197siedem (4)
OD AUTORKI:
Czwarty fragment opowieści poniżej. Jeśli masz ochotę na kolejne, wciśnij „tumb up”. Od tego fragmentu zasada będzie prosta – 20 lajków i pojawia się dalszy ciąg.
Książka wciąż żyje i podlega zmianom. Jej wcześniejsze fragmenty dostępne w tym serwisie pod wspólnym tytułem 197siedem, są już dzisiaj częściowo zmienione. Zachęcam już wkrótce do namierzenia mojej witryny BryzaOdMorza. Tam w niedalekiej przyszłości powinna znaleźć się cała powieść już po korekcie i w profesjonalnym układzie graficznym.
Życzę przyjemnej lektury.
Monika Jastrzębska
IV. NUSIA
– Powiedz mi, czy ty coś z tego rozumiesz – zaczęła Monika któregoś dnia, gdy wracały przez miasto ze szkoły – Pamiętasz pewnie, jak wtedy na lekcji wu-efu, we wrześniu, Żyrafa niemal upuściła dziennik, kiedy ciebie po raz pierwszy zobaczyła? A teraz ostatnio to jej pytanie o twoją ciotkę i znowu dziwna reakcja. Ja myślę, że one się znają.
– To możliwe, w końcu Jelenia Góra to nie jest takie wielkie miasto, mogły się przecież spotkać i poznać. Co w tym dziwnego?
– No właśnie ta reakcja Żyrafy. Bo jeśli kogoś znam, to znam i kropka. Skąd to nerwowe zachowanie i dlaczego ty tak na nią podziałałaś?
– Może działam nie tylko na ciebie? – próbowała żartować Ania, ale widząc karcący wzrok rozmówczyni, stwierdziła po prostu – Nie ma nic prostszego. Zapytam Jolę, czy ją zna. Jedno pytanie, jedna odpowiedź i będziemy wszystko wiedziały. To pewnie proste i nie ma się nad czym głowić. Jeszcze dzisiaj będę wszystko wiedziała i jutro ci powiem.
Ale ani tego, ani następnego dnia sprawa nie posunęła się do przodu. Z niewiadomych przyczyn Jola odmówiła współpracy i nadal tkwiły w tym samym punkcie. Ania jeszcze kilkakrotnie próbowała z nią porozmawiać, ale bez rezultatu.
Szansa na rozwiązanie zagadki pojawiła się po dwóch dniach, ale niespodziewanie nadeszła z innego kierunku.
– Coś już wiem – Monika była wyraźnie podekscytowana. – Chodź ze mną, coś ci pokażę.
Miały właśnie godzinne okienko i siedziały w szkolnej kawiarni na piętrze. Jakieś piętnaście minut temu Monika nic nie wyjaśniając dokądś wyszła. – Zaraz wrócę. Poczekaj tu – rzuciła tylko na odchodnym.
Teraz ponaglała koleżankę – No, ruszaj się.
– Dokąd idziemy? – chciała wiedzieć Ania.
– Chodź szybko, zobaczysz.
Pociągnęła ją za sobą schodami w górę. Potem jeszcze wyżej. Kiedy dotarły już na najwyższe, trzecie piętro, Monika poprowadziła ją w głąb korytarza.
– Patrz – W pewnym momencie zatrzymała się i pokazała ręką na ścianę. Wisiała tam tablica absolwentów liceum, jakich wiele było na ścianach szkolnych korytarzy.
– No tablica, jedna z mnóstwa, widzę, co w tym dziwnego?
– Przyjrzyj się jej, to zrozumiesz.
– Tysiąc dziewięćset sześćdziesiąt siedem – Ania głośno odczytała napis na górze. Powoli przesunęła wzrok niżej – O, moja ciotka – nagle zauważyła. – To Jola.
– Popatrz tutaj – Monika wskazała ręką na inne zdjęcie.
– Danuta Wysoczańska – przeczytała Ania – Zaraz, zaraz ... Przecież to nasza Żyrafa. No, to wszystko jasne, one po prostu chodziły razem do klasy, stąd się znają.
– Naprawdę sądzisz, że wszystko jasne? A mnie się wydaje, że właśnie teraz wszystko zaczyna być niejasne.
– Co masz na myśli? – Ania nic nie rozumiała.
– Jeśli one „po prostu” znają się ze szkoły, to czemu Jola *********** z tobą o tym rozmawiać i czemu Żyrafa była taka zmieszana, jak dowiedziała się, że jesteś jej siostrzenicą? Przecież we wspólnym chodzeniu do szkoły nie ma nic dziwnego, a przynajmniej nic takiego, o czym nie można by opowiedzieć. Każdy przecież z kimś chodzi lub chodził do szkoły. Skąd więc ta cała tajemnica?
– Może się po prostu nie lubiły? To byłoby chyba logiczne wytłumaczenie. – zastanowiła się Ania – Co w związku z tym? Tak mi namotałaś w głowie, że nic już nie wiem.
– A teraz to naprawdę musimy się dowiedzieć, o co chodzi. Koniecznie musisz porozmawiać z twoją ciotką. I to jeszcze dzisiaj.
Ania zastanowiła się przez chwilę.
– Ja Jolę znam. Ona ma do mnie zaufanie i lubi ze mną rozmawiać. Rozmawiamy naprawdę o wszystkim. Ona pierwsza wiedziała o tobie, a ja dowiedziałam się od niej o jej dziewczynach. To przecież są ważne sprawy i dla mnie i dla niej. To są niemal najświętsze tajemnice. O takich sprawach nie opowiada się przecież pierwszej lepszej osobie. I skoro mimo to ona nie chce nic powiedzieć, to musi być jakiś powód. Dlatego nie mogę po prostu do niej podejść i powiedzieć: „Słuchaj Jola, wiem, że ty i Danusia Wysoczańska chodziłyście razem do szkoły, więc powiedz mi, o co chodzi”. To nic nie da.
– No to co robić?
– Daj mi parę dni. Poczekam na odpowiedni moment. Jestem pewna, że prędzej czy później taki nadejdzie, a wtedy ją zapytam.
– No dobra. Ty w końcu rzeczywiście ją znasz. Będę czekała z niecierpliwością.
Przez następne dwa dni Ania tylko przecząco kiwała głową, kiedy spotykały się w drodze do szkoły. Za to trzeciego poranka nastąpił przełom. Już z daleka Monika dostrzegła, że Ania jest podekscytowana.
– Słuchaj, musisz jutro koniecznie u nas nocować.
– Co się stało?
– Jola obiecała, że nam powie, o co chodzi.
– Nam? – zdziwiła się Monika.
– A nam, właśnie nam. Wymogłam na niej, żebyś ty mogła przy tym być. Na początku się broniła, mówiła, że to głupio wywlekać osobiste rzeczy przy kimś obcym. Ja jej na to, że ty jesteś dla mnie tak samo ważna jak ona, dlatego nie może być mowy o żadnym „obcym”. Ty nie jesteś obca. A poza tym to ty się i tak ode mnie wszystkiego dowiesz, dlatego lepiej, żeby powiedziała nam o tym obu.
– No i co, zgodziła się?
– Powiedziała, że *********** mnie urazić. Że ma do mnie zaufanie i jeśli mi na tym zależy, to niech tak będzie.
– I dlatego mam u ciebie nocować?
– No tak. Po prostu Jola dzisiaj wybyła, a jutro ma jakąś imprezę w klubie garnizonowym. Nie wiadomo, o której wróci, ale wróci na pewno. To dobry moment. Ona zawsze po imprezie jest skora do zwierzeń, więc nie mogło się ułożyć lepiej.
– Nie wiem, jak to będzie. Obiecałam mamie, że jej pomogę przy obiedzie.
– Przecież obiad będzie w niedzielę, zdążysz wrócić. A chyba chcesz się wszystkiego dowiedzieć?
– Jasne że chcę. Porozmawiam z mamą.
Nazajutrz była sobota. Pogoda była piękna. Spotkały się jak zwykle przed domem Moniki i ruszyły w ****ę do szkoły.
– Mama się zgodziła. Powiedziała, że nie muszę rano wracać i że obiad przygotuje sama. – oznajmiła na wstępie Monika – Kazała mi jednak powiedzieć, że za tydzień ty masz u nas nocować i we dwójkę będziemy musiały się zająć niedzielnym obiadem i że ona będzie spała do południa. To był warunek – musiałam się zgodzić.
– Super. Będziemy razem spały?
– Jasne. Przecież wiesz, że nie mam d**giego wyrka, ale żebyś przy mojej mamie nic nie chlapnęła. Ona się niczego nie domyśla. Dla niej ****** z koleżanką na jednym łóżku to nic złego, tym bardziej że to łóżko podwójne i lepiej niech nie wie, jak my ze sobą śpimy.
– A myślisz, że miałaby coś przeciwko, gdyby wiedziała?
– Nie wiem i nie chcę póki co wiedzieć. Możemy to tak zostawić?
Cała rozmowa była prowadzona w żartobliwym tonie, bo obie doskonale wiedziały, o co chodzi. Monika była szczęśliwa, że znów spędzi noc z Anią, a obie z niecierpliwością czekały na to, co powie Jola.
Sobotnie cztery lekcje szybko minęły.
– Od nowego roku musimy usiąść w jednej ławce. Mam już dosyć tego czekania na przerwę, żeby z tobą porozmawiać. – Monika wygłosiła deklarację, jak tylko wyszły przed budynek.
– Od razu nas rozsadzą za gadanie – zauważyła rozsądnie Ania.
– Jak będę blisko ciebie, to będziemy się porozumiewać bez słów.
– Ciekawe jak?
