Tropikalna przygoda cz. 2
Całe opowiadanie jest tylko literacką fikcją i moją fantazją, ale… zastanawiam się, ilu z nas, facetów, nie marzyłaby się taka właśnie przygoda – zatem miłego czytania…
Rozdział II
Obudziło mnie lekkie szarpanie za ramię. Półprzytomnym wzrokiem spojrzałem na intruza, który wybudzał mnie ze snu. Znowu ujrzałem tę starą wiedźmę, a obok niej dwie wielkie kobiety. Nie wiem, czy to były te same, co wcześniej, ale one bez pardonu obróciły mnie na plecy. Leżałem, nie wiedząc, co to wszystko ma znaczyć. Starucha tymczasem usiadła okrakiem, jak wcześniej, na mnie. Czułem jej kościsty tyłek na swoim brzuchu. Podała mi na powrót czarkę z napojem. Bez sprzeciwów tym razem wypiłem jej zawartość i za chwilę poczułem przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele. Starucha nachyliła się nade mną dotykając swoimi wysuszonymi i obwisłymi cyckami mojej klatki. Coś tam po swojemu pomamrotała, wyprostowała się i przesunęła tyłkiem tak, że jej tyłek znalazł się poniżej mojego kutasa.. Kutas, który wymęczony ceremonią odpoczywał sobie leżąc spokojnie na moim udzie zaczął jakby nabierać ochoty na seks. Ale przecież nade mną siedziała nieurodziwa starucha. Ta trzymaną w ręku miotełką z piór wodziła wokoło niego nadal mamrocząc po swojemu coś pod nosem, jakby odprawiała nad nim jakieś czary. Czułem, jak mój penis zaczyna nabrzmiewać coraz bardziej, by po parunastu sekundach być w pełnej gotowości. Starucha skinęła do stojących obok wielkich kobiet, a te natychmiast podały jej naczynko, z którego zaczerpnęła coś ręką i zaczęła smarować tym czymś mojego nabrzmiałego penisa. Czułem, jak mój kutas powiększa się jeszcze bardziej… pomyślałem, że zaraz pękną mi na nim żyły, a on sam wybuchnie jak zbyt szybko gotowana parówka. Nie wiem, czy mi się wydawało, czy tak było naprawdę, ale widziałem, że mój „rozrabiaka” jest jakby większy, dłuższy… niż moje standardowe 16 centymetrów. Starucha widać była zadowolona z efektów swojej pracy, bo skinęła w stronę kobiet, które podeszły do niej i ujęły ją pod ramiona, unosząc lekko w górę i… nim się spostrzegłem, już mój kutas znalazł się we wnętrzu cipki staruchy. Wlazł w nią jak rozgrzany nóż w masło – czyżby czymś miała wcześniej ją wysmarowaną, pomyślałem, bo powinna taka stara cipa obedrzeć mojego kutasa z napletka aż do bólu. Trzymające ją pod ramiona kobiety pomogły jej parokrotnie ponadziewać się na mojego członka, a potem klęknęły po obu moich stronach. Starucha nadal nadziewała się na mojego penisa – czułem jak jej suchy i kościsty tyłek uderza o moje uda. Spojrzałem w kierunku jej brązowego i bezwłosego krocza i jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem jej wielkie wargi sromowe falujące wokół mojego kutasa i wyłaniającą się spomiędzy nich coraz to większą łechtaczkę… a ta po niedługim czasie przybrała wielkość i postać sporego kutasika. Nie powiem, ten widok zadziałał na mnie podniecająco, gdyż nigdy wcześniej nie widziałem tak wielkiej łechtaczki, sterczącej bezwstydnie spomiędzy warg, uderzającej o moje spojenie za każdym jej opadnięciem i nadzianiem się na mojego penisa. Po moich bokach klęczały obie wielkie kobiety. Sięgnąłem rękoma w kierunku ich wielkich piersi. Pomacałem jej – były twarde, z wielkimi sterczącymi sutkami… nie to co u staruchy – jej zwiotczałe i wysuszone piersi dyndały się nieregularnie w rytm jej ujeżdżania mnie. Ponieważ wielkie kobiety nie sprzeciwiały się mojemu ugniataniu ich cycków zaryzykowałem i zjechałem rękoma na ich krocza. Natychmiast rozsunęły swoje uda ułatwiając mi swobodny dostęp do ich cipek. Moje palce bez przeszkód wślizgnęły się w ich wnętrza – najpierw jeden palec, potem dwa… ich szparki ociekały śluzem, który czułem jak spływa po moich dłoniach. Po chwili dołączyłem i trzeci palec, który także gładko wjechał w ich murzyńskie cipki. Czułem, że ich szparki są wielkie i pojemne i nie zastanawiając się długo spróbowałem wsadzić każdej z nich całą dłoń do środka. Nie było z tym wielkiego problemu – same nadstawiły swoje krocza tak, aby mi to ułatwić. Trwały tak wygięte ku tyłowi, eksponując swoje krocza, wargi i łechtaczki, które też były nabrzmiałe, duże i sterczące. Dyszały i pomrukiwały przy tym z zadowolenia. Moje dłonie intensywnie pracowały w ich pojemnych cipkach, penetrując wszelkie zakamarki, obmacywałem szyjki ich macic, czułem pod palcami ich wielkie macice. Musiało je to bardzo podniecać, bo czułem jak potoki ich soków spływają po moich nadgarstkach, spływają w dół aż do łokci. Starucha na powrót skinęła do nich dłonią… wysunęły się penetracji moich dłoni w ich cipkach… podniosły ją i postawiły na nogi. Stała tak przede mną w wypchniętym ku przodowi kroczem, a spomiędzy jej suchych i kościstych ud wystawała jej olbrzymia łechtaczka. Pogładziła ją swoją kościstą dłonią, chwilkę bawiła się nią… widać sprawiało jej to wielką przyjemność. Starucha uśmiechnęła się do mnie swoimi bezzębnymi ustami i coś tam jeszcze powiedziała… i wszystkie wyszły z chaty.
Leżałem zszokowany ich podejściem do seksu, do męskich narządów płciowych… Nie wiedziałem, co mam o tym wszystkim myśleć. Zastanawiałem się, gdzie ja trafiłem, a właściwie, dokąd zostałem porwany, uwięziony i „ceremonialnie zgwałcony”… i dlaczego one wszystkie są ogarnięte taką pasją do nieustannego pieprzenia się.
Rozmyślałem o minionych wydarzeniach ostatnich kilkudziesięciu godzin, zastanawiając się, co jeszcze może się wydarzyć, co jeszcze mnie spotka. Nie powiem, podobało mi się to, że jestem obiektem seksualnym, że jestem „wykorzystywany” przez stado napalonych i niewyżytych kobiet, że byłem tym pierwszym, który wsadził prawdziwego kutasa w cipkę każdej z grupki nastolatek w ich rytualnej inicjacji seksualnej. Tak rozmyślając masowałem sobie mojego nieustannie sterczącego kutasa… i zasnąłem. Śniły mi się różne dziwne rzeczy i wydarzenia ostatnich godzin. W sennych obrazach widziałem mojego sterczącego penisa, różne cipki: stare i młode, małe i duże… i wszystkie chętne na przyjęcie do swojego wnętrza nabrzmiałego kutasa, ociekające wydzielanymi w nadmiarze sokami, ściekającym potokami po ich udach, czułem jak coraz to inna ssie mi penisa, jak go masuje… Ale, ale, coś za realne to były obrazy i odczucia. Powoli wracała ze snu moja rzeczywistość. Ssanie mojego kutasa nie znikało. Uchyliłem powieki i spojrzałem w dół – przede mną klęczało pięć młodziutkich kobiet i wpatrywało się w jeden punkt. Spojrzałem także w tym kierunku – mój kutas znajdował się w ustach klęczącej do mnie bokiem kobiety, która z zapałem i zaangażowaniem namiętnie ssała go. Jej włosy opadały z boku głowy, tak że nie widziałem jej twarzy… widziałem jej kształtną pierś, wklęsły brzuch i wypięty kształtny tyłeczek. Poruszyłem się delikatnie. Kobieta przestała mi ssać i spojrzała w moim kierunku – zobaczyłem, że to moja niby-tłumaczka.
– Co robisz? – spytałem.
– Ja pokazać im jak to robić dla mężczyzna, ja uczyć je robić tobie dobrze i robić on być duży i twardy – odpowiedziała.
– A ja myślałem, że chcesz sprawić mi przyjemność, bo podobasz mi się bardzo i z tobą chciałbym uprawiać seks – powiedziałem zgodnie z prawdą.
– Ja robić to dla ciebie… i dla siebie też – odparła i spuściła głowę – ale teraz ja musieć pokazać im, jak to robić…
– To pokazuj im, ja nie będę ci przeszkadzał… a robisz to świetnie.
Tłumaczka nachyliła się ponownie nad moim kutasem, który ani przez chwilę nie stracił swojej sztywności i twardości. Ujęła go palcami, zsunęła napletek do samego końca eksponując nabrzmiałą i zaczerwienioną jego główkę, mówiła coś do klęczących obok młodych kobiet w ich języku, nasuwając i na powrót ściągając skórkę z penisa. Nachyliła się i koniuszek jej języka zaczął drażnić czubek penisa, wędzidełko, by zjechać nim aż do jąder. Mówiła coś ciągle do obserwujących jej poczynania dziewcząt. Po chwili jedna z nich klęknęła po d**giej stronie i ona zaczęła powtarzać wykonane przed chwilą przez tłumaczkę działania. Nieporadnie jej to szło, ale cóż, kiedyś musi się nauczyć, pomyślałem, i oddałem się przyjemności, którą choć nieporadnie i tak mi sprawiała. Potem zastąpiła ją następna z dziewcząt, i następna… aż wszystkie pokazały, że nauczyły się tej lekcji. Tłumaczka teraz zaczęła mi ssać, wsadzając sobie go głęboko do gardła, tak że chyba sięgałem moim końcem do jej migdałków – a kiedy skończyła, na szczęście, bo byłem tuż przed wytryskiem w jej gardło, przyszła kolej na próby kolejnego etapu nauki klęczących posłusznie i uważnie obserwujących ją dziewcząt. Kiedy ostatnia skończyła tłumaczka zwróciła się do mnie i powiedziała:
– Ja dziękować, ty być cierpliwy przy nauka – i uśmiechnęła się promiennie do mnie.
