Kotku, masz pięć minut?
- Dziękuję, to wszystko.
Jonathan nigdy nie przedłużał spotkań kadr, jak zdążyłam zauważyć. Nigdy też nie zatrzymał na mnie wzroku dłużej niż pięć sekund, lecz nie był to czas wybitny, gdyż takiej Florence poświęcał przynajmniej dziesięć sekund więcej. To ja byłam przecież seksbombą! Cholera jasna!
Szybko wstałam z krzesła, lecz nie zdążyłam zrobić choć kroku w stronę tego przystojniaka, gdy już wyszedł z pomieszczenia, nie oglądając się za siebie.
- Pieprzone szczęście - mruknęłam do siebie.
Laurel położyła mi dłoń na ramieniu.
- Nowy obiekt zainteresowania? - spytała nieco zmęczonym tonem. Czułam, że już ma dość moich żali na temat facetów.
Mimo iż uznawałam ją za swego rodzaju przyjaciółkę, nie wiedziała o mnie niemalże nic. Czasem plotkowałyśmy, piłyśmy kawę lub jadłyśmy razem lunch. **, kobieca relacja. Nie mogłam jednak nikomu zdradzić swoich sekretów - inaczej ojciec już dawno wyrzuciłby mnie z firmy. To byłoby haniebne. Nie, nie mogłam na to pozwolić.
- Co ty - prychnęłam. - On jest zbyt zajęty wgapianiem się w dekolt tej dziwki Megan.
***
Okłamałam Laurel, żeby przypadkiem nikt nie dowiedział się o moim nowym planie. Chciałam umówić się z Jonathanem na randkę. Może nie sprowadzało się to do niewinnych buziaków oraz zagadkowych uśmieszków posyłanych ukradkiem (przecież nie mogłabym sobie wybaczyć, gdybym nie spróbowała zaciągnąć Jonathana do łóżka), lecz jak na razie musiałam z powodzeniem przejść fazę selekcji, jak nazywałam ją drwiąco w myślach. Oby Jonathan połknął haczyk. Inaczej sprawy mogą się pokomplikować.
Do lunchu pilnie pracowałam, udając, że nie interesuje mnie życie Daphne z marketingu czy problemy George'a z budżetówki. Popijałam herbatę, przeglądając niekończące się stosy dokumentów, odpisując na służbowe mejle oraz podpisując się w odpowiednich miejscach. Po dwóch godzinach byłam wykończona; masowałam nadgarstki, patrząc smętnie na zegar zawieszony na ścianie. Wskazówki, złośliwie, nie chciały przyspieszyć.
Drzwi mojego pokoju otworzyły się. Próg przekroczyła Theresa, osobista sekretarka mojego ojca. Jej garsonka była starannie wyprasowana, koszula zapięta po sam kołnierzyk, zaś włosy spięte klamrą. Wyglądała bardzo profesjonalnie, to musiałam jej przyznać. Przybrużdżona zmarszczkami twarz pozostawała poważna.
- Pan Shawn chce cię widzieć w porze lunchu u siebie w biurze - oświadczyła chłodno.
Posłałam jej promienny, wymuszony uśmiech.
- Oczywiście. Przekaż mojemu ojcu, że będę u niego punktualnie - odpowiedziałam, starając się wyglądać przyjaźnie i miło.
Drzwi zamknęły się.
- Jak ja suki nienawidzę - westchnęłam.
Wiedzialam, że sekretarka skrycie podkochiwała się w ojcu, któremu nie w głowie były romanse. Poza tym, jeśli mam być szczera, wybrałby kogoś młodszego, pełnego wigoru, a nie wiecznie naburmuszoną matronę. Miał przecież gust, odziedziczyłam go po nim. Nawet jeśli swoje obowiązki wykonywała perfekcyjnie, w łóżku byłaby beznadziejna. A jaki wstyd pokazać się z taką babą na mieście!
