Pociąg
Koniec lat 90tych. Jedna z wielu delegacji, którą wtedy zrobiłem do Warszawy. Nie wiem, co mnie podkusiło wracać wtedy pośpiesznym... przecież mogłem ekspresem, bilet, delegacje i tak rozliczała firma, wystarczyło zaczekać pół godziny i podróżowałbym w bardziej komfortowych warunkach.
Kupiłem kilka piw na ****ę i wsiadłem do prawie pustego pociągu, pierwszy przedział nikogo nie było ... upał był nie miłosierny.. otworzyłem okno i czekałem aż pociąg ruszy.
Cholernie chciało mi pić, jednak z otwarciem piwa, wolałem zaczekać, aż pociąg minie kolejną staję. Z doświadczenia wiedziałem, że potem bezkarnie można i pić i zapalić.
Pęd powietrza trochę ochłodził przedział. Nie na długo. Warszawa Zachodnia. Pierwsza stacja, do celu jeszcze ponad 5 godzin. Sięgnąłem do plecaka by wyjąć gazetę gdy otworzyły się drzwi.
- Czy wolne?
Para, tak na oko dwudziestokilkulatków na moje skinięcie weszła do przedziału.
Wydawało mi się, że prawie cały pociąg był pusty... dlaczego oni wpakowali się do mnie? Może z czystego lenistwa, może wysiądą jeszcze przed Radomiem...
Zrobiłem im miejsce by usiedli na przeciw siebie przy oknie.
Nie musiałem gapić się w krajobrazy. Tą trasę znałem je już na pamięć. Dopiero teraz wyciągnąłem puszkę piwa.
Gdy otwierałem ją rzuciłem okiem na tą dwójkę. On wyglądał jakby właśnie wyszedł z biura maklerskiego... czarne spodnie, biała koszula, .. od razu wyciągnął laptopa... no tak, kolejny, którego świerzbią palce i nie umie wytrzymać bez komputera.
Spojrzałem na nią... nie była jakąś laską... raczej pierwsze wrażenie taki typ “wiejskiej dziewoi” … rumiane policzki... szatynka, o zapiętych w ogon włosach... I ten biust.. dekolt, zelektryzował mnie ten widok.
Miała rozpiętych kilka guzików koszuli, spod których widać było przykryty koronkowym białym stanikiem biust. Duże jędrne piersi, które zdawały się, że chcą wyskoczyć.
Nasze spojrzenia na ułamek sekundy się spotkały, .. odwróciła wzrok do okna.
Kolejny łyk piwa, .. zachciało mi się palić, wyszedłem na korytarz,.. patrząc w okno próbowałem odegnać myśli od obrazu, który przed chwilą widziałem.
Zobaczyłem, ze dwa kolejne przedziały są puste i w pierwszej chwili przebiegła mi myśl, by się nie przesiąść, jednak wróciłem.
Siedzieli milcząc, ona wpatrzona w okno z jakąś kolorówka na kolanach, on dalej pochylony nad laptopem... „- Co za gamoń” – przyszło mi przez myśl. - I jeszcze wygląda jak kolejny metrosexualny goguś. Co baby widzą w takich facetach? Może tylko kasę.... albo i aż kasę.
Pociąg cały czas jechał, okno było uchylone, ale nie czuć było chłodu, parna upalna pogoda, jakby za chwilę miało zebrać się na burzę... próbowałem wrócić do gazety. Coś mi jednak nie dawało spokoju.
Kątem oka spojrzałem w jej stronę, patrzyła na mnie, … jakby w popłochu spuściła wzrok a we mnie coś wstąpiło. Odłożyłem Przegląd Sportowy i zacząłem się w nią wpatrywać. Nie gapiłem się, nie rozbierałem jej wzrokiem, po prostu patrzyłem. Patrzyłem i czekałem na jej oczy. Minęło, może kilkadziesiąt sekund, gdy je podniosła ... patrzyliśmy na siebie.... nawet nie wiem ile to trwało. Może kilka minut, może kwadrans... patrzyliśmy w siebie jak zahipnotyzowani. Po raz pierwszy od czasów, gdy byłem nastolatkiem, zacząłem odczuwać rosnąca erekcję patrząc na ubraną w sumie kobietę. Pierwszy odruch miałem się z tym ukryć, ale widząc kątem oka, że gamoń wciąż wstukuje coś w klawiaturę, bezczelnie patrząc w jej sarnie oczy położyłem dłoń na swoim kroczu, poprawiając męskość, która nie mogła znaleźć sobie odpowiedniej pozycji.