– Szkoda, że nie skończyłaś tego, co zaczęłaś… byłem tak blisko…
– Ja czuć to, ja tylko pokazać im jak to robić, one uczy się robić dobrze…
– I tak mnie zostawisz, kiedy byłem tak blisko, żeby wypuścić moją spermę?
Tłumaczka zagadała coś do dziewcząt, które natychmiast posłusznie podniosły się i wyszły z chaty.
– Wódz nie pozwala mi mieć z ty bumg-gwu… jeszcze – dodała ciszej.
– Ale wcześniej wasza szamanka to przez pół godziny ujeżdżała mnie – poskarżyłem się. – Jej wolno?
– Ona być Mguwa, ona być mocna, jej dużo wolno… Ale ja kończyć to, co pokazywać dla młode kobiety – i schyliła się nad moim kutasem.
Zaczęła go ssać z taką żarliwością i takim zaangażowaniem, jakiego nigdy wcześniej od żadnej kobiety nie zaznałem. I tak już byłem wcześniej mocno podniecony próbami „uczennic” tłumaczki, poza tym mój kutas nieustannie sterczał, a i napój, który miałem do picia, chyba powodował moją nieustanną chęć na seks i jego ciągłą gotowość do zanurzenia się w jakiejś cipce. Niewiele więc wysiłku kosztowało moją tłumaczkę, aby nagromadzona sperma chciała wydostać się na zewnątrz z moich przepełnionych jąder. Kiedy miałem już ją wypuścić, schwyciłem jej głowę i odsunąłem ją od kutasa. Spojrzała na mnie zdziwiona, ale ujęła kutasa w rękę i wystarczyły trzy ruchy bym trysnął potężnym strumieniem spermy w górę. Nachyliła się szybko nad nim i na powrót wzięła go do ust wysysając pozostałą resztę wytrysku. Chwilę jeszcze ssała, po czym oblizała go dokładnie.
– Ty mieć smaczna i dobra sok – powiedziała i poszła tanecznym krokiem w stronę wioski.
Rozdział III
Mijały kolejne dni podobne do dzisiejszego: tłumaczka pokazywała świeżo rozdziewiczonym dziewczętom jak ustami dogadzać facetowi. Dowiedziałem się też, że ten napój, który dostaję do picia powoduje u mnie ciągłą gotowość mojego penisa do działania, a także, jak to określiła tłumaczka, „daje dużo wiele soki”. Podobało mi się takie życie: nie byłem już wiązany ani zbyt dokładnie pilnowany, codziennie nowe czarnoskóre dziewczęta obrabiały ustami moją pałę, ucząc się sposobów na dogadzanie facetowi i wspomaganie jego kutasa, gdyby zaczynał „więdnąc”.
Kolejnego dnia, kiedy chyba miałem „wolne” od bycia obiektem nauki i doświadczeń, moja tłumaczka zabrała mnie na wycieczkę po wiosce. Dowiedziałem się wreszcie, że ma na imię Kupinda… no i tego, że jest córką wodza, tą ulubioną i ukochaną, której wolno bardzo wiele bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji za faux pas. Poszliśmy zatem wspólnie z wodzem na, jak to określiła Kupinda, doglądanie gospodarstwa. Szliśmy przez wioskę, a ja przyglądałem się bacznie wszystkiemu wokoło. Moje zdziwienie wywołał fakt, że w wiosce nie było w ogóle facetów (pomijam wodza i siebie), nawet dzieci to były tylko dziewczynki, że wszystkie kobiety chodziły całkowicie nago (pomijam jakieś prymitywne ozdoby zawieszone na szyjach czy rękach lub nogach). A już szczególnie dziwił mnie fakt, że jeśli wódz podchodził do którejkolwiek z kobiet, ta z nabożna czcią klękała przed nim i całowała go w penisa. To samo dotyczyło dziewczynek naśladujących zachowanie ich matek. Wódz, który ciągle popijał z tykwy, pewnie ten sam napój, który i u mnie wywoływał nieustanny wzwód, także przechadzał się po wiosce ze sterczącym kutasem, mając całkowicie zsunięty napletek, eksponując nabrzmiały czubek jego męskości. Zapytałem się Kupindy, dlaczego każda z tych kobiet całuje go w członka, a ta odpowiedziała mi:
– To być szacunek dla wódz, wódz być ojciec ich dzieci, one być jego żona i dzieci być jego.
Po obchodzie wioski wódz skierował się w kierunku pobliskich pól, na których pracowały kobiety i dzieci, spulchniając wysuszoną ziemię prymitywnymi motykami, pieląc zielska i tym podobne zajęcia, jak to w polu. Wódz bacznie przyglądał się pracującym kobietom, jakby oceniając ich zaangażowanie w pracę. Podchodził czasami do którejś z nich, a ta najpierw całowała go w kutasa, po czym natychmiast odwracała się tyłem do niego i stojąc w rozkroku wypinała swój tyłek w jego kierunku. Wódz natychmiast kierował swojego kutasa w jej szparkę i zagłębiał się w nią do końca, kilkakrotnie posuwając ją, a ona wydawała przy tym z siebie głośne postękiwania lub pojękiwania. Po paru takich „akcjach” zapytałem:
– Kupinda, powiedz mi, dlaczego wódz to z nimi robi?
– To być zasługa za dobra praca, wódz patrzeć i widzi, czy dobrze pracuje… to nagroda.
Hmmm, ładna nagroda, nie dość, że tyra w tym piekącym słońcu, to na dodatek przychodzi wódz i dupczy ją do woli. Pomyślałem sobie, jakby wyglądała praca w Europie przy takim nastawieniu do nagród i pochwał. Toż to byłaby nieustanna orgia w każdej pracy, a szefowie wykorzystywaliby, nie bacząc na rzetelną ocenę i sprawiedliwość, każdą z pracujących kobiet. Chociaż z d**giej strony, nie mając takiego napoju jak wódz, to pewnie po trzeciej lub czwartej pracownicy europejskim szefom na pewno kutas by nie stanął, nie mówiąc o chęci dupczenia którejkolwiek.
Przechadzając się tak z wodzem i tłumaczką po wiosce i polach, oczywiście z ciągle nabrzmiałym i sterczącym kutasem, widziałem, jak niektóre z kobiet patrzyły z zaciekawieniem na bądź co bądź innego kutasa niż ten, którego znały od dawna – mój był biały, nie taki dorodny jak wodza. Chociaż zauważyłem, że chyba przez to ciągłe picie tego napoju mój kutas jakby ciut się wydłużył i zgrubiał… a może mi się tak tylko wydawało. Kobiety na widok mojego kutasa nie dość, że się uśmiechały, to jeszcze potakiwały z chyba uznaniem głowami.
Wieczorem, po powrocie, kiedy zmęczony słońcem i wędrówką padłem na łoże i namierzałem spać, do chaty weszła Kupinda, a z nią jeszcze trzy dziewczyny, które tak niedawno straciły ze mną swoje dziewictwo. No tak, pomyślałem, nici ze spania, dalej będą się uczyły na mnie. Kupinda coś tam pogadała do dziewcząt, które posłusznie siadły półkolem w moich nogach, a Kupinda, dalej coś mówiąc, siadła okrakiem na moim brzuchu, i trzymając mnie za stojącego penisa (dlaczego on mnie nie boli po tylu dniach nieustannego stania? – czyżby to wpływ tego napoju?) przesunęła się ku przodowi, tak, że jej szparka znalazła się tuż nad główką kutasa, przesunęła nim w przód i w tył, jakby rozsuwając swoje wargi na boki i ułatwiając mu wejście do jej groty. Czułem doskonale, jak gorąca i śliska była jej cipka. Do tej pory nie było mi dane tego zaznać, choć marzyłem o tej chwili. Teraz, tłumacząc chyba dziewczętom, powoli nadziewała się, powoli, bardzo powoli kutas zagłębiał się w jej wnętrze. Przez moje ciało przebiegł dreszcz podniecenia, jakiego wcześniej nie zaznałem. Kupinda chwilę poujeżdżała mnie i jednym szybkim ruchem pozbyła się mojego kutasa z siebie. Klęknęła obok mnie i powiedziała:
– Ty teraz robić tak, jak ty widzieć, jak robić wódz na polu – i wypięła swój piękny tyłek w moim kierunku.
Nie trzeba było mi tego dwa razy powtarzać… błyskawicznie znalazłem się za nią, schwyciłem ją za biodra i przystawiłem kutasa do jej szparki. Była pięknie wyeksponowana i ociekała jej sokami. Pchnąłem. Wjechałem w jej grotę bez najmniejszego oporu (czyżby już wcześniej była modelem do nauki przy jakimś wcześniejszym porwanym „rozpłodniku” – pomyślałem – bo taka luźna i pojemna). Trzymając ją za biodra zacząłem ją szybko posuwać. Podniecenie sięgało szczytu, nagromadzona porannymi wrażeniami sperma domagała się ujścia. Przyspieszyłem tempo zagłębiania się w jej brązowo-różową cipkę. Byłem na granicy… Chyba to wyczuła, bo sama uciekła swoim tyłkiem spod moich pchnięć. Odwróciła się do mnie, delikatnie położyła swoje dłonie na mojej klatce powstrzymując mnie przez dalszym działaniem. Coś długo tłumaczyła zgromadzonym dziewczętom, gładząc jednocześnie moje włosy na klatce piersiowej i brzuchu.
– Ja mówić im, jak to trzeba robić – powiedziała widząc mój pytający wzrok – one uczyć się, jak to robić, one teraz robić to jak ja, ty im pomagać, proszę – i posłała mi promienny uśmiech.
– Dobrze – powiedziałem – ale ty Kupinda bądź tuż obok i podpowiadaj mi, co mam robić… i powiedz mi Kupinda, czy mogę wpuścić w nie moją spermę?
– One nie tylko uczyć się, one chcieć być matka i mieć dziecko.
– Ale skąd wiesz, że one są gotowe do zapłodnienia?
– Mguwa patrzeć i widzieć… one gotowe na dziecko.
No cóż, jak mus to mus. Dałem się poujeżdżać przez trzy dziewczyny, robiły to jeszcze bardzo nieporadnie, potem wszystkie podupczyłem od tyłu, ale skupiony na uczeniu nie byłem w stanie wypuścić spermy w żadną z cipek.
– Ty żadnej nie dać swoje soki – powiedziała Kupinda – pomóż im być matka, dla nich to szacunek w wioska i u inne kobiety… proszę, bardzo proszę.
– Dobrze, skoro ty prosisz, ale obiecaj mi, że zostaniesz dzisiaj ze mną na noc, proszę…
– Dobrze, wódz mi pozwolić już być z tobą razem w chata…
Dziewczęta klęczały obok nas przysłuchując się naszej rozmowie. Kiwnąłem palcem na jedną z nich, a ona zerwała się gwałtownie z klęczek jak wystraszona sarna. Pokazałem jej, żeby położyła się na macie. Rozsunąłem jej nogi na boki… lśniąca od soków cipka zabłyszczała w świetle pochodni. Klęknąłem między jej udami, nakierowałem kutasa w stronę jej cipki. Leżała tak sztywno i bez ruchu… po raz pierwszy znalazła się w tej pozycji do stosunku.
– Powiedz jej, że nie ma się co bać i że zobaczy jakie to przyjemne w tej pozycji…
Kupinda przetłumaczyła im moje słowa. Dziewczyna pode mną natychmiast rozluźniła się. Nie czekając na nic zacząłem regularne pieprzenie dopiero co dwa dni temu rozdziewiczonej cipki. Była ciasna, ale nie mniej gorąca i śliska. Wiedziałem, że za parę minut będę mógł wypuścić moją spermę w nią. Ale ich były trzy, a nie wiedziałem, czy będę w stanie podzielić wytrysk na trzy cipki, czyli, czy starczy dla następnej. Powiedziałem do Kupindy, żeby pozostałe dziewczęta położyły się na łożu i rozsunęły nogi jak ich koleżanka pode mną. Przestałem posuwać leżącą na macie dziewczynę, podałem jej rękę i pomogłem wstać. Pokazałem, żeby położyła się tak jak jej koleżanki, które już czekały w gotowości na moje rżnięcie. Nie dałem im długo czekać… zabrałem się za d**gą cipkę, a kiedy lekko się zadyszałem, przeszedłem do trzeciej dogadzając jej tak jak i poprzedniczkom. Wszystkie pojękiwały i popiskiwały przy pierwszych posunięciach, ale im więcej i głębiej im wsadzałem, tym ich odgłosy zmieniały się – zaczynały pomrukiwać z zadowolenia. Czułem, że kilka ruchów i wytrysnę. Podszedłem do tej, która pierwsza dzisiaj była na moim kutasie – czekała z szeroko rozstawionymi nogami i wyeksponowaną dla mnie cipką. Wsadziłem go zdecydowanie aż do samego końca. Trzy ruchy i sperma zaczęła tryskać ze mnie. Po pierwszej porcji schwyciłem mocno penisa u nasady, nie pozwalając reszcie spermy wytrysnąć i przeszedłem do d**giej, z którą postąpiłem podobnie, dobiłem do samego końca puszczając jednocześnie penisa i pozwalając spermie na swobodny wytrysk… a potem to samo zrobiłem z trzecią.
Stałem nad nimi zmęczony i opróżniony ze nagromadzonej spermy. Przyglądałem się im… trzy ładne młode dziewczyny, każda z rozdziawioną szparką, a której teraz powolutku zaczynała wypływać moja porcja spermy. Pogłaskałem każdą z nich po małych ale kształtnych piersiach, po brzuchu i poklepałem na pożegnanie po cipce. Kupinda nie pozwoliła im wstawać, ale tylko zacisnąć uda i tak leżeć.
Po kwadransie pozwoliła im wstać i wracać do swoich chat. Podeszła do mnie i objęła mnie w pasie. Przytuliła się całym ciałem do mnie. Czułem jak drżała. Nachyliłem się ku niej i pocałowałem ją w usta. Oddała pocałunek. Nasze języki spotkały się w pół ****i i rozpoczęły swój taniec. Moje ręce błądziły po jej ciele, dotykając jej pięknych piersi, płaskiego brzucha, kształtnego tyłka. Nie była dłużna – odwzajemniała nie tylko pocałunki, lecz także dotyk. Pieściła moje ciało swoimi drżącymi dłońmi. Powoli przechyliłem ją w stronę łoża, na którym tak niedawno leżały trzy świeżo przeze mnie wydupczone dziewczyny. Leżeliśmy teraz tak wtuleni w siebie, całujący się i pieszczący. Kupida zsunęła się w dół i zaczęła ssać i oblizywać mojego oblepionego spermą i sokami dziewcząt kutasa. Robiła to dokładnie i sumiennie, tak że po niedługim czasie był czyściutki. Przyjemnie było czuć ciepło jej warg, języka… Postanowiłem się jej odwdzięczyć tym samym… zsunąłem się między jej uda i zacząłem palcami dotykać jej gorącej i śliskiej szparki. Jej uda same rozsunęły się na boki ułatwiając mi zbliżeniu ust do jej cipki. Poczułem oszałamiający zapach młodziutkiej, podnieconej maksymalnie kobiety. Przejechałem językiem wzdłuż śliskiego rowka – drgnęła nerwowo i odruchowo zacisnęła uda. Pogłaskałem ją delikatnie po nich, dając do zrozumienia, że nic strasznego się nie dzieje. Czułem, że rozluźniła się. Mój język rozpoczął wędrówkę po zakamarkach jej warg , wciskając się czasami do wnętrza, czasami drażniąc mała, ale bardzo nabrzmiałą łechtaczkę. Cudownie smakowała i pachniała jej cipka. Nie przestając całować i drażnić jej ciało językiem podsuwałem się w górę do chwili, kiedy mój kutas dotknął jej szparki.
Kupinda objęła mnie w biodrach swoimi nogami, przyciskając instynktownie do siebie. Mój penis bezbłędnie odnalazł ****ę do jej wnętrza. Kiedy w tej pozycji wszedłem w nią Kupinda jęknęła. Zacząłem ją delikatnie uczyć seksu w tej nietypowej dla ich plemienia pozycji. Powoli zwiększałem tempo moich ruchów. Kupinda całkowicie poddała się rytmowi moich pchnięć, ale po krótkiej chwili zaczęła współgrać w tym akcie. Jej oddech zaczął rwać się, a ciche pojękiwania przeszły w przyjemne mruczenie. Leżąc tak na niej czułem, że jej brzuch zaczyna drgać spazmatycznie, co świadczyło o zbliżającym się u niej orgazmie. Nagle wygięła się w łuk i zastygła tak w tej pozycji, dysząc urywanie. Mnie także niewiele było potrzeba – wystrzeliłem moim ładunkiem wprost do jej wnętrza, i jeszcze raz, i jeszcze raz. Pompowałem w nią cała pozostałą resztę spermy, jaka mi została po obdzieleniu nią trójki dziewcząt. Opadłem na nią zmęczony. Kupinda głaskała mnie po włosach. Było mi błogo i przyjemnie… aż zasnąłem.
***
Mijały kolejne dni, a każdy z nich był bardzo podobny do tego, który opisałem wcześniej – przyprowadzano mi kolejne dziewczęta uczestniczące w obrzędzie, a ja musiałem każdej z nich wlać do cipki porcję mojej spermy. Kupinda była ich nauczycielko-pokazywaczką, a jednocześnie dozorczynią tego, czy wszystko odbywa się tak jak należy. Mguwa też nie odmawiała sobie wykorzystywania mnie od czasu do czasu, lecz w jej przypadku to ja byłem „używany”. Zastanawiałem się nadal, skąd u nich bierze się ta ciągła RUJA. Zapytałem się o to Kupindy.
– My pić też taki napój, a ono dawać nam dużo chęć do tego, on być inny niż dla ciebie, on być tylko dla kobieta.
– A dlaczego nie macie mężczyzn w wiosce, swoich mężów lub chłopaków.
– To być tradycja – my być same, mężczyźni mieszkać w wioska pół dnia ****i od nas, oni mieć inny wódz i robić to ze sobą… tam być same mężczyzna.
– To dlatego nie widziałem w wiosce żadnego chłopca. A co robicie z chłopcami jak się urodzą? – zapytałem.
– Oni być dawani do wioska mężczyźni jak mieć jeden rok i już tam mieszkać zawsze.