***
Wyszliśmy do pobliskiej kawiarni. Była jasna, przestronna i dawała sporo prywatności. Nie dziwiło mnie to - znajdowała się wśród biurowców, pełno tu biznesmenów, którzy mogli omawiać kontrakty i nie tylko w przyjemniejszej atmosferze, z filiżanką pachnącej kawy lub herbaty. Do tego lubiłam ich ofertę ciast; słodkie oraz smaczne pokusy za niewielką cenę to przyjaciele każdej kobiety.
Ojciec chrząknął, zwracając moją uwagę na siebie. Mieszał kawę powolnymi ruchami, przypatrując mi się przenikliwie.
- Jesteś bystra, Claro - zaczął. Milczałam, grzejąc dłonie o naczynie z herbatą. - Zapewne domyślasz się, czemu chciałem z tobą rozmawiać.
- Nie - przyznałam zgodnie z prawdą.
Ojciec był siwym, starszym mężczyzną, jednak odznaczał się niemałym wigorem. Jego wiedza oraz umiejętności biznesowe imponowały mi niezmiernie, o czym doskonale wiedział. W garniturze szytym na miarę wyglądał świetnie, nawet mimo swego odznaczającego się brzucha. Utrzymywał pokerową twarz co tylko wzmagało moje zainteresowanie sprawą, która zadecydowała o wspólnym lunchu. Przekrzywiłam głowę, odgarniając ciemne włosy.
Zatarł ręce.
- Chcę, żebyś wreszcie sprawowała pieczę nad kadrami. Przejmiesz stanowisko Jonathana. Już z nim rozmawiałem o tym. - Przerwał, aby napić się parującej kawy. Sądząc po minie, smakowała mu. - Na razie będziesz jego asystentką, aby zobaczyć, jak wygląda praca na tym stanowisku, a po dwóch miesiącach, może jednym, zostaniesz przełożoną kadr.
Uśmiechnęłam się kącikami ust. Awans i jednocześnie wymówka, aby spędzić czas z Jonathanem? Świetnie! Ojciec sam wcisnął mi do rękawa asa. Nie zdawał sobie z tego co prawda sprawy, jednak nie musiał; im mniej wiedział o swojej córeczce, tym lepiej dla mnie.
- Co stanie się z Jonathanem? - udałam zatroskanie. Mimo to szczerze martwiło mnie, co będzie po tym miesiącu czy dwóch. Czyżbyśmy mieli się już nigdy nie spotkać? A co, jeśli do tego czasu nie uda mi się zaciągnąć go do łóżka?
Ojciec zacmokał.
- Jest zainteresowany działem IT.
***
Już następnego dnia od ósmej siedziałam w gabinecie Jonathana, pomagając mu w papierologii. Milczał, skupiony na zadaniu, podczas gdy na biurku przed nami stały dwie gorące kawy. Pierwsza przerwałam milczenie, powoli zaczynając wprowadzać plan uwiedzenia mężczyzny w życie:
- Słyszałam, że chcesz się przenieść do IT.
Pokiwał głową, pisząc coś na skrawku papieru. Zmrużyłam oczy, zasłoniwszy twarz włosami.
- Humor nie taki? - zapytałam ze zmartwieniem, dotykając niemalże nieśmiało jego ramienia.
Zesztywniał, ale nie odsunął się. Rzucił mi zdawkowe spojrzenie z ukosa.
- Możesz zająć się pracą? - spytał uprzejmie. - Nie jesteśmy tu, żeby plotkować.
Uśmiechnęłam się przepraszająco.
- Po prostu lubię rozmawiać i robić... - zaczęłam się tłumaczyć.
- A ja nie - uciął brutalnie.
Z ledwością powstrzymałam się od zgrzytania zębami.
***
Tydzień ciągnął się niemiłosiernie powoli.