Przez jej twarz przebiegł już nie rumieniec... ale purpura.
Pomimo otwartego okna, wydawało mi się, że czuje jej zapach... to stawało się nie do zniesienia.
Szczęście w tym momencie drzwi otworzył konduktor.
- Pan wie, że w pociągu pić nie wolno? - burknął z uśmiechem, widząc wciąż otwartą puszkę piwa w mojej dłoni
- Do Radomia się zagoi – uśmiechnąłem się wręczając mu bilet.
Gdy konduktor wyszedł zgniotłem już pustą puszkę, i jeszcze raz spojrzałem na nią.
Chowała bilety do torebki, ale nasze oczy znów na sekundę, się spotkały.
- „chyba mnie pogięło – pomyślałem, po czym postawiłem wyjść na korytarz.
Przeszedłem trochę w stronę środka wagonu, otworzyłem okno, zapaliłem papierosa i próbowałem uspokoić myśli i ciało, ale ani jedno ani d**gie, nie mogło odgonić obrazu tej kobiety.
Co w niej takiego było … że poczułem … nawet nie wiedziałem jak to nazwać... to nie było podniecenie... to była jakaś zwierzęca żądza, której nie mogłem sobie przypomnieć nawet za młodych lat.
- Przepraszam … - usłyszałem szept – to była ona, chciała przejść – Zamurowało mnie na sekundę,
Zatopiony w własnych myślach nawet nie usłyszałem, kiedy wyszła z przedziału.
Jak zahipnotyzowany, zelektryzowany, wyprostowałem się robiąc jej miejsce, ale odezwała się jeszcze gdzieś chłodna kalkulacja... zrobiłem jej miejsca na tyle, żeby musiała się o mnie otrzeć.
Poczułem konglomerat zapachów jej ciała, delikatnych perfum, … podnieconej kobiety.
Lata palenia papierosów nie stępiły mi wyostrzenego zmysłu na ten specyficzny zapach.
Jakby w popłochu próbowała się odsunąć, trwało to wszystko mgnienie oka …
Patrzyłem na nią idącą w stronę ubikacji... patrzyłem jak urzeczony, na jej biodra, ruchy... dopiero, gdy zniknęła za zakrętem dotarło do mnie, że przecież ubikacje po d**giej stronie wagonu miała znacznie bliżej i nie musiała przeciskać się koło mnie. Prowokowała? Zrobiła to specjalnie, chciała ... chce?
Pociąg zwalniał dojeżdżając do stacji... za chwilę, może ktoś wsiądzie.
Poszedłem za nią, nie myśląc o tym, że w przedziale, zostawiłem bagaż, aparat, ważne dokumenty... jeśli drzwi nie będą zamknięte od środka, to znaczy, że ona chce.
Jednak były... czerwony kolor blokady drzwi, sprawił, że w pierwszym odruchu chciałem odejść, zaczekać na jej powrót... jednak zamiast tego, nacisnąłem na klamkę.... nacisnąłem, i przytrzymałem ją, nie próbując dalej wejść... sekunda, d**ga, trzecia... piąta... gdy już miałem spasować rozległ się trzask opuszczanej blokady.
Otworzyłem drzwi... stała wyprostowana, z przymkniętymi powiekami, rozchylonymi ustami... delikatnie pchnąłem ja do środka i zamknąłem za sobą drzwi.
Pociąg się zatrzymał... patrzyłem na nią … stała nieruchomo z ramionami splecionymi tak, jakby usiłowała zasłonić, swój dekolt. Czułem drżenie jej ciała... trwałem tak nieruchomo, czekając aż pociąg ruszy a jednocześnie rozkoszowałem się jej widokiem, jej bliskością.
Dopiero pierwsze szarpnięcie wagonu, uruchomiło moja reakcję... wziąłem jej jedną rękę w swoją dłoń, a d**gą wsunąłem za jej włosy... podniosła głowę.
Rzuciłyśmy się na swoje usta jak dwoje wygłodniałych na suto zastawiony stół.
Całując jej wargi nie wiedziałem, czy to ona, czy ja bardziej chciało łapać w płuca oddech d**giego. Dłonią, którą miałem początkowo na jej karku złapałem ją za gardło, jakbym bał się że ucieknie mi ze swoimi ustami, ale wyzwoliło to tylko jęk, który próbował wydostać się z jej ust.
Całowałem, połykałem jej ślinę, i podawałem swoją... obejmując jej talię z każdą sekundą czułem jak mięknie, że muszę więcej wysiłku poświęcać na trzymanie jej.
Smród kolejowej, ubikacji, naszych spoconych ciał... nic się nie liczyło... wciąż jedną ręką trzymając jej gardło d**gą zacząłem przesuwać po jej ciele.
Piersiach, biodrach, przycisnąłem ją tak by czuła moją twardą erekcje.... nie wiem, jakim cudem nie rozerwałem jej guzików rozpinając jej koszule, pierwszy dotyk jej biustu choć przykrytego jeszcze stanikiem zbiegł się z dotykiem jej dłoni na moim rozporku. d**gą objęła moje biodra, jakby chciała bym przez ubrania w nią wszedł.
Tego było za dużo... niemal jednym ruchem rozpiąłem sprzączkę u jej biustonosza jednocześnie obracając ją do tył.
- Noga na sedes ! - aż nie poznałem swojego głosu, wydając to polecenie.
Zadarłem jej spódnice do góry, d**gą dłonią, pchnąłem plecy by się pochyliła.
Chciałem po prostu w nią wejść, gdzieś jednak znów odezwała się kalkulacja, wyrachowanie, chęć przedłużenia tej przyjemności.
Włożyłem bezceremonialnie dłoń między jej uda … czułem ciepło, wilgoć jej krocza poprzez majtki … przez hałas pociągu dobiegł mnie jęk i jednocześnie jej ciałem przebiegł dreszcz… nie mogłem dłużej czekać … mimowolnie próbowała zacisnąć uda, nacisnąłem mocniej i jednocześnie palcami rozchylałem jej figi. Nie potrzebowałem ich ściągać, nawet nie chciałem.
Uwolniłem ją na kilka sekund potrzebnych do rozpięcia spodni… ponownie rozsunąłem jej nogi. To pierwsze wejście było jak szczyt. Wilgoć, gorąc jej wnętrza spowodowały, że i tak pełna erekcja zmieniła się w gorącą stal. Czułem jak sperma kipi i wrze mi w jądrach, jednocześnie rozkoszowałem się jej ciałem, nie obchodziło mnie nic, jej reakcje, jednak słysząc jej chrapliwe jęki i czując coraz większe dreszcze, które targały jej ciałem, rosło we mnie również jakieś dziwne poczucie satysfakcji i nierealności tego co się dzieje. Chyba po raz pierwszy w życiu miałem poczucie, że tak naprawdę i do końca posiadłem kobietę.
Z jej gardła zaczęły wydobywać coraz głośniejsze jęki, a ja czułem jak po moich jądrach spływają jej soki, to nie były już krople, to była powódź… czułem coraz bardziej zaciskające się na członku ściany jej pochwy, jednak chciałem to przedłużyć, a przecież odkąd znalazłem się w jej wnętrzu nie minęły 2 minuty.
Złapałem ją za włosy i przyciągnąłem ku sobie gdy jej ciałem wstrząsnęła fala orgazmu… krzyknęła w taki sposób, iż pomyślałem, że jej głos nie wydobywa się, z płuc, gardła tylko ma swoje źródło gdzieś w okolicy macicy, która kurczowo zaciskała się na kutasie. Złapałem jej prawą pierś i ścisnąłem trzymałem ją przez chwilę, nieruchomo wchodząc najgłębiej jak mogłem. Końcem penisa czułem jej wnętrze, które pulsowało a jej ciałem targały kolejne dreszcze i kolejne krzyki przechodzące w jakiś niesamowity skowyt. Jej reakcja spowodowała, że i ja już nie mogłem zapanować nad swoim ciałem… złapałem ją za pośladki, i przyspieszyłem. Krzyknąłem przy pierwszej eksplozji… i w kilka sekund wpompowałem w nią cały swój ładunek.
Trwaliśmy tak przez chwilę, próbując uspokoić swoje ciała, oddechy. Czułem jak wylewa się z niej sperma pomieszana z jej sokami. Osunęła się na deskę klozetową, wyglądała, cudownie, z tymi rozwichrzonymi włosami, rozpiętą bluzką, stanikiem, który przekrzywiony i rozpięty nic już nie zasłaniał… dopiero teraz zobaczyłem, jak naprawdę piękny i duży ma biust. Patrzyła na mojego sterczącego jeszcze i mokrego kutasa, jakby nieobecna otworzyła usta i połknęła go. Objąłem jej głowę. Nie poruszaliśmy się, tylko czułem jak jej gardło zasysa to co zostało. Chyba kilka minut jak na zwolnionych obrotach tak trwaliśmy. Miałem wrażenie że dochodzimy do siebie dłużej niż to trwało. Pociąg, to miejsce, poczucie, czegoś nierealnego, magnetyzmu, który zdarza się raz na sto lat. Z wolna uspokoiły się nasze oddechy.
Pogłaskałem jej włosy, pochyliłem się i pocałowałem ją, po raz kolejny, tym razem, spokojniej … jej wargi, oddech przesiąknięte były tym charakterystycznym zapachem.
- Ubierz się… zabiorę swoje rzeczy, i będę dwa przedziały dalej – powiedziałem wychodząc
- Nie musisz... - to mój brat, odpowiedziała.
Więcej na erospics.pl
Kupiłem kilka piw na ****ę i wsiadłem do prawie pustego pociągu, pierwszy przedział nikogo nie było ... upał był nie miłosierny.. otworzyłem okno i czekałem aż pociąg ruszy.
Cholernie chciało mi pić, jednak z otwarciem piwa, wolałem zaczekać, aż pociąg minie kolejną staję. Z doświadczenia wiedziałem, że potem bezkarnie można i pić i zapalić.
Pęd powietrza trochę ochłodził przedział. Nie na długo. Warszawa Zachodnia. Pierwsza stacja, do celu jeszcze ponad 5 godzin. Sięgnąłem do plecaka by wyjąć gazetę gdy otworzyły się drzwi.
- Czy wolne?
Para, tak na oko dwudziestokilkulatków na moje skinięcie weszła do przedziału.
Wydawało mi się, że prawie cały pociąg był pusty... dlaczego oni wpakowali się do mnie? Może z czystego lenistwa, może wysiądą jeszcze przed Radomiem...
Zrobiłem im miejsce by usiedli na przeciw siebie przy oknie.
Nie musiałem gapić się w krajobrazy. Tą trasę znałem je już na pamięć. Dopiero teraz wyciągnąłem puszkę piwa.
Gdy otwierałem ją rzuciłem okiem na tą dwójkę. On wyglądał jakby właśnie wyszedł z biura maklerskiego... czarne spodnie, biała koszula, .. od razu wyciągnął laptopa... no tak, kolejny, którego świerzbią palce i nie umie wytrzymać bez komputera.
Spojrzałem na nią... nie była jakąś laską... raczej pierwsze wrażenie taki typ “wiejskiej dziewoi” … rumiane policzki... szatynka, o zapiętych w ogon włosach... I ten biust.. dekolt, zelektryzował mnie ten widok.
Miała rozpiętych kilka guzików koszuli, spod których widać było przykryty koronkowym białym stanikiem biust. Duże jędrne piersi, które zdawały się, że chcą wyskoczyć.
Nasze spojrzenia na ułamek sekundy się spotkały, .. odwróciła wzrok do okna.
Kolejny łyk piwa, .. zachciało mi się palić, wyszedłem na korytarz,.. patrząc w okno próbowałem odegnać myśli od obrazu, który przed chwilą widziałem.
Zobaczyłem, ze dwa kolejne przedziały są puste i w pierwszej chwili przebiegła mi myśl, by się nie przesiąść, jednak wróciłem.
Siedzieli milcząc, ona wpatrzona w okno z jakąś kolorówka na kolanach, on dalej pochylony nad laptopem... „- Co za gamoń” – przyszło mi przez myśl. - I jeszcze wygląda jak kolejny metrosexualny goguś. Co baby widzą w takich facetach? Może tylko kasę.... albo i aż kasę.
Pociąg cały czas jechał, okno było uchylone, ale nie czuć było chłodu, parna upalna pogoda, jakby za chwilę miało zebrać się na burzę... próbowałem wrócić do gazety. Coś mi jednak nie dawało spokoju.
Kątem oka spojrzałem w jej stronę, patrzyła na mnie, … jakby w popłochu spuściła wzrok a we mnie coś wstąpiło. Odłożyłem Przegląd Sportowy i zacząłem się w nią wpatrywać. Nie gapiłem się, nie rozbierałem jej wzrokiem, po prostu patrzyłem. Patrzyłem i czekałem na jej oczy. Minęło, może kilkadziesiąt sekund, gdy je podniosła ... patrzyliśmy na siebie.... nawet nie wiem ile to trwało. Może kilka minut, może kwadrans... patrzyliśmy w siebie jak zahipnotyzowani. Po raz pierwszy od czasów, gdy byłem nastolatkiem, zacząłem odczuwać rosnąca erekcję patrząc na ubraną w sumie kobietę. Pierwszy odruch miałem się z tym ukryć, ale widząc kątem oka, że gamoń wciąż wstukuje coś w klawiaturę, bezczelnie patrząc w jej sarnie oczy położyłem dłoń na swoim kroczu, poprawiając męskość, która nie mogła znaleźć sobie odpowiedniej pozycji.
Przez jej twarz przebiegł już nie rumieniec... ale purpura.
Pomimo otwartego okna, wydawało mi się, że czuje jej zapach... to stawało się nie do zniesienia.
Szczęście w tym momencie drzwi otworzył konduktor.
- Pan wie, że w pociągu pić nie wolno? - burknął z uśmiechem, widząc wciąż otwartą puszkę piwa w mojej dłoni
- Do Radomia się zagoi – uśmiechnąłem się wręczając mu bilet.
Gdy konduktor wyszedł zgniotłem już pustą puszkę, i jeszcze raz spojrzałem na nią.
Chowała bilety do torebki, ale nasze oczy znów na sekundę, się spotkały.
- „chyba mnie pogięło – pomyślałem, po czym postawiłem wyjść na korytarz.
Przeszedłem trochę w stronę środka wagonu, otworzyłem okno, zapaliłem papierosa i próbowałem uspokoić myśli i ciało, ale ani jedno ani d**gie, nie mogło odgonić obrazu tej kobiety.
Co w niej takiego było … że poczułem … nawet nie wiedziałem jak to nazwać... to nie było podniecenie... to była jakaś zwierzęca żądza, której nie mogłem sobie przypomnieć nawet za młodych lat.
- Przepraszam … - usłyszałem szept – to była ona, chciała przejść – Zamurowało mnie na sekundę,
Zatopiony w własnych myślach nawet nie usłyszałem, kiedy wyszła z przedziału.
Jak zahipnotyzowany, zelektryzowany, wyprostowałem się robiąc jej miejsce, ale odezwała się jeszcze gdzieś chłodna kalkulacja... zrobiłem jej miejsca na tyle, żeby musiała się o mnie otrzeć.
Poczułem konglomerat zapachów jej ciała, delikatnych perfum, … podnieconej kobiety.
Lata palenia papierosów nie stępiły mi wyostrzenego zmysłu na ten specyficzny zapach.
Jakby w popłochu próbowała się odsunąć, trwało to wszystko mgnienie oka …
Patrzyłem na nią idącą w stronę ubikacji... patrzyłem jak urzeczony, na jej biodra, ruchy... dopiero, gdy zniknęła za zakrętem dotarło do mnie, że przecież ubikacje po d**giej stronie wagonu miała znacznie bliżej i nie musiała przeciskać się koło mnie. Prowokowała? Zrobiła to specjalnie, chciała ... chce?
Pociąg zwalniał dojeżdżając do stacji... za chwilę, może ktoś wsiądzie.
Poszedłem za nią, nie myśląc o tym, że w przedziale, zostawiłem bagaż, aparat, ważne dokumenty... jeśli drzwi nie będą zamknięte od środka, to znaczy, że ona chce.
Jednak były... czerwony kolor blokady drzwi, sprawił, że w pierwszym odruchu chciałem odejść, zaczekać na jej powrót... jednak zamiast tego, nacisnąłem na klamkę.... nacisnąłem, i przytrzymałem ją, nie próbując dalej wejść... sekunda, d**ga, trzecia... piąta... gdy już miałem spasować rozległ się trzask opuszczanej blokady.
Otworzyłem drzwi... stała wyprostowana, z przymkniętymi powiekami, rozchylonymi ustami... delikatnie pchnąłem ja do środka i zamknąłem za sobą drzwi.
Pociąg się zatrzymał... patrzyłem na nią … stała nieruchomo z ramionami splecionymi tak, jakby usiłowała zasłonić, swój dekolt. Czułem drżenie jej ciała... trwałem tak nieruchomo, czekając aż pociąg ruszy a jednocześnie rozkoszowałem się jej widokiem, jej bliskością.
Dopiero pierwsze szarpnięcie wagonu, uruchomiło moja reakcję... wziąłem jej jedną rękę w swoją dłoń, a d**gą wsunąłem za jej włosy... podniosła głowę.
Rzuciłyśmy się na swoje usta jak dwoje wygłodniałych na suto zastawiony stół.
Całując jej wargi nie wiedziałem, czy to ona, czy ja bardziej chciało łapać w płuca oddech d**giego. Dłonią, którą miałem początkowo na jej karku złapałem ją za gardło, jakbym bał się że ucieknie mi ze swoimi ustami, ale wyzwoliło to tylko jęk, który próbował wydostać się z jej ust.
Całowałem, połykałem jej ślinę, i podawałem swoją... obejmując jej talię z każdą sekundą czułem jak mięknie, że muszę więcej wysiłku poświęcać na trzymanie jej.
Smród kolejowej, ubikacji, naszych spoconych ciał... nic się nie liczyło... wciąż jedną ręką trzymając jej gardło d**gą zacząłem przesuwać po jej ciele.
Piersiach, biodrach, przycisnąłem ją tak by czuła moją twardą erekcje.... nie wiem, jakim cudem nie rozerwałem jej guzików rozpinając jej koszule, pierwszy dotyk jej biustu choć przykrytego jeszcze stanikiem zbiegł się z dotykiem jej dłoni na moim rozporku. d**gą objęła moje biodra, jakby chciała bym przez ubrania w nią wszedł.
Tego było za dużo... niemal jednym ruchem rozpiąłem sprzączkę u jej biustonosza jednocześnie obracając ją do tył.
- Noga na sedes ! - aż nie poznałem swojego głosu, wydając to polecenie.
Zadarłem jej spódnice do góry, d**gą dłonią, pchnąłem plecy by się pochyliła.
Chciałem po prostu w nią wejść, gdzieś jednak znów odezwała się kalkulacja, wyrachowanie, chęć przedłużenia tej przyjemności.