– Pokażesz mi kiedyś tamtą wioskę, w której mieszkają tylko mężczyźni?
– Ja pytać wódz, on pozwolić, ja ciebie zaprowadzić i pokazać.
Powoli dowiadywałem się wielu rzeczy o obyczajach panujących w wiosce, w której byłem „uwięziony”, w której byłem „samcem rozpłodowym”. Dlaczego właśnie mnie wybrali do tego? Spytałem się o to kiedyś Kupindy.
– Ty być z wycieczka w niedaleka wioska, my tam być i obserwować, my szukać nowy samiec… ty interesować się wszystko, ty być ciekawy, my wybrać ciebie…
Tak minęły mi na ciągłym seksowaniu się z młodymi dziewczętami, i już teraz także z Kupindą, że o Mguwie nie wspomnę, cztery tygodnie. Dni upływały mi na popijaniu tego napoju, po którym kutas sterczał mi cały czas i był ciągle gotów do stosunku, chodzeniu i zwiedzaniu zakamarków wioski, w której byłem przetrzymywany, na dupczeniu tychże nowo rozprawiczonych dziewcząt, jedzeniu, wypoczywaniu i spaniu. Pewnego dnia, kiedy Kupinda leżała wtulona obok mnie do chaty wszedł wódz w towarzystwie Mguwy… Mówił coś do Kupindy zadowolonym głosem, gestykulując przy tym bardzo mocno, tak że jego nieodmiennie sterczący, jak co dzień zresztą, kutas podrygiwał śmiesznie w takt gestykulacji, a każdemu jego słowu przytakiwała głową stojąca obok starucha, przestępując z nogi na nogę, co powodowało, że jej obwisłe i wysuszone cycki bujały się na boki jak wahadła w zegarze ściennym. Czekałem aż Kupinda przetłumaczy mi, co też wódz chce. Kiedy skończył zwróciła się do mnie i powiedziała:
– Wódz mówi, ty być dobry samiec, dziesięć dziewcząt być mama, twoje soki być dobre, my teraz czekać na ich dziecko… wódz dzisiaj wieczór robić taniec i zabawa… wódz być szczęśliwy ty pomagać w ich tradycja.
– Powiedz wodzowi – zwróciłem się do Kupindy – że cieszę się, iż mogłem pomóc jego wiosce.
Wieczorem wokół ogromnego ogniska zgromadzili się wszyscy mieszkający w wiosce, czyli same kobiety i dziewczynki. Jedynymi mężczyznami byłem ja i wódz. Na poczesnym miejscu siedział wódz, po jego prawicy ja, a po jego lewej stronie Kupinda. Przed nim, na rozpostartych na ziemi lamparcich skórach siedziało dziesięć dziewcząt, które zaszły w ciążę przy moim wybitnym udziale. Wódz obwieścił tę nowinę wszystkim zgromadzonym, co zostało przyjęte głośnymi pomrukami zadowolenia. Chociaż pewnie już i tak wszyscy o tym wiedzieli wcześniej, bo od paru dni większość kobiet uśmiechała się radośniej do mnie, machała dłońmi pozdrawiając z daleka. Starucha Mguwa przyprowadziła jeszcze dwie dziewczyny i kazała im usiąść obok już siedzących, czyli jak do tej pory zapłodniłem 12 dziewcząt.
Wódz wziął w rękę czarkę napełnioną wiadomym napojem, wstał, wylał sporą część zawartości na mojego stojącego penisa, powiedział coś do zgromadzonych i wypił. Stojąca za nim kobieta napełniła ponownie czarkę, którą podał mi. Kupinda powiedziała:
– Wódz powiedział, że ty być dobry samiec, że wszyscy od teraz kochać ciebie i ty być ich nowy mzimu, ty spełnić ich modlitwy i prośby do boga Fallusu… wypij wspólnie z wódz czarka i robi tak samo jak wódz.
Wziąłem podaną czarkę, wstałem, wylałem sporą część na jego sterczącego kutasa i wypiłem do dna. Zaczęły cicho bębnić bębenki, potem kolejne, kilka kobiet podniosło się ze swoich miejsc i zaczęło tańczyć wokoło ogniska. Zabawa, pełna erotyzmu i seksu trwała do późna w nocy. Wódz swoim zwyczajem od czasu do czasu wstawał ze swojego miejsca, wypijał kolejną czarkę, kiwał swoją miotełką na którąś z kobiet, a ta natychmiast podchodziła do niego, stawała tyłem, schylała się i wypinała tyłek w jego stronę, pokazując swoją świecącą się od jej soków cipkę, a wódz bez ceregieli wsadzał jej kutasa posuwając ją rytmicznie przez jakiś czas. Kiedy już wyjął go z niej, ta odwracała się, całowała go w czubek i wracała na swoje miejsce lub do dołączała do grona tańczących. Kupinda powiedziała mi, że ja od teraz także mogę skinąć na którąś z kobiet, a ta podejdzie i pozwoli mi robić to samo co wódz.
– Ale wiesz dobrze, że wolę robić to z tobą Kupindo, a nie wiem, czy mogę to robić z córką wodza na oczach wszystkich…
– To być dla mnie duża wartość, jak one widzieć, że ty mnie wsadzać…
– To chodź do mnie i poujeżdżaj mnie – odpowiedziałem podniecony oglądanymi obrazami i wypijanym w dużych ilościach napojem.
Kupinda podeszła do mnie, stanęła okrakiem przede mną. Schwyciłem ją za ręce i pociągnąłem w swoją stronę. Oparłem się rękami za sobą, wystawiając jak najbardziej do przodu stojącego penisa. Kupinda stanęła nad nim i powoli nasunęła się na niego swoją śliską i gorącą szparką. Westchnęła, kiedy wjechał w nią aż do samego końca. Wódz patrzył z boku, co robi jego córka z nowym wioskowym samcem, nowym mzimu. A ona w rytm muzyki bębnów rozpoczęła jazdę na moim kutasie. Objąłem ją w rękoma w pasie i przyciągnąłem jak najmocniej do siebie, całowałem jej nabrzmiałe piersi i sterczące sutki. Czułem jak drga w niej każdy mięsień i nerw, jak przeżywa tę chwilę. Nagle wyprężyła się w łuk i zastygła w bezruchu – dyszała ciężko, przeżywała swój orgazm, a i ja w tym samym czasie wystrzeliłem w jej wnętrze swoim ładunkiem spermy. Spojrzałem w bok na wodza, ten uśmiechnięty patrzył się na zadowolenie swojej córki, a dwie kobiety obciągały mu i ssały w tym czasie jego kutasa. Kupinda powoli podniosła się i wyswobodziła z wypełnienia moim penisem, który z głośnym cmoknięciem opuścił jej cipkę. Po udach Kupindy zaczęła spływać dopiero co w nią wlana sperma. Wódz na ten widok podniósł się i coś krzyknął. Muzyka natychmiast ucichła, kobieta przestały tańczyć zamierając w bezruchu na swoich miejscach, pozostała reszta uczestników zabawy zwróciła głowy w jego stronę. Wódz przez chwilę coś mówił, potem zszedł ze swojego podwyższenia i zbliżył się do mnie… objął mnie, przytulił do siebie, wziął moją rękę i przekazał trzymaną nieodłączną miotełkę unosząc jednocześnie ją w górę, po czym schylił się i ucałował czubek mojego kutasa, na którym było jeszcze pełno mojej spermy i soków Kupindy. Podeszła także starucha Mguwa i postąpiła identycznie, z tym, że ona wzięła do ust mojego kutasa i oblizała go dokładnie do czysta. Wódz skinął ręką i zabrzmiały na nowo bębny, a kobiety kontynuowały taniec wokół ogniska.
Kupinda stojąc za moimi plecami szepnęła mi, że wódz przekazał mi władzę równą jego władzy nad kobietami w wiosce, że wszyscy mają mnie szanować i traktować tak jak jego i być mi oddanym we wszystkim.
Późno w nocy zabawa skończyła się i poszliśmy z Kupindą do „mojej” chaty, czując zmęczenie całym dniem, słońcem i zabawą. Kupinda położyła się tyłem do mnie, wtulając swój zgrabny tyłeczek we mnie. Ponieważ mój kutas nadal sterczał nie omieszkałem go wsadzić w jej wilgotną, pachnącą moją spermą i jej sokami, cipkę. Poruszałem się przez kilka chwil i z wsadzonym w jej wnętrze penisem zasnąłem. Obudziło mnie potrząsanie za ramię. Przebudziłem się. Nade mną stała starucha Mguwa i wódz. Mój kutas nadal tkwił w cipce Kupindy, choć już nie taki nabrzmiały i twardy jak wczoraj wieczorem. Wódz, coś tam mówił, starucha też mu wtórowała. Nic nie rozumiałem z tego, co do mnie mówią. Kupinda, która także już się obudziła, powiedziała mi, że przyszedł wódz z wioski mężczyzn i chce rozmawiać ze mną, z nowym mzimu wioski. Odpowiedziałem, że za niedługo przyjdziemy do nich.
Mój kutas niechętnie opuścił przytulne objęcia cipki Kupindy, a ona nachyliła się nad nim i wylizała go dokładnie, mówiąc, że musi być ładny na spotkanie. Podała mi też napełnioną czarkę napoju, ulewając tradycyjnie kilka kropel na niego. Poszliśmy na spotkanie. Każda mijana przez nas kobieta kłaniała się, a gdy zatrzymywałem się podchodziła, dotykała czołem mojego kutasa, który na powrót stężał i prężył się w afrykańskim słońcu, całowała go w czubek. Nawet **************** towarzyszące kobietom czyniły ten sam rytuał, dotykały swoje czoło do niego i całowały z nabożną czcią.
cdn.
Rozdział II
Obudziło mnie lekkie szarpanie za ramię. Półprzytomnym wzrokiem spojrzałem na intruza, który wybudzał mnie ze snu. Znowu ujrzałem tę starą wiedźmę, a obok niej dwie wielkie kobiety. Nie wiem, czy to były te same, co wcześniej, ale one bez pardonu obróciły mnie na plecy. Leżałem, nie wiedząc, co to wszystko ma znaczyć. Starucha tymczasem usiadła okrakiem, jak wcześniej, na mnie. Czułem jej kościsty tyłek na swoim brzuchu. Podała mi na powrót czarkę z napojem. Bez sprzeciwów tym razem wypiłem jej zawartość i za chwilę poczułem przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele. Starucha nachyliła się nade mną dotykając swoimi wysuszonymi i obwisłymi cyckami mojej klatki. Coś tam po swojemu pomamrotała, wyprostowała się i przesunęła tyłkiem tak, że jej tyłek znalazł się poniżej mojego kutasa.. Kutas, który wymęczony ceremonią odpoczywał sobie leżąc spokojnie na moim udzie zaczął jakby nabierać ochoty na seks. Ale przecież nade mną siedziała nieurodziwa starucha. Ta trzymaną w ręku miotełką z piór wodziła wokoło niego nadal mamrocząc po swojemu coś pod nosem, jakby odprawiała nad nim jakieś czary. Czułem, jak mój penis zaczyna nabrzmiewać coraz bardziej, by po parunastu sekundach być w pełnej gotowości. Starucha skinęła do stojących obok wielkich kobiet, a te natychmiast podały jej naczynko, z którego zaczerpnęła coś ręką i zaczęła smarować tym czymś mojego nabrzmiałego penisa. Czułem, jak mój kutas powiększa się jeszcze bardziej… pomyślałem, że zaraz pękną mi na nim żyły, a on sam wybuchnie jak zbyt szybko gotowana parówka. Nie wiem, czy mi się wydawało, czy tak było naprawdę, ale widziałem, że mój „rozrabiaka” jest jakby większy, dłuższy… niż moje standardowe 16 centymetrów. Starucha widać była zadowolona z efektów swojej pracy, bo skinęła w stronę kobiet, które podeszły do niej i ujęły ją pod ramiona, unosząc lekko w górę i… nim się spostrzegłem, już mój kutas znalazł się we wnętrzu cipki staruchy. Wlazł w nią jak rozgrzany nóż w masło – czyżby czymś miała wcześniej ją wysmarowaną, pomyślałem, bo powinna taka stara cipa obedrzeć mojego kutasa z napletka aż do bólu. Trzymające ją pod ramiona kobiety pomogły jej parokrotnie ponadziewać się na mojego członka, a potem klęknęły po obu moich stronach. Starucha nadal nadziewała się na mojego penisa – czułem jak jej suchy i kościsty tyłek uderza o moje uda. Spojrzałem w kierunku jej brązowego i bezwłosego krocza i jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem jej wielkie wargi sromowe falujące wokół mojego kutasa i wyłaniającą się spomiędzy nich coraz to większą łechtaczkę… a ta po niedługim czasie przybrała wielkość i postać sporego kutasika. Nie powiem, ten widok zadziałał na mnie podniecająco, gdyż nigdy wcześniej nie widziałem tak wielkiej łechtaczki, sterczącej bezwstydnie spomiędzy warg, uderzającej o moje spojenie za każdym jej opadnięciem i nadzianiem się na mojego penisa. Po moich bokach klęczały obie wielkie kobiety. Sięgnąłem rękoma w kierunku ich wielkich piersi. Pomacałem jej – były twarde, z wielkimi sterczącymi sutkami… nie to co u staruchy – jej zwiotczałe i wysuszone piersi dyndały się nieregularnie w rytm jej ujeżdżania mnie. Ponieważ wielkie kobiety nie sprzeciwiały się mojemu ugniataniu ich cycków zaryzykowałem i zjechałem rękoma na ich krocza. Natychmiast rozsunęły swoje uda ułatwiając mi swobodny dostęp do ich cipek. Moje palce bez przeszkód wślizgnęły się w ich wnętrza – najpierw jeden palec, potem dwa… ich szparki ociekały śluzem, który czułem jak spływa po moich dłoniach. Po chwili dołączyłem i trzeci palec, który także gładko wjechał w ich murzyńskie cipki. Czułem, że ich szparki są wielkie i pojemne i nie zastanawiając się długo spróbowałem wsadzić każdej z nich całą dłoń do środka. Nie było z tym wielkiego problemu – same nadstawiły swoje krocza tak, aby mi to ułatwić. Trwały tak wygięte ku tyłowi, eksponując swoje krocza, wargi i łechtaczki, które też były nabrzmiałe, duże i sterczące. Dyszały i pomrukiwały przy tym z zadowolenia. Moje dłonie intensywnie pracowały w ich pojemnych cipkach, penetrując wszelkie zakamarki, obmacywałem szyjki ich macic, czułem pod palcami ich wielkie macice. Musiało je to bardzo podniecać, bo czułem jak potoki ich soków spływają po moich nadgarstkach, spływają w dół aż do łokci. Starucha na powrót skinęła do nich dłonią… wysunęły się penetracji moich dłoni w ich cipkach… podniosły ją i postawiły na nogi. Stała tak przede mną w wypchniętym ku przodowi kroczem, a spomiędzy jej suchych i kościstych ud wystawała jej olbrzymia łechtaczka. Pogładziła ją swoją kościstą dłonią, chwilkę bawiła się nią… widać sprawiało jej to wielką przyjemność. Starucha uśmiechnęła się do mnie swoimi bezzębnymi ustami i coś tam jeszcze powiedziała… i wszystkie wyszły z chaty.
Leżałem zszokowany ich podejściem do seksu, do męskich narządów płciowych… Nie wiedziałem, co mam o tym wszystkim myśleć. Zastanawiałem się, gdzie ja trafiłem, a właściwie, dokąd zostałem porwany, uwięziony i „ceremonialnie zgwałcony”… i dlaczego one wszystkie są ogarnięte taką pasją do nieustannego pieprzenia się.
Rozmyślałem o minionych wydarzeniach ostatnich kilkudziesięciu godzin, zastanawiając się, co jeszcze może się wydarzyć, co jeszcze mnie spotka. Nie powiem, podobało mi się to, że jestem obiektem seksualnym, że jestem „wykorzystywany” przez stado napalonych i niewyżytych kobiet, że byłem tym pierwszym, który wsadził prawdziwego kutasa w cipkę każdej z grupki nastolatek w ich rytualnej inicjacji seksualnej. Tak rozmyślając masowałem sobie mojego nieustannie sterczącego kutasa… i zasnąłem. Śniły mi się różne dziwne rzeczy i wydarzenia ostatnich godzin. W sennych obrazach widziałem mojego sterczącego penisa, różne cipki: stare i młode, małe i duże… i wszystkie chętne na przyjęcie do swojego wnętrza nabrzmiałego kutasa, ociekające wydzielanymi w nadmiarze sokami, ściekającym potokami po ich udach, czułem jak coraz to inna ssie mi penisa, jak go masuje… Ale, ale, coś za realne to były obrazy i odczucia. Powoli wracała ze snu moja rzeczywistość. Ssanie mojego kutasa nie znikało. Uchyliłem powieki i spojrzałem w dół – przede mną klęczało pięć młodziutkich kobiet i wpatrywało się w jeden punkt. Spojrzałem także w tym kierunku – mój kutas znajdował się w ustach klęczącej do mnie bokiem kobiety, która z zapałem i zaangażowaniem namiętnie ssała go. Jej włosy opadały z boku głowy, tak że nie widziałem jej twarzy… widziałem jej kształtną pierś, wklęsły brzuch i wypięty kształtny tyłeczek. Poruszyłem się delikatnie. Kobieta przestała mi ssać i spojrzała w moim kierunku – zobaczyłem, że to moja niby-tłumaczka.
– Co robisz? – spytałem.
– Ja pokazać im jak to robić dla mężczyzna, ja uczyć je robić tobie dobrze i robić on być duży i twardy – odpowiedziała.
– A ja myślałem, że chcesz sprawić mi przyjemność, bo podobasz mi się bardzo i z tobą chciałbym uprawiać seks – powiedziałem zgodnie z prawdą.
– Ja robić to dla ciebie… i dla siebie też – odparła i spuściła głowę – ale teraz ja musieć pokazać im, jak to robić…
– To pokazuj im, ja nie będę ci przeszkadzał… a robisz to świetnie.
Tłumaczka nachyliła się ponownie nad moim kutasem, który ani przez chwilę nie stracił swojej sztywności i twardości. Ujęła go palcami, zsunęła napletek do samego końca eksponując nabrzmiałą i zaczerwienioną jego główkę, mówiła coś do klęczących obok młodych kobiet w ich języku, nasuwając i na powrót ściągając skórkę z penisa. Nachyliła się i koniuszek jej języka zaczął drażnić czubek penisa, wędzidełko, by zjechać nim aż do jąder. Mówiła coś ciągle do obserwujących jej poczynania dziewcząt. Po chwili jedna z nich klęknęła po d**giej stronie i ona zaczęła powtarzać wykonane przed chwilą przez tłumaczkę działania. Nieporadnie jej to szło, ale cóż, kiedyś musi się nauczyć, pomyślałem, i oddałem się przyjemności, którą choć nieporadnie i tak mi sprawiała. Potem zastąpiła ją następna z dziewcząt, i następna… aż wszystkie pokazały, że nauczyły się tej lekcji. Tłumaczka teraz zaczęła mi ssać, wsadzając sobie go głęboko do gardła, tak że chyba sięgałem moim końcem do jej migdałków – a kiedy skończyła, na szczęście, bo byłem tuż przed wytryskiem w jej gardło, przyszła kolej na próby kolejnego etapu nauki klęczących posłusznie i uważnie obserwujących ją dziewcząt. Kiedy ostatnia skończyła tłumaczka zwróciła się do mnie i powiedziała:
– Ja dziękować, ty być cierpliwy przy nauka – i uśmiechnęła się promiennie do mnie.
