej się głośniejszy jęk i wstrząsnął nią rozkoszny dreszcz. Jeszcze mocniej wysunęła je w moją stronę, prosząc o więcej. Nachyliłem się i przejechałem poślinionym czubkiem języka po brązowym szczycie cudnej kopuły.
- Aaaaahhhh...
Polizałem jedną. Potem d**gą. Potem possałem. Boże, marzyłem o tym od tak dawna, że pewnie nigdy bym się nie oderwał od cycuszków Madzi, gdyby nie Marta.
- Już lepiej? Rozluźniona?
- Tak.
Cichutko, ale pewnie. Ale lepiej się upewnić na sto dwadzieścia procent, nie? Nie przerywałem więc ssania i miętoszenia, ale d**gą ręką sięgnąłem w dół, między uda, prosto do celu. Majteczki były całkiem mokre i bosko ślizgały się po jej cipce.
- Oooooohhhh...
- Ej, już, miałeś ją rozluźnić, a nie gwałcić, to zboku.
Oberwało mi się po głowie. I musiałem przestać. Nie chciałem. W ogóle nie chciałem. Ale wstałem i wyprężyłem kutasa prosto w twarz Madzi. Zupełnie inną twarz. Rozochoconą. Obiecującą. Patrzącą śmiało w moje oczy spod tych cudownych długi rzęs. Bez komendy złapała go i odciągnęła skórkę, a potem mimo wszystko nieśmiało, cudownie dziewczęco pocałowała delikatnie sam koniuszek. Wypuściłem głośno powietrze i zadrżałem. Złapała mnie za udo i wpiła w nie paznokcie. Boleśnie. I jednocześnie rozkosznie. A potem polizała małym, zwinnym, lśniącym języczkiem sam czubek, na próbę, żeby posmakować. Chyba było dobrze, bo się nie skrzywiła.
- Od razu lepiej! A teraz weź go poliż tak od dołu, od podstawy, do czubka. Tylko powoli, żeby nie było poruszone! Powoli!
Języczek wędrował milimetr po milimetrze po moim kutasie. Byłem w siódmym, ech, gdzie tam, w siedemdziesiątym siódmym niebie. I całkiem blisko końca też tak w sumie. Oby nie za blisko.
- Bardzo dobrze! Super! A teraz weź go do buzi i potrzymaj. Tylko patrz się do góry, w oczy.
Ledwo się zmieścił w jej małej buzi. Sam koniec. Ale i tak nie mogłem nie jęknąć mimowolnie, gdy poczułem to wspaniałe ciepło i wilgoć. Nie myślałem, że zobaczę i poczuję kiedyś coś równie wspaniałego jak moją Martusię ssącą mi kutasa, ale się myliłem. To było równie dobre. Magda miała go trzymać nieruchomo. I trzymała. Miała patrzeć mi w oczy. I patrzyła. Jak cudownie patrzyła. Ale poruszała też leciutko rączką. I delikatnie ssała, jednocześnie nieśmiało drażniąc języczkiem to wielkie, rozpalone, słone coś, co wypełniało jej całą buzię. Oj, byłem już naprawdę bardzo, bardzo blisko. Jeszcze tylko moment...
- A teraz wystaw język jak najdalej możesz i połóż go na języku... Rany, ale zajebiste zdjęcia!
Nie było już tak gorąco i słodko na czubku, ale widok wszystko wynagradzał. Jego gorący jak wulkan tuż przed erupcją czubek leżał ja jej ociekającym śliną, chętnym języczku, tuż przy szeroko rozwartych, mokrych wargach. Cały czas lekko, niezauważalnie obciągała do dłonią. Ta buzia! Ten mały, słodki nosek! Te zamglone, oddane oczy! Już... nie... mogę...
- NIE RUSZAĆ SIĘ!
Rozkaz Marty powstrzymał jakimś cudem Magdę przed odruchowym uchyleniem się, gdy gorąca, gęsta sperma zaczęła tryskać jej na czoło, oczy, nos, wargi. Trwała dzielnie i nieruchomo, pozując do zdjęć, gdy potok nasienia, który zdawał się nie mieć końca pompował salwę za salwą na jej języczek i do ust.
- Zajebiście! O to chodziło!
Magda uśmiechnęła się nieśmiało i odsunęła trochę, choć z niego ciągle jeszcze strzelały słabe wytryski, lądujące teraz na jej piersiach i brzuchu.
- Najlepsze zdjęcia z robienia loda ever!
Marta była podekscytowana. I napalona, jak kotka w rui. Wiem, że sama tak chciała, że chciała go wziąć do buzi i znów poczuć jak smakuje. I ja też chciałem ją zrosić spermą od stóp do głów. Może już niedługo, po tym co to zobaczyła, pozwoli się zerżnąć w usta...
Choć w ogóle się nie zmęczyłem, to serce tak mi waliło, że nie mogłem złapać tchu. Osunąłem się na kanapę i po prostu siedziałem, cały czas z potężnym wzwodem, w czasie gdy Marta wycierała Magdę. Odpłynąłem trochę chyba, ale zauważyłem, że wzięła trochę spermy na palec i ostrożnie spróbowała jak smakuje. I d**gi raz, trochę więcej. Jakby to była bita śmietana, mus czekoladowy albo jakiś inny pyszny smakołyk. Tak, zdecydowanie sama by chciała łykać spermę. To da się zaaranżować.
Ale najwyraźniej w planach były inne układy. Szeptały coś do siebie czule, nie wiem co, ale gdy już ochłonąłem zacząłem się rozglądać za moim ubraniem, Marta zaprotestowała.
- Poczekaj Adasiu, zrobimy jeszcze parę nowych zdjęć.
Bardzo chętnie. Jestem zwarty i gotowy, bardzo zwarty i gotowy. I wyprężony, na baczność. Zwłaszcza jeśli miałoby to oznaczać jeszcze jedno obciąganie. Ale nie oznaczało. Magda wstała, sięgnęła pod spódniczkę i zaczęła... zdejmować majteczki, nieśmiało obrócona, nie patrząc w moją stronę i stronę wielkiego, czerwonego kutasa.
- Zrobimy jeszcze taki pozorowany stosunek. Magda siądzie na tobie i weźmie... go... między uda, tak żeby był zaraz przy... no wiesz. I pstrykniemy jeszcze parę fotek. Na wypadek, gdyby tamte to było za mało.
Wzruszyłem ramionami.
- Ok.
Magda podeszła do mnie, starając się na niego nie patrzeć. A ja starałem się wzrokiem przewiercić falbany spódniczki, żeby zobaczyć, jak się prezentuje bez majteczek. Oczywiście, nie udało się. Ale wyobraźnia pracowała, a kutas wyprężył się jeszcze mocniej. Odchyliłem się do tyłu, a Magda wdrapała się na mnie okrakiem i uklęknęła nad moimi biodrami, opierając się gorącymi dłońmi o moje ramiona. Nadal unikała mojego wzroku, co pozwoliło mi znów cieszyć się widokiem jej ślicznych cycuszków, słodkiej buzi i lśniących, uchylonych ust, przez które wydostawał się urywany oddech.
- Madziu, zejdź niżej, za niego... o, dobrze...
Obniżyła się, bliżej mnie, tak żeby kutas wyprężał się koło jej pupy nadal okrytej spódniczką. Marta pstrykała zbliżenia. Magda patrzyla gdzieś w bok. A ja uniosłem dłoń i pogładziłem jej pierś. Westchnęła i przygryzła dolną wargę, ale nie spojrzała na mnie. I nie cofnęła się też. Zacząłem śmielej pieścić cycuszek. Madzia przymknęła oczy i głęboko, spazmatycznie oddychała przez nos.
- Cholera, nie trzyma się...
Marta próbowała podciągnąć spódniczkę, by odsłonić pupcię Magdy, ale falbany ciągle opadały.
- Musisz przytrzymać.
Nie wiem czy to było do mnie czy do Magdy, ale oboje sięgnęliśmy w dół i nasze dłonie spotkały się na materiale. Chwyciłem go i podciągnąłem powoli do góry, a Magda zacisnęła swoje drobne dłonie na moich, dwa razy większych prawie, ściskając je mocno i wpijając w nie paznokcie. Opadła nieco niżej i wypięła pupę, tak by sterczący członek znalazł się między rozgrzanymi, spoconymi pośladkami. Bardzo miło.
- Świetnie... świetnie... a teraz weź tak nad niego, tuż nad niego...
Magda posłusznie ustawiła się. Wiem, że to niemożliwe, że on nie jest aż taki wrażliwy, ale wydawało mi się, że czuję na jego czubku gorąc bijący od niej. Byłem tylko kilka milimetrów od jej kwiatuszka. I tak bardzo chciałem być w środku. Ale ani drgnąłem, nawet gdy Magda, cała drżąca, jeszcze mocniej wbiła paznokcie w moje dłonie.
