Hit the fuckin' road, Bitch! <part five>
Następnego dnia rano wstali bardzo wcześnie. Zaspana Suka krzątała się po kwaterze parząc kawę i robiąc jakieś śniadanie przed wyjazdem.
- Chciałbym dotrzeć na miejsce przed zachodem słońca. Mam pewien plan.
- Dobrze, mój Panie - odrzekła Su, cała podekscytowana co tym razem stanie się jej udziałem.
Pan był pełen niespodzianek, pomysłów, czasem szalonych, czasem lekko przerażających, ale za każdym razem mocno ekscytujących.
Rozmarzona wspominała poprzednią noc. To w jaki sposób, dzięki Jego obecności i wsparciu przekroczyła kolejną granicę. To jak zajebiście została potem zerżnięta tam, gdzie czuła się najbardziej na miejscu, zespolona z naturą i z Nim.
Zjedli śniadanie rozmawiając o wszystkim i o niczym, popijając aromatyczną kawę i delektując się jej obłędnym zapachem.
- Jedziemy! - rzucił Pan - Ruchy, Suko bo inaczej nici z mojego planu.
Poderwała się szybko, w pośpiechu zbierając rzeczy.
- Podoba mi się twoje posłuszeństwo - zauważył kąśliwie a ona zobaczyła znów ten sam lekko szyderczy uśmiech, który tak bardzo uwielbiała.
Nie chcąc tracić ani minuty dłużej wsiedli do auta. Z głośników popłynęła głośna elektronika kiedy Suka na jakiś czas zza szyby żegnała się z Bieszczadami.
Niemiłosiernie długa trasa.
Niemiłosierny żar.
Szybki przystanek na szybki obiad.
Wszystko szybko, byle szybciej. Byleby już być u celu podróży.
Wjechali do jakiegoś miasta.
Podjechali pod jakiś hotel. Su ze zdziwieniem spojrzała na Pana. Jak to? Nie wybrzeże? Tutaj? Pośrodku rumuńskiego niczego?
- Ale Panie, jak to? Nie jedziemy dalej?
- Mały rest przed dalszą podróżą, Suńko. Musimy się trochę zregenerować.
Weszli do lobby. Okazało się że to nie jest wcale hotel a klub. A raczej klub połączony z hotelem.
Podwieszane, czarne, lśniące jak lustro sufity. Czarne, skórzane meble. Skąpo ubrane kelnerki, roznoszące na tacach kolorowe drinki.
- Chodźmy na górę, przebierzemy się i trochę rozerwiemy. Masz przy sobie swojego małego przyjaciela? - zapytał Pan
- Tak, mam go w kieszeni - odparła lekko speszona. Co tu się właśnie odpierdala? Takie miejsce tutaj? Jak On to wszystko zorganizował?
Podniecenie uderzyło w skronie, serce zaczęło pompować krew w oszałamiającym tempie.
- No to idziemy, ruchy, Maleństwo. Chcę się tobą pochwalić jak najszybciej.
Weszli na piętro i otworzyli drzwi do pokoju.
Suka stanęła oniemiała z zaskoczenia.
Jej oczom ukazał się olbrzymi apartament z wielkim łóżkiem na samym środku.
Obok wpuszczona w podłogę wanna oraz wielka, przeszklona kabina prysznicowa.
- Hmmm, idealnie... - zamruczał Pan, zadowolony - uwielbiam duże prysznice...
O tak, wiedziała że je uwielbia, jak również kiedy jej dłonie opierają się o zaparowane szkło, kiedy on mocno wchodzi w nią od tyłu.
- Podejdź tu. Rozbieraj się! - nie znoszący sprzeciwu ton natychmiast wyrwał ją z zamyślenia.
Posłusznie zbliżyła się do łóżka, na którym wygodnie rozsiadł się Pan. Szybko ściągnęła przez głowę czarną sukienkę którą tego dnia miała na sobie.
- A teraz ubierz się... Przygotowałem coś specjalnie na tą okazję.
Spojrzała na łóżko i zobaczyła czarną, skórzaną sukienkę, a raczej wąski pasek skóry ledwo przykrywający cycki i tyłek. Do tego skórzany pas i nylonowe czarne pończochy.
Outfit dopełniały czarne, niebotycznie wysokie szpilki.
WOW! Oczy aż rozszerzyły się jej z radości.
- Masz piętnaście minut, strój i pełen makijaż! Użyj czerwonej szminki! I jeszcze jedno. VerSucze!
Podbiegła do kabiny, chcąc się szybko odświeżyć, puściła strumień letniej wody i aż jęknęła z rozkoszy.
- Uważaj, Suko. Kiedy tak jęczysz, mam ochotę natychmiast cię rżnąć!
Jęknęła jeszcze głośniej, licząc że Pan spełni swoją groźbę.
- Nice try, Maleństwo, ale dzisiaj mam trochę inne plany - zaśmiał się natychmiast odgadując co jej właśnie chodziło po głowie.
Kiedy stanęła przed lustrem w pełnym ubraniu, ujrzała w nim rasową sukę, kobietę pewną siebie, ponętną, kurewsko seksowną i wyzywającą zarazem.
Zrobiła mocny makijaż, smokey eye, ostra czerwień na pełne wargi.
Wyglądała obłędnie.
Pan w tym czasie przebrał się w ciemny garnitur (skąd on do cholery go wytrzasnął?)
Kiedy Go zobaczyła, kolana się pod nią ugięły. Wyglądał cholernie seksownie. Groźnie. Miał w oczach ten swój mrok.
Podeszła nieśmiało i zbliżyła nos do Jego karku. Pachniał dokładnie tak, jak uwielbiała. Odurzający, cudowny zapach jej Właściciela. Mężczyzny, któremu oddała swoje ciało i swój umysł.
Którego uwielbiała.
- Odwróć się, Suniu.
Odwróciła się tyłem i mimowolnie uniosła opadające na kark gęste, ciemne włosy.
- Grzeczna... - powiedział, zapinając jej na szyi ostatni brakujący element.
Stanął naprzeciw niej, chwilę napawając się widokiem. Zobaczyła w Jego oczach dumę. Zobaczyła zwierzęce pożądanie.
- Daj mi teraz swoje jajeczko - kiedy je podała, bezceremonialnie wsadził je jej głęboko do cipki, już mokrej, już chętnej i gotowej.
- Pilot! - posłusznie oddała małego pilota, który zniknął w kieszeni marynarki.
Nagle, nie wiadomo skąd pojawił się ciężki, gruby łańcuch.
Za chwilę poczuła ten ciężar na swojej szyi, kiedy Pan przypiął go do metalowego kółka jej obroży.
- Wychodzimy!
Szła pół kroku za Nim a nogi drżały jej z emocji. Na udach czuła wilgoć spływających soków.
Zeszli po szerokich schodach i ich oczom ukazała się sala klubowa pełna ludzi.
Mężczyźni, kobiety. Powietrze aż iskrzyło od erotyzmu. Zapach rozpalonych ciał, pożądania. Spoconej skóry.
- Teraz mogę pokazać tym skurwielom, że mam najlepszą sukę w tym pomieszczeniu - powiedział Pan, spoglądając na Sukę.
A w niej coś nagle się zmieniło. Podniosła głowę, wyprostowała plecy, uśmiechnęła się zalotnie i rozbrajająco.
Weszła do klubu taka, jaką On ją stworzył. Dumna Suka Dumnego Pana. Dream Team. Dumna, że należy właśnie do Niego, że On chciał właśnie ją.
I dumna, kurewsko dumna, że wchodzi tam na łańcuchu, którego koniec trzyma właściwa Osoba.
c.d.n.
- Chciałbym dotrzeć na miejsce przed zachodem słońca. Mam pewien plan.
- Dobrze, mój Panie - odrzekła Su, cała podekscytowana co tym razem stanie się jej udziałem.
Pan był pełen niespodzianek, pomysłów, czasem szalonych, czasem lekko przerażających, ale za każdym razem mocno ekscytujących.
Rozmarzona wspominała poprzednią noc. To w jaki sposób, dzięki Jego obecności i wsparciu przekroczyła kolejną granicę. To jak zajebiście została potem zerżnięta tam, gdzie czuła się najbardziej na miejscu, zespolona z naturą i z Nim.
Zjedli śniadanie rozmawiając o wszystkim i o niczym, popijając aromatyczną kawę i delektując się jej obłędnym zapachem.
- Jedziemy! - rzucił Pan - Ruchy, Suko bo inaczej nici z mojego planu.
Poderwała się szybko, w pośpiechu zbierając rzeczy.
- Podoba mi się twoje posłuszeństwo - zauważył kąśliwie a ona zobaczyła znów ten sam lekko szyderczy uśmiech, który tak bardzo uwielbiała.
Nie chcąc tracić ani minuty dłużej wsiedli do auta. Z głośników popłynęła głośna elektronika kiedy Suka na jakiś czas zza szyby żegnała się z Bieszczadami.
Niemiłosiernie długa trasa.
Niemiłosierny żar.
Szybki przystanek na szybki obiad.
Wszystko szybko, byle szybciej. Byleby już być u celu podróży.
Wjechali do jakiegoś miasta.
Podjechali pod jakiś hotel. Su ze zdziwieniem spojrzała na Pana. Jak to? Nie wybrzeże? Tutaj? Pośrodku rumuńskiego niczego?
- Ale Panie, jak to? Nie jedziemy dalej?
- Mały rest przed dalszą podróżą, Suńko. Musimy się trochę zregenerować.
Weszli do lobby. Okazało się że to nie jest wcale hotel a klub. A raczej klub połączony z hotelem.
Podwieszane, czarne, lśniące jak lustro sufity. Czarne, skórzane meble. Skąpo ubrane kelnerki, roznoszące na tacach kolorowe drinki.
- Chodźmy na górę, przebierzemy się i trochę rozerwiemy. Masz przy sobie swojego małego przyjaciela? - zapytał Pan
- Tak, mam go w kieszeni - odparła lekko speszona. Co tu się właśnie odpierdala? Takie miejsce tutaj? Jak On to wszystko zorganizował?
Podniecenie uderzyło w skronie, serce zaczęło pompować krew w oszałamiającym tempie.
- No to idziemy, ruchy, Maleństwo. Chcę się tobą pochwalić jak najszybciej.
Weszli na piętro i otworzyli drzwi do pokoju.
Suka stanęła oniemiała z zaskoczenia.
Jej oczom ukazał się olbrzymi apartament z wielkim łóżkiem na samym środku.
Obok wpuszczona w podłogę wanna oraz wielka, przeszklona kabina prysznicowa.
- Hmmm, idealnie... - zamruczał Pan, zadowolony - uwielbiam duże prysznice...
O tak, wiedziała że je uwielbia, jak również kiedy jej dłonie opierają się o zaparowane szkło, kiedy on mocno wchodzi w nią od tyłu.
- Podejdź tu. Rozbieraj się! - nie znoszący sprzeciwu ton natychmiast wyrwał ją z zamyślenia.
Posłusznie zbliżyła się do łóżka, na którym wygodnie rozsiadł się Pan. Szybko ściągnęła przez głowę czarną sukienkę którą tego dnia miała na sobie.
- A teraz ubierz się... Przygotowałem coś specjalnie na tą okazję.
Spojrzała na łóżko i zobaczyła czarną, skórzaną sukienkę, a raczej wąski pasek skóry ledwo przykrywający cycki i tyłek. Do tego skórzany pas i nylonowe czarne pończochy.
Outfit dopełniały czarne, niebotycznie wysokie szpilki.
WOW! Oczy aż rozszerzyły się jej z radości.
- Masz piętnaście minut, strój i pełen makijaż! Użyj czerwonej szminki! I jeszcze jedno. VerSucze!
Podbiegła do kabiny, chcąc się szybko odświeżyć, puściła strumień letniej wody i aż jęknęła z rozkoszy.
- Uważaj, Suko. Kiedy tak jęczysz, mam ochotę natychmiast cię rżnąć!
Jęknęła jeszcze głośniej, licząc że Pan spełni swoją groźbę.
- Nice try, Maleństwo, ale dzisiaj mam trochę inne plany - zaśmiał się natychmiast odgadując co jej właśnie chodziło po głowie.
Kiedy stanęła przed lustrem w pełnym ubraniu, ujrzała w nim rasową sukę, kobietę pewną siebie, ponętną, kurewsko seksowną i wyzywającą zarazem.
Zrobiła mocny makijaż, smokey eye, ostra czerwień na pełne wargi.
Wyglądała obłędnie.
Pan w tym czasie przebrał się w ciemny garnitur (skąd on do cholery go wytrzasnął?)
Kiedy Go zobaczyła, kolana się pod nią ugięły. Wyglądał cholernie seksownie. Groźnie. Miał w oczach ten swój mrok.
Podeszła nieśmiało i zbliżyła nos do Jego karku. Pachniał dokładnie tak, jak uwielbiała. Odurzający, cudowny zapach jej Właściciela. Mężczyzny, któremu oddała swoje ciało i swój umysł.
Którego uwielbiała.
- Odwróć się, Suniu.
Odwróciła się tyłem i mimowolnie uniosła opadające na kark gęste, ciemne włosy.
- Grzeczna... - powiedział, zapinając jej na szyi ostatni brakujący element.
Stanął naprzeciw niej, chwilę napawając się widokiem. Zobaczyła w Jego oczach dumę. Zobaczyła zwierzęce pożądanie.
- Daj mi teraz swoje jajeczko - kiedy je podała, bezceremonialnie wsadził je jej głęboko do cipki, już mokrej, już chętnej i gotowej.
- Pilot! - posłusznie oddała małego pilota, który zniknął w kieszeni marynarki.
Nagle, nie wiadomo skąd pojawił się ciężki, gruby łańcuch.
Za chwilę poczuła ten ciężar na swojej szyi, kiedy Pan przypiął go do metalowego kółka jej obroży.
- Wychodzimy!
Szła pół kroku za Nim a nogi drżały jej z emocji. Na udach czuła wilgoć spływających soków.
Zeszli po szerokich schodach i ich oczom ukazała się sala klubowa pełna ludzi.
Mężczyźni, kobiety. Powietrze aż iskrzyło od erotyzmu. Zapach rozpalonych ciał, pożądania. Spoconej skóry.
- Teraz mogę pokazać tym skurwielom, że mam najlepszą sukę w tym pomieszczeniu - powiedział Pan, spoglądając na Sukę.
A w niej coś nagle się zmieniło. Podniosła głowę, wyprostowała plecy, uśmiechnęła się zalotnie i rozbrajająco.
Weszła do klubu taka, jaką On ją stworzył. Dumna Suka Dumnego Pana. Dream Team. Dumna, że należy właśnie do Niego, że On chciał właśnie ją.
I dumna, kurewsko dumna, że wchodzi tam na łańcuchu, którego koniec trzyma właściwa Osoba.
c.d.n.
7年前