– Szkoda, że nie skończyłaś tego, co zaczęłaś… byłem tak blisko…
– Ja czuć to, ja tylko pokazać im jak to robić, one uczy się robić dobrze…
– I tak mnie zostawisz, kiedy byłem tak blisko, żeby wypuścić moją spermę?
Tłumaczka zagadała coś do dziewcząt, które natychmiast posłusznie podniosły się i wyszły z chaty.
– Wódz nie pozwala mi mieć z ty bumg-gwu… jeszcze – dodała ciszej.
– Ale wcześniej wasza szamanka to przez pół godziny ujeżdżała mnie – poskarżyłem się. – Jej wolno?
– Ona być Mguwa, ona być mocna, jej dużo wolno… Ale ja kończyć to, co pokazywać dla młode kobiety – i schyliła się nad moim kutasem.
Zaczęła go ssać z taką żarliwością i takim zaangażowaniem, jakiego nigdy wcześniej od żadnej kobiety nie zaznałem. I tak już byłem wcześniej mocno podniecony próbami „uczennic” tłumaczki, poza tym mój kutas nieustannie sterczał, a i napój, który miałem do picia, chyba powodował moją nieustanną chęć na seks i jego ciągłą gotowość do zanurzenia się w jakiejś cipce. Niewiele więc wysiłku kosztowało moją tłumaczkę, aby nagromadzona sperma chciała wydostać się na zewnątrz z moich przepełnionych jąder. Kiedy miałem już ją wypuścić, schwyciłem jej głowę i odsunąłem ją od kutasa. Spojrzała na mnie zdziwiona, ale ujęła kutasa w rękę i wystarczyły trzy ruchy bym trysnął potężnym strumieniem spermy w górę. Nachyliła się szybko nad nim i na powrót wzięła go do ust wysysając pozostałą resztę wytrysku. Chwilę jeszcze ssała, po czym oblizała go dokładnie.
– Ty mieć smaczna i dobra sok – powiedziała i poszła tanecznym krokiem w stronę wioski.
Rozdział III
Mijały kolejne dni podobne do dzisiejszego: tłumaczka pokazywała świeżo rozdziewiczonym dziewczętom jak ustami dogadzać facetowi. Dowiedziałem się też, że ten napój, który dostaję do picia powoduje u mnie ciągłą gotowość mojego penisa do działania, a także, jak to określiła tłumaczka, „daje dużo wiele soki”. Podobało mi się takie życie: nie byłem już wiązany ani zbyt dokładnie pilnowany, codziennie nowe czarnoskóre dziewczęta obrabiały ustami moją pałę, ucząc się sposobów na dogadzanie facetowi i wspomaganie jego kutasa, gdyby zaczynał „więdnąc”.
Kolejnego dnia, kiedy chyba miałem „wolne” od bycia obiektem nauki i doświadczeń, moja tłumaczka zabrała mnie na wycieczkę po wiosce. Dowiedziałem się wreszcie, że ma na imię Kupinda… no i tego, że jest córką wodza, tą ulubioną i ukochaną, której wolno bardzo wiele bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji za faux pas. Poszliśmy zatem wspólnie z wodzem na, jak to określiła Kupinda, doglądanie gospodarstwa. Szliśmy przez wioskę, a ja przyglądałem się bacznie wszystkiemu wokoło. Moje zdziwienie wywołał fakt, że w wiosce nie było w ogóle facetów (pomijam wodza i siebie), nawet dzieci to były tylko dziewczynki, że wszystkie kobiety chodziły całkowicie nago (pomijam jakieś prymitywne ozdoby zawieszone na szyjach czy rękach lub nogach). A już szczególnie dziwił mnie fakt, że jeśli wódz podchodził do którejkolwiek z kobiet, ta z nabożna czcią klękała przed nim i całowała go w penisa. To samo dotyczyło dziewczynek naśladujących zachowanie ich matek. Wódz, który ciągle popijał z tykwy, pewnie ten sam napój, który i u mnie wywoływał nieustanny wzwód, także przechadzał się po wiosce ze sterczącym kutasem, mając całkowicie zsunięty napletek, eksponując nabrzmiały czubek jego męskości. Zapytałem się Kupindy, dlaczego każda z tych kobiet całuje go w członka, a ta odpowiedziała mi:
– To być szacunek dla wódz, wódz być ojciec ich dzieci, one być jego żona i dzieci być jego.
Po obchodzie wioski wódz skierował się w kierunku pobliskich pól, na których pracowały kobiety i dzieci, spulchniając wysuszoną ziemię prymitywnymi motykami, pieląc zielska i tym podobne zajęcia, jak to w polu. Wódz bacznie przyglądał się pracującym kobietom, jakby oceniając ich zaangażowanie w pracę. Podchodził czasami do którejś z nich, a ta najpierw całowała go w kutasa, po czym natychmiast odwracała się tyłem do niego i stojąc w rozkroku wypinała swój tyłek w jego kierunku. Wódz natychmiast kierował swojego kutasa w jej szparkę i zagłębiał się w nią do końca, kilkakrotnie posuwając ją, a ona wydawała przy tym z siebie głośne postękiwania lub pojękiwania. Po paru takich „akcjach” zapytałem:
– Kupinda, powiedz mi, dlaczego wódz to z nimi robi?
– To być zasługa za dobra praca, wódz patrzeć i widzi, czy dobrze pracuje… to nagroda.
Hmmm, ładna nagroda, nie dość, że tyra w tym piekącym słońcu, to na dodatek przychodzi wódz i dupczy ją do woli. Pomyślałem sobie, jakby wyglądała praca w Europie przy takim nastawieniu do nagród i pochwał. Toż to byłaby nieustanna orgia w każdej pracy, a szefowie wykorzystywaliby, nie bacząc na rzetelną ocenę i sprawiedliwość, każdą z pracujących kobiet. Chociaż z d**giej strony, nie mając takiego napoju jak wódz, to pewnie po trzeciej lub czwartej pracownicy europejskim szefom na pewno kutas by nie stanął, nie mówiąc o chęci dupczenia którejkolwiek.
Przechadzając się tak z wodzem i tłumaczką po wiosce i polach, oczywiście z ciągle nabrzmiałym i sterczącym kutasem, widziałem, jak niektóre z kobiet patrzyły z zaciekawieniem na bądź co bądź innego kutasa niż ten, którego znały od dawna – mój był biały, nie taki dorodny jak wodza. Chociaż zauważyłem, że chyba przez to ciągłe picie tego napoju mój kutas jakby ciut się wydłużył i zgrubiał… a może mi się tak tylko wydawało. Kobiety na widok mojego kutasa nie dość, że się uśmiechały, to jeszcze potakiwały z chyba uznaniem głowami.
Wieczorem, po powrocie, kiedy zmęczony słońcem i wędrówką padłem na łoże i namierzałem spać, do chaty weszła Kupinda, a z nią jeszcze trzy dziewczyny, które tak niedawno straciły ze mną swoje dziewictwo. No tak, pomyślałem, nici ze spania, dalej będą się uczyły na mnie. Kupinda coś tam pogadała do dziewcząt, które posłusznie siadły półkolem w moich nogach, a Kupinda, dalej coś mówiąc, siadła okrakiem na moim brzuchu, i trzymając mnie za stojącego penisa (dlaczego on mnie nie boli po tylu dniach nieustannego stania? – czyżby to wpływ tego napoju?) przesunęła się ku przodowi, tak, że jej szparka znalazła się tuż nad główką kutasa, przesunęła nim w przód i w tył, jakby rozsuwając swoje wargi na boki i ułatwiając mu wejście do jej groty. Czułem doskonale, jak gorąca i śliska była jej cipka. Do tej pory nie było mi dane tego zaznać, choć marzyłem o tej chwili. Teraz, tłumacząc chyba dziewczętom, powoli nadziewała się, powoli, bardzo powoli kutas zagłębiał się w jej wnętrze. Przez moje ciało przebiegł dreszcz podniecenia, jakiego wcześniej nie zaznałem. Kupinda chwilę poujeżdżała mnie i jednym szybkim ruchem pozbyła się mojego kutasa z siebie. Klęknęła obok mnie i powiedziała:
– Ty teraz robić tak, jak ty widzieć, jak robić wódz na polu – i wypięła swój piękny tyłek w moim kierunku.
Nie trzeba było mi tego dwa razy powtarzać… błyskawicznie znalazłem się za nią, schwyciłem ją za biodra i przystawiłem kutasa do jej szparki. Była pięknie wyeksponowana i ociekała jej sokami. Pchnąłem. Wjechałem w jej grotę bez najmniejszego oporu (czyżby już wcześniej była modelem do nauki przy jakimś wcześniejszym porwanym „rozpłodniku” – pomyślałem – bo taka luźna i pojemna). Trzymając ją za biodra zacząłem ją szybko posuwać. Podniecenie sięgało szczytu, nagromadzona porannymi wrażeniami sperma domagała się ujścia. Przyspieszyłem tempo zagłębiania się w jej brązowo-różową cipkę. Byłem na granicy… Chyba to wyczuła, bo sama uciekła swoim tyłkiem spod moich pchnięć. Odwróciła się do mnie, delikatnie położyła swoje dłonie na mojej klatce powstrzymując mnie przez dalszym działaniem. Coś długo tłumaczyła zgromadzonym dziewczętom, gładząc jednocześnie moje włosy na klatce piersiowej i brzuchu.