- A weź się tak pochyl na niego, co? Może obejmij...
Puściła, oplotła moją szyję szczupłymi ramionkami i przywarła twarzą do mojego ramienia. I choć żadne z nas się nie ruszało, to słyszałem, jak cichutko, cichuteńko pojękuje w takt oddechu. Tak suczka, prawie bezgłośnie piszcząca, prosząca, żeby jej dać psie ciasteczko. Już ja ci dam... Podwinąłem spódniczkę, która teraz przestała opadać gdy Magda się pochyliła i przesunąłem dłonie niżej, na pupę. Słodziutką, gładziutką, gorącą jak piec pupcię, która prawie cała mieściła mi się w dłoniach. Magda nie poruszyła się, ale czułem jak drży pod moim dotykiem i dalej leciutko, błagalnie pojękuje. Objęła mnie mocniej. Bardzo mocno, przywierając do mnie, cała ciepła i zdyszana. Zatraciłem się w niej, nie patrzyłem nawet co robiła Marta, tylko wczułem się w Magdę. I w jej idealną pupcię. Pupcię, którą złapałem nieco niżej, nieco pewniej i lekkim, delikatnym, zdecydowanym ruchem rozszerzyłem pośladki. To spotkało się w głośniejszym, przeciągniętym jęknięciem i... czymś gorącym, lepkim i mokrym w moim uchu. Madzia przywarła do mnie rozpalonym policzkiem i zaczęła lizać moje ucho, nie wiem nawet czy świadomie, taka była zatracona w tym wszystkim.
- Madziu... Madziu... możemy go odrobinkę włożyć? Sam czubeczek. Będzie super zdjęcie z tego kąta.
- Tak.
Wyszeptała to do mojego ucha, przywierając jeszcze mocniej, jeśli to było w ogóle możliwe. I zaczęła obniżać biodra, powoli, bardzo powoli. Po chwili poczułem jak jej mokra, śliska kobiecość ociera się o czubek sterczącego kutasa. I jak go obejmuje, ostrożnie, dalej powoli. Jeśli nie będę miał śladów po tych paznokciach, które właśnie wbijały mi się w kark i ramię, to będzie cud. Jego czubek zanurzył się w jej rozpalonej, ciaśniutkiej, ociekającej różyczce. Nigdy nie czułem czegoś podobnego. Ekstaza to mało powiedziane.
- Ok, tyle wystarczy. Teraz się nie ruszajcie.
Niech cię szlag Marta, chyba specjalnie to przerwałaś, żeby się nami drażnić. Z obojgiem. Tacy byliśmy na siebie napaleni, że aż nie mogłem oddychać. Trzymałem posłusznie pupę i koncentrowałem się na jego czubku oraz cieplutkim języku Madzi, który dokładnie wylizywał moje ucho. I jej podnieceniu spływającym po nim gorącymi kroplami. Trwało to wszystko zdecydowanie za krótko.
- Dobra, już, złaź.
Niechętnie, ale zeszła ze mnie. I nagle zrobiło mi się bardzo zimno. I samotnie. A Marta się ekscytowała.
- Ekstra fota, czysty seks normalnie.
Magda nic nie odpowiedziała, tylko siedziała obok mnie, niby odsunięta, ale wystarczająco bliska, byśmy się stykali ramionami.
- To co, jeszcze jedna pozycja i kończymy, nie?
Nie! Nic nie kończymy! Zaczynamy! Zaczynamy ostre pieprzenie małej pomarańczowowłosej, płonącej z chcicy suczki! Oczywiście, nie powiedziałem tego głośno.
- Od tyłu, co Madziu? Takie ukoronowanie będzie.
Magda, dalej cała drżąca, szybko uklęknęła na kanapie, wsparła się na oparciu i wypięła pupę. Nigdy nie widziałem większej uległości. I bardziej wyraźnego sygnału "rżnij mnie!". Wstałem, oparłem się kolanami na brzegu kanapy, zbliżyłem biodra do niej i podwinąłem sukienkę. Boże, ta pupcia wyglądała równie cudownie jak czułem ją w dłoniach. A te różowe, lśniące od wilgoci płatki? W życiu nie widziałem czegoś równie pięknego, wliczając w to słodką cipkę Martusi nawet. Magda była cała mokra. Cała. Nie tylko tam, ale na pupie, na udach, wszędzie. Musiało się z niej dosłownie lać. Była tak gotowa na jego przyjęcie. A on był gotowy wejść. Oparłem dłonie na jej biodrach i zbliżyłem się jeszcze bardziej.
- Sam czubek Adasiu, pamiętaj, że robimy zdjęcia!
Marta, ja cię kiedyś zamorduję! Ale trzymałem się tej fikcji. Powoli naprowadziłem go na rozchylone płatki kwiatu i delikatnie wepchnąłem do środka. Cipeczka Madzi była ciasna, ale taka wilgotna, że wszedł bez problemu. Jęknąłem. Madzia chyba cicho krzyknęła. I tak staliśmy, z moim kutasem ledwo zanurzonym w jej słodkim środku. Wydawał się taki wielki przy jej małej pupci. Rzeczywiście, zdjęcia wyjdą świetne. Ale... w sumie to kogo obchodzą zdjęcia... Złapałem Magdę mocniej za biodra i powolnym ruchem zacząłem w nią wchodzić głębiej, przyciągają jednocześnie jej pupę do siebie. Najlepsze uczucie na świecie, kutas zanurzający się po raz pierwszy w mokrusieńkiej, rozpalonej cipce.
- Adam, co ty robisz?
- Cicho Marta!
I zacząłem posuwać Madzię, która nie tylko nie protestowała, ale też sama nadstawiała pupę i nabijała się na wielki, penetrujący ją rozgrzany pal. Była taka chętna, że zaczęła za szybko, ale przytrzymałem ją, wyhamowałem, nadałem niespieszne, leniwe, dające czas by cieszyć się każdym, najmniejszym odczuciem tempo rżnięcia. To był mój pierwszy prawdziwy raz. I mógłby być ostatni też, bo po takiej rozkoszy, jaką dawała mi Madzia, mógłbym już umrzeć szczęśliwy. Postękiwała głośno w takt.
- Dobrze... oooohhh, jak dobrze... o taaaaak... o taaaaaakkkk
A ja wdzierałem się w nią raz po raz, drążąc ciaśniutkie, ociekające soczkami wnętrze. Ideał to mało powiedziane. Dobrze, że miałem przed chwilą wytrysk, bo gdy nie to, to już bym się dawno spuścił w nią najpotężniejszą falą, jaką mogłem sobie wyobrazić. I w tym momencie poczułem, jak w mój bok wtula się d**ga dziewczyna. Gorąca, naga. Marta się rozebrała? Kiedy? Zresztą, nie ważne. Objęła mnie mocno, wtuliła się i wyszeptała mi do ucha:
- Adasiu, ja też chcę... zrób mi jak wtedy... paluszkiem... proszę cię... proszę...
Nie trzeba było dwa razy prosić. Objąłem ją ramieniem, złapałem za pupę i wsunąłem od tyłu palce w jej gorące gniazdko. Była tak samo mokra jak Madzia. Przejechałem wzdłuż płatków i dotknąłem słodkiego pączuszka.
- AŁA!
Magda nie widziała co się dzieje, ale chrapliwy okrzyk Marty najwyraźniej jeszcze bardziej ją podniecił, bo mocno nabiła się na mojego kutasa i też krzyknęła.
- Mocniej, mocniej!
Już się nie bawiłem w powolne pieszczoty. Zacząłem ją rżnąć, szybko, ostro. I Martę też. Uniosłem ją prawie w dłoni i szybkimi, mocnymi, zgranymi z pchnięciami bioder ruchami drażniłem jej gorący guziczek rozkoszy.
- Rżnij mnie Adasiu, rżnij mnie jak kurwę...
Wyszeptała mi do ucha a potem obróciła mi głowę i wpiła się łapczywi, zachłannie, lepko i gorąco w moje usta swoimi. Nasze języki zaczęły dziki taniec, równie szybki jak moje palce w jej cipce. Krzyczała prosto do moich płuc, nie odrywając swojej buzi od moich warg. A Magda po tym szybkim rżnięciu zaczęła prawie od razu krzyczeć już nieustannie, w takt kolejnych pchnięć. Coraz głośniej. Coraz mocniej. I nagle zaczął nią wstrząsać potężny orgazm. Wiła się, wyła, płakała, a ja nie przestawałem wpychać w jej małą cipkę wielkiego kutasa. Marcie też niewiele brakowało, bo zaczęła szczytować zaraz po Madzi, w szale rozkoszy próbując mnie zmiażdżyć ramionami, udami, całą sobą, gdy na moją nadal pieszczącą ją, silną dłoń lał się gorący sok z jej dziewiczej cipki. Nie wiem jakim cudem wytrzymałem dopóki one nie przestały i zacząłem dochodzić dopiero po tym. Chciałem tak pieprzyć Madzię, żeby czubek doszedł jej do gardła, tak się w nią wbijać, jak jeszcze nikt nigdy w nikogo. Ale przebłysk rozsądku kazał mi go wyrwać, odsunąć się, nie kończyć w niej. Oderwałem się cały spocony i zastygłem w bezruchu, czekając, czując wzbierającą falę, nasienie unoszące się w górę, pod potwornym ciśnieniem, już... za... moment...
Marta w mgnieniu oka puściła mnie, opadła na kolana przed moim podrygującym kutasem z którego zaczęły wyciekać pierwsze białe krople, złapała go oburącz, obciągnęła i wpakowała sobie prosto do ust, głęboko, w rozkoszne ciepło i wilgoć. Złapałem ją oburącz za włosy i przycisnąłem na ułamek sekundy przed...
- Martuś!!!
Spuściłem się prosto do jej gardła, tryskając potężnie i obficie. Nie przerwała ssać nawet na moment. Nie puściła go. Nie przestała obejmować pełnymi, gorącymi wargami, wpatrzona z bezgraniczną miłością w moje oczy. Jezu, jak ja ją wtedy kochałem, gdy moja sperma zalewała jej buzię, przelewała się nawet, bo było jej tyle, że nie mogła jej całej utrzymać ani przełknąć i trochę wyciekło, spłynęło na brodę.
Przestałem ją przyciskać. Zacząłem głaskać, gładzić po włosach. Po chwili, gdy przestał już dziko podrygiwać i strzelać nasieniem, Marta wyjęła go z buzi, przełknęła wszystko, co jeszcze zostało i zaczęła łapczywie, zachłannie zlizywać resztki z kutasa. Tak byłem zapatrzony w ten cudowny widok, że nawet nie zauważyłem, że obok Marty opadła na kolana Madzia, nadal ciężko dysząc i drżąc i... złapała go dłonią, odebrała Marcie i włożyła do swoich ust, sama chcąc wyssać resztki. I nie przestała, nawet gdy już żadnych resztek nie było. Wręcz przeciwnie...
- O Jezu... Dziewczyny... Jeśli nie przestaniecie tak robić, to ja będę miał jeszcze raz...
Marta uśmiechnęła się radośnie i złapała mnie za jądra, a Magda tylko zdwoiła swoje wysiłki w obciąganiu, wkładając go głębiej i liżąc mocniej... A ja nie protestowałem, bo czułem, że jeszcze mogę i to już zaraz. Poza tym, czy ktoś kiedyś powiedział dwóm pięknym, nastoletnim kurewkom, żeby przestały mu lizać kutasa? No właśnie. Nie chciałem być tym pierwszym.
A tak swoją ****ą, ciekawe jak wyszły zdjęcia...
Wszedłem do pokoju i zobaczyłem Martę siedzącą z drobną dziewczyną o postrzępionych włosach ufarbowanych na kolor pomarańczy, ubraną w bordową bluzkę i falbaniastą czarną spódniczkę. Siedziały przyczajone, nachylone ku sobie, opowiadając sobie coś w tajemnicy zapewne, nad butelką czerwonego wina opróżnioną na oko tak do połowy i dwiema lampkami z resztkami wina na dnie.
- Hej siostra. Nie przeszkadzam?
- O, Adaś!
Zerwała się i entuzjastycznie mnie uściskała z solidnym buziakiem na dodatek. Dawniej bym pomyślał, że wypiła trochę za dużo tego wina, ale od jakiegoś czasu takie ciepłe powitania z przytulaniem, ocieraniem się, całusami i napieraniem piersiami na moją pierś były jak najbardziej w normie. Trochę dziwne, że nie wstydziła się okazywać tyle uczucia przy koleżance, ale co mi tam, przytuliłem ją mocno, pocałowałem w czubek głowy i uśmiechnąłem się do drobnej pomarańczowej, która patrzyła na nas jakby lekko zaskoczona.
- Adasiu, to jest Ruda. Ruda to jest mój brat właśnie.
Aha, czyli o mnie opowiadała. Ciekawe co. Ciekawe jak. Cholera, mam nadzieję, że nie wdawała się w szczegóły...
- Ruda, bo Pomarańczowa byłoby za długie do wymówienia?
Tak, to był mój błyskotliwy żart na początek znajomości. Jestem znany z tego. Ale Ruda się uśmiechnęła, więc poczułem, że jestem upoważniony do dalszego głupiego gadania.
- Jeśli mogę być bezczelny i zapytać, jak masz na imię tak naprawdę...
- Nieładnie...
Odpowiedziała, kręcąc głową.
- Eee tam, nie ma takiego damskiego imienia, które byłoby nieładne. Może oprócz Genowefa, czy czegoś innego staroświeckiego w tym stylu...
- Ale ja naprawdę mam nieładne imię...
- Magda!
Marta radośnie wyjawiła sekret, sadowiąc się z uśmiechem obok koleżanki, nie zważając na piorunujące spojrzenie tej ostatniej. Odetchnąłem teatralnie i uśmiechnąłem się do Magdy.
- Rany, już się bałem, że to coś strasznego będzie. Przecież Magda to piękne imię! I ślicznie się zdrabnia - Madzia!
- Marta i Madzia! To brzmi lepiej niż Marta i Ruda!
Wyrok mojej siostry był niepodważalny a rozmowa szybko zeszła na inne tory. Marta zaczęła opowiadać, jak to się z Madzią poznały na mistrzostwach siatkówki, że Magda jest fantastyczną rozgrywającą, że była w drużynie która zajęła d**gie miejsce i że się zaprzyjaźniły, i że Facebook, i że Instagram, i że to, tamto, ciocia Madzi, przyjechała do niej na tydzień wczoraj i w ogóle najlepsza przyjaciółka, i że jej tyle nie widziała. Wiecie, dziewczyny. Przy okazji ją wyściskała i tak dalej. Dziewczyny. Ogólnie wszyscy poczuli się swobodnie a Marta kazała mi iść po lampkę, bo napiję się z nimi wina. Czemu nie.
Gdy wróciłem, Magda zdecydowanie kręciła głową i zaprzeczała czemuś, co Marta chciała wyraźnie zrobić. I zrobiła, mimo pełnej nieszczęśliwych min dezaprobaty swojej przyjaciółki.
- Wiesz Adasiu, że Magdę właśnie zdradził chłopak?
- Serio? A to chu...
Nie dokończyłem, bo generalnie nie chcę przeklinać przy ślicznych dziewczynach, które właśnie poznałem. A Magda była śliczna. Drobna, z małą twarzyczką, ale fantastycznie okoloną tym pomarańczowym chaosem włosów, wielkimi oczami w kolorze jasnobrązowym, zgrabnymi nogami i całkiem sporymi jak na taką niedużą dziewczynkę cycuszkami.
Marta ciągnęła dalej:
- No, straszny wieprz. Wyobraź sobie, że miał na swoim telefonie zdjęcia, jak się liże z taką głupią lochą i nawet filmik, jaką ją miętosi za cycki i pcha łapę w majtki!
- Nie dość, że skurw..., to jeszcze idiota, że zostawił coś takiego na telefonie.
Wiem, to było logiczne, trzeźwe rozumowanie. Męskie. Nie kobiece. I dlatego pewnie jej nie pocieszyłem, bo zaczerwieniła się, a w oczach stanęły jej świeczki. Moja kochana Martusia zauważyła to i przytuliła Magdę mocno, próbując przekazać współczucie w najprostszy i prawdopodobnie najbardziej skuteczny sposób. A ja nalałem wszystkim trochę wina, bo nie wiedziałem za bardzo co zrobić zamiast kolejnej głupiej odzywki.
Po chwili Magda przestała szlochać, a Marta głaskać ją czule po włosach.
- I wiesz Adasiu, skurwysyn poszedł macać inną zaraz po tym jak Magda poszła z nim do łóż...
- MARTA!
Tak się złożyło, że wspólnie ucięliśmy tym okrzykiem jej paplanie, co zaowocowało dla mnie wdzięcznym spojrzeniem ze strony Magdy.
- Oj, Madziu, daj spokój, ja wszystko mówię Adasiowi. I tobie też wszystko mówię...
Tym razem wspólnie się z Magdą zaczerwieniliśmy. A przynajmniej wydaje mi się, że się zaczerwieniłem, po tym jak nagle poczułem potężne gorąco na twarzy. I chęć do ucieczki jakk najdalej. Ale powstrzymałem się dzielnie i tylko odchrząknąłem sięgając po wino, które mogłoby choć częściowo zakryć mój zapewne bardzo głupi wyraz twarzy. Podziałało, bo rozmowa zeszła z powrotem na tory zdrajcy i idioty, Radka jak się okazało. Marta zapewniała Magdę, że wszystko będzie dobrze, że ona ją kocha jak siostrę i w ogóle. Oczywiście, od razu przed oczami stanęła mi moja własna wersja miłości do siostry i zaraz po tym wizja Marty i Magdy namiętnie się całujących, ssących sobie nawzajem czubki piesi, liżących słodkie soczki wpływające spomiędzy ud i... i w sumie dobrze, że zostałem chwilowo wyłączony z rozmowy, bo choć nie ścierpiałbym wizji Marty i innego faceta, to moja siostrzyczka pieprząca się z inną dziewczyną była całkiem inną sprawą. Nie żeby sobie już takich układów wcześniej nie wyobrażał, przedtem, zanim possała mi kutasa. Oczywiście, tutaj chodziło o taką zwykłą dziewczęcą przyjaźń z dodatkiem odrobiny afektacji. Chyba. No nie, na pewno. Ale może... ?
- Nawet nie próbuj odbijać go tej suce! Raz zdradził, zdradzi znowu. I to świnia jest. Zapomnij o nim.
- Jak, Marta? Jak mam zapomnieć?!
- Nie wiem, ale najlepiej weź go kopnij w jaja gdy znowu go spotkasz albo coś takiego. Strzel w pysk, o! W ogóle się jakoś zemścij. Nie może tak być, że zostawił ciebie dla jakiejś szmaty, a ty nic...
I znowu ja i moje głupie pomysły powzięte pod wpływem chwili i nie do końca przemyślane, zanim wypowiedziane. Odchrząknąłem, żeby zwrócić na siebie uwagę.
- Wiesz Magda, nic go tak nie zaboli jak to, że cię stracił na zawsze. Tylko musi to sobie uświadomić, wiesz, tak na serio. Musisz mu pokazać, że... no nie wiem...
Ale wiedziałem. Podły ja.
- Że masz innego faceta, lepszego od niego, że jesteś po uszy zakochana i że już o nim nie pamiętasz w ogóle.
- O!
Marta wyraźnie podchwyciła myśl i podekscytowała się.
- Adaś mógłby poudawać twojego faceta... ale jak go zabierzesz ze sobą...
No tak, trafiła na przeszkodę nie do pokonania. Dla niej. Nie dla mnie. Zacząłem tłumaczyć:
- Przecież nie muszę być z nią. Możemy zrobić parę zdjęć i to będzie dowód, nie?
- O, tak! Tak!
Marta znów była na tropie i zaczęła snuć plany oraz przekonywać Magdę, że może pokazać swoim koleżankom moje zdjęcia, bo tam mnie nikt nie zna, że one potem przekażą to szmacie albo nawet samemu Radkowi i tak dalej. A ja podchwyciłem:
- No! I zrobimy od razu więcej zdjęć, żebyś mogła je pokazać przy różnych okazjach, że niby związek trwa i się rozwija i w ogóle.
Jeśli Magda nie była od razu przekonana, to entuzjazm Marty dokonał tego, czego od niego chciałem. Nie liczyłem na wiele, ale kto wie co może się zdarzyć. Przez moment miałem poczucie winy z powodu Marty, którą w zasadzie kochałem nad życie, jedną i jedyną, ale jakoś dziwnie nie przeszkadzało mi to zrobić wszystkiego, żeby mieć pretekst do poprzytulania się do jej ślicznej przyjaciółki. Może nie miałem oporów, bo były sobie takie bliskie? I byłem trochę zły na Martę, że wszystko Magdzie o nas opowiedziała? Ja nikomu nie mówiłem. A ona tak. Widziałem to w oczach Magdy, że wiedziała o naszych... hmm, zbliżeniach.
Niepotrzebnie się bałem, że "zdradzę" Martusię. Ona też tego chciała. Widziałem to po tym błysku w oczach, który już nauczyłem się rozpoznawać i który z miejsca powodował u mnie wzwód twardy jak skała. Najpierw pstryknęła nam kilka słodkich fotek z dzióbkami i podobnych niewinnych ujęć, ale potem właśnie coś zaczęła chyba sobie planować, bo zmieniła ton. I błysnęły jej oczy.
- Nikt nie uwierzy, że to twój facet, jak się trochę nie przytulicie bardziej...
Tak siostrzyczko! Nie wiem czy odgadła moje zamiary, czy sama na to wpadła. Mało istotne. Widziałem, że cała idea zaczęła ją nakręcać. Usta miała rozchylone, oczy lśniące, a brodawki piersi zaczęły się widocznie rysować pod koszulką. Ciekawe, czy jest już mokra?
Magda trochę się wzbraniała, nie tak by wypada, tylko chyba rzeczywiście z nieśmiałości. Ale Marta była przekonująca. I zrobiliśmy kolejną serię, tym razem z przyjaciółeczką wtuloną w moje ramię, w mój bok, w objęciach, z głową na piersi i tak dalej. Pachniała brzoskwiniami. I z każdą kolejną pozą była coraz mniej spięta. Nadal trochę sztywna i podchodząca do wszystkiego na serio, ale już bez takiej rezerwy. Wczuwała się. Marta jej zresztą kazała. Żeby było przekonująco. Ja też robiłem odpowiednie dla szaleńczo zakochanego miny. I całkiem naturalnie zgarnąłem Magdę na moje kolana. W pierwszym odruchu chciała mnie odepchnąć, ale delikatnie ją posadziłem i przytrzymałem. Nie wyrwała się.
- O, tak jest super!
Marcie się podobało. Nawet bardzo. Mnie też. Magda poczuła to na udzie, ale odsunęła je tylko odrobinę, żeby nie ocierać się o mojego pulsującego kutasa. Poprzytulaliśmy się tak przez chwilę, zmieniając lekko pozycje na takie w których jej piersi napierały i ocierały się o mnie w różne bardzo inspirujące sposoby a jej pachnące owocami włosy lądowały na mojej twarzy i ramieniu również bardzo podniecająco. Nie mówiąc już o jej gorącym oddechu. I moim.
- Popatrzcie sobie w oczy, wiecie, jak zakochani.
Marta komenderowała, a my wykonywaliśmy. Nowa poza. Patrzenie w oczy. Te wielkie, brązowe, trochę niepewne, trochę ufne oczy. Piękne do tego bardzo.
- A teraz buziak!
Uśmiechnąłem się. Magda też, niepewnie. Ale poprawiła się i nadstawiła. Ciekawe czy też smakuje brzoskwiniami? Lekkie zetknięcie warg. Cofnęła się odruchowo.
- Ej no! Musicie chwilę potrzymać, bo nie wyjdzie!
Co prawda to prawda. Magda kiwnęła głową i chętniej zbliżyła się. Lekko przycisnąłem moje usta do jej warg. Nie szalejemy. Zwykły buziak. I tak przez dobrych kilkanaście sekund. Bez drgnięcia. Bez takiego widocznego, bo czułem jak Madzia drży w moich ramionach. I ja też miałem dreszcze.
- Dobra, chyba mam. A teraz taki solidny pocałunek.
Oj, Marta była nagrzana. Lekka chrypka. Oczy jak dwie gwiazdy. Cięższy oddech. Prężące się ciało. Teraz już na pewno jest mokra, moja mała suczka.
- Ale...
Magda próbowała protestować, a ja mądrze siedziałem cicho.
- Myślisz, że ktoś uwierzy, że to twój chłopak bez porządnego całowania? No weź...
- Ok...
Magda spojrzała mi w oczy, znów niepewnie trochę i trochę... inaczej. Rozchyliła usta. Przywarłem do nich moimi, najpierw delikatnie, potem bardziej, wpijając się w nią. Bez całowania. Do zdjęcia musiało być bez ruchu. Ale przywarłem do niej mocno i nasze oddechy stały się jednym. A ona znów drżała, tym razem już cała wtulona, bez zważania na to, że pierś rozgniata na mojej i że mój kutas mocno napiera na jej biodro. Trwało to całą wieczność. I faktycznie smakowała brzoskwiniami. Konsekwencja. To lubię.
- Trzymajcie tak! Trzymajcie, zrobię kilka, żeby na pewno wyszło ładnie.
Trzymałem. I po chwili tak ostrożnie wysunąłem język. Cała reszta bez ruchu, ale języka nie widać. Mogę zbadać teren. Przesunąłem nim po jej wargach od środka. Westchnęła cichutko. Cofnąłem. Na moment. I wróciłem, tym razem napotykając gorący, mokry czubek jej języczka. To było jak porażenie prądem. Magda oderwała się ode mnie, zsunęła się z kolan i zawstydzona, cała czerwona, zapytała trochę gniewnie, zła na samą siebie chyba:
- Masz?
- Ujdzie.
Marta była niezadowolona z ostatnich zdjęć chyba, ale szybko jej przeszło i zabrały się do przeglądania tych już zrobionych. Chwilę to trwało i już się bałem, że wezmą się za Instagrama i filtry, więc zaproponowałem:
- Musimy zrobić jeszcze więcej takich, żeby nie było, że wszystkie z tego samego dnia są. Założę jakąś inną koszulkę, Madzia też może, usiądziemy w innym miejscu... dobry pomysł?
- Ale ja nie mam żadnej innej...
- Marta?
- Jasne, coś ci znajdę seksownego!
I poleciały szukać. To powinno trochę potrwać, jak znam życie. Zmieniłem koszulkę, rozkopałem włosy trochę, żeby było, że też się wczuwam i chcę pomóc, a nie tylko pomacać i polizać Madzię pod okiem mojej napalonej siostrzyczki. Nie wiem ile czekałem, ale niewystarczająco długo, żeby przestać myśleć o brzoskwiniach w ustach Magdy. Jeszcze tylko jej cipka powinna mieć taki smak, wtedy byłby już pełen zestaw.
Wróciły. Magda miała trochę inaczej zaczesane włosy, mocniejszy makijaż i inspirująco wydekoltowaną, lśniącą czarną górę z falbanami, które pasowały do spódniczki. Wyglądała świetnie. Bardzo seksownie. Uśmiechnęła się tak trochę niepewnie, a potem szerzej, gdy pokazałem kciuk w górę:
- No ślicznie wyglądasz!
- Chodźmy do d**giego pokoju, żeby inny kolor ścian był.
Siadłem na kanapie, a Magda od razu wskoczyła mi na kolana, moszcząc się wygodnie i nie zważając na to, że robi to ocierając się o znów stojącego na baczność kutasa. Objęła mnie za szyję i czekała, aż Marta ustawi się do zdjęć. Przy okazji otarła się o mnie piersiami tak niespecjalnie... a może specjalnie? Cholera, nie mam pojęcia. Tak czy inaczej, dotyk był inny. Luźniejszy. Gorętszy. Zdjęła staniczek? Obejmując ją przejechałem dla pewności dłonią wzdłuż pleców. Rzeczywiście, zdjęła. A to suczka!
Znów zaczęliśmy ustawiane pocałunki. Nie robiłem nic z językiem, żeby jej nie spłoszyć. Musiała się poperfumować i pomalować usta, bo zapach i smak brzoskwini był o wiele silniejszy niż poprzednio. Odurzający wręcz. Byłem ostrożny i nie przekraczałem granic, więc Magda była coraz bardziej swobodna. Proponowała nowe całusy, nowe pozycje, śmiała się do Marty i ogólnie chyba zaczęła się dobrze bawić. Ja się dobrze bawiłem już od dłuższego czasu, gdy zacząłem kłaść dłonie na jej aksamitnie gładkich kolanach i udach oraz obejmować czule jej biodra. Oczywiście, wszystko do zdjęcia. Jestem podły, wiem.
- O, teraz świetnie! Bardzo seksownie! Jeszcze trochę!
Marta wczuwała się w fotografowanie. A ja wczuwałem się w Magdę. Objąłem ją trochę wyżej, powyżej pasa. Marta zauważyła ten ruch i od razu podchwyciła:
- Właśnie! Połóż dłoń na piersi! Będzie bardzo autentycznie.
Owszem, mnie też chodziło o autentyzm przede wszystkim. Delikatnie objąłem pierś Madzi. Cichutko westchnęła i zadrżała, ale nadal trzymała usta przy moich w nieruchomej pozie. Cycuszek był cudowny. Większy niż Marty, okrągły i jędrny, jak jabłko. Wspaniały. I ze sterczącą, twardą brodawką. Coś pięknego. Lekko ścisnąłem, leciutko, najdelikatniejsza pieszczota, nie jakieś ordynarne macanie.
- Ummm...
I poczułem nieśmiały języczek Magdy na moich wargach. Na sekundkę, może krócej nawet. Ale przemknął zwinnie, zostawiając gorącą lepkość i dowód, że mała też jest podniecona. I to bardzo.
- Świetne. A może włożysz dłoń pod bluzeczkę, tak bardziej intymnie?
Oj Martuś, ty moja mała sprośna siostrzyczko...
Spojrzałem na Magdę, a ona skinęła nieznacznie długimi czarnymi rzęsami, po czym znów ustawiła się do całowania na niby. Włożyłem dłoń po czarny materiał. Sprężysty, płaski brzuszek, gorący, unoszący się w rytm głębokiego, przerywanego oddechu. I wyżej. I wyżej, na ten sam cycuszek, tylko teraz już bez pośrednictwa materiału. Był jeszcze cudowniejszy, idealnie mieścił mi się w dłoni. Magda jęknęła już głośniej, gdy przejechałem palcami po brodawce, niby to niechcący. Zacząłem delikatnie, niezauważalnymi ruchami ściskać. Jej języczek znów nieśmiało poszukał mojego. Ale nie, jeszcze nie, niech prosi, niech błaga. Najlepiej na kolanach. Z kutasem w buzi.
- Wiesz co Magda, może usiądź tak bardziej przodem, plecami do niego.
- Jak?
- Czekaj, zejdź, pokażę ci.
Marta usadowiła się na moich kolanach, tyłem do mnie, pupcią napierając na sterczące gorąco kutasa. Uda szerzej, głowa odchylona do tyłu na moim ramieniu, wyprężona w udawanym rozkosznym spazmie. A może i w nieudawanym?
- I teraz tak, jedna dłoń tak jak wtedy na piersi, a d**ga tu, na udzie.
Posłusznie złapałem ją za słodki cycuszek i pogładziłem cieplutkie udo. Zeskoczyła i ruchem ręki nakazała Magdzie powtórzyć pozę.
- Pokonamy go jego własną bronią. Zwariuje, jak się dowie o tych zdjęciach!
Pupa Magdy ulokowała się na moim kroczu a pomarańczowe włosy zasłoniły twarz. Według instrukcji znów chwyciłem chętny, wyprężony cycuszek, oczywiście pakując najpierw dłoń pod bluzeczkę. A d**gą wsunąłem pod spódniczkę, na gorące, drżące udo. Od jej łona biło słodkie, zachęcające ciepło.
- O to chodzi!
Marta pstrykała jedną fotkę za d**gą, a Madzia cichutko syczała mi do ucha za każdym razem gdy ścisnąłem jej cycuszek i przesunąłem palce o milimetr bliżej miejsca, gdzie uda łączą się w rozkoszny trójkąt. Po chwili podciągnąłem spódniczkę do góry, odsłaniając czarną koronkę majteczek.
- O, dobrze! Strasznie seksowne! Bardzo przekonujące! Szerzej uda trochę!
Magda posłusznie rozłożyła uda, a ja położyłem dłoń na jej łonie, wsuwając palce pod materiał majteczek. Tak trochę tylko. Żeby zobaczyć co się stanie. Madzia wyprężyła się jeszcze bardziej, i drżąc pojękiwała cichutko przy każdym oddechu. Nikt nie mówił, że mam przestać, więc powoli, ale zdecydowanie włożyłem rękę w majteczki. Włoski, mięciutkie, zroszone dziewczęcym sokiem. I mokra, rozpalona, śliska cipka.
- Aaaaahhhh...
Magda złapała mnie za dłoń, tak jakby chciała ją powstrzymać. Ale bez siły. Bez zdecydowania.
- No idealnie!
Marta pstrykała jak opętana. A ja wziąłem Madzię w dłoń, wkładając palec między rozchylone, śliskie płatki jej kobiecości. Złapała mnie za włosy, drżąca, chętna, strasznie nagrzana. Zacząłem drażnić jej słodki pączek, cały nabrzmiały i mokry, wyczekujący na pieszczotę.
- O Boże!
Wydyszała mi prosto do ucha. Jej biodra poruszały się razem z moimi palcami. Jedna dłoń ciągnęła na włosy, paznokcie d**giej wpijały się w wierzch mojej, pieszczących jej słodką brzoskwinkę.
- Dobra. Mamy to. Zajebiście wyszło. Sto razy lepiej niż jego zdjęcia z tamtą zdzirą.
Marta, cholera, ja cię zamorduję! Już tak dobrze szło, już miałem ją w ręku, już się jej soki przelewały przez moje palce! Nie mogłaś poczekać jeszcze chwilę?! Magda oprzytomniała i zsunęła się z moich kolan. Poprawiła spódniczkę, włosy, odetchnęła głęboko nie patrząc w ogóle na mnie. Łyknęła wina. I siadła obok Marty, która podekscytowana zaczęła pokazywać jej, jaką doskonałą zemstę ma na zdjęciach. No szlag! A już było tak dobrze!
- Eeeeejjjjj!
Marta wpadła na jakiś pomysł. Albo udawała, że wpadła, choć obmyślała to od dawna. Konspiracyjnie nachyliła się do Magdy i zaczęła szeptać, choć wystarczająco głośno, żebym doskonale wszystko słyszał.
- A pamiętasz jak mówiłaś, że Radek był zły, że ***********ś mu zrobić loda? To weź sobie teraz wyobraź, że mu pokażesz zdjęcie, jak liżesz kutasa swojego nowego faceta! Dostanie pierdolca! Ooooo, chciałabym zobaczyć jego minę wtedy!
Ja bym nie chciał. Ale chciałbym zobaczyć, jak Madzia połyka tymi małymi usteczkami mojego wyprężonego członka. Bardzo bym chciał. Oczywiście, nic nie mówiłem, nic nie sugerowałem. Niech Marta zajmie się przekonywaniem. Ja tylko dostarczę rekwizyt. I to jak dostarczę.
- Nie, dajmy już spokój, mam te zdjęcia i w ogóle...
Magda protestowała. Jasne, była rozpalona. Czerwone policzki, oczy świecące, sutki tak twarde, że prawie przebijały materiał bluzeczki. I cipka mokra, pragnąca by ją dotykać dalej, mocniej, głębiej. Ale rozsądek przeważał. Co innego trochę pieszczot trochę na niby i trochę nie na niby, a co innego ssanie kutasa.
- Wiesz jak on się wścieknie? Jemu odmawiałaś, a tutaj okazuje się, że innemu robisz z ochotą! Zwariuje, mówię ci.
Logika była po stronie Marty. Ale Magda nadal się wzbraniała, przestraszona, że sprawy idą za daleko. To jednak była nieśmiała dziewczyna. Śliczna, ponętna, ale nieśmiała dziewczyna, która dała się namówić na coś głupiego i teraz zaczyna żałować trochę. Uśmiechnąłem się do niej ze zrozumieniem. I ona uśmiechnęła się do mnie. A Marta westchnęła.
- Jak nie chcesz to nie, przecież to twoja zemsta. Zdjęcia też są na twoim telefonie, więc jakby ci się nie podobały, to mogłabyś je wywalić zaraz po tym jak mu je pokażesz. Nikt by się nie dowiedział przecież, znasz mnie i wiesz, że możesz mi ufać tak ja ufam tobie. A Adaś to nawet nie ma komu powiedzieć. Niechby tylko spróbował zresztą, już ja bym mu...
Udawane duszenie i ogólne mordowanie za pomocą małych dziewczęcych piąstek rozbawiło mnie do łez.
- Daj spokój Marta, ja to w ogóle mówić nie umiem.
- No widzisz. Ale jak chcesz Madziu. Jest jeszcze trochę wina?
I znów zaczęły przeglądać zdjęcia, komentując je jak gdyby nigdy nic i chichocząc od czasu do czasu tudzież kłócąc się o to, które usunąć a które zostawić. Ja też powoli zacząłem się uspokajać i stygnąć, mając widoki na miły, ale ogólnie niezbyt obfity w ekscesy wieczór. A potem Magda nagle ni stąd ni zowąd się zdecydowała.
- Ok, to może spróbujemy... tak... no wiecie, jak mi się nie będzie... to przestaniemy, dobrze?
- Jasne!
Marta klasnęła w dłonie i zaczęła ustawiać telefon. Ja wstałem (i nie tylko ja), nie wiedząc za bardzo jak zabrać się do sprawy. Magda też nieszczególnie miała pomysł co i jak. Na szczęście Marta miała plan.
- Ty staniesz tutaj, o, a ty klękniesz tutaj, i zrobimy to tak jakby on ci robił zdjęcia w czasie gdy mu liżesz. Point-Of-View to się nazywa. Bardzo naturalne, nikt nie pomyśli, że udawane.
Magda klęknęła przede mną, starając się patrzeć na wszystko, nawet na mnie, prosto w oczy, tylko nie na wybrzuszenie w moich szortach naprzeciwko jej twarzy.
- Ty ściągaj gacie. A ty Madziu jeśli możesz zdejmij moją bluzeczkę, wiesz, na wypadek gdyby... no, żeby się nie poplamiła albo coś...
Cała czerwona na twarzy Magda zaczęła powoli, ale posłusznie zdejmować górę. Gdy skończyła i spojrzała przed siebie, zobaczyła wielkiego, czerwonego kutasa dumnie stojącego na baczność na jej cześć. Nie wiem czy się w niego wpatrywała, bo ja się gapiłem na jej przeurocze cycuszki, idealnie okrągłe, sprężyste, z wspaniałymi brązowymi, sutkami. Możliwe, że jest na świecie coś piękniejszego, niż świeże, nieskalane piersi nastolatek. Ale wątpię by było tego wiele. Może w ogóle nie ma.
Marta robiła za eksperta.
- Najpierw weź go do ręki i ściągnij skórę.
Madzia posłusznie wzięła go w łapkę, maleńką w porównaniu z takim wielkim kutasem. Dłoń była ciepła i drżąca, tak samo jak jej oddech, który czułem na całym podbrzuszu. Obciągnęła go i patrzyła zahipnotyzowana na wielką gałkę w kolorze śliwki, która pojawiła się na jego końcu. Jezu, już tylko dla tego warto było czekać cały wieczór.
Marta pstrykała z góry i boków, ustawiając Magdę twarzą bliżej, dalej, z dołu, z boku.
- Ale weź patrz na niego tak jakby to był najpyszniejszy cukierek świata, a nie jakbyś się bała. Nikt nie uwierzy, jak będziesz miała takie przerażenie w oczach.
Magda kiwnęła głową, ale nieszczególnie przestała się bać.
- Uch, Adasiu, weź coś zrób no żeby się rozluźniła...
Magda nerwowo przełknęła ślinę i puściła go, gdy pochyliłem się lekko, przyklęknąłem naprzeciwko niej i zbliżając ręce do jej piersi zapytałem:
- Mogę?
Cała czerwona, na twarzy, na dekolcie. Drżąca. Przestraszona. Ale skinęła głową. Ująłem je delikatnie i zacząłem masować. Westchnęła. Jęknęła. Nie przestawałem. Wypięła pierś, wygięła plecy w łuk i jednocześnie wstydliwie odwróciła, opuściła twarz, zasłaniając ją włosami. Cały czas je masowałem, ugniatając i głaszcząc na przemian. Gdy lekko uszczypnąłem brodawki, wyrwał jej się głośniejszy jęk i wstrząsnął nią rozkoszny dreszcz. Jeszcze mocniej wysunęła je w moją stronę, prosząc o więcej. Nachyliłem się i przejechałem poślinionym czubkiem języka po brązowym szczycie cudnej kopuły.
- Aaaaahhhh...
Polizałem jedną. Potem d**gą. Potem possałem. Boże, marzyłem o tym od tak dawna, że pewnie nigdy bym się nie oderwał od cycuszków Madzi, gdyby nie Marta.
- Już lepiej? Rozluźniona?
- Tak.
Cichutko, ale pewnie. Ale lepiej się upewnić na sto dwadzieścia procent, nie? Nie przerywałem więc ssania i miętoszenia, ale d**gą ręką sięgnąłem w dół, między uda, prosto do celu. Majteczki były całkiem mokre i bosko ślizgały się po jej cipce.
- Oooooohhhh...
- Ej, już, miałeś ją rozluźnić, a nie gwałcić, to zboku.
Oberwało mi się po głowie. I musiałem przestać. Nie chciałem. W ogóle nie chciałem. Ale wstałem i wyprężyłem kutasa prosto w twarz Madzi. Zupełnie inną twarz. Rozochoconą. Obiecującą. Patrzącą śmiało w moje oczy spod tych cudownych długi rzęs. Bez komendy złapała go i odciągnęła skórkę, a potem mimo wszystko nieśmiało, cudownie dziewczęco pocałowała delikatnie sam koniuszek. Wypuściłem głośno powietrze i zadrżałem. Złapała mnie za udo i wpiła w nie paznokcie. Boleśnie. I jednocześnie rozkosznie. A potem polizała małym, zwinnym, lśniącym języczkiem sam czubek, na próbę, żeby posmakować. Chyba było dobrze, bo się nie skrzywiła.
- Od razu lepiej! A teraz weź go poliż tak od dołu, od podstawy, do czubka. Tylko powoli, żeby nie było poruszone! Powoli!
Języczek wędrował milimetr po milimetrze po moim kutasie. Byłem w siódmym, ech, gdzie tam, w siedemdziesiątym siódmym niebie. I całkiem blisko końca też tak w sumie. Oby nie za blisko.
- Bardzo dobrze! Super! A teraz weź go do buzi i potrzymaj. Tylko patrz się do góry, w oczy.
Ledwo się zmieścił w jej małej buzi. Sam koniec. Ale i tak nie mogłem nie jęknąć mimowolnie, gdy poczułem to wspaniałe ciepło i wilgoć. Nie myślałem, że zobaczę i poczuję kiedyś coś równie wspaniałego jak moją Martusię ssącą mi kutasa, ale się myliłem. To było równie dobre. Magda miała go trzymać nieruchomo. I trzymała. Miała patrzeć mi w oczy. I patrzyła. Jak cudownie patrzyła. Ale poruszała też leciutko rączką. I delikatnie ssała, jednocześnie nieśmiało drażniąc języczkiem to wielkie, rozpalone, słone coś, co wypełniało jej całą buzię. Oj, byłem już naprawdę bardzo, bardzo blisko. Jeszcze tylko moment...
- A teraz wystaw język jak najdalej możesz i połóż go na języku... Rany, ale zajebiste zdjęcia!
Nie było już tak gorąco i słodko na czubku, ale widok wszystko wynagradzał. Jego gorący jak wulkan tuż przed erupcją czubek leżał ja jej ociekającym śliną, chętnym języczku, tuż przy szeroko rozwartych, mokrych wargach. Cały czas lekko, niezauważalnie obciągała do dłonią. Ta buzia! Ten mały, słodki nosek! Te zamglone, oddane oczy! Już... nie... mogę...
- NIE RUSZAĆ SIĘ!
Rozkaz Marty powstrzymał jakimś cudem Magdę przed odruchowym uchyleniem się, gdy gorąca, gęsta sperma zaczęła tryskać jej na czoło, oczy, nos, wargi. Trwała dzielnie i nieruchomo, pozując do zdjęć, gdy potok nasienia, który zdawał się nie mieć końca pompował salwę za salwą na jej języczek i do ust.
- Zajebiście! O to chodziło!
Magda uśmiechnęła się nieśmiało i odsunęła trochę, choć z niego ciągle jeszcze strzelały słabe wytryski, lądujące teraz na jej piersiach i brzuchu.
- Najlepsze zdjęcia z robienia loda ever!
Marta była podekscytowana. I napalona, jak kotka w rui. Wiem, że sama tak chciała, że chciała go wziąć do buzi i znów poczuć jak smakuje. I ja też chciałem ją zrosić spermą od stóp do głów. Może już niedługo, po tym co to zobaczyła, pozwoli się zerżnąć w usta...
Choć w ogóle się nie zmęczyłem, to serce tak mi waliło, że nie mogłem złapać tchu. Osunąłem się na kanapę i po prostu siedziałem, cały czas z potężnym wzwodem, w czasie gdy Marta wycierała Magdę. Odpłynąłem trochę chyba, ale zauważyłem, że wzięła trochę spermy na palec i ostrożnie spróbowała jak smakuje. I d**gi raz, trochę więcej. Jakby to była bita śmietana, mus czekoladowy albo jakiś inny pyszny smakołyk. Tak, zdecydowanie sama by chciała łykać spermę. To da się zaaranżować.
Ale najwyraźniej w planach były inne układy. Szeptały coś do siebie czule, nie wiem co, ale gdy już ochłonąłem zacząłem się rozglądać za moim ubraniem, Marta zaprotestowała.
- Poczekaj Adasiu, zrobimy jeszcze parę nowych zdjęć.
Bardzo chętnie. Jestem zwarty i gotowy, bardzo zwarty i gotowy. I wyprężony, na baczność. Zwłaszcza jeśli miałoby to oznaczać jeszcze jedno obciąganie. Ale nie oznaczało. Magda wstała, sięgnęła pod spódniczkę i zaczęła... zdejmować majteczki, nieśmiało obrócona, nie patrząc w moją stronę i stronę wielkiego, czerwonego kutasa.
- Zrobimy jeszcze taki pozorowany stosunek. Magda siądzie na tobie i weźmie... go... między uda, tak żeby był zaraz przy... no wiesz. I pstrykniemy jeszcze parę fotek. Na wypadek, gdyby tamte to było za mało.
Wzruszyłem ramionami.
- Ok.
Magda podeszła do mnie, starając się na niego nie patrzeć. A ja starałem się wzrokiem przewiercić falbany spódniczki, żeby zobaczyć, jak się prezentuje bez majteczek. Oczywiście, nie udało się. Ale wyobraźnia pracowała, a kutas wyprężył się jeszcze mocniej. Odchyliłem się do tyłu, a Magda wdrapała się na mnie okrakiem i uklęknęła nad moimi biodrami, opierając się gorącymi dłońmi o moje ramiona. Nadal unikała mojego wzroku, co pozwoliło mi znów cieszyć się widokiem jej ślicznych cycuszków, słodkiej buzi i lśniących, uchylonych ust, przez które wydostawał się urywany oddech.
- Madziu, zejdź niżej, za niego... o, dobrze...
Obniżyła się, bliżej mnie, tak żeby kutas wyprężał się koło jej pupy nadal okrytej spódniczką. Marta pstrykała zbliżenia. Magda patrzyla gdzieś w bok. A ja uniosłem dłoń i pogładziłem jej pierś. Westchnęła i przygryzła dolną wargę, ale nie spojrzała na mnie. I nie cofnęła się też. Zacząłem śmielej pieścić cycuszek. Madzia przymknęła oczy i głęboko, spazmatycznie oddychała przez nos.
- Cholera, nie trzyma się...
Marta próbowała podciągnąć spódniczkę, by odsłonić pupcię Magdy, ale falbany ciągle opadały.
- Musisz przytrzymać.
Nie wiem czy to było do mnie czy do Magdy, ale oboje sięgnęliśmy w dół i nasze dłonie spotkały się na materiale. Chwyciłem go i podciągnąłem powoli do góry, a Magda zacisnęła swoje drobne dłonie na moich, dwa razy większych prawie, ściskając je mocno i wpijając w nie paznokcie. Opadła nieco niżej i wypięła pupę, tak by sterczący członek znalazł się między rozgrzanymi, spoconymi pośladkami. Bardzo miło.
- Świetnie... świetnie... a teraz weź tak nad niego, tuż nad niego...
Magda posłusznie ustawiła się. Wiem, że to niemożliwe, że on nie jest aż taki wrażliwy, ale wydawało mi się, że czuję na jego czubku gorąc bijący od niej. Byłem tylko kilka milimetrów od jej kwiatuszka. I tak bardzo chciałem być w środku. Ale ani drgnąłem, nawet gdy Magda, cała drżąca, jeszcze mocniej wbiła paznokcie w moje dłonie.
- A weź się tak pochyl na niego, co? Może obejmij...
Puściła, oplotła moją szyję szczupłymi ramionkami i przywarła twarzą do mojego ramienia. I choć żadne z nas się nie ruszało, to słyszałem, jak cichutko, cichuteńko pojękuje w takt oddechu. Tak suczka, prawie bezgłośnie piszcząca, prosząca, żeby jej dać psie ciasteczko. Już ja ci dam... Podwinąłem spódniczkę, która teraz przestała opadać gdy Magda się pochyliła i przesunąłem dłonie niżej, na pupę. Słodziutką, gładziutką, gorącą jak piec pupcię, która prawie cała mieściła mi się w dłoniach. Magda nie poruszyła się, ale czułem jak drży pod moim dotykiem i dalej leciutko, błagalnie pojękuje. Objęła mnie mocniej. Bardzo mocno, przywierając do mnie, cała ciepła i zdyszana. Zatraciłem się w niej, nie patrzyłem nawet co robiła Marta, tylko wczułem się w Magdę. I w jej idealną pupcię. Pupcię, którą złapałem nieco niżej, nieco pewniej i lekkim, delikatnym, zdecydowanym ruchem rozszerzyłem pośladki. To spotkało się w głośniejszym, przeciągniętym jęknięciem i... czymś gorącym, lepkim i mokrym w moim uchu. Madzia przywarła do mnie rozpalonym policzkiem i zaczęła lizać moje ucho, nie wiem nawet czy świadomie, taka była zatracona w tym wszystkim.
- Madziu... Madziu... możemy go odrobinkę włożyć? Sam czubeczek. Będzie super zdjęcie z tego kąta.
- Tak.
Wyszeptała to do mojego ucha, przywierając jeszcze mocniej, jeśli to było w ogóle możliwe. I zaczęła obniżać biodra, powoli, bardzo powoli. Po chwili poczułem jak jej mokra, śliska kobiecość ociera się o czubek sterczącego kutasa. I jak go obejmuje, ostrożnie, dalej powoli. Jeśli nie będę miał śladów po tych paznokciach, które właśnie wbijały mi się w kark i ramię, to będzie cud. Jego czubek zanurzył się w jej rozpalonej, ciaśniutkiej, ociekającej różyczce. Nigdy nie czułem czegoś podobnego. Ekstaza to mało powiedziane.
- Ok, tyle wystarczy. Teraz się nie ruszajcie.
Niech cię szlag Marta, chyba specjalnie to przerwałaś, żeby się nami drażnić. Z obojgiem. Tacy byliśmy na siebie napaleni, że aż nie mogłem oddychać. Trzymałem posłusznie pupę i koncentrowałem się na jego czubku oraz cieplutkim języku Madzi, który dokładnie wylizywał moje ucho. I jej podnieceniu spływającym po nim gorącymi kroplami. Trwało to wszystko zdecydowanie za krótko.
- Dobra, już, złaź.
Niechętnie, ale zeszła ze mnie. I nagle zrobiło mi się bardzo zimno. I samotnie. A Marta się ekscytowała.
- Ekstra fota, czysty seks normalnie.
Magda nic nie odpowiedziała, tylko siedziała obok mnie, niby odsunięta, ale wystarczająco bliska, byśmy się stykali ramionami.
- To co, jeszcze jedna pozycja i kończymy, nie?
Nie! Nic nie kończymy! Zaczynamy! Zaczynamy ostre pieprzenie małej pomarańczowowłosej, płonącej z chcicy suczki! Oczywiście, nie powiedziałem tego głośno.
- Od tyłu, co Madziu? Takie ukoronowanie będzie.
Magda, dalej cała drżąca, szybko uklęknęła na kanapie, wsparła się na oparciu i wypięła pupę. Nigdy nie widziałem większej uległości. I bardziej wyraźnego sygnału "rżnij mnie!". Wstałem, oparłem się kolanami na brzegu kanapy, zbliżyłem biodra do niej i podwinąłem sukienkę. Boże, ta pupcia wyglądała równie cudownie jak czułem ją w dłoniach. A te różowe, lśniące od wilgoci płatki? W życiu nie widziałem czegoś równie pięknego, wliczając w to słodką cipkę Martusi nawet. Magda była cała mokra. Cała. Nie tylko tam, ale na pupie, na udach, wszędzie. Musiało się z niej dosłownie lać. Była tak gotowa na jego przyjęcie. A on był gotowy wejść. Oparłem dłonie na jej biodrach i zbliżyłem się jeszcze bardziej.
- Sam czubek Adasiu, pamiętaj, że robimy zdjęcia!
Marta, ja cię kiedyś zamorduję! Ale trzymałem się tej fikcji. Powoli naprowadziłem go na rozchylone płatki kwiatu i delikatnie wepchnąłem do środka. Cipeczka Madzi była ciasna, ale taka wilgotna, że wszedł bez problemu. Jęknąłem. Madzia chyba cicho krzyknęła. I tak staliśmy, z moim kutasem ledwo zanurzonym w jej słodkim środku. Wydawał się taki wielki przy jej małej pupci. Rzeczywiście, zdjęcia wyjdą świetne. Ale... w sumie to kogo obchodzą zdjęcia... Złapałem Magdę mocniej za biodra i powolnym ruchem zacząłem w nią wchodzić głębiej, przyciągają jednocześnie jej pupę do siebie. Najlepsze uczucie na świecie, kutas zanurzający się po raz pierwszy w mokrusieńkiej, rozpalonej cipce.
- Adam, co ty robisz?
- Cicho Marta!
I zacząłem posuwać Madzię, która nie tylko nie protestowała, ale też sama nadstawiała pupę i nabijała się na wielki, penetrujący ją rozgrzany pal. Była taka chętna, że zaczęła za szybko, ale przytrzymałem ją, wyhamowałem, nadałem niespieszne, leniwe, dające czas by cieszyć się każdym, najmniejszym odczuciem tempo rżnięcia. To był mój pierwszy prawdziwy raz. I mógłby być ostatni też, bo po takiej rozkoszy, jaką dawała mi Madzia, mógłbym już umrzeć szczęśliwy. Postękiwała głośno w takt.
- Dobrze... oooohhh, jak dobrze... o taaaaak... o taaaaaakkkk
A ja wdzierałem się w nią raz po raz, drążąc ciaśniutkie, ociekające soczkami wnętrze. Ideał to mało powiedziane. Dobrze, że miałem przed chwilą wytrysk, bo gdy nie to, to już bym się dawno spuścił w nią najpotężniejszą falą, jaką mogłem sobie wyobrazić. I w tym momencie poczułem, jak w mój bok wtula się d**ga dziewczyna. Gorąca, naga. Marta się rozebrała? Kiedy? Zresztą, nie ważne. Objęła mnie mocno, wtuliła się i wyszeptała mi do ucha:
- Adasiu, ja też chcę... zrób mi jak wtedy... paluszkiem... proszę cię... proszę...
Nie trzeba było dwa razy prosić. Objąłem ją ramieniem, złapałem za pupę i wsunąłem od tyłu palce w jej gorące gniazdko. Była tak samo mokra jak Madzia. Przejechałem wzdłuż płatków i dotknąłem słodkiego pączuszka.
- AŁA!
Magda nie widziała co się dzieje, ale chrapliwy okrzyk Marty najwyraźniej jeszcze bardziej ją podniecił, bo mocno nabiła się na mojego kutasa i też krzyknęła.
- Mocniej, mocniej!
Już się nie bawiłem w powolne pieszczoty. Zacząłem ją rżnąć, szybko, ostro. I Martę też. Uniosłem ją prawie w dłoni i szybkimi, mocnymi, zgranymi z pchnięciami bioder ruchami drażniłem jej gorący guziczek rozkoszy.
- Rżnij mnie Adasiu, rżnij mnie jak kurwę...
Wyszeptała mi do ucha a potem obróciła mi głowę i wpiła się łapczywi, zachłannie, lepko i gorąco w moje usta swoimi. Nasze języki zaczęły dziki taniec, równie szybki jak moje palce w jej cipce. Krzyczała prosto do moich płuc, nie odrywając swojej buzi od moich warg. A Magda po tym szybkim rżnięciu zaczęła prawie od razu krzyczeć już nieustannie, w takt kolejnych pchnięć. Coraz głośniej. Coraz mocniej. I nagle zaczął nią wstrząsać potężny orgazm. Wiła się, wyła, płakała, a ja nie przestawałem wpychać w jej małą cipkę wielkiego kutasa. Marcie też niewiele brakowało, bo zaczęła szczytować zaraz po Madzi, w szale rozkoszy próbując mnie zmiażdżyć ramionami, udami, całą sobą, gdy na moją nadal pieszczącą ją, silną dłoń lał się gorący sok z jej dziewiczej cipki. Nie wiem jakim cudem wytrzymałem dopóki one nie przestały i zacząłem dochodzić dopiero po tym. Chciałem tak pieprzyć Madzię, żeby czubek doszedł jej do gardła, tak się w nią wbijać, jak jeszcze nikt nigdy w nikogo. Ale przebłysk rozsądku kazał mi go wyrwać, odsunąć się, nie kończyć w niej. Oderwałem się cały spocony i zastygłem w bezruchu, czekając, czując wzbierającą falę, nasienie unoszące się w górę, pod potwornym ciśnieniem, już... za... moment...
Marta w mgnieniu oka puściła mnie, opadła na kolana przed moim podrygującym kutasem z którego zaczęły wyciekać pierwsze białe krople, złapała go oburącz, obciągnęła i wpakowała sobie prosto do ust, głęboko, w rozkoszne ciepło i wilgoć. Złapałem ją oburącz za włosy i przycisnąłem na ułamek sekundy przed...
- Martuś!!!
Spuściłem się prosto do jej gardła, tryskając potężnie i obficie. Nie przerwała ssać nawet na moment. Nie puściła go. Nie przestała obejmować pełnymi, gorącymi wargami, wpatrzona z bezgraniczną miłością w moje oczy. Jezu, jak ja ją wtedy kochałem, gdy moja sperma zalewała jej buzię, przelewała się nawet, bo było jej tyle, że nie mogła jej całej utrzymać ani przełknąć i trochę wyciekło, spłynęło na brodę.
Przestałem ją przyciskać. Zacząłem głaskać, gładzić po włosach. Po chwili, gdy przestał już dziko podrygiwać i strzelać nasieniem, Marta wyjęła go z buzi, przełknęła wszystko, co jeszcze zostało i zaczęła łapczywie, zachłannie zlizywać resztki z kutasa. Tak byłem zapatrzony w ten cudowny widok, że nawet nie zauważyłem, że obok Marty opadła na kolana Madzia, nadal ciężko dysząc i drżąc i... złapała go dłonią, odebrała Marcie i włożyła do swoich ust, sama chcąc wyssać resztki. I nie przestała, nawet gdy już żadnych resztek nie było. Wręcz przeciwnie...
- O Jezu... Dziewczyny... Jeśli nie przestaniecie tak robić, to ja będę miał jeszcze raz...
Marta uśmiechnęła się radośnie i złapała mnie za jądra, a Magda tylko zdwoiła swoje wysiłki w obciąganiu, wkładając go głębiej i liżąc mocniej... A ja nie protestowałem, bo czułem, że jeszcze mogę i to już zaraz. Poza tym, czy ktoś kiedyś powiedział dwóm pięknym, nastoletnim kurewkom, żeby przestały mu lizać kutasa? No właśnie. Nie chciałem być tym pierwszym.
A tak swoją ****ą, ciekawe jak wyszły zdjęcia...
10年前