Włożyłem bezceremonialnie dłoń między jej uda … czułem ciepło, wilgoć jej krocza poprzez majtki … przez hałas pociągu dobiegł mnie jęk i jednocześnie jej ciałem przebiegł dreszcz… nie mogłem dłużej czekać … mimowolnie próbowała zacisnąć uda, nacisnąłem mocniej i jednocześnie palcami rozchylałem jej figi. Nie potrzebowałem ich ściągać, nawet nie chciałem.
Uwolniłem ją na kilka sekund potrzebnych do rozpięcia spodni… ponownie rozsunąłem jej nogi. To pierwsze wejście było jak szczyt. Wilgoć, gorąc jej wnętrza spowodowały, że i tak pełna erekcja zmieniła się w gorącą stal. Czułem jak sperma kipi i wrze mi w jądrach, jednocześnie rozkoszowałem się jej ciałem, nie obchodziło mnie nic, jej reakcje, jednak słysząc jej chrapliwe jęki i czując coraz większe dreszcze, które targały jej ciałem, rosło we mnie również jakieś dziwne poczucie satysfakcji i nierealności tego co się dzieje. Chyba po raz pierwszy w życiu miałem poczucie, że tak naprawdę i do końca posiadłem kobietę.
Z jej gardła zaczęły wydobywać coraz głośniejsze jęki, a ja czułem jak po moich jądrach spływają jej soki, to nie były już krople, to była powódź… czułem coraz bardziej zaciskające się na członku ściany jej pochwy, jednak chciałem to przedłużyć, a przecież odkąd znalazłem się w jej wnętrzu nie minęły 2 minuty.
Złapałem ją za włosy i przyciągnąłem ku sobie gdy jej ciałem wstrząsnęła fala orgazmu… krzyknęła w taki sposób, iż pomyślałem, że jej głos nie wydobywa się, z płuc, gardła tylko ma swoje źródło gdzieś w okolicy macicy, która kurczowo zaciskała się na kutasie. Złapałem jej prawą pierś i ścisnąłem trzymałem ją przez chwilę, nieruchomo wchodząc najgłębiej jak mogłem. Końcem penisa czułem jej wnętrze, które pulsowało a jej ciałem targały kolejne dreszcze i kolejne krzyki przechodzące w jakiś niesamowity skowyt. Jej reakcja spowodowała, że i ja już nie mogłem zapanować nad swoim ciałem… złapałem ją za pośladki, i przyspieszyłem. Krzyknąłem przy pierwszej eksplozji… i w kilka sekund wpompowałem w nią cały swój ładunek.
Trwaliśmy tak przez chwilę, próbując uspokoić swoje ciała, oddechy. Czułem jak wylewa się z niej sperma pomieszana z jej sokami. Osunęła się na deskę klozetową, wyglądała, cudownie, z tymi rozwichrzonymi włosami, rozpiętą bluzką, stanikiem, który przekrzywiony i rozpięty nic już nie zasłaniał… dopiero teraz zobaczyłem, jak naprawdę piękny i duży ma biust. Patrzyła na mojego sterczącego jeszcze i mokrego kutasa, jakby nieobecna otworzyła usta i połknęła go. Objąłem jej głowę. Nie poruszaliśmy się, tylko czułem jak jej gardło zasysa to co zostało. Chyba kilka minut jak na zwolnionych obrotach tak trwaliśmy. Miałem wrażenie że dochodzimy do siebie dłużej niż to trwało. Pociąg, to miejsce, poczucie, czegoś nierealnego, magnetyzmu, który zdarza się raz na sto lat. Z wolna uspokoiły się nasze oddechy.
Pogłaskałem jej włosy, pochyliłem się i pocałowałem ją, po raz kolejny, tym razem, spokojniej … jej wargi, oddech przesiąknięte były tym charakterystycznym zapachem.
- Ubierz się… zabiorę swoje rzeczy, i będę dwa przedziały dalej – powiedziałem wychodząc
- Nie musisz... - to mój brat, odpowiedziała.
Więcej na erospics.pl
8年前