– Ja mówić im, jak to trzeba robić – powiedziała widząc mój pytający wzrok – one uczyć się, jak to robić, one teraz robić to jak ja, ty im pomagać, proszę – i posłała mi promienny uśmiech.
– Dobrze – powiedziałem – ale ty Kupinda bądź tuż obok i podpowiadaj mi, co mam robić… i powiedz mi Kupinda, czy mogę wpuścić w nie moją spermę?
– One nie tylko uczyć się, one chcieć być matka i mieć dziecko.
– Ale skąd wiesz, że one są gotowe do zapłodnienia?
– Mguwa patrzeć i widzieć… one gotowe na dziecko.
No cóż, jak mus to mus. Dałem się poujeżdżać przez trzy dziewczyny, robiły to jeszcze bardzo nieporadnie, potem wszystkie podupczyłem od tyłu, ale skupiony na uczeniu nie byłem w stanie wypuścić spermy w żadną z cipek.
– Ty żadnej nie dać swoje soki – powiedziała Kupinda – pomóż im być matka, dla nich to szacunek w wioska i u inne kobiety… proszę, bardzo proszę.
– Dobrze, skoro ty prosisz, ale obiecaj mi, że zostaniesz dzisiaj ze mną na noc, proszę…
– Dobrze, wódz mi pozwolić już być z tobą razem w chata…
Dziewczęta klęczały obok nas przysłuchując się naszej rozmowie. Kiwnąłem palcem na jedną z nich, a ona zerwała się gwałtownie z klęczek jak wystraszona sarna. Pokazałem jej, żeby położyła się na macie. Rozsunąłem jej nogi na boki… lśniąca od soków cipka zabłyszczała w świetle pochodni. Klęknąłem między jej udami, nakierowałem kutasa w stronę jej cipki. Leżała tak sztywno i bez ruchu… po raz pierwszy znalazła się w tej pozycji do stosunku.
– Powiedz jej, że nie ma się co bać i że zobaczy jakie to przyjemne w tej pozycji…
Kupinda przetłumaczyła im moje słowa. Dziewczyna pode mną natychmiast rozluźniła się. Nie czekając na nic zacząłem regularne pieprzenie dopiero co dwa dni temu rozdziewiczonej cipki. Była ciasna, ale nie mniej gorąca i śliska. Wiedziałem, że za parę minut będę mógł wypuścić moją spermę w nią. Ale ich były trzy, a nie wiedziałem, czy będę w stanie podzielić wytrysk na trzy cipki, czyli, czy starczy dla następnej. Powiedziałem do Kupindy, żeby pozostałe dziewczęta położyły się na łożu i rozsunęły nogi jak ich koleżanka pode mną. Przestałem posuwać leżącą na macie dziewczynę, podałem jej rękę i pomogłem wstać. Pokazałem, żeby położyła się tak jak jej koleżanki, które już czekały w gotowości na moje rżnięcie. Nie dałem im długo czekać… zabrałem się za d**gą cipkę, a kiedy lekko się zadyszałem, przeszedłem do trzeciej dogadzając jej tak jak i poprzedniczkom. Wszystkie pojękiwały i popiskiwały przy pierwszych posunięciach, ale im więcej i głębiej im wsadzałem, tym ich odgłosy zmieniały się – zaczynały pomrukiwać z zadowolenia. Czułem, że kilka ruchów i wytrysnę. Podszedłem do tej, która pierwsza dzisiaj była na moim kutasie – czekała z szeroko rozstawionymi nogami i wyeksponowaną dla mnie cipką. Wsadziłem go zdecydowanie aż do samego końca. Trzy ruchy i sperma zaczęła tryskać ze mnie. Po pierwszej porcji schwyciłem mocno penisa u nasady, nie pozwalając reszcie spermy wytrysnąć i przeszedłem do d**giej, z którą postąpiłem podobnie, dobiłem do samego końca puszczając jednocześnie penisa i pozwalając spermie na swobodny wytrysk… a potem to samo zrobiłem z trzecią.
Stałem nad nimi zmęczony i opróżniony ze nagromadzonej spermy. Przyglądałem się im… trzy ładne młode dziewczyny, każda z rozdziawioną szparką, a której teraz powolutku zaczynała wypływać moja porcja spermy. Pogłaskałem każdą z nich po małych ale kształtnych piersiach, po brzuchu i poklepałem na pożegnanie po cipce. Kupinda nie pozwoliła im wstawać, ale tylko zacisnąć uda i tak leżeć.
Po kwadransie pozwoliła im wstać i wracać do swoich chat. Podeszła do mnie i objęła mnie w pasie. Przytuliła się całym ciałem do mnie. Czułem jak drżała. Nachyliłem się ku niej i pocałowałem ją w usta. Oddała pocałunek. Nasze języki spotkały się w pół ****i i rozpoczęły swój taniec. Moje ręce błądziły po jej ciele, dotykając jej pięknych piersi, płaskiego brzucha, kształtnego tyłka. Nie była dłużna – odwzajemniała nie tylko pocałunki, lecz także dotyk. Pieściła moje ciało swoimi drżącymi dłońmi. Powoli przechyliłem ją w stronę łoża, na którym tak niedawno leżały trzy świeżo przeze mnie wydupczone dziewczyny. Leżeliśmy teraz tak wtuleni w siebie, całujący się i pieszczący. Kupida zsunęła się w dół i zaczęła ssać i oblizywać mojego oblepionego spermą i sokami dziewcząt kutasa. Robiła to dokładnie i sumiennie, tak że po niedługim czasie był czyściutki. Przyjemnie było czuć ciepło jej warg, języka… Postanowiłem się jej odwdzięczyć tym samym… zsunąłem się między jej uda i zacząłem palcami dotykać jej gorącej i śliskiej szparki. Jej uda same rozsunęły się na boki ułatwiając mi zbliżeniu ust do jej cipki. Poczułem oszałamiający zapach młodziutkiej, podnieconej maksymalnie kobiety. Przejechałem językiem wzdłuż śliskiego rowka – drgnęła nerwowo i odruchowo zacisnęła uda. Pogłaskałem ją delikatnie po nich, dając do zrozumienia, że nic strasznego się nie dzieje. Czułem, że rozluźniła się. Mój język rozpoczął wędrówkę po zakamarkach jej warg , wciskając się czasami do wnętrza, czasami drażniąc mała, ale bardzo nabrzmiałą łechtaczkę. Cudownie smakowała i pachniała jej cipka. Nie przestając całować i drażnić jej ciało językiem podsuwałem się w górę do chwili, kiedy mój kutas dotknął jej szparki.
Kupinda objęła mnie w biodrach swoimi nogami, przyciskając instynktownie do siebie. Mój penis bezbłędnie odnalazł ****ę do jej wnętrza. Kiedy w tej pozycji wszedłem w nią Kupinda jęknęła. Zacząłem ją delikatnie uczyć seksu w tej nietypowej dla ich plemienia pozycji. Powoli zwiększałem tempo moich ruchów. Kupinda całkowicie poddała się rytmowi moich pchnięć, ale po krótkiej chwili zaczęła współgrać w tym akcie. Jej oddech zaczął rwać się, a ciche pojękiwania przeszły w przyjemne mruczenie. Leżąc tak na niej czułem, że jej brzuch zaczyna drgać spazmatycznie, co świadczyło o zbliżającym się u niej orgazmie. Nagle wygięła się w łuk i zastygła tak w tej pozycji, dysząc urywanie. Mnie także niewiele było potrzeba – wystrzeliłem moim ładunkiem wprost do jej wnętrza, i jeszcze raz, i jeszcze raz. Pompowałem w nią cała pozostałą resztę spermy, jaka mi została po obdzieleniu nią trójki dziewcząt. Opadłem na nią zmęczony. Kupinda głaskała mnie po włosach. Było mi błogo i przyjemnie… aż zasnąłem.
***
Mijały kolejne dni, a każdy z nich był bardzo podobny do tego, który opisałem wcześniej – przyprowadzano mi kolejne dziewczęta uczestniczące w obrzędzie, a ja musiałem każdej z nich wlać do cipki porcję mojej spermy. Kupinda była ich nauczycielko-pokazywaczką, a jednocześnie dozorczynią tego, czy wszystko odbywa się tak jak należy. Mguwa też nie odmawiała sobie wykorzystywania mnie od czasu do czasu, lecz w jej przypadku to ja byłem „używany”. Zastanawiałem się nadal, skąd u nich bierze się ta ciągła RUJA. Zapytałem się o to Kupindy.
– My pić też taki napój, a ono dawać nam dużo chęć do tego, on być inny niż dla ciebie, on być tylko dla kobieta.
– A dlaczego nie macie mężczyzn w wiosce, swoich mężów lub chłopaków.
– To być tradycja – my być same, mężczyźni mieszkać w wioska pół dnia ****i od nas, oni mieć inny wódz i robić to ze sobą… tam być same mężczyzna.
– To dlatego nie widziałem w wiosce żadnego chłopca. A co robicie z chłopcami jak się urodzą? – zapytałem.
– Oni być dawani do wioska mężczyźni jak mieć jeden rok i już tam mieszkać zawsze.
– Pokażesz mi kiedyś tamtą wioskę, w której mieszkają tylko mężczyźni?
– Ja pytać wódz, on pozwolić, ja ciebie zaprowadzić i pokazać.
Powoli dowiadywałem się wielu rzeczy o obyczajach panujących w wiosce, w której byłem „uwięziony”, w której byłem „samcem rozpłodowym”. Dlaczego właśnie mnie wybrali do tego? Spytałem się o to kiedyś Kupindy.
– Ty być z wycieczka w niedaleka wioska, my tam być i obserwować, my szukać nowy samiec… ty interesować się wszystko, ty być ciekawy, my wybrać ciebie…
Tak minęły mi na ciągłym seksowaniu się z młodymi dziewczętami, i już teraz także z Kupindą, że o Mguwie nie wspomnę, cztery tygodnie. Dni upływały mi na popijaniu tego napoju, po którym kutas sterczał mi cały czas i był ciągle gotów do stosunku, chodzeniu i zwiedzaniu zakamarków wioski, w której byłem przetrzymywany, na dupczeniu tychże nowo rozprawiczonych dziewcząt, jedzeniu, wypoczywaniu i spaniu. Pewnego dnia, kiedy Kupinda leżała wtulona obok mnie do chaty wszedł wódz w towarzystwie Mguwy… Mówił coś do Kupindy zadowolonym głosem, gestykulując przy tym bardzo mocno, tak że jego nieodmiennie sterczący, jak co dzień zresztą, kutas podrygiwał śmiesznie w takt gestykulacji, a każdemu jego słowu przytakiwała głową stojąca obok starucha, przestępując z nogi na nogę, co powodowało, że jej obwisłe i wysuszone cycki bujały się na boki jak wahadła w zegarze ściennym. Czekałem aż Kupinda przetłumaczy mi, co też wódz chce. Kiedy skończył zwróciła się do mnie i powiedziała:
– Wódz mówi, ty być dobry samiec, dziesięć dziewcząt być mama, twoje soki być dobre, my teraz czekać na ich dziecko… wódz dzisiaj wieczór robić taniec i zabawa… wódz być szczęśliwy ty pomagać w ich tradycja.
– Powiedz wodzowi – zwróciłem się do Kupindy – że cieszę się, iż mogłem pomóc jego wiosce.
Wieczorem wokół ogromnego ogniska zgromadzili się wszyscy mieszkający w wiosce, czyli same kobiety i dziewczynki. Jedynymi mężczyznami byłem ja i wódz. Na poczesnym miejscu siedział wódz, po jego prawicy ja, a po jego lewej stronie Kupinda. Przed nim, na rozpostartych na ziemi lamparcich skórach siedziało dziesięć dziewcząt, które zaszły w ciążę przy moim wybitnym udziale. Wódz obwieścił tę nowinę wszystkim zgromadzonym, co zostało przyjęte głośnymi pomrukami zadowolenia. Chociaż pewnie już i tak wszyscy o tym wiedzieli wcześniej, bo od paru dni większość kobiet uśmiechała się radośniej do mnie, machała dłońmi pozdrawiając z daleka. Starucha Mguwa przyprowadziła jeszcze dwie dziewczyny i kazała im usiąść obok już siedzących, czyli jak do tej pory zapłodniłem 12 dziewcząt.
Wódz wziął w rękę czarkę napełnioną wiadomym napojem, wstał, wylał sporą część zawartości na mojego stojącego penisa, powiedział coś do zgromadzonych i wypił. Stojąca za nim kobieta napełniła ponownie czarkę, którą podał mi. Kupinda powiedziała:
– Wódz powiedział, że ty być dobry samiec, że wszyscy od teraz kochać ciebie i ty być ich nowy mzimu, ty spełnić ich modlitwy i prośby do boga Fallusu… wypij wspólnie z wódz czarka i robi tak samo jak wódz.
Wziąłem podaną czarkę, wstałem, wylałem sporą część na jego sterczącego kutasa i wypiłem do dna. Zaczęły cicho bębnić bębenki, potem kolejne, kilka kobiet podniosło się ze swoich miejsc i zaczęło tańczyć wokoło ogniska. Zabawa, pełna erotyzmu i seksu trwała do późna w nocy. Wódz swoim zwyczajem od czasu do czasu wstawał ze swojego miejsca, wypijał kolejną czarkę, kiwał swoją miotełką na którąś z kobiet, a ta natychmiast podchodziła do niego, stawała tyłem, schylała się i wypinała tyłek w jego stronę, pokazując swoją świecącą się od jej soków cipkę, a wódz bez ceregieli wsadzał jej kutasa posuwając ją rytmicznie przez jakiś czas. Kiedy już wyjął go z niej, ta odwracała się, całowała go w czubek i wracała na swoje miejsce lub do dołączała do grona tańczących. Kupinda powiedziała mi, że ja od teraz także mogę skinąć na którąś z kobiet, a ta podejdzie i pozwoli mi robić to samo co wódz.
– Ale wiesz dobrze, że wolę robić to z tobą Kupindo, a nie wiem, czy mogę to robić z córką wodza na oczach wszystkich…
– To być dla mnie duża wartość, jak one widzieć, że ty mnie wsadzać…
– To chodź do mnie i poujeżdżaj mnie – odpowiedziałem podniecony oglądanymi obrazami i wypijanym w dużych ilościach napojem.
Kupinda podeszła do mnie, stanęła okrakiem przede mną. Schwyciłem ją za ręce i pociągnąłem w swoją stronę. Oparłem się rękami za sobą, wystawiając jak najbardziej do przodu stojącego penisa. Kupinda stanęła nad nim i powoli nasunęła się na niego swoją śliską i gorącą szparką. Westchnęła, kiedy wjechał w nią aż do samego końca. Wódz patrzył z boku, co robi jego córka z nowym wioskowym samcem, nowym mzimu. A ona w rytm muzyki bębnów rozpoczęła jazdę na moim kutasie. Objąłem ją w rękoma w pasie i przyciągnąłem jak najmocniej do siebie, całowałem jej nabrzmiałe piersi i sterczące sutki. Czułem jak drga w niej każdy mięsień i nerw, jak przeżywa tę chwilę. Nagle wyprężyła się w łuk i zastygła w bezruchu – dyszała ciężko, przeżywała swój orgazm, a i ja w tym samym czasie wystrzeliłem w jej wnętrze swoim ładunkiem spermy. Spojrzałem w bok na wodza, ten uśmiechnięty patrzył się na zadowolenie swojej córki, a dwie kobiety obciągały mu i ssały w tym czasie jego kutasa. Kupinda powoli podniosła się i wyswobodziła z wypełnienia moim penisem, który z głośnym cmoknięciem opuścił jej cipkę. Po udach Kupindy zaczęła spływać dopiero co w nią wlana sperma. Wódz na ten widok podniósł się i coś krzyknął. Muzyka natychmiast ucichła, kobieta przestały tańczyć zamierając w bezruchu na swoich miejscach, pozostała reszta uczestników zabawy zwróciła głowy w jego stronę. Wódz przez chwilę coś mówił, potem zszedł ze swojego podwyższenia i zbliżył się do mnie… objął mnie, przytulił do siebie, wziął moją rękę i przekazał trzymaną nieodłączną miotełkę unosząc jednocześnie ją w górę, po czym schylił się i ucałował czubek mojego kutasa, na którym było jeszcze pełno mojej spermy i soków Kupindy. Podeszła także starucha Mguwa i postąpiła identycznie, z tym, że ona wzięła do ust mojego kutasa i oblizała go dokładnie do czysta. Wódz skinął ręką i zabrzmiały na nowo bębny, a kobiety kontynuowały taniec wokół ogniska.
Kupinda stojąc za moimi plecami szepnęła mi, że wódz przekazał mi władzę równą jego władzy nad kobietami w wiosce, że wszyscy mają mnie szanować i traktować tak jak jego i być mi oddanym we wszystkim.
Późno w nocy zabawa skończyła się i poszliśmy z Kupindą do „mojej” chaty, czując zmęczenie całym dniem, słońcem i zabawą. Kupinda położyła się tyłem do mnie, wtulając swój zgrabny tyłeczek we mnie. Ponieważ mój kutas nadal sterczał nie omieszkałem go wsadzić w jej wilgotną, pachnącą moją spermą i jej sokami, cipkę. Poruszałem się przez kilka chwil i z wsadzonym w jej wnętrze penisem zasnąłem. Obudziło mnie potrząsanie za ramię. Przebudziłem się. Nade mną stała starucha Mguwa i wódz. Mój kutas nadal tkwił w cipce Kupindy, choć już nie taki nabrzmiały i twardy jak wczoraj wieczorem. Wódz, coś tam mówił, starucha też mu wtórowała. Nic nie rozumiałem z tego, co do mnie mówią. Kupinda, która także już się obudziła, powiedziała mi, że przyszedł wódz z wioski mężczyzn i chce rozmawiać ze mną, z nowym mzimu wioski. Odpowiedziałem, że za niedługo przyjdziemy do nich.
Mój kutas niechętnie opuścił przytulne objęcia cipki Kupindy, a ona nachyliła się nad nim i wylizała go dokładnie, mówiąc, że musi być ładny na spotkanie. Podała mi też napełnioną czarkę napoju, ulewając tradycyjnie kilka kropel na niego. Poszliśmy na spotkanie. Każda mijana przez nas kobieta kłaniała się, a gdy zatrzymywałem się podchodziła, dotykała czołem mojego kutasa, który na powrót stężał i prężył się w afrykańskim słońcu, całowała go w czubek. Nawet **************** towarzyszące kobietom czyniły ten sam rytuał, dotykały swoje czoło do niego i całowały z nabożną czcią.
cdn.
7年前