Jonathan, poza krótkimi poleceniami lub wskazówkami, unikał rozmów ze mną, co przyjęłam ze znikomą radością. Irytował mnie swoim oporem, lecz, w pokrętny sposób, to nakręcało mnie na niego jeszcze bardziej. Pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z moich pragnień; w środę byłam gotowa rzucić się na niego. Wystarczyłoby, żeby rozpiął rozporek, ściągnął bieliznę, a ja mogłabym podciągnąć spódnicę do góry - stringi nie stanowiły przeszkody.
Do niczego nie doszło, więc chodziłam podminowana, sfrustrowana, wściekła, zasłaniając swój stan sztucznym uśmiechem. Odpowiadałam przesłodzonym tonem na każde „dzień dobry", „do widzenia" i „pocałuj mnie w dupę". Z nerwów skubałam skórki.
Laurel i Megan próbowały wyciągnąć mnie wczoraj na babski wieczór w jednym z barów, lecz odmówiłam stanowczo, mając zamiar poświęcić czas na myślenie. Upojenie *******owe mogłoby wywołać we mnie niepożądane reakcje lub odruchy. Mogłabym na przykład zadzwonić do Jonathana, powiedzieć mu, że go pragnę najmocniej na świecie. Potrząsnęłam głową. O nie, to nie wchodziło w grę. Wszystko poszłoby się...
***
Siedziałam przed komputerem, otwierając kolejne mejle. Powinnam odpisać na choć jeden - mimo przyuczania do awansu, wciąż miałam inne obowiązki.
Czułam, że Jonathan przyglądał mi się ukradkiem, gdy skubałam zębami skórkę na palcu serdecznym, lecz uparcie go ignorowałam, wgapiając się w monitor. Nie spojrzę. Nie spojrzę. Kurwa mać, nie spojrzę na ciebie. Nawet się nie odezwę, powtarzałam w myślach mantrę. Ociężale zabrałam się za pisanie mejla z odpowiedzią, byle tylko zająć się czymś.
- Długo będziesz udawać, że pracujesz? - zapytał z rozbawieniem, przerywając ciszę.
- Tak! - odpowiedziałam szybko. Zaraz zorientowałam się, o co właściwie pytał, więc rzuciłam mu gniewne spojrzenie. - Nie udaję! - syknęłam.
Nie wyglądał na przekonanego.
Wstał z fotela obrotowego. Zauważyłam, że dwa górne guziki koszuli są rozpięte. Przełknęłam, gdy powoli zbliżał się do mnie. Na jego twarzy pełgał zawadiacki uśmiech, a oczy błyskały iskierkami. Wyglądał jak przystojny licealista, który wiedział, że nabroił, ale nie spodziewał się kary - przecież takiemu ideałowi się wybaczy.
Pochylił się nade mną, opierając ciężar na podłokietnikach. Nasze twarze dzieliły milimetry.
- To czemu nie pracujesz? - zapytał, szepcząc wprost do mojego ucha.
Zadrżałam. Na reakcję ciała nie musiałam długo czekać; wilgoć powoli zbierała się między nogami, a gorąco co rusz spływało w dół ciała. Przełknęłam ciężko, uchylając usta. Nagle nie byłam w stanie oddychać wyłącznie nosem. Powietrze było zbyt rzadkie. Chciwie łapałam oddech za oddechem, czekając na kolejny ruch ze strony Jonathana.
Nie zawiodłam się.
Złapał moją twarz, po czym pocałował brutalnie. Jęknęłam w jego usta. Dawno nikt nie całował mnie z taką pasją. Wstawałam z fotela, gdy starał się odsunąć, prowokując mnie.
Jedną ręką chwycił moją pierś, aby móc ją uciskać, zaś d**gą położył na pośladkach. Och, Boże, to było cudowne! Skoro przez ubrania wyprawiał takie cuda z moim ciałem, co się stanie, gdy wreszcie zerwie ze mnie te zbędne łachy? Wręcz poczułam, jak coś spływa z mojego wnętrza.
Tak szybko byłam gotowa poczuć go w sobie, że to aż niewiarygodne dla mnie samej.
Zrzucił moją marynarkę, a potem zwyczajnie rozerwał koszulę; usłyszałam stukot, gdy guziki uderzyły o posadzkę wyłożoną drewnem. Dyszałam, patrząc na Jonathana pożądliwym wzrokiem. To było coś, czego pragnęłam już od dłuższego czasu, a teraz dostawałam go na tacy...
Odsunął się pół kroku, po czym przyjrzał mi uważnie. Jasne włosy miał w nieładzie, a niebieskie oczy chłonęły moje piersi, wciąż jeszcze tkwiące w koronkowym staniku.
- To już nie będzie ci potrzebne - wymruczał, rozpinając biustonosz jedną ręką. Zadrżałam, choć w pomieszczeniu było ciepło. - Wyglądają pięknie, gdy nie mają tego brzydkiego czegoś... - Pomachał stanikiem, a potem odrzucił go za siebie.
Poczułam jego usta na swojej piersi, podczas gdy d**gą zajęła się dłoń. Jęknęłam, przymykając oczy. Musiałam oprzeć się o biurko, żeby nie upaść. Najwidoczniej moja reakcja tylko zachęciła go do działania, ponieważ zassał się mocniej, a następnie ugryzł sutkę. Cudem udało mi się zdusić krzyk.
Najwyraźniej szybko się nudził. Zaraz jego chciwe dłonie ściągały ze mnie spódnicę. Nie założyłam rajstop, bo wszystkie miały oczka, więc zostałam w stringach. Zacmokał z wyraźnym zadowoleniem, odsunął cieniutki materiał na bok, po czym przejechał palcem po mojej cipce. Spojrzałam na twarz Jonathana, przygryzając wargę.
- Tak szybko, skarbie? - zapytał, a potem klęknął przede mną.
Złapałam się mocno krawędzi biurka w ostatniej chwili. W następnej już ledwo stałam, drżąc i jęcząc głośno, bezwstydnie. Wprawiony w miłości francuskiej język pobudzał mnie, rozpalał do granic czerwoności. To było coś niesamowitego.
Język skupił się na łechtaczce, przez co odruchowo ruszałam biodrami, zaś do środka wsunął palec. Byłam gotowa już dojść, jeszcze tylko trochę...
Przerwał.
- C-co...? D-dlaczego...? - wyjąkałam, mrugając szybko.
Przełknęłam, widząc, że rozpinał pasek, a potem guzik i rozporek. Pod materiałem wyraźnie rysował się pobudzony penis. Oblizałam usta, przypatrując się mu niczym zahipnotyzowana. Nie wiedziałam, czy chciałam go dotknąć, posmakować, a może już poczuć w sobie. Jonathan wybrał za mnie.
- Klękaj - nakazał, uwolniwszy penis spod fałd materiału.
Wykonałam rozkaz z niemałą rozkoszą, po czym objęłam go ręką. Był może nieco większy od średniej, jeśli chodziło o długość, lecz z pewnością imponował grubością. Poruszyłam ręką, a potem wsunęłam główkę do ust.
Zamknęłam oczy, napawając się chwilą.
Kiedy je otworzyłam, leżałam w łóżku, spocona i podniecona.
- Kurwa mać! - Przekręciłam się na bok, ściskając uda. Byłam wściekła na podświadomość za tak realny sen erotyczny. To było wręcz karygodne, że nawet mózg był przeciwko mnie.
***
Sobotę zaczęłam od porannego joggingu. Rześkie powietrze oraz pierwsze promienie słońca dodały mi energii, a także rozpogodziły po męczącym tygodniu w biurze. Przy okazji zmyłam z siebie złość na cały świat, los, Boga, czy coś, co nad nami czuwało.
Po powrocie do domu weszłam pod prysznic. Letnia woda łagodziła ból mięśni po bieganiu.
Wyszedłszy z łazