Hit the fuckin' road, Bitch! <part four>
- Przejdziemy się, Suniu, ale najpierw muszę zabrać coś z auta - powiedział Pan.
Podeszli do samochodu, Pan otworzył bagażnik i wyciągnął długi, ciężki łańcuch który natychmiast przypiął do obroży.
- Teraz moja Sucz jest gotowa na spacer - uśmiechnął się z zadowoleniem.
Delikatnie pociągnął za łańcuch i powoli ruszyli w stronę pobliskiego lasu.
Powietrze pachniało wakacjami, było wprost cudownie. Suka szła spokojnie, krok za swoim Panem, chłonęła każdą sekundę, była spełniona. Spełniona i ciekawa tego, co za chwilę może się wydarzyć.
Weszli do lasu, było już ciemno, jednak nie zapalili żadnego światła. Poczuła strach i respekt przed dziką naturą Bieszczad, wiedziała jednak że przy Panu nic jej nie grozi. Ufała mu najbardziej jak tylko umiała, na tyle, na ile pozwalała jej jej dzikość. Na tyle że póki co jeszcze nie zerwała się w popłochu z tego łańcucha.
- Stań przy tym drzewie, Suniu.
Posłusznie wykonała polecenie, przywierając plecami do grubego pnia.
Zamknęła oczy, drżąca z ekscytacji i oczekująca.
Poczuła jak sukienka zsuwa się z jej ramion i miękko opada na kostki.
Stała naga, w środku lasu a jedynym co miała na sobie była jej cudowna, ciężka obroża - symbol jej oddania.
Włosy opadały na jej nagie ramiona, sutki stwardniały od chłodu i podniecenia. Poczuła jak robi się mokra. Dla Niego.
Otworzyła oczy i zobaczyła Jego wzrok. Pełen pierwotnego pożądania, mroczny.
- Jesteś piękna...
Uśmiechnęła się zadowolona i zawstydzona jednocześnie. Nigdy nie potrafiła właściwie reagować na komplementy. Dopiero teraz się tego uczyła.
Podszedł do niej i zaczął przywiązywać łańcuchem do drzewa na wysokości szyi.
Przeszedł ją dreszcz. Strach? Podniecenie? Both?
- Wiem że lubisz jak boli, Suko. Zatem dziś cię zaboli - powiedział i ułamał cieniutką gałązkę z pobliskiego krzaka.
Zamknęła oczy i przygryzła dolną wargę. Poczuła swoje soki na udach.
- Stój spokojnie i ani mi się waż krzyczeć.
Ton jego głosu stał się zimny, stanowczy.
Chwilę pózniej poczuła pierwszy raz. Na cyckach.
Bolało bardzo, ale ona tak bardzo uwielbiała ten ból. Uwielbiała ślady które pozostawiał jej Pan.
Spadł na nią deszcz uderzeń. Piersi, brzuch, rozpalona do granic cipka ociekająca sokami.
W końcu uda.
Piekło kurewsko, jednak nie wydała z siebie nawet jęku.
- Grzeczna moja, dobrze Ci idzie, Suniu - usłyszała głos Pana - zasłużyłaś na dobre rżnięcie.
Poczuła luzujący się łańcuch który opadł na ziemię pod jej stopami. *********** otwierać oczu, chciała zachować ten moment w pamięci na zawsze.
Ostre szarpnięcie w dół natychmiast sprowadziło ją na kolana.
- Wypnij dla mnie swój licheński tyłek! Chcę cię rżnąć teraz, natychmiast!
Sekundę po tym poczuła jak kutas jej Pana wdziera się mocno między jej pośladki. Poczuła ból, wiedziała jednak że za chwilę zrobi się cudownie.
Wchodził głęboko i szybko, by po chwili zwolnić i delektować każdym centymetrem jej ciała.
To było kurwa cudowne.
Czuła dłonie Pana na biodrach, była cała Jego, totalnie, bezgranicznie.
Na wilgotną ziemię kapały jej soki, wilgoć natury mieszała się z jej rozkoszą. To było tak niesamowicie dzikie, pierwotne, cudowne. I wypełniający ją po brzegi Pan. Ich ciała we wspólnym rytmie powoli odlatywały w tym zajebistym momencie. Kiedy dotknął jej nabrzmiałej łechtaczki nie mogła już dłużej wytrzymać.
- Błagam, mogę Panie?
- Lecimy, Maleństwo - powiedział i ich ciałami wstrząsnął dreszcz potężnego orgazmu. Jego zęby wbiły się w jej kark, potęgując rozkosz. Z jej gardła wydobył się dziki krzyk.
- Tak, Panie, tak! Kurwa!!!!
Usłyszała Jego cudowny śmiech.
- Dzika suka, dochodź, dzikusko!
- Dziękuję ci, Panie. To był jakiś kosmos!
- Byliśmy tam razem, kochanie...
Wyczerpani padli na ziemię, trwając ciasno przytuleni, nie chcąc jeszcze wychodzić z tej chwili. Nadzy, zaspokojeni, senni.
Każdy moment był lepszy od poprzedniego, a to był dopiero początek...
C.d.n.
Podeszli do samochodu, Pan otworzył bagażnik i wyciągnął długi, ciężki łańcuch który natychmiast przypiął do obroży.
- Teraz moja Sucz jest gotowa na spacer - uśmiechnął się z zadowoleniem.
Delikatnie pociągnął za łańcuch i powoli ruszyli w stronę pobliskiego lasu.
Powietrze pachniało wakacjami, było wprost cudownie. Suka szła spokojnie, krok za swoim Panem, chłonęła każdą sekundę, była spełniona. Spełniona i ciekawa tego, co za chwilę może się wydarzyć.
Weszli do lasu, było już ciemno, jednak nie zapalili żadnego światła. Poczuła strach i respekt przed dziką naturą Bieszczad, wiedziała jednak że przy Panu nic jej nie grozi. Ufała mu najbardziej jak tylko umiała, na tyle, na ile pozwalała jej jej dzikość. Na tyle że póki co jeszcze nie zerwała się w popłochu z tego łańcucha.
- Stań przy tym drzewie, Suniu.
Posłusznie wykonała polecenie, przywierając plecami do grubego pnia.
Zamknęła oczy, drżąca z ekscytacji i oczekująca.
Poczuła jak sukienka zsuwa się z jej ramion i miękko opada na kostki.
Stała naga, w środku lasu a jedynym co miała na sobie była jej cudowna, ciężka obroża - symbol jej oddania.
Włosy opadały na jej nagie ramiona, sutki stwardniały od chłodu i podniecenia. Poczuła jak robi się mokra. Dla Niego.
Otworzyła oczy i zobaczyła Jego wzrok. Pełen pierwotnego pożądania, mroczny.
- Jesteś piękna...
Uśmiechnęła się zadowolona i zawstydzona jednocześnie. Nigdy nie potrafiła właściwie reagować na komplementy. Dopiero teraz się tego uczyła.
Podszedł do niej i zaczął przywiązywać łańcuchem do drzewa na wysokości szyi.
Przeszedł ją dreszcz. Strach? Podniecenie? Both?
- Wiem że lubisz jak boli, Suko. Zatem dziś cię zaboli - powiedział i ułamał cieniutką gałązkę z pobliskiego krzaka.
Zamknęła oczy i przygryzła dolną wargę. Poczuła swoje soki na udach.
- Stój spokojnie i ani mi się waż krzyczeć.
Ton jego głosu stał się zimny, stanowczy.
Chwilę pózniej poczuła pierwszy raz. Na cyckach.
Bolało bardzo, ale ona tak bardzo uwielbiała ten ból. Uwielbiała ślady które pozostawiał jej Pan.
Spadł na nią deszcz uderzeń. Piersi, brzuch, rozpalona do granic cipka ociekająca sokami.
W końcu uda.
Piekło kurewsko, jednak nie wydała z siebie nawet jęku.
- Grzeczna moja, dobrze Ci idzie, Suniu - usłyszała głos Pana - zasłużyłaś na dobre rżnięcie.
Poczuła luzujący się łańcuch który opadł na ziemię pod jej stopami. *********** otwierać oczu, chciała zachować ten moment w pamięci na zawsze.
Ostre szarpnięcie w dół natychmiast sprowadziło ją na kolana.
- Wypnij dla mnie swój licheński tyłek! Chcę cię rżnąć teraz, natychmiast!
Sekundę po tym poczuła jak kutas jej Pana wdziera się mocno między jej pośladki. Poczuła ból, wiedziała jednak że za chwilę zrobi się cudownie.
Wchodził głęboko i szybko, by po chwili zwolnić i delektować każdym centymetrem jej ciała.
To było kurwa cudowne.
Czuła dłonie Pana na biodrach, była cała Jego, totalnie, bezgranicznie.
Na wilgotną ziemię kapały jej soki, wilgoć natury mieszała się z jej rozkoszą. To było tak niesamowicie dzikie, pierwotne, cudowne. I wypełniający ją po brzegi Pan. Ich ciała we wspólnym rytmie powoli odlatywały w tym zajebistym momencie. Kiedy dotknął jej nabrzmiałej łechtaczki nie mogła już dłużej wytrzymać.
- Błagam, mogę Panie?
- Lecimy, Maleństwo - powiedział i ich ciałami wstrząsnął dreszcz potężnego orgazmu. Jego zęby wbiły się w jej kark, potęgując rozkosz. Z jej gardła wydobył się dziki krzyk.
- Tak, Panie, tak! Kurwa!!!!
Usłyszała Jego cudowny śmiech.
- Dzika suka, dochodź, dzikusko!
- Dziękuję ci, Panie. To był jakiś kosmos!
- Byliśmy tam razem, kochanie...
Wyczerpani padli na ziemię, trwając ciasno przytuleni, nie chcąc jeszcze wychodzić z tej chwili. Nadzy, zaspokojeni, senni.
Każdy moment był lepszy od poprzedniego, a to był dopiero początek...
C.d.n.
7年前