197siedem

WSTĘP

Poniżej czytelnik znajdzie PIERWSZY fragment opowieści. Ta historia jest prawdziwa. Jej bieg zaczyna się w maju 1977 roku, ale jeśli czytelnik chce poznać ciąg dalszy i dowiedzieć się, co miało miejsce przed opisywanymi w pierwszym rozdziale wydarzeniami, musi poczekekać na kolejne fragmenty. Gotowa jest już cała książka, ale czy tutaj ukażą się jej dalsze fragmenty, zależy od odzewu. Zachęcam do lektury i komentowania.
Monika Jastrzębska.




I. ANIA

Tego, co stało się owego majowego dnia, Monika nie mogła wciąż pojąć. Im dłużej o tym myślała, tym większy mętlik miała w w głowie. A wszystko zaczęło się w szkole. Siedziała na ławeczce w sali gimnastycznej i przyglądała się ćwiczącym koleżankom. Lekcja w-fu była ostatnia, a ona tego dnia nie najlepiej się czuła, dlatego poprosiła o zwolnienie. Jak to było w zwyczaju, mogła pójść na spacer wokół budynku szkolnego, bądź zostać na sali. Ze względu na pogodę wybrała to d**gie.
– Pawlicka, czy mecenas Jolanta Pawlicka to jakaś twoja rodzina? – zapytała ni stąd ni zowąd Żyrafa.
– Tak, pani profesor. To moja ciotka. A czy coś się stało? – chciała wiedzieć Nowa.
– Nie, nic. Tak tylko spytałam. – Monice wydało się, że nauczycielka dziwnie się zmieszała.
„Właściwie to nic nie wiem o tej Nowej” – pomyślała patrząc na grające w siatkę dziewczyny, kiedy te po chwili wróciły do przerwanej gry. – „Jest z nami przez całą d**gą klasę, a ja zamieniłam z nią raptem parę zdań. A to chyba naprawdę miła dziewczyna. I ładna”. Uświadomiła sobie, że zaledwie kilka razy rozmawiała dotąd z Nową i istotnie zawsze było sympatycznie. To wprawdzie z reguły były tylko takie grzecznościowe i zdawkowe kontakty, ale ona nigdy nie okazała niechęci czy zniecierpliwienia, wręcz przeciwnie, zawsze była nadspodziewanie miła. Zdała sobie sprawę, że dziwnym trafem Nowa coraz częściej zaprząta ostatnio jej umysł.
„Boże, ona naprawdę jest śliczna” – przemknęło jej przez głowę i nagle zorientowała się, że nie tylko o Nowej myśli, ale od parunastu minut bez przerwy się w nią wpatruje. Rozejrzała się niespokojnie, ale chyba nikt nic nie zauważył. „Co ja wyprawiam?” – żachnęła się i zaczęła bezmyślnie spoglądać przez okno, za którym rosło jakieś zielone zielsko.
„Ciekawe gdzie ona mieszka?” – Nigdy jakoś nie przyszło jej do głowy, by o to zapytać. Wiedziała tylko tyle, że przeprowadziła się do Jeleniej Góry niedawno, zdaje się że z Wrocławia czy Warszawy. I mieszka u ciotki, a rodzice gdzieś tam wyjechali na placówkę.
Dziewczyny na parkiecie zrobiły przejście. Teraz mogła ją widzieć dokładnie. W stroju wyglądała jeszcze ładniej niż zwykle. Obcisłe majteczki opinały jej zgrabną pupę. Była szczupła, wysoka i miała nogi „aż do samej ziemi”. Długie włosy upięte były w koński ogon, a śliczna roześmiana buzia dopełniała obrazu. „Jak ja mogłam jej tak długo nie dostrzegać?” – zapytała sama siebie. Patrzyła na długie smukłe nogi i uśmiechnęła się. „Jezu, ależ ona apetycznie wygląda”. Obruszyła się na siebie za to określenie, ale nie przychodziło jej do głowy nic lepszego. „Gdybym była chłopakiem, chyba bym się w niej zabujała. Co ja gadam, nie chyba, ale na pewno.” Nagle zrozumiała, że znów od jakiegoś czasu nie spuszcza oka z Nowej. „Chyba zgłupiałam, co ja robię?” – gwałtownie wstała i wtedy dostrzegła na sobie jej wzrok. A może się tylko tak zdawało, bo już po chwili Nowa leżała na parkiecie po widowiskowej paradzie. „Brawo Ania” – usłyszała pochwałę Żyrafy.
„No tak, Nowa to przecież Ania.” Usiadła. Tymczasem grające znów zmieniły pozycje. Teraz Nowa skryła się za siatką. Monika dyskretnie próbowała się wychylić i coś dostrzec, ale gęste sznurki skutecznie to uniemożliwiały. Tak od niechcenia podniosła się i zrobiła parę kroków wzdłuż linii. Właśnie była krótka przerwa, bo któraś z dziewcząt pobiegła po piłkę, po tym jak ta chwilę wcześniej wylądowała na balkonie sali. Spojrzała i zamarła – Ania patrzyła wprost na nią. I tym razem na pewno nie był to przypadek. Chyba nawet dostrzegła coś jakby uśmiech na jej twarzy. Monika poczuła się jak ktoś przyłapany na gorącym uczynku. Czuła, że robi się purpurowa. Błyskawicznie się odwróciła i wyszła z sali, zanim ktokolwiek zdołał zauważyć jej zmieszanie. Wsunęła twarz pod strumień chłodnej wody w szatni. Po chwili ochłonęła.
Powoli wróciła do sali i usiadła na ławce. Nie spoglądała już na parkiet. Dziewczyny grały, a ona usiłowała myśleć o nadchodzących wakacjach. I właśnie wtedy po kolejnym gwizdku i przegrupowaniu na parkiecie, tuż naprzeciw niej stanęła Ania. Odwrócona twarzą w stronę sali oczekiwała na zagrywkę. Monika miała ją na wyciągnięcie ręki. Nie mogła się już powstrzymać. Wpatrywała się bezwstydnie w jej nogi. „Śliczne, tak, śliczne” – powtarzała w myślach i starała się nie uronić nic z tego widoku. Jeśli wzrokiem można dotykać, to ona to właśnie robiła. Dotykała, muskała, pieściła. Brakowało jej tchu i nie myślała już, czy ktoś to widzi czy nie. Było jej wszystko jedno. Czuła fizyczną bliskość. Gorąco podeszło jej do gardła.
W tym momencie zabrzmiał dzwonek. Żyrafa zagwizdała i dziewczyny zakończyły grę. Monika, wciąż na wpół przytomna, szybko wyszła. W biegu złapała torbę i zdjęła kurtkę z wieszaka. Przemknęła przez pusty jeszcze korytarz szkolny i wybiegła na zewnątrz.
Ochłonęła dopiero w mieście. „Co mi strzeliło do głowy? Co ja wyprawiam? Chyba do reszty zgłupiałam” – pytała i zarazem odpowiadała sobie sama. Zatrzymywała się co chwilę, gapiła na wystawy, ale nic nie widziała. W głowie kłębiły się myśli. „Kretynka jestem. Co ona sobie o mnie pomyśli? A jak się zapyta, dlaczego tak się na nią gapiłam? Co ja jej powiem? Prawdę? A jaka jest prawda? Co to w ogóle było? Boże, co się ze mną dzieje?”

Wieczorem w telewizji była Kobra. Monika wpatrywała się w ekran, ale myśli uparcie wracały do tego, co wydarzyło się w szkole. Problem w tym, że ona sama nie wiedziała, co tak naprawdę się stało. To siedziało jedynie w jej głowie. To fakt. Ale było to coś ważnego, niezwykłego i niepojętego. Jeszcze teraz, jak przypomina sobie Anię stojącą metr przed nią i ten boski kształt jej nóg, robi jej się gorąco i czuje to coś dziwnego, coś czego nie czuła nigdy wcześniej. Jeszcze teraz czuje to ... PODNIECENIE. „Tak, to właściwe określenie” – Musi być wobec siebie uczciwa. – „Podnieciłam się na widok dziewczyny. Na widok kogoś, kogo prawie nie znam. A zarazem kogoś, kogo widywałam od wielu miesięcy, nieomal codziennie i dotąd kompletnie nie zauważałam.” I po raz kolejny zadaje sobie pytanie: „Dlaczego?”
I nagle nie wiedzieć czemu przypomniała sobie sytuację sprzed kilkunastu dni. „Wiesz, ładna jesteś” – zagadnęła wtedy Nową na korytarzu, powtarzając zasłyszane przed chwilą określenie. „Naprawdę tak uważasz? To miłe. Dziękuję” – Ania była wyraźnie poruszona. I wówczas zamiast się zamknąć, Monika wyrecytowała w odpowiedzi – „To nie ja. To chłopaki tak mówią. Mówią, że jesteś najładniejsza w szkole.” „Chłopaki, mówisz?” – uśmiechnęła się na to Ania – „Szkoda” – dodała po chwili i odeszła. Monika nie bardzo wówczas wiedziała, co to miało znaczyć to „Szkoda” i myśląc o tym dzisiaj, nadal miała w głowie wielki znak zapytania. A może to proste, może tak jak ona Ania nie ma chłopaka i o tym nie myśli? Nie interesuje ją, co o niej myślą chłopcy. Pewnie jej o to chodziło. A poza tym czemu właśnie teraz przyszło jej to do głowy?
Tej nocy długo nie mogła zasnąć. Nie wiedziała, co będzie nazajutrz w szkole. Bała się, że Ania mogła coś dostrzec. Jak ona ma się wówczas zachować?

Następnego dnia w szkole nie działo się nic. Lekcje płynęły wolnym tempem. Na dwa tygodnie przed radą pedagogiczną wszyscy – i uczniowie i nauczyciele – dawali sobie nawzajem odrobinę swobody. Pierwsi starali się być w miarę spokojni, drudzy zajmowali się własnymi sprawami. Monika dyskretnie obserwowała Anię, która siedziała w sąsiednim rzędzie, dwie ławki przed nią. Ta co jakiś czas odwracała się i coś mówiła do koleżanki z tylnej ławki, i w takim właśnie momencie ich spojrzenia się spotkały. Tym razem jednak, inaczej niż to było wczoraj, Monika nie uciekła ze wzrokiem i mogłaby przysiąc, że kiedy tak się na siebie patrzyły, a trwało to zaledwie parę sekund, znowu dostrzegła coś pozytywnego, coś jakby przebłysk przyjaznego uśmiechu na twarzy Ani. Wpatrywałaby się w nią pewnie dłużej i może zobaczyłaby coś więcej, ale akurat wtedy ktoś z tyłu szarpnął ją za ramię. Kiedy po chwili znów spojrzała w stronę Ani, ta zajęta już była swoimi sprawami.
Na przedostatniej lekcji była godzina wychowawcza. Znowu wałkowali temat wrześniowej wycieczki do Krakowa. Wychowawczyni przypomniała o konieczności wpłaty zaliczki przed wakacjami i przy ogólnym aplauzie oznajmiła, że następnej lekcji nie będzie, bo matematyczka ma jakieś nieplanowane zajęcia. – Kto chce, może wyjść wcześniej, ale nie wszyscy naraz, żeby nie przeszkadzać tym, którzy się uczą. I bądźcie cicho.
Monika przeczekała, aż pierwszy bum minie i dopiero po paru minutach powoli ruszyła ku wyjściu. Jeszcze przed chwilą wydawało jej się, że kątem oka widzi Anię, jak z kimś rozmawia, ale teraz spostrzegła, że i ona już wyszła. Odrobinę zawiedziona zamknęła za sobą drzwi klasy... Ania stała na korytarzu.
– Idziesz prosto do domu? – zapytała zaskoczoną Monikę i nie czekając na odpowiedź dorzuciła: – Możemy pójść razem?
Pogoda tego dnia była przepiękna. Słońce mocno grzało i całe miasto iskrzyło się od jego blasku. Nie widać było odrapanych murów i zacieków na ścianach. Wiosna była w pełnym rozkwicie. Naprzeciwko baru mlecznego jakaś starsza kobiecina stała z koszykiem, z którego wystawały bukieciki fiołków.
– To dla ciebie – powiedziała Ania wręczając jeden z nich Monice.
Kiedy ta zakłopotana zastanawiała się, co odpowiedzieć, Ania szybko zmieniła temat – Widziałam cię wczoraj, jak szłaś z psem na spacer.
– Tak? Gdzie?
– Na Słowackiego.
– A tak – przypomniała sobie Monika – Faktycznie szłyśmy tamtędy z Idą. Zwykle chodzimy przez Mickiewicza, ale akurat wczoraj zachciało się nam odmiany.
– Z Idą? To suczka?
– Tak. I tak naprawdę nazywa, a właściwie nazywała się, Aida. Ale głupio było wołać „A-i-da”, dlatego skróciliśmy jej imię. Ale Idunia nie ma do nas o to pretensji – Dodała z wyraźną czułością w głosie – „Najpiękniejszy łepek świata”, tak mówi o niej moja mama.
– Kochasz ją?
– Pewnie. I ona mnie też.
– To tak jak ja swoją Maxi.
– Też masz psa? – ucieszyła się Monika
– Kota. Maxi to kotka ciotki, ale bardzo się lubimy. Była już tutaj, jak ja miałam ******. Jak tylko przyjeżdżam, przenosi się do mojego pokoju i ze mną śpi.
– Ja chyba nie lubię kotów – przyznała Monika.
– Dlaczego?
– Sama nie wiem. Nie zastanawiałam się nad tym. Kiedyś, kilka lat temu miałam kotka. Malutkiego. Bardzo go kochałam. Był u nas zaledwie kilka dni i stało się coś strasznego – udusił się frędzlami z narzuty na tapczan. Krótko po tym tato kupił Idę. Ida nie lubi kotów, gania je. Pewnie dlatego i ja ich nie lubię.
– Moja Maxi nie dałaby się pogonić nawet wilczurowi. A poza tym, gdyby twoja Ida ją poznała, może też zmieniłaby zdanie?
– Może.
Kiedy doszły do domu Moniki, wiedziały już o sobie nawzajem znacznie więcej, niż dane im było się dowiedzieć przez poprzednie osiem miesięcy.
– A więc do piątej?
– Do piątej.
Monika stała przed domem i patrzyła, jak Ania znika za zakrętem. Dopiero potem weszła do klatki.

Ania czekała przy furtce.
– A więc to tu mieszkasz? – zapytała, a raczej retorycznie stwierdziła Monika, kiedy razem z Idą podeszły bliżej. – Jak to się stało, że mieszkamy tak blisko siebie, a nigdy się tutaj nie spotkałyśmy? Ani tu, ani w drodze do szkoły?
Ida przyjaźnie zamerdała ogonem na widok nieznanej jej jeszcze osoby.
– Mnie wozi ciotka. Ona ma biuro niedaleko ogólniaka, a że zaczyna pracę o ósmej, to grzech było nie wykorzystać okazji. Zresztą od samego początku tak było ustalone, a my obie się nie znałyśmy. Chociaż ja ciebie znam od dawna. Zobaczyłam cię pierwszego dnia, jak tu przyjechaliśmy.
– Naprawdę? Gdzie to było, kiedy?
– Jeszcze w sierpniu, zanim zaczęła się szkoła. Ciotka zatrzymała auto przed waszym domem i poszła kupić jakieś warzywa na ten stragan naprzeciwko. Ja siedziałam w środku, a ty byłaś przed domem z psem.
– Zapamiętałaś to? – Monika była wyraźnie zdziwiona, ale zarazem niezrozumiale dla siebie zadowolona.
– Zapamiętałam. I potem, kiedy okazało się, że chodzimy do tej samej klasy, chciałam ci powiedzieć, że jesteśmy sąsiadkami, ale wydało mi się, że nie bardzo mnie lubisz, a ja nie chciałam się narzucać.
Tak rozmawiając dziewczęta doszły do parku. Monika spuściła ze smyczy Idę. Ta szczęśliwa rzuciła się pędem w głąb parku.
– Ona tak zawsze? – spytała ze śmiechem Ania.
– Kocha park i spacery.
Ida kręciła olbrzymie kręgi na polanie. Po paru minutach umęczona podbiegła do nich i zaległa w trawie wpatrując się roziskrzonym wzrokiem w swoją panią.
Ruszyły pod górę asfaltową ścieżką. Słońce pięknie świeciło. Było ciepłe majowe popołudnie. Czas mijał szybko. Dziewczęta kilkakrotnie obeszły cały park pochłonięte rozmową. Co jakiś czas jedna z nich podnosiła jakąś gałąź i rzucała ją Idzie, która jak szalona za nią biegła i natychmiast przynosiła, czekając na dalszy ciąg zabawy. Ani się obejrzały, jak w końcu znalazły się na Mickiewicza, tuż przed domem Moniki.
– To co, może jutro zrezygnujesz z transportu i pójdziemy razem do szkoły? –zaproponowała Monika.
– Zgoda, o której wychodzisz? – Ania tylko na to czekała.
– O wpół do ósmej.
Podały sobie ręce. Monika poczuła takie same wibracje, jak wówczas w szkole. Uśmiechnęła się jakby zawstydzona.
– Do jutra.

Kiedy w sobotnie popołudnie Monika z przewieszoną przez ramię torbą skręciła w ulicę Słowackiego, od razu dostrzegła stojącą przy bramie postać, która natychmiast ruszyła w jej kierunku.
– Co ty tam targasz? – przywitała ją Ania.
– Piżamę i parę drobiazgów. Nic takiego.
– Przecież mówiłam, żebyś nic nie brała. A piżamę to ja ci dam. Mam taką specjalną dla gościa
– Ja chyba jednak wolę swoją.
– Zobaczymy.
Weszły do wnętrza. Monika rozejrzała się ciekawie. Mroczny przedpokój sprawiał niezwykle eleganckie wrażenie. Olbrzymie, wiszące na ścianie, oprawione drewnianą ramą lustro stanowiło jego centralną część. Pomieszczenie było wysokie, jak to w starym budownictwie. Ściany pokrywała ciemna wzorzysta tapeta, która wyglądała na nie zmienianą od lat. Nie żeby była brudna czy zniszczona. Raczej jakby pokryta patyną.
– Wejdziesz dalej? – pytanie przerwało Monice dalsze obserwacje. – Mieszkanie pokażę ci później. Teraz chodź do mojego pokoju. – Ania wskazała na otwarte drzwi.
Pokój był przestronny, jasny. Na ścianie nad łóżkiem wisiały jakieś plakaty z zachodnich czasopism. Z boku na półce stała składająca się z kilku segmentów wieża muzyczna, obok niej duży – takiego Monika nigdy nie widziała – magnetofon, a po jej d**giej stronie gramofon, przykryty przezroczystą plastikową pokrywą. W rogach pokoju, pod ścianami stały sporych rozmiarów kolumny głośnikowe.
– Lubisz muzykę? – skonstatowała Monika.
– Lubię, a ty nie?
– Ja też, ale nic konkretnego. Po prostu słucham tego, co leci i albo mi się to podoba albo nie.
– Nie masz żadnego sprzętu?
– Nie.
– Ja jednego dnia bym nie wytrzymała bez muzyki i to dokładnie takiej, jaką lubię.
– Zazdroszczę ci. Chciałabym się tak czymś interesować.
– Nic straconego. Mogę dać ci z tego korepetycje.
– O, ile płyt – Monika dostrzegła sporą kolekcję zajmującą pełne dwie półki na stojącym przy ścianie segmencie meblościanki. Wzięła jedną z nich do ręki – Głęboka Purpura – Przetłumaczyła.
– To Deep Purple, nazwa grupy – wyjaśniła Ania – Nigdy nie słyszałaś?
– To pewnie wstyd, ale nie.
– Oj, nie jest dobrze. Jest co nadrabiać, ale pacjent rokuje pozytywnie. Weźmiemy się za to w odpowiednim czasie... Jak ci się podoba mój pokój?
Czas mijał szybko. Rozmawiały o wszystkim. O szkole, zainteresowaniach, rodzicach, zbliżających się wakacjach, znowu o szkole. Pomału dowiadywały się o sobie coraz więcej.
– Ale ja jestem idiotka. Jak to mówią, gość w dom, kapelusz na głowę, a ja o gościu całkiem zapomniałam. – Zreflektowała się w pewnej chwili Ania – Powiedz, czego się napijesz. Może chcesz coś zjeść? Jak ja mogłam o tym zapomnieć? Sorry. Rzadko miewam gości. Tak naprawdę to nie pamiętam, żebym miała jakichkolwiek. Daj mi parę minut, zaraz będę z powrotem. A właściwie to chodź ze mną. Pokażę ci kuchnię i resztę mieszkania. - trajkotała bez przerwy.
– A gdzie jest Maxi? A tak właściwie to o co ci chodziło z tym kapeluszem? - przypomniała sobie Monika.

Maxi leżała na półce obok książek i z bezpiecznej odległości bacznie przyglądała się gościowi. Za oknem już szarzało. Ania zapaliła lampkę i cicho puściła muzykę.
– To przecież Abba – Monika poznała po pierwszych taktach.
– A jednak coś tam wiesz – Ania była wyraźnie ucieszona – Nie jest z tobą tak źle, jak sądziłam. Ja co prawda nie do końca gustuję w takiej muzyce, ale nie chciałam cię na początek wystraszyć. Jeszcze byś mi stąd uciekła, a do tego nie mogłam dopuścić.
– No właśnie – przypomniała sobie po chwili – Przygotowałam coś specjalnie na tę okazję. Myślę, że już się odpowiednio schłodziło. Poczekaj chwilkę – mówiąc to Ania wyszła z pokoju. Po chwili wróciła niosąc małą tackę, na której stały dwie szklaneczki z kostkami lodu i średniej wielkości przezroczysty dzbanek ze szkła.
– Przygotowałam dla ciebie coś specjalnego. To niezwykły trunek a’la Kasandra. O nazwie później, teraz spróbuj – i podała Monice szklaneczkę z niebieskim płynem.
– Mam nadzieję, że to nie denaturat? – ta spytała ze śmiechem obserwując charakterystyczny kolor. – Co to takiego?
– Po prostu spróbuj.
– *******. – stwierdziła powąchawszy zawartość. – Ja nie lubię *******u – próbowała się jeszcze bronić.
– Nie gadaj tyle, tylko pij – ucięła Ania.
– Dobre – po chwili milczenia przyznała Monika.
– A nie mówiłam? – usłyszała w odpowiedzi. – Przecież nie podałabym ci jakiegoś świństwa. Jest w tym odrobina *******u, ale nie za wiele. A ten kolor to curacao, likier który ciotka kupiła w Pewexie1.
– No właśnie, miałam cię o to zapytać wcześniej. Gdzie jest twoja ciotka?
– Wyjechała na jakąś imprezę ze znajomymi. Zdaje się, że do Przesieki. Zostawiła auto, czyli zostanie tam na noc. Jutro ją poznasz.
– Zostawiła auto? Jak to? – nie zrozumiała Monika.
– Ciotka nigdy nie prowadzi na d**gi dzień. Skoro auto jest w garażu, to znaczy że po primo – będzie piła i secundo – wróci dopiero jutro.
– Ciotka pije?
– Popija. Tak jak każdy. Czasem coś w piątek lub sobotę, ale nigdy się nie upija, jeśli ci o to chodzi.
– Jak każdy? – powtórzyła Monika – Moi rodzice w ogóle nie piją.
– No to masz świętych starych. Ciotka święta nie jest. Czasem wypije, czasem pójdzie z kimś do łóżka.
– Jak każdy?
– Jak każdy.
– Dobry ten twój napój. Mogę jeszcze?
– Pij, pij, będziesz łatwiejsza – Ania zacytowała znany slogan patrząc prosto w oczy rozmówczyni. – i ładnie wyglądasz – dodała raczej bez związku.
Monika wytrzymała to spojrzenie i wydało jej się, że mimo żartobliwego tonu, Ania mówi to poważnie. Ale ta od razu dorzuciła – Ja w przeciwieństwie do ciebie, nie usłyszałam tego od chłopaków, a gdyby nawet tak było, to jest to i moje zdanie – podkreśliła z zawadiackim uśmiechem.
– Pamiętasz, to co wtedy powiedziałam?
Ania nie odpowiedziała, jakby oczekiwała czegoś więcej.
– Głupio mi teraz – próbowała się tłumaczyć Monika. – Ja naprawdę byłam szczera. Naprawdę uważałam i nadal uważam, że jesteś śliczna. Ale wówczas nie wiedziałam, jak mam zareagować na to twoje „Dziękuję”. Po prostu zgłupiałam. Wstydziłam się przyznać, że mi się podobasz, a może nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę. Wyrwałam się z tym jak Filip z Konopi i nie mogłam się już wycofać. Ja niczego nie planowałam. Tak głupio to wyszło.
Chyba po raz pierwszy w życiu Monika mówiła tak szczerze i otwarcie bez wcześniejszych przemyśleń i analiz. Słowa przychodziły jej łatwo, myśli formułowały się same. Dotąd tak szczera była tylko sama ze sobą.
– Wstydziłaś się ludzi czy siebie?
– Ludzi? – zastanowiła się Monika – Chyba nie. Nawet nie wiem, czy ktoś to wtedy słyszał. Raczej siebie, a przede wszystkim ciebie. Bałam się, że będziesz się ze mnie śmiała. Przecież to głupie, żeby jedna dziewczyna mówiła d**giej, tak po prostu od siebie, że tamta jest ładna. A poza tym sama jeszcze tego nie rozumiałam.
– Nigdy bym nic takiego nie zrobiła – Ania znów spojrzała jej w oczy – Nigdy bym się z ciebie nie śmiała.
– A ja nigdy wcześniej nic takiego nikomu nie powiedziałam – ciągnęła Monika – Przestraszyłam się sama siebie. To tak mi się samo wyrwało, ze środka.
– A teraz? – spytała Ania.
– Teraz? Co teraz?
– Teraz się nie wstydzisz? Nie boisz się do tego przyznać?
– Chyba już nie? – bardziej zapytała niż stwierdziła Monika.
– To dobrze... A jak mój niebiański napój? – po chwili Ania zmieniła temat.
– Napój? A napój – Monika spojrzała na puste naczynie – Zdaje się, że wydudliłam d**gą szklankę. Przepraszam. To pewnie dlatego tak mi się rozwiązał język.
– No to potrzebujesz tego więcej. Cieszę się, że ci smakuje, ale nie śpiesz się. Nie chcę, żebyś się upiła. Mamy dla siebie mnóstwo czasu. – Nalała po kolejnej porcji i usiadła obok. – Odpowiesz mi szczerze, jak się ciebie o coś zapytam?
– Odpowiem – Monika już chyba całkiem pozbyła się wątpliwości i zahamowań.
– Patrzyłaś się na mnie przedwczoraj?
– Przedwczoraj? Kiedy?
– Miałaś być szczera. Ty wiesz kiedy. Na wu-efie – tym razem Ania była poważna i skupiona.
– Nie pytaj mnie. Proszę.
– Dlaczego?
– Bo zachowałam się jak ostatnia idiotka i jest mi wstyd.
– Oj ty, głupiutka jeszcze jesteś – Ania pochyliła się w stronę Moniki i delikatnie pogłaskała ją po twarzy. – Głupiutka. Nie masz się czego wstydzić. Opowiedz mi o tym. Chcę wiedzieć. Powiedz mi wszystko.
Monika przytuliła się do jej dłoni
– Czułam ciebie blisko, tak blisko, jakbyś była we mnie. – Mówiła cicho i powoli. – Jest mi głupio, bo patrzyłam się na twoje nogi. Kocham i pragnę je całe i całą ciebie. – zamknęła oczy – Nie wiem, co mam powiedzieć. Nie wiem. – głos ugrzązł jej w gardle. Zaczęła szlochać.
Nagle poczuła na swoich ustach wargi Ani. Zmysłowe, delikatne, gorące. Poddała się im. Pozwoliła się całować. Chciała poczuć to, co czuła wówczas, w sali gimnastycznej. Ale to teraz było jeszcze silniejsze. Czuła, jak Ania całuje ją po twarzy, po oczach. Jak zlizuje jej łzy z policzków. I znów całuje ją w usta. Tym razem mocno, namiętnie. Nic już nie myślała, nic sobie nie wyobrażała. Tylko czuła. Czuła całą sobą. Pociemniało jej w oczach. Zaczęła się zapadać, głębiej, głębiej...
– Monika, ocknij się, Monika. – dotarło do niej jakby z zaświatów. – Monika.
Otworzyła oczy. Spojrzała przed siebie wciąż ***********ym wzrokiem. – To ty – wyszeptała i uśmiechnęła się od ucha do ucha.
– Napędziłaś mi niezłego stracha – Ania odetchnęła z ulgą. – Jak się czujesz?
– Nigdy w życiu nie czułam się lepiej. Chcę jeszcze raz. – Monika najwyraźniej dochodziła już do siebie.
– Nie ma mowy. Żadnych razów więcej. Ja tu przy tobie zejdę na serce – żartowała Ania – Kto to widział robić coś takiego. Strach ciebie dotykać.
– Nikt mnie jeszcze nigdy nie dotykał – teraz to Monika była poważna – I nikt mnie tak nie całował.
Ania patrzyła na jej poważną twarzyczkę, na której widać było jeszcze ślady łez. Pomyślała, że Monika wygląda pięknie. Tak niewinnie i tak bezbronnie. Ujęła jej rękę i podniosła sobie do ust. Pocałowała wewnętrzną część jej dłoni. Delikatnie, zmysłowo. Potem przyłożyła ją sobie do policzka. – Chodź do łazienki. Musimy coś z tobą zrobić. Wyglądasz jak nieboskie stworzenie.
Tej nocy zasnęły dopiero nad ranem.
8年前
コメント数
xHamsterは 成人専用のウェブサイトです!

xHamster で利用できるコンテンツの中には、ポルノ映像が含まれる場合があります。

xHamsterは18歳以上またはお住まいの管轄区域の法定年齢いずれかの年齢が高い方に利用を限定しています。

私たちの中核的目標の1つである、保護者の方が未成年によるxHamsterへのアクセスを制限できるよう、xHamsterはRTA (成人限定)コードに完全に準拠しています。つまり、簡単なペアレンタルコントロールツールで、サイトへのアクセスを防ぐことができるということです。保護者の方が、未成年によるオンライン上の不適切なコンテンツ、特に年齢制限のあるコンテンツへのアクセスを防御することは、必要かつ大事なことです。

未成年がいる家庭や未成年を監督している方は、パソコンのハードウェアとデバイス設定、ソフトウェアダウンロード、またはISPフィルタリングサービスを含む基礎的なペアレンタルコントロールを活用し、未成年が不適切なコンテンツにアクセスするのを防いでください。

운영자와 1:1 채팅