Monika szybko rozejrzała się wokoło i widząc, że są zupełnie same w zacienionym pasażu prowadzącym na sąsiednią ulicę, zagrodziła Ani ****ę i pocałowała ją. – Tak będziemy się porozumiewać.
– I to oczywiście spotka się z ogólną aprobatą?
– Wszyscy będą zachwyceni. Możesz być pewna.
Dopisywały im humory. Dalsza część dnia zapowiadała się znakomicie, a wieczór i noc wręcz ekscytująco.
– O której mam przyjść? – spytała Monika, kiedy dotarły w końcu przed jej dom.
– Przyjdź jak tylko będziesz mogła. Ja teraz posprzątam. Coś tam przygotuję dla nas na wieczór i będę na ciebie czekała. Idziesz dzisiaj z Idą?
– Rodzice pewnie pójdą po obiedzie na działkę i ją ze sobą wezmą, ale będę musiała trochę pomóc mamie. Powinnam być przed piątą.
Zegar wskazywał już jednak kwadrans po szóstej, kiedy Monika w końcu stanęła przed drzwiami domu przy ulicy Słowackiego. – Przepraszam, ale nie chciałam, żeby mama została ze wszystkim sama – tłumaczyła się już od progu.
Ale Ania nie pozwoliła jej na dalsze wyjaśnienia. Przytuliła ją do siebie i zamknęła jej usta pocałunkiem. Pozostały tak przez dłuższą chwilę. – Dobrze, że jesteś. Stęskniłam się za tobą.
– Przez pięć godzin?
– Musimy przecież ćwiczyć to porozumiewanie bez słów.
Siedziały w pokoju Ani. Muzyka sączyła się cicho z głośników. Tym razem nie szklaneczki, ale tyrolskie kufle stały na stoliku. Były do połowy wypełnione słomkowym płynem. Maxi spała na kolanach Moniki.
– Nie lubisz piwa? – zdziwiła się Ania, kiedy Monika lekko się skrzywiła po wzięciu niewielkiego łyka.
– Niespecjalnie – ta wymijająco odpowiedziała – Nie lubię goryczy – dodała po chwili.
– Czekaj, czekaj, to ja tu mam coś dla ciebie. Specjalnie do piwa – mówiąc to, szybko wyszła z pokoju i po chwili wróciła niosąc w ręku zakorkowaną butelkę z czerwonym, gęstym płynem. Wyjęła korek, wlała niewielką porcję płynu do kufla Moniki i delikatnie zamieszała trzymaną w ręku słomką. – Spróbuj teraz.
– Co to takiego?
– Sok malinowy. Swojskiej roboty, od baby ze wsi. Doskonały do piwa. Sobie też naleję. – Jak powiedziała, tak zrobiła.
– Rzeczywiście dobre. Teraz to mogę się nawet tym upić.
W pewnej chwili rozmowa zeszła na tematy wakacyjne.
– Ten wasz wyjazd nad morze jest już pewny? – zapytała Monika.
– Tak. Jola skończyła wreszcie tę sprawę, o której ci kiedyś wspominałam i mogłyśmy potwierdzić termin. Chciałam z tobą jutro o tym porozmawiać, ale skoro już jesteśmy przy temacie to powiem już teraz – jedź z nami.
– Jak to?
– Tak po prostu. To Jola zasugerowała i aż dziwne, że ja sama na to wcześniej nie wpadłam. Przecież masz wolny lipiec. Siedzisz w domu, to zamiast tego możesz jechać z nami. Jola ma tam opłacone cztery miejsca. Właściwie to dziadek za to płaci. Mają swoje dwa pokoje w jakiejś miejscowej willi i z góry za nie płacą i za wyżywienie. Czasem tam jadą, a czasem nie. Ponoć to jakaś fajna rodzina, czy osoba, dlatego od lat nic nie zmieniają. A tym razem wybieramy się tam tylko my – ja i Jola, więc spokojnie możesz jechać z nami. Będzie super.
Dalszą rozmowę przerwał odgłos otwieranych drzwi.
– Cześć dziewczynki, jak się bawicie? – Jola od progu tryskała dobrym humorem – Były już jakieś pieszczoty?
– Czekamy ze wszystkim na ciebie. Nie możemy przecież pozwolić na to, żeby cokolwiek cię ominęło – Ania podchwyciła frywolny ton – Dołączysz przecież do nas?
– A mam inny wybór? Przecież obiecałam. – mówiąc to Jola spojrzała z wyraźną dezaprobatą na Maxi, która wciąż okupowała kolana Moniki i spała w najlepsze, obojętna, że jej pani właśnie wróciła. – Trochę jestem zakręcona, ale nie martw się, ja obietnic dotrzymuję, wszystko pamiętam. Przyrzekam, że zgodnie z waszym życzeniem zanudzę was na śmierć. Jednak zanim to nastąpi, ja najpierw wezmę prysznic, a ty moja kochana siostrzenico przygotuj nam wszystkim tymczasem po jakimś drinku i zrób coś do przegryzienia. Pewnie chwilę posiedzimy.
– Może być Heineken?
[Tu słowo wyjaśnienia – w tych czasach Heineken był dostępny jedynie w sklepach Pewexu, a więc tak jak w przypadku Curacao Jola musiała go tam właśnie kupić.]
– Byle zimny, dużo i z sokiem. Będę za dziesięć minut.
– Wesoła jest – zauważyła Monika z nutką niepokoju.
– Nie martw się. Ona jest OK. Lubi być na lekkim rauszu. Przetrzyma nas obie – uspokoiła ją Ania.
– Czy ktoś może mi przynieść ręcznik? – z łazienki dobiegło rozpaczliwe wołanie.
– Idź ty. Ręcznik weź z szafki w przedpokoju. Są w górnej szufladzie. Ja muszę skończyć te przekąski, jestem cała usmarowana. – Ania zaprezentowała ręce. – Połóż Maxi na półkę.
– Zwariowałaś, jak ja tak wejdę? – Monika była poważnie przestraszona.
– Normalnie. Przez drzwi. Idź już.
– Mogę wejść? To nie Ania, to ja – dobiegło po chwili z przedpokoju.
– To nawet lepiej. Jakaś odmiana. Wchodź śmiało – odpowiedział głos z łazienki.
Monika po chwili była z powrotem w kuchni.
– Co ty taka wystrachana, stało się coś? – spytała Ania.
– Nic, tylko Jola poprosiła mnie żebym jej wytarła plecy.
– I co z tego?
– No nic. Ale była zupełnie goła.
– A jaka miała być? Ubrana pod prysznicem?
– No... właściwie nie.
– To o co chodzi?
– No bo nie wiem – Monika ściszyła głos niemal do szeptu – nie wiem, czy ona mnie nie próbuje podrywać.
– Przeszkadza ci to?
– Głupio się chyba czuję.
– To wypij do końca piwo i nalej sobie następne, a najlepiej od razu dwa. Wtedy przestanie ci być głupio.
Monika automatycznie sięgnęła po tyrolski kufel.
– Widziałam jej pupę – powiedziała ni z tego ni z owego.
– I jakie wrażenie? – Ania aż przerwała robienie kanapek.
– Ładna jest – ku swojemu zaskoczeniu odparła Monika, bezwiednie się przy tym uśmiechając. A po chwili, jakby wracając do rzeczywistości, dodała: – Wiesz, przebywanie z tobą nie najlepiej na mnie wpływa. Zaczynam mieć dziwne inklinacje i co gorsza, coraz bardziej mi się to wszystko podoba.
– O czym rozmawiacie? – Jola właśnie pojawiła się w progu kuchni.
– O twojej pupie – szybko rzuciła Ania
– Tak? O, to ciekawe. I jakie wnioski?
– Ładna jest. Tak przynajmniej twierdzi Monika.
Twarz Moniki pokryła się rumieńcem.
Jola, która od pewnej chwili uważnie się jej przyglądała, podeszła do niej i pogłaskała ją po twarzy.
– Nie przejmuj się kochana, to tylko durne gadanie. – powiedziała przyjaźnie widząc zakłopotanie dziewczyny – Jest o ciebie po prostu zazdrosna.
– Ja zazdrosna? – Nie wychodziła z roli Ania. – Możesz ją sobie wziąć, jak chcesz, nie dbam o to.
– Nie ma sprawy. Żebyś tylko tego później nie żałowała.
– Czego mam żałować? Dziewczyny, która zachwyca się czyjąś pupą?
– A mnie to już nikt o zdanie nie zapyta? – próbowała się wtrącić Monika, która po raz kolejny doszła do siebie.
– Nie – odpowiedziały zgodnym chórem.
– Nusia, to moja pierwsza wielka miłość – zaczęła swą opowieść Jola. Właściwie już po tych słowach wszystko stało się jasne, ale ciekawość sprawiła, że obie słuchające dziewczyny niemal zamarły w bezruchu, czekając na ciąg dalszy.
– Byłyśmy dokładnie w takim wieku jak wy teraz. Był sześćdziesiąty piąty rok, końcówka d**giej klasy. Nasza wychowawczyni wymyśliła, że całą klasą pojedziemy na trzy dni nad morze.
– To były czasy, kiedy zakłady pracy w ramach „socjalistycznej pomocy i współpracy” (Jola powiedziała to z wyraźnym przekąsem) miały kontakty ze szkołami, tylko po to, żeby się wykazać przed władzą. I właśnie to wykorzystała pani Jasińska – to była nasza wychowawczyni. Załatwiła z jakimś zakładem, że skorzystamy z ich ośrodka wypoczynkowego, a oni w zamian zaliczą sobie ten dobry uczynek w poczet zasług na rzecz społeczeństwa. Ten ośrodek był wówczas remontowany przed sezonem, ale nadawał się do zamieszkania, tym bardziej, że było nas do kupy tylko trzydzieści osób. Dostaliśmy to wszystko za darmo. Posiłki wykupione w miejscowej restauracji opłacił Komitet Rodzicielski, który wyłożył również na bilety kolejowe i nam dzieciakom, a właściwie naszym rodzicom, pozostało jedynie zgodzić się na udział w tej eskapadzie i dać jakieś kieszonkowe. Zresztą i kieszonkowe nie było konieczne, bo było przed sezonem i Jasińska mówiła, że wszystko będzie pozamykane. Ta miejscowość nazywała się Mikoszewo i oprócz plaży, lasu i gospody w środku wsi, nic tam godnego uwagi poza sezonem nie było.
Dziewczyny słuchały z uwagą. Jola przerwała i wypiła resztkę piwa z kufla.
– Aniutka? – rzuciła błagalne spojrzenie.
Ania sięgnęła po puszkę.
– Nie, nie – Jola zaprzeczyła ruchem głowy i przykryła ręką kufel – Czy twoja dziewczyna pozwoli, żebyś mnie pocałowała?
Monika patrzyła, jak się ku sobie pochyliły. Dziwne, ale nie poczuła zazdrości.
– Ale nalać mi i tak możesz – Jola nie omieszkała dodać, kiedy skończyły się całować. – A ty co się tak patrzysz? – rzuciła słodko w stronę zapatrzonej Moniki. – Też chcesz buzi?
– A gdybym powiedziała: tak? – Monika sama była zaskoczona swoją śmiałością
Jola aż przekrzywiła głowę ze zdumienia. Uśmiechnęła się promiennie.
– No proszę, jak ta twoja Monia się przy tobie wyrabia. Jeszcze trzy tygodnie temu była cicha jak myszka, a teraz, patrzcie państwo, odszczekuje się.
– Ja wcale ... – Monika próbowała się bronić.
– Gdybyś powiedziała „tak”, to byś też dostała... – przerwała jej Jola. – Ale nie martw się i tak na wszystko przyjdzie czas – i dotknęła palcem jej warg.
– Przepraszam, ale ja póki co muszę do toalety. Piwo zaczyna działać. C’est la vie.
Kiedy Jola wyszła, Ania spojrzała na Monikę.
– Nie masz mi za złe tego pocałunku? – spytała niepewnie.
– Przecież ostatnio prosiłaś mnie tak pięknie, żebym ci na to pozwalała.
– Ale to były tylko słowa, a teraz ja pytam poważnie.
– A gdybym ja zrobiła coś takiego?
– Chciałabym, żebyś to zrobiła.
Monika poczuła, że ogarnia ją pożądanie.
– Nabieram na to coraz większej ochoty. Poprosisz mnie teraz, żebym to zrobiła?
– Jesteś bardziej perwersyjna niż ja – Ania podeszła i wpiła się w jej wargi. Monika zamknęła oczy ... Trwałoby to zapewne znacznie dłużej, ale usłyszały delikatny brzęk szkła.
Jola z niewinną miną siedziała już na swoim miejscu.
– Właściwie to nie chciałam wam przerywać, tak ładnie razem wyglądacie, ale ja mam wciąż pusty kufel – powiedziała przepraszająco.
– Która z nas się lepiej całuje? – rzuciła w stronę Ani i z filuternym uśmiechem spojrzała w oczy Moniki. Maxi zeskoczyła z półki i wyszła z pokoju.
– No i pojechaliśmy nad to morze. – wróciła do tematu Jola, kiedy na powrót wygodnie rozlokowały się w fotelach. – Pech chciał, że pogoda, która dotąd była bardzo ładna, akurat tej nocy, kiedy byliśmy w pociągu, jadąc w stronę morza, zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Jak wysiadaliśmy rano na dworcu, to już nieźle kropiło, a kiedy w końcu dotarliśmy do ośrodka, to lało jak z cebra. Był tam już na miejscu kierownik całego ośrodka, który zabrał nas do kuchni, gdzie mogliśmy obeschnąć. Powiedział, że domki są dwuosobowe – te większe są wciąż w remoncie – i że pani musi zrobić listę, kto z kim, a on wszystkich rozlokuje.
– Ja od początku roku szkolnego siedziałam w ławce z Nusią – wtedy jeszcze mówiłam do niej „Danusia” albo „Dana”. Jasne więc było, że razem zajmiemy domek. Przyjaźniłyśmy się, ale było to tylko szkolne koleżeństwo, nic więcej. Dopiero tam nad morzem wszystko się zmieniło. – przypominała sobie Jola.
– Nasz domek był identyczny jak wszystkie inne. Taki „ul” z dwuspadowym dachem. W środku dwa łóżka i stojąca pomiędzy nimi szafka nocna. Nad głowami coś w rodzaju półek – jak w przedziale kolejowym. I to wszystko. Na szczęście budka była szczelna, nic nam do środka nie wiało, ale co tu robić, jak nawet nie było stolika. Tylko ta szafka nocna. Zanim się wszyscy rozlokowali, zrobiło się późno. Nasza wychowawczyni obeszła wszystkie domki, sprawdziła czy wszystko OK, życzyła dobrej nocy i lepszej pogody. Na zewnątrz lało, nie było więc mowy o wyjściu. Jasińska powiedziała, żeby raczej po ośrodku nie chodzić, chyba że do toalety. „Jutro się będziecie odwiedzać, a dzisiaj śpijcie, żebyście mieli siły na następne dni”.
– Nam się spać nie bardzo chciało, ale naprawdę nie było co robić, tym bardziej, że prąd mieli włączyć dopiero następnego dnia. Tak, że nawet lampka nie działała. Przebrałyśmy się obie w piżamy, położyłyśmy do łóżek i próbujemy zasnąć. Jedynym plusem tej całej sytuacji było to, że łóżka były naprawdę super. Szerokie, wygodne. Musieli je gdzieś kupić okazyjnie, bo inaczej wstawiliby wąskie, normalne i byłoby więcej miejsca na to, żeby się poruszać w tym domku, a tak to przy tych szerokich łóżkach można było jedynie na nich siedzieć lub w nich leżeć, nawet stanąć nie było gdzie. W kompletnej ciemnicy siedzenie było bezsensowne, tak więc leżałyśmy przykryte kocami i gadałyśmy. Zimno trochę było, bo to ośrodek na lato, a więc żadnego ogrzewania i Nusia w pewnym momencie mówi, że te łóżka takie szerokie, że może się przeniosę do niej, to będzie nam cieplej. Przeniosłam się, położyłam się za nią i przytuliłam. Po jakimś czasie rzeczywiście zrobiło się nam ciepło i przyjemnie. Dzisiaj już nie wiem, o czym wtedy rozmawiałyśmy. Leżałam tak przytulona do niej i pamiętam, jak poczułam zapach jej włosów – Jola na chwilę przerwała.
– Jeszcze teraz go czuję. Był taki niesamowity. Inny niż te wszystkie zagraniczne szampony u nas w domu. „Ładnie pachniesz”, powiedziałam wtedy do niej. Nie miałam chyba nic więcej na myśli, po prostu stwierdziłam fakt, a zapach naprawdę mi się podobał. Zaczęłam gładzić jej włosy, chyba żeby lepiej poznać ten zapach. Nigdy potem nie wiedziałam, dlaczego zaczęłam to robić. Miała takie piękne włosy, aksamitne. Wtedy przestała się odzywać. Dotąd mówiła bez przerwy. Raz ona, raz ja. A teraz nic. Ja coś tam mówię, a ona nic. Po jakimś czasie pomyślałam, że zasnęła. Przestałam głaskać jej włosy i schowałam rękę za siebie.
Jola uśmiechnęła się, przypominając sobie tę sytuację.
– A ona mówi cichutko: „Nie przestawaj”. I właśnie wtedy coś się stało. To „nie przestawaj” tak mnie ośmieliło, że zamiast głaskać, ja zaczęłam całować i wtulać się w jej włosy. Całowałam je i zachwycałam się tym zapachem. Wsunęłam rękę pod jej bluzkę i głaskałam ją po plecach. Nie miała na sobie biustonosza. Zrobiło mi się gorąco. Było ciemno, zupełnie nie wstydziłam się tego co robię. Zupełnie jakby tego nie było, jakby nic się nie działo. Nusia nadal leżała na boku plecami do mnie, ale w pewnej chwili odwróciła się w moim kierunku i położyła na plecach. Czułam, że na mnie patrzy. Było ciemno, nie mogłam tego widzieć, ale to czułam. Złapała mnie za rękę i położyła ją sobie na piersiach, na nagich piersiach. Poczułam, jakie ma twarde sutki. I wtedy pocałowałam ją w usta. Ona kompletnie nie umiała się całować. Nie wiedziała, jak to robić. Ale to nie miało znaczenia. Tak bardzo jej wtedy pragnęłam i czułam, że ona pragnie mnie.
Jola przerwała, po jej policzkach popłynęły łzy. – Przepraszam was. – powiedziała cicho, jakby nie swoim głosem. – Cholerne wspomnienia.
– Co ty mówisz? – obruszyła się na to Ania. – Tak pięknie opowiadasz.
– Co z tego? To tylko wspomnienia. Cholerne wspomnienia – powtórzyła.
– Nie wiem, ale chyba chciałabym mieć kiedyś takie wspomnienia. – Monika też nie mogła się powstrzymać od komentarza. – Boże, jestem wilgotna w środku.
Jola spojrzała na nią przez łzy. Ania to dostrzegła.
– Pocałujcie się – powiedziała. – Tak bardzo was kocham. Zróbcie to dla mnie, pocałujcie się. Monika, chodź tu – wyciągnęła do niej rękę.
Ta posłusznie się przysunęła. Spojrzała w szklane oczy Joli. Zamknęła oczy i położyła swoje wargi na jej wargach. Poczuła słony smak łez. Ich języki spotkały się, a wargi zacisnęły jeszcze mocniej. Monikę przeszył dreszcz rozkoszy, kiedy Jola wsunęła rękę pod jej bluzkę.
– Jak ja was kocham – szeptała cicho Ania i głaskała je po włosach, a one po raz pierwszy poznawały swój smak.
– Muszę sobie zrobić jakiegoś porządnego drinka. Przy piwie upijam się na smutno, a nie chcę się dziś smucić – Jola podniosła się z fotela i poszła w stronę kuchni.
Odprowadziły ją wzrokiem, podziwiając jej smukłe kształty. Króciutki szlafrok odsłaniał w całości zgrabne nogi.
– A ja wejdę pod prysznic, jeśli nie masz nic przeciwko temu – Monika spojrzała na Anię pytająco, kiedy Jola zniknęła już z pola widzenia.
– Nie mam, ale włóż potem tunikę. Wisi w tej pionowej szafce, obok brodzika i czeka na ciebie. Tak pięknie się całowałyście, byłam o was zazdrosna.
– Przecież zrobiłam to dla ciebie. Chociaż nie powiem, że bez przyjemności.
– Och ty świnko. Wiem, chciałam tego. I nadal tego chcę. Powiedz mi, spodobało ci się?
– Bardzo – Monika nie mogła być nieszczera.
– Jestem z tobą szczęśliwa – szepnęła jej do ucha Ania. – Idź i wróć „prawie naga” – zacytowała zdanie Moniki sprzed dwóch tygodni – Ja pójdę po tobie.
Dwadzieścia minut później były z powrotem w pokoju Ani. Tym razem drinki stały na niewielkim ruchomym stoliczku na kółkach, światło było zgaszone, jedynie stojąca na stoliku świeczka swoim migotliwym blaskiem oświetlała leżące na szerokim łożu dziewczyny.
– Czy dobrze to zrobiłyśmy? – spytała zza pleców Moniki Ania. – Czy tak wtedy leżałyście?
– Tak samo – Jola nie miała wątpliwości – Ale my nie miałyśmy tak kusych strojów.
– Ale podobają ci się te nasze? – upewniała się Ania.
– Wy mi się w nich podobacie.
– Tej pierwszej nocy zasnęłyśmy, jak już było jasno. W ciągu dnia dalej lało i dlatego po lekcjach, które odbyły się na stołówce, zamiast iść nad morze lub gdzie indziej coś zwiedzać, wróciliśmy do swoich domków. Przez pierwsze kilka godzin wszyscy odwiedzali wszystkich – jakbyśmy chcieli się przekonać, czy te identyczne z zewnątrz domki są może różne w środku. Nie były. Pamiętam, że dwóch chłopaków, którzy wyglądali najpoważniej, poszło do pobliskiej knajpki po piwo. Zdobyli gdzieś taką dużą bańkę na mleko i drewniany wózek. Wypłukaliśmy jakoś wspólnie bańkę, zrobiliśmy zrzutkę i oni poszli do wsi, ciągnąc za sobą ten wózek. Potem siedzieliśmy po dziesięć osób w trzech sąsiednich domkach i piliśmy piwo, a bańka krążyła od domku do domku. Fajnie było. Tego piwa specjalnie dużo nie było, jeśli wziąć pod uwagę liczbę osób, ale to były inne czasy. Młodzież w naszym wieku wówczas w ogóle nie piła *******u. Jestem przekonana, że wielu z nas wtedy nad morzem po raz pierwszy spróbowało piwa. Było naprawdę fajnie. I był już prąd. Któraś z dziewcząt pożyczyła od kierownika takie śmieszne radio przenośne, nazywało się „szarotka”, i to radio wyło w sąsiednim domku. Nikt nie zwracał uwagi na to, co leci. Przekrzykiwaliśmy się wzajemnie. Teraz myślę, że wszyscy byliśmy szczęśliwi. To nie były czasy szkolnych wycieczek. Wtedy, paręnaście lat temu, to nie było modne i nikt o tym nie myślał. To nasza Jasińska była na tyle do przodu, że sama wpadła na ten pomysł i praktycznie sama doprowadziła go do końca. Wśród nas były różne *********. Także takie, z biedniejszych rodzin, których nigdy nie byłoby stać na wyjazd nad morze. A dzięki niej to dla wielu nieziszczalne marzenie mogło się spełnić. Fajne to były czasy.
– Późno już było, jak wróciłyśmy do swojego domku. Poszłyśmy od razu do łazienki, gdzie zostały jeszcze resztki ciepłej wody i potem znowu przez ten padający deszcz z powrotem do domku. Suszarek wtedy nie było. Siedziałyśmy obie na moim łóżku i na przemian wycierałyśmy sobie nawzajem włosy, a potem je czesałyśmy. A ja znowu poczułam ten zapach jej włosów. Teraz było już jasno, bo włączyłyśmy lampkę i nie musiałyśmy siedzieć w ciemności. Chociaż kto wie, czy gdyby nie ta ciemność, to cokolwiek by się zdarzyło poprzedniej nocy. Przebrałyśmy się w piżamy. Pamiętam, że w ogóle się siebie nie wstydziłyśmy, ale żadna z nas nie mówiła o wczorajszym dniu. Postanowiłyśmy zestawić łóżka razem. Wytargałyśmy tę nocną szafkę pod drzwi i przysunęłyśmy łóżko Nusi do mojego. Myślę, że każda z nas myślała, o tym co było wczoraj, ale obie nie miałyśmy śmiałości o tym wspominać. Pamiętam, że ja cały dzień na nią patrzyłam, tak bardzo chciałam wziąć ją za rękę, przytulić się, a jak wreszcie zostałyśmy same, nie mogłam się zdobyć, żeby to zrobić. I kiedy w końcu położyłyśmy się na tych dosuniętych do siebie łóżkach, zaczęłyśmy się po prostu na siebie patrzeć. Żadna z nas nic nie mówiła. Leżałam tak i patrzyłam w te piękne niebieskie oczy Nusi i było mi tak przyjemnie. To trwało naprawdę długo. A im dłużej się w te oczy wpatrywałam, tym większej śmiałości nabierałam. Śmiałości, a może raczej pewności, że to co się poprzedniej nocy stało, to nie był przypadek. I wtedy powiedziałam: „Chodź tu do mnie”.
– Jak sobie to dzisiaj przypominam, to byłyśmy nieźle perwersyjne. Nie zgasiłyśmy lampki. Wszystko robiłyśmy z pełną świadomością i takim ogromnym pragnieniem przeżycia tego, co nam dawał los. Bo przecież gdyby nie ten wyjazd nad morze, to nic by się nie wydarzyło, nie mogłybyśmy robić tego, co właśnie robiłyśmy. Ja to dzisiaj analizuję z perspektywy czasu, ale my to wówczas po prostu czułyśmy, nie do końca zdając sobie z tego wszystkiego sprawę.
– Tej nocy robiłyśmy już dosłownie wszystko. Pamiętam, jak Nusia klęczała na łóżku całkiem naga, ja całowałam jej nogi, a ona dostała takiej gęsiej skórki. Czy to z zimna, czy z podniecenia? Nie wiem. Ale dopiero przed zaśnięciem nakryłyśmy się wspólnie kocem. Wcześniej koce leżały na szafce, a my chyba w ogóle nie zwracałyśmy uwagi, czy jest ciepło czy zimno.
– Te trzy dni szybko minęły. Morze było piękne, Nusia jeszcze piękniejsza. Ja wróciłam do domu szczęśliwa i zakochana po uszy. Wiem, że Nusia czuła to samo. Ale to co najlepsze się nam przytrafiło tego roku, miało się dopiero wydarzyć.
Jola zamilkła, świeczka już dawno zgasła. Żadna się nie odzywała. Po kilku minutach Jola się podniosła.
– Zostań z nami – to był głos Moniki.
Położyła się posłusznie, a one przytuliły się do niej. Po jakimś czasie Jola przerwała milczenie:
– Chyba nie będziemy tak leżeć bezczynnie? No, to która mnie pierwsza pocałuje? Tak na dobry początek?
– A gdzie byś chciała? – zapytała Monika.
„A gdzie byś chciała?” Monika niemal roześmiała się w myślach na wspomnienie tamtej chwili. Teraz w swoim pokoju leżała na łóżku z otwartymi oczami i rozpamiętywała ostatnią noc spędzoną u Ani. „U Ani i Joli” powinna właściwie powiedzieć, z odpowiednim akcentem na „Joli”. „Ależ ja byłam bezczelna zadając to pytanie” dziwiła się sobie sama. Kiedy chwilę później, nie czekając na odpowiedź, rozchyliła szlafroczek Joli i w całej okazałości zobaczyła jej nagość, przestała nad sobą panować. Przez jakiś czas zachwycała się widokiem, potem przytuliła się do mięciutkich włosków, kilkakrotnie musnęła je ustami i zaczęła całować. Całowała i lizała aksamitną skórę jej ud i pachwin. Delektowała się zapachem i smakiem Joli, i świadomie odwlekała ten najważniejszy moment. A kiedy w końcu nadszedł i poczuła na języku tę słodką wilgoć jej wnętrza, pociemniało jej w oczach. Spijała ten najsłodszy ze słodkich nektar i co jakiś czas delikatnie pieściła najczulszy punkt. Nie wiedziała, że Ania uważnie obserwuje każdy jej ruch.
Czwarty fragment opowieści poniżej. Jeśli masz ochotę na kolejne, wciśnij „tumb up”. Od tego fragmentu zasada będzie prosta – 20 lajków i pojawia się dalszy ciąg.
Książka wciąż żyje i podlega zmianom. Jej wcześniejsze fragmenty dostępne w tym serwisie pod wspólnym tytułem 197siedem, są już dzisiaj częściowo zmienione. Zachęcam już wkrótce do namierzenia mojej witryny BryzaOdMorza. Tam w niedalekiej przyszłości powinna znaleźć się cała powieść już po korekcie i w profesjonalnym układzie graficznym.
Życzę przyjemnej lektury.
Monika Jastrzębska
IV. NUSIA
– Powiedz mi, czy ty coś z tego rozumiesz – zaczęła Monika któregoś dnia, gdy wracały przez miasto ze szkoły – Pamiętasz pewnie, jak wtedy na lekcji wu-efu, we wrześniu, Żyrafa niemal upuściła dziennik, kiedy ciebie po raz pierwszy zobaczyła? A teraz ostatnio to jej pytanie o twoją ciotkę i znowu dziwna reakcja. Ja myślę, że one się znają.
– To możliwe, w końcu Jelenia Góra to nie jest takie wielkie miasto, mogły się przecież spotkać i poznać. Co w tym dziwnego?
– No właśnie ta reakcja Żyrafy. Bo jeśli kogoś znam, to znam i kropka. Skąd to nerwowe zachowanie i dlaczego ty tak na nią podziałałaś?
– Może działam nie tylko na ciebie? – próbowała żartować Ania, ale widząc karcący wzrok rozmówczyni, stwierdziła po prostu – Nie ma nic prostszego. Zapytam Jolę, czy ją zna. Jedno pytanie, jedna odpowiedź i będziemy wszystko wiedziały. To pewnie proste i nie ma się nad czym głowić. Jeszcze dzisiaj będę wszystko wiedziała i jutro ci powiem.
Ale ani tego, ani następnego dnia sprawa nie posunęła się do przodu. Z niewiadomych przyczyn Jola odmówiła współpracy i nadal tkwiły w tym samym punkcie. Ania jeszcze kilkakrotnie próbowała z nią porozmawiać, ale bez rezultatu.
Szansa na rozwiązanie zagadki pojawiła się po dwóch dniach, ale niespodziewanie nadeszła z innego kierunku.
– Coś już wiem – Monika była wyraźnie podekscytowana. – Chodź ze mną, coś ci pokażę.
Miały właśnie godzinne okienko i siedziały w szkolnej kawiarni na piętrze. Jakieś piętnaście minut temu Monika nic nie wyjaśniając dokądś wyszła. – Zaraz wrócę. Poczekaj tu – rzuciła tylko na odchodnym.
Teraz ponaglała koleżankę – No, ruszaj się.
– Dokąd idziemy? – chciała wiedzieć Ania.
– Chodź szybko, zobaczysz.
Pociągnęła ją za sobą schodami w górę. Potem jeszcze wyżej. Kiedy dotarły już na najwyższe, trzecie piętro, Monika poprowadziła ją w głąb korytarza.
– Patrz – W pewnym momencie zatrzymała się i pokazała ręką na ścianę. Wisiała tam tablica absolwentów liceum, jakich wiele było na ścianach szkolnych korytarzy.
– No tablica, jedna z mnóstwa, widzę, co w tym dziwnego?
– Przyjrzyj się jej, to zrozumiesz.
– Tysiąc dziewięćset sześćdziesiąt siedem – Ania głośno odczytała napis na górze. Powoli przesunęła wzrok niżej – O, moja ciotka – nagle zauważyła. – To Jola.
– Popatrz tutaj – Monika wskazała ręką na inne zdjęcie.
– Danuta Wysoczańska – przeczytała Ania – Zaraz, zaraz ... Przecież to nasza Żyrafa. No, to wszystko jasne, one po prostu chodziły razem do klasy, stąd się znają.
– Naprawdę sądzisz, że wszystko jasne? A mnie się wydaje, że właśnie teraz wszystko zaczyna być niejasne.
– Co masz na myśli? – Ania nic nie rozumiała.
– Jeśli one „po prostu” znają się ze szkoły, to czemu Jola *********** z tobą o tym rozmawiać i czemu Żyrafa była taka zmieszana, jak dowiedziała się, że jesteś jej siostrzenicą? Przecież we wspólnym chodzeniu do szkoły nie ma nic dziwnego, a przynajmniej nic takiego, o czym nie można by opowiedzieć. Każdy przecież z kimś chodzi lub chodził do szkoły. Skąd więc ta cała tajemnica?
– Może się po prostu nie lubiły? To byłoby chyba logiczne wytłumaczenie. – zastanowiła się Ania – Co w związku z tym? Tak mi namotałaś w głowie, że nic już nie wiem.
– A teraz to naprawdę musimy się dowiedzieć, o co chodzi. Koniecznie musisz porozmawiać z twoją ciotką. I to jeszcze dzisiaj.
Ania zastanowiła się przez chwilę.
– Ja Jolę znam. Ona ma do mnie zaufanie i lubi ze mną rozmawiać. Rozmawiamy naprawdę o wszystkim. Ona pierwsza wiedziała o tobie, a ja dowiedziałam się od niej o jej dziewczynach. To przecież są ważne sprawy i dla mnie i dla niej. To są niemal najświętsze tajemnice. O takich sprawach nie opowiada się przecież pierwszej lepszej osobie. I skoro mimo to ona nie chce nic powiedzieć, to musi być jakiś powód. Dlatego nie mogę po prostu do niej podejść i powiedzieć: „Słuchaj Jola, wiem, że ty i Danusia Wysoczańska chodziłyście razem do szkoły, więc powiedz mi, o co chodzi”. To nic nie da.
– No to co robić?
– Daj mi parę dni. Poczekam na odpowiedni moment. Jestem pewna, że prędzej czy później taki nadejdzie, a wtedy ją zapytam.
– No dobra. Ty w końcu rzeczywiście ją znasz. Będę czekała z niecierpliwością.
Przez następne dwa dni Ania tylko przecząco kiwała głową, kiedy spotykały się w drodze do szkoły. Za to trzeciego poranka nastąpił przełom. Już z daleka Monika dostrzegła, że Ania jest podekscytowana.
– Słuchaj, musisz jutro koniecznie u nas nocować.
– Co się stało?
– Jola obiecała, że nam powie, o co chodzi.
– Nam? – zdziwiła się Monika.
– A nam, właśnie nam. Wymogłam na niej, żebyś ty mogła przy tym być. Na początku się broniła, mówiła, że to głupio wywlekać osobiste rzeczy przy kimś obcym. Ja jej na to, że ty jesteś dla mnie tak samo ważna jak ona, dlatego nie może być mowy o żadnym „obcym”. Ty nie jesteś obca. A poza tym to ty się i tak ode mnie wszystkiego dowiesz, dlatego lepiej, żeby powiedziała nam o tym obu.
– No i co, zgodziła się?
– Powiedziała, że *********** mnie urazić. Że ma do mnie zaufanie i jeśli mi na tym zależy, to niech tak będzie.
– I dlatego mam u ciebie nocować?
– No tak. Po prostu Jola dzisiaj wybyła, a jutro ma jakąś imprezę w klubie garnizonowym. Nie wiadomo, o której wróci, ale wróci na pewno. To dobry moment. Ona zawsze po imprezie jest skora do zwierzeń, więc nie mogło się ułożyć lepiej.
– Nie wiem, jak to będzie. Obiecałam mamie, że jej pomogę przy obiedzie.
– Przecież obiad będzie w niedzielę, zdążysz wrócić. A chyba chcesz się wszystkiego dowiedzieć?
– Jasne że chcę. Porozmawiam z mamą.
Nazajutrz była sobota. Pogoda była piękna. Spotkały się jak zwykle przed domem Moniki i ruszyły w ****ę do szkoły.
– Mama się zgodziła. Powiedziała, że nie muszę rano wracać i że obiad przygotuje sama. – oznajmiła na wstępie Monika – Kazała mi jednak powiedzieć, że za tydzień ty masz u nas nocować i we dwójkę będziemy musiały się zająć niedzielnym obiadem i że ona będzie spała do południa. To był warunek – musiałam się zgodzić.
– Super. Będziemy razem spały?
– Jasne. Przecież wiesz, że nie mam d**giego wyrka, ale żebyś przy mojej mamie nic nie chlapnęła. Ona się niczego nie domyśla. Dla niej ****** z koleżanką na jednym łóżku to nic złego, tym bardziej że to łóżko podwójne i lepiej niech nie wie, jak my ze sobą śpimy.
– A myślisz, że miałaby coś przeciwko, gdyby wiedziała?
– Nie wiem i nie chcę póki co wiedzieć. Możemy to tak zostawić?
Cała rozmowa była prowadzona w żartobliwym tonie, bo obie doskonale wiedziały, o co chodzi. Monika była szczęśliwa, że znów spędzi noc z Anią, a obie z niecierpliwością czekały na to, co powie Jola.
Sobotnie cztery lekcje szybko minęły.
– Od nowego roku musimy usiąść w jednej ławce. Mam już dosyć tego czekania na przerwę, żeby z tobą porozmawiać. – Monika wygłosiła deklarację, jak tylko wyszły przed budynek.
– Od razu nas rozsadzą za gadanie – zauważyła rozsądnie Ania.
– Jak będę blisko ciebie, to będziemy się porozumiewać bez słów.
– Ciekawe jak?
Monika szybko rozejrzała się wokoło i widząc, że są zupełnie same w zacienionym pasażu prowadzącym na sąsiednią ulicę, zagrodziła Ani ****ę i pocałowała ją. – Tak będziemy się porozumiewać.
– I to oczywiście spotka się z ogólną aprobatą?
– Wszyscy będą zachwyceni. Możesz być pewna.
Dopisywały im humory. Dalsza część dnia zapowiadała się znakomicie, a wieczór i noc wręcz ekscytująco.
– O której mam przyjść? – spytała Monika, kiedy dotarły w końcu przed jej dom.
– Przyjdź jak tylko będziesz mogła. Ja teraz posprzątam. Coś tam przygotuję dla nas na wieczór i będę na ciebie czekała. Idziesz dzisiaj z Idą?
– Rodzice pewnie pójdą po obiedzie na działkę i ją ze sobą wezmą, ale będę musiała trochę pomóc mamie. Powinnam być przed piątą.
Zegar wskazywał już jednak kwadrans po szóstej, kiedy Monika w końcu stanęła przed drzwiami domu przy ulicy Słowackiego. – Przepraszam, ale nie chciałam, żeby mama została ze wszystkim sama – tłumaczyła się już od progu.
Ale Ania nie pozwoliła jej na dalsze wyjaśnienia. Przytuliła ją do siebie i zamknęła jej usta pocałunkiem. Pozostały tak przez dłuższą chwilę. – Dobrze, że jesteś. Stęskniłam się za tobą.
– Przez pięć godzin?
– Musimy przecież ćwiczyć to porozumiewanie bez słów.
Siedziały w pokoju Ani. Muzyka sączyła się cicho z głośników. Tym razem nie szklaneczki, ale tyrolskie kufle stały na stoliku. Były do połowy wypełnione słomkowym płynem. Maxi spała na kolanach Moniki.
– Nie lubisz piwa? – zdziwiła się Ania, kiedy Monika lekko się skrzywiła po wzięciu niewielkiego łyka.
– Niespecjalnie – ta wymijająco odpowiedziała – Nie lubię goryczy – dodała po chwili.
– Czekaj, czekaj, to ja tu mam coś dla ciebie. Specjalnie do piwa – mówiąc to, szybko wyszła z pokoju i po chwili wróciła niosąc w ręku zakorkowaną butelkę z czerwonym, gęstym płynem. Wyjęła korek, wlała niewielką porcję płynu do kufla Moniki i delikatnie zamieszała trzymaną w ręku słomką. – Spróbuj teraz.
– Co to takiego?
– Sok malinowy. Swojskiej roboty, od baby ze wsi. Doskonały do piwa. Sobie też naleję. – Jak powiedziała, tak zrobiła.
– Rzeczywiście dobre. Teraz to mogę się nawet tym upić.
W pewnej chwili rozmowa zeszła na tematy wakacyjne.
– Ten wasz wyjazd nad morze jest już pewny? – zapytała Monika.
– Tak. Jola skończyła wreszcie tę sprawę, o której ci kiedyś wspominałam i mogłyśmy potwierdzić termin. Chciałam z tobą jutro o tym porozmawiać, ale skoro już jesteśmy przy temacie to powiem już teraz – jedź z nami.
– Jak to?
– Tak po prostu. To Jola zasugerowała i aż dziwne, że ja sama na to wcześniej nie wpadłam. Przecież masz wolny lipiec. Siedzisz w domu, to zamiast tego możesz jechać z nami. Jola ma tam opłacone cztery miejsca. Właściwie to dziadek za to płaci. Mają swoje dwa pokoje w jakiejś miejscowej willi i z góry za nie płacą i za wyżywienie. Czasem tam jadą, a czasem nie. Ponoć to jakaś fajna rodzina, czy osoba, dlatego od lat nic nie zmieniają. A tym razem wybieramy się tam tylko my – ja i Jola, więc spokojnie możesz jechać z nami. Będzie super.
Dalszą rozmowę przerwał odgłos otwieranych drzwi.
– Cześć dziewczynki, jak się bawicie? – Jola od progu tryskała dobrym humorem – Były już jakieś pieszczoty?
– Czekamy ze wszystkim na ciebie. Nie możemy przecież pozwolić na to, żeby cokolwiek cię ominęło – Ania podchwyciła frywolny ton – Dołączysz przecież do nas?
– A mam inny wybór? Przecież obiecałam. – mówiąc to Jola spojrzała z wyraźną dezaprobatą na Maxi, która wciąż okupowała kolana Moniki i spała w najlepsze, obojętna, że jej pani właśnie wróciła. – Trochę jestem zakręcona, ale nie martw się, ja obietnic dotrzymuję, wszystko pamiętam. Przyrzekam, że zgodnie z waszym życzeniem zanudzę was na śmierć. Jednak zanim to nastąpi, ja najpierw wezmę prysznic, a ty moja kochana siostrzenico przygotuj nam wszystkim tymczasem po jakimś drinku i zrób coś do przegryzienia. Pewnie chwilę posiedzimy.
– Może być Heineken?
[Tu słowo wyjaśnienia – w tych czasach Heineken był dostępny jedynie w sklepach Pewexu, a więc tak jak w przypadku Curacao Jola musiała go tam właśnie kupić.]
– Byle zimny, dużo i z sokiem. Będę za dziesięć minut.
– Wesoła jest – zauważyła Monika z nutką niepokoju.
– Nie martw się. Ona jest OK. Lubi być na lekkim rauszu. Przetrzyma nas obie – uspokoiła ją Ania.
– Czy ktoś może mi przynieść ręcznik? – z łazienki dobiegło rozpaczliwe wołanie.
– Idź ty. Ręcznik weź z szafki w przedpokoju. Są w górnej szufladzie. Ja muszę skończyć te przekąski, jestem cała usmarowana. – Ania zaprezentowała ręce. – Połóż Maxi na półkę.
– Zwariowałaś, jak ja tak wejdę? – Monika była poważnie przestraszona.
– Normalnie. Przez drzwi. Idź już.
– Mogę wejść? To nie Ania, to ja – dobiegło po chwili z przedpokoju.
– To nawet lepiej. Jakaś odmiana. Wchodź śmiało – odpowiedział głos z łazienki.
Monika po chwili była z powrotem w kuchni.
– Co ty taka wystrachana, stało się coś? – spytała Ania.
– Nic, tylko Jola poprosiła mnie żebym jej wytarła plecy.
– I co z tego?
– No nic. Ale była zupełnie goła.
– A jaka miała być? Ubrana pod prysznicem?
– No... właściwie nie.
– To o co chodzi?
– No bo nie wiem – Monika ściszyła głos niemal do szeptu – nie wiem, czy ona mnie nie próbuje podrywać.
– Przeszkadza ci to?
– Głupio się chyba czuję.
– To wypij do końca piwo i nalej sobie następne, a najlepiej od razu dwa. Wtedy przestanie ci być głupio.
Monika automatycznie sięgnęła po tyrolski kufel.
– Widziałam jej pupę – powiedziała ni z tego ni z owego.
– I jakie wrażenie? – Ania aż przerwała robienie kanapek.
– Ładna jest – ku swojemu zaskoczeniu odparła Monika, bezwiednie się przy tym uśmiechając. A po chwili, jakby wracając do rzeczywistości, dodała: – Wiesz, przebywanie z tobą nie najlepiej na mnie wpływa. Zaczynam mieć dziwne inklinacje i co gorsza, coraz bardziej mi się to wszystko podoba.
– O czym rozmawiacie? – Jola właśnie pojawiła się w progu kuchni.
– O twojej pupie – szybko rzuciła Ania
– Tak? O, to ciekawe. I jakie wnioski?
– Ładna jest. Tak przynajmniej twierdzi Monika.
Twarz Moniki pokryła się rumieńcem.
Jola, która od pewnej chwili uważnie się jej przyglądała, podeszła do niej i pogłaskała ją po twarzy.
– Nie przejmuj się kochana, to tylko durne gadanie. – powiedziała przyjaźnie widząc zakłopotanie dziewczyny – Jest o ciebie po prostu zazdrosna.
– Ja zazdrosna? – Nie wychodziła z roli Ania. – Możesz ją sobie wziąć, jak chcesz, nie dbam o to.
– Nie ma sprawy. Żebyś tylko tego później nie żałowała.
– Czego mam żałować? Dziewczyny, która zachwyca się czyjąś pupą?
– A mnie to już nikt o zdanie nie zapyta? – próbowała się wtrącić Monika, która po raz kolejny doszła do siebie.
– Nie – odpowiedziały zgodnym chórem.
– Nusia, to moja pierwsza wielka miłość – zaczęła swą opowieść Jola. Właściwie już po tych słowach wszystko stało się jasne, ale ciekawość sprawiła, że obie słuchające dziewczyny niemal zamarły w bezruchu, czekając na ciąg dalszy.
– Byłyśmy dokładnie w takim wieku jak wy teraz. Był sześćdziesiąty piąty rok, końcówka d**giej klasy. Nasza wychowawczyni wymyśliła, że całą klasą pojedziemy na trzy dni nad morze.
– To były czasy, kiedy zakłady pracy w ramach „socjalistycznej pomocy i współpracy” (Jola powiedziała to z wyraźnym przekąsem) miały kontakty ze szkołami, tylko po to, żeby się wykazać przed władzą. I właśnie to wykorzystała pani Jasińska – to była nasza wychowawczyni. Załatwiła z jakimś zakładem, że skorzystamy z ich ośrodka wypoczynkowego, a oni w zamian zaliczą sobie ten dobry uczynek w poczet zasług na rzecz społeczeństwa. Ten ośrodek był wówczas remontowany przed sezonem, ale nadawał się do zamieszkania, tym bardziej, że było nas do kupy tylko trzydzieści osób. Dostaliśmy to wszystko za darmo. Posiłki wykupione w miejscowej restauracji opłacił Komitet Rodzicielski, który wyłożył również na bilety kolejowe i nam dzieciakom, a właściwie naszym rodzicom, pozostało jedynie zgodzić się na udział w tej eskapadzie i dać jakieś kieszonkowe. Zresztą i kieszonkowe nie było konieczne, bo było przed sezonem i Jasińska mówiła, że wszystko będzie pozamykane. Ta miejscowość nazywała się Mikoszewo i oprócz plaży, lasu i gospody w środku wsi, nic tam godnego uwagi poza sezonem nie było.
Dziewczyny słuchały z uwagą. Jola przerwała i wypiła resztkę piwa z kufla.
– Aniutka? – rzuciła błagalne spojrzenie.
Ania sięgnęła po puszkę.
– Nie, nie – Jola zaprzeczyła ruchem głowy i przykryła ręką kufel – Czy twoja dziewczyna pozwoli, żebyś mnie pocałowała?
Monika patrzyła, jak się ku sobie pochyliły. Dziwne, ale nie poczuła zazdrości.
– Ale nalać mi i tak możesz – Jola nie omieszkała dodać, kiedy skończyły się całować. – A ty co się tak patrzysz? – rzuciła słodko w stronę zapatrzonej Moniki. – Też chcesz buzi?
– A gdybym powiedziała: tak? – Monika sama była zaskoczona swoją śmiałością
Jola aż przekrzywiła głowę ze zdumienia. Uśmiechnęła się promiennie.
– No proszę, jak ta twoja Monia się przy tobie wyrabia. Jeszcze trzy tygodnie temu była cicha jak myszka, a teraz, patrzcie państwo, odszczekuje się.
– Ja wcale ... – Monika próbowała się bronić.
– Gdybyś powiedziała „tak”, to byś też dostała... – przerwała jej Jola. – Ale nie martw się i tak na wszystko przyjdzie czas – i dotknęła palcem jej warg.
– Przepraszam, ale ja póki co muszę do toalety. Piwo zaczyna działać. C’est la vie.
Kiedy Jola wyszła, Ania spojrzała na Monikę.
– Nie masz mi za złe tego pocałunku? – spytała niepewnie.
– Przecież ostatnio prosiłaś mnie tak pięknie, żebym ci na to pozwalała.
– Ale to były tylko słowa, a teraz ja pytam poważnie.
– A gdybym ja zrobiła coś takiego?
– Chciałabym, żebyś to zrobiła.
Monika poczuła, że ogarnia ją pożądanie.
– Nabieram na to coraz większej ochoty. Poprosisz mnie teraz, żebym to zrobiła?
– Jesteś bardziej perwersyjna niż ja – Ania podeszła i wpiła się w jej wargi. Monika zamknęła oczy ... Trwałoby to zapewne znacznie dłużej, ale usłyszały delikatny brzęk szkła.
Jola z niewinną miną siedziała już na swoim miejscu.
– Właściwie to nie chciałam wam przerywać, tak ładnie razem wyglądacie, ale ja mam wciąż pusty kufel – powiedziała przepraszająco.
– Która z nas się lepiej całuje? – rzuciła w stronę Ani i z filuternym uśmiechem spojrzała w oczy Moniki. Maxi zeskoczyła z półki i wyszła z pokoju.
– No i pojechaliśmy nad to morze. – wróciła do tematu Jola, kiedy na powrót wygodnie rozlokowały się w fotelach. – Pech chciał, że pogoda, która dotąd była bardzo ładna, akurat tej nocy, kiedy byliśmy w pociągu, jadąc w stronę morza, zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Jak wysiadaliśmy rano na dworcu, to już nieźle kropiło, a kiedy w końcu dotarliśmy do ośrodka, to lało jak z cebra. Był tam już na miejscu kierownik całego ośrodka, który zabrał nas do kuchni, gdzie mogliśmy obeschnąć. Powiedział, że domki są dwuosobowe – te większe są wciąż w remoncie – i że pani musi zrobić listę, kto z kim, a on wszystkich rozlokuje.
– Ja od początku roku szkolnego siedziałam w ławce z Nusią – wtedy jeszcze mówiłam do niej „Danusia” albo „Dana”. Jasne więc było, że razem zajmiemy domek. Przyjaźniłyśmy się, ale było to tylko szkolne koleżeństwo, nic więcej. Dopiero tam nad morzem wszystko się zmieniło. – przypominała sobie Jola.
– Nasz domek był identyczny jak wszystkie inne. Taki „ul” z dwuspadowym dachem. W środku dwa łóżka i stojąca pomiędzy nimi szafka nocna. Nad głowami coś w rodzaju półek – jak w przedziale kolejowym. I to wszystko. Na szczęście budka była szczelna, nic nam do środka nie wiało, ale co tu robić, jak nawet nie było stolika. Tylko ta szafka nocna. Zanim się wszyscy rozlokowali, zrobiło się późno. Nasza wychowawczyni obeszła wszystkie domki, sprawdziła czy wszystko OK, życzyła dobrej nocy i lepszej pogody. Na zewnątrz lało, nie było więc mowy o wyjściu. Jasińska powiedziała, żeby raczej po ośrodku nie chodzić, chyba że do toalety. „Jutro się będziecie odwiedzać, a dzisiaj śpijcie, żebyście mieli siły na następne dni”.
– Nam się spać nie bardzo chciało, ale naprawdę nie było co robić, tym bardziej, że prąd mieli włączyć dopiero następnego dnia. Tak, że nawet lampka nie działała. Przebrałyśmy się obie w piżamy, położyłyśmy do łóżek i próbujemy zasnąć. Jedynym plusem tej całej sytuacji było to, że łóżka były naprawdę super. Szerokie, wygodne. Musieli je gdzieś kupić okazyjnie, bo inaczej wstawiliby wąskie, normalne i byłoby więcej miejsca na to, żeby się poruszać w tym domku, a tak to przy tych szerokich łóżkach można było jedynie na nich siedzieć lub w nich leżeć, nawet stanąć nie było gdzie. W kompletnej ciemnicy siedzenie było bezsensowne, tak więc leżałyśmy przykryte kocami i gadałyśmy. Zimno trochę było, bo to ośrodek na lato, a więc żadnego ogrzewania i Nusia w pewnym momencie mówi, że te łóżka takie szerokie, że może się przeniosę do niej, to będzie nam cieplej. Przeniosłam się, położyłam się za nią i przytuliłam. Po jakimś czasie rzeczywiście zrobiło się nam ciepło i przyjemnie. Dzisiaj już nie wiem, o czym wtedy rozmawiałyśmy. Leżałam tak przytulona do niej i pamiętam, jak poczułam zapach jej włosów – Jola na chwilę przerwała.
– Jeszcze teraz go czuję. Był taki niesamowity. Inny niż te wszystkie zagraniczne szampony u nas w domu. „Ładnie pachniesz”, powiedziałam wtedy do niej. Nie miałam chyba nic więcej na myśli, po prostu stwierdziłam fakt, a zapach naprawdę mi się podobał. Zaczęłam gładzić jej włosy, chyba żeby lepiej poznać ten zapach. Nigdy potem nie wiedziałam, dlaczego zaczęłam to robić. Miała takie piękne włosy, aksamitne. Wtedy przestała się odzywać. Dotąd mówiła bez przerwy. Raz ona, raz ja. A teraz nic. Ja coś tam mówię, a ona nic. Po jakimś czasie pomyślałam, że zasnęła. Przestałam głaskać jej włosy i schowałam rękę za siebie.
Jola uśmiechnęła się, przypominając sobie tę sytuację.
– A ona mówi cichutko: „Nie przestawaj”. I właśnie wtedy coś się stało. To „nie przestawaj” tak mnie ośmieliło, że zamiast głaskać, ja zaczęłam całować i wtulać się w jej włosy. Całowałam je i zachwycałam się tym zapachem. Wsunęłam rękę pod jej bluzkę i głaskałam ją po plecach. Nie miała na sobie biustonosza. Zrobiło mi się gorąco. Było ciemno, zupełnie nie wstydziłam się tego co robię. Zupełnie jakby tego nie było, jakby nic się nie działo. Nusia nadal leżała na boku plecami do mnie, ale w pewnej chwili odwróciła się w moim kierunku i położyła na plecach. Czułam, że na mnie patrzy. Było ciemno, nie mogłam tego widzieć, ale to czułam. Złapała mnie za rękę i położyła ją sobie na piersiach, na nagich piersiach. Poczułam, jakie ma twarde sutki. I wtedy pocałowałam ją w usta. Ona kompletnie nie umiała się całować. Nie wiedziała, jak to robić. Ale to nie miało znaczenia. Tak bardzo jej wtedy pragnęłam i czułam, że ona pragnie mnie.
Jola przerwała, po jej policzkach popłynęły łzy. – Przepraszam was. – powiedziała cicho, jakby nie swoim głosem. – Cholerne wspomnienia.
– Co ty mówisz? – obruszyła się na to Ania. – Tak pięknie opowiadasz.
– Co z tego? To tylko wspomnienia. Cholerne wspomnienia – powtórzyła.
– Nie wiem, ale chyba chciałabym mieć kiedyś takie wspomnienia. – Monika też nie mogła się powstrzymać od komentarza. – Boże, jestem wilgotna w środku.
Jola spojrzała na nią przez łzy. Ania to dostrzegła.
– Pocałujcie się – powiedziała. – Tak bardzo was kocham. Zróbcie to dla mnie, pocałujcie się. Monika, chodź tu – wyciągnęła do niej rękę.
Ta posłusznie się przysunęła. Spojrzała w szklane oczy Joli. Zamknęła oczy i położyła swoje wargi na jej wargach. Poczuła słony smak łez. Ich języki spotkały się, a wargi zacisnęły jeszcze mocniej. Monikę przeszył dreszcz rozkoszy, kiedy Jola wsunęła rękę pod jej bluzkę.
– Jak ja was kocham – szeptała cicho Ania i głaskała je po włosach, a one po raz pierwszy poznawały swój smak.
– Muszę sobie zrobić jakiegoś porządnego drinka. Przy piwie upijam się na smutno, a nie chcę się dziś smucić – Jola podniosła się z fotela i poszła w stronę kuchni.
Odprowadziły ją wzrokiem, podziwiając jej smukłe kształty. Króciutki szlafrok odsłaniał w całości zgrabne nogi.
– A ja wejdę pod prysznic, jeśli nie masz nic przeciwko temu – Monika spojrzała na Anię pytająco, kiedy Jola zniknęła już z pola widzenia.
– Nie mam, ale włóż potem tunikę. Wisi w tej pionowej szafce, obok brodzika i czeka na ciebie. Tak pięknie się całowałyście, byłam o was zazdrosna.
– Przecież zrobiłam to dla ciebie. Chociaż nie powiem, że bez przyjemności.
– Och ty świnko. Wiem, chciałam tego. I nadal tego chcę. Powiedz mi, spodobało ci się?
– Bardzo – Monika nie mogła być nieszczera.
– Jestem z tobą szczęśliwa – szepnęła jej do ucha Ania. – Idź i wróć „prawie naga” – zacytowała zdanie Moniki sprzed dwóch tygodni – Ja pójdę po tobie.
Dwadzieścia minut później były z powrotem w pokoju Ani. Tym razem drinki stały na niewielkim ruchomym stoliczku na kółkach, światło było zgaszone, jedynie stojąca na stoliku świeczka swoim migotliwym blaskiem oświetlała leżące na szerokim łożu dziewczyny.
– Czy dobrze to zrobiłyśmy? – spytała zza pleców Moniki Ania. – Czy tak wtedy leżałyście?
– Tak samo – Jola nie miała wątpliwości – Ale my nie miałyśmy tak kusych strojów.
– Ale podobają ci się te nasze? – upewniała się Ania.
– Wy mi się w nich podobacie.
– Tej pierwszej nocy zasnęłyśmy, jak już było jasno. W ciągu dnia dalej lało i dlatego po lekcjach, które odbyły się na stołówce, zamiast iść nad morze lub gdzie indziej coś zwiedzać, wróciliśmy do swoich domków. Przez pierwsze kilka godzin wszyscy odwiedzali wszystkich – jakbyśmy chcieli się przekonać, czy te identyczne z zewnątrz domki są może różne w środku. Nie były. Pamiętam, że dwóch chłopaków, którzy wyglądali najpoważniej, poszło do pobliskiej knajpki po piwo. Zdobyli gdzieś taką dużą bańkę na mleko i drewniany wózek. Wypłukaliśmy jakoś wspólnie bańkę, zrobiliśmy zrzutkę i oni poszli do wsi, ciągnąc za sobą ten wózek. Potem siedzieliśmy po dziesięć osób w trzech sąsiednich domkach i piliśmy piwo, a bańka krążyła od domku do domku. Fajnie było. Tego piwa specjalnie dużo nie było, jeśli wziąć pod uwagę liczbę osób, ale to były inne czasy. Młodzież w naszym wieku wówczas w ogóle nie piła *******u. Jestem przekonana, że wielu z nas wtedy nad morzem po raz pierwszy spróbowało piwa. Było naprawdę fajnie. I był już prąd. Któraś z dziewcząt pożyczyła od kierownika takie śmieszne radio przenośne, nazywało się „szarotka”, i to radio wyło w sąsiednim domku. Nikt nie zwracał uwagi na to, co leci. Przekrzykiwaliśmy się wzajemnie. Teraz myślę, że wszyscy byliśmy szczęśliwi. To nie były czasy szkolnych wycieczek. Wtedy, paręnaście lat temu, to nie było modne i nikt o tym nie myślał. To nasza Jasińska była na tyle do przodu, że sama wpadła na ten pomysł i praktycznie sama doprowadziła go do końca. Wśród nas były różne *********. Także takie, z biedniejszych rodzin, których nigdy nie byłoby stać na wyjazd nad morze. A dzięki niej to dla wielu nieziszczalne marzenie mogło się spełnić. Fajne to były czasy.
– Późno już było, jak wróciłyśmy do swojego domku. Poszłyśmy od razu do łazienki, gdzie zostały jeszcze resztki ciepłej wody i potem znowu przez ten padający deszcz z powrotem do domku. Suszarek wtedy nie było. Siedziałyśmy obie na moim łóżku i na przemian wycierałyśmy sobie nawzajem włosy, a potem je czesałyśmy. A ja znowu poczułam ten zapach jej włosów. Teraz było już jasno, bo włączyłyśmy lampkę i nie musiałyśmy siedzieć w ciemności. Chociaż kto wie, czy gdyby nie ta ciemność, to cokolwiek by się zdarzyło poprzedniej nocy. Przebrałyśmy się w piżamy. Pamiętam, że w ogóle się siebie nie wstydziłyśmy, ale żadna z nas nie mówiła o wczorajszym dniu. Postanowiłyśmy zestawić łóżka razem. Wytargałyśmy tę nocną szafkę pod drzwi i przysunęłyśmy łóżko Nusi do mojego. Myślę, że każda z nas myślała, o tym co było wczoraj, ale obie nie miałyśmy śmiałości o tym wspominać. Pamiętam, że ja cały dzień na nią patrzyłam, tak bardzo chciałam wziąć ją za rękę, przytulić się, a jak wreszcie zostałyśmy same, nie mogłam się zdobyć, żeby to zrobić. I kiedy w końcu położyłyśmy się na tych dosuniętych do siebie łóżkach, zaczęłyśmy się po prostu na siebie patrzeć. Żadna z nas nic nie mówiła. Leżałam tak i patrzyłam w te piękne niebieskie oczy Nusi i było mi tak przyjemnie. To trwało naprawdę długo. A im dłużej się w te oczy wpatrywałam, tym większej śmiałości nabierałam. Śmiałości, a może raczej pewności, że to co się poprzedniej nocy stało, to nie był przypadek. I wtedy powiedziałam: „Chodź tu do mnie”.
– Jak sobie to dzisiaj przypominam, to byłyśmy nieźle perwersyjne. Nie zgasiłyśmy lampki. Wszystko robiłyśmy z pełną świadomością i takim ogromnym pragnieniem przeżycia tego, co nam dawał los. Bo przecież gdyby nie ten wyjazd nad morze, to nic by się nie wydarzyło, nie mogłybyśmy robić tego, co właśnie robiłyśmy. Ja to dzisiaj analizuję z perspektywy czasu, ale my to wówczas po prostu czułyśmy, nie do końca zdając sobie z tego wszystkiego sprawę.
– Tej nocy robiłyśmy już dosłownie wszystko. Pamiętam, jak Nusia klęczała na łóżku całkiem naga, ja całowałam jej nogi, a ona dostała takiej gęsiej skórki. Czy to z zimna, czy z podniecenia? Nie wiem. Ale dopiero przed zaśnięciem nakryłyśmy się wspólnie kocem. Wcześniej koce leżały na szafce, a my chyba w ogóle nie zwracałyśmy uwagi, czy jest ciepło czy zimno.
– Te trzy dni szybko minęły. Morze było piękne, Nusia jeszcze piękniejsza. Ja wróciłam do domu szczęśliwa i zakochana po uszy. Wiem, że Nusia czuła to samo. Ale to co najlepsze się nam przytrafiło tego roku, miało się dopiero wydarzyć.
Jola zamilkła, świeczka już dawno zgasła. Żadna się nie odzywała. Po kilku minutach Jola się podniosła.
– Zostań z nami – to był głos Moniki.
Położyła się posłusznie, a one przytuliły się do niej. Po jakimś czasie Jola przerwała milczenie:
– Chyba nie będziemy tak leżeć bezczynnie? No, to która mnie pierwsza pocałuje? Tak na dobry początek?
– A gdzie byś chciała? – zapytała Monika.
„A gdzie byś chciała?” Monika niemal roześmiała się w myślach na wspomnienie tamtej chwili. Teraz w swoim pokoju leżała na łóżku z otwartymi oczami i rozpamiętywała ostatnią noc spędzoną u Ani. „U Ani i Joli” powinna właściwie powiedzieć, z odpowiednim akcentem na „Joli”. „Ależ ja byłam bezczelna zadając to pytanie” dziwiła się sobie sama. Kiedy chwilę później, nie czekając na odpowiedź, rozchyliła szlafroczek Joli i w całej okazałości zobaczyła jej nagość, przestała nad sobą panować. Przez jakiś czas zachwycała się widokiem, potem przytuliła się do mięciutkich włosków, kilkakrotnie musnęła je ustami i zaczęła całować. Całowała i lizała aksamitną skórę jej ud i pachwin. Delektowała się zapachem i smakiem Joli, i świadomie odwlekała ten najważniejszy moment. A kiedy w końcu nadszedł i poczuła na języku tę słodką wilgoć jej wnętrza, pociemniało jej w oczach. Spijała ten najsłodszy ze słodkich nektar i co jakiś czas delikatnie pieściła najczulszy punkt. Nie wiedziała, że Ania uważnie obserwuje każdy jej ruch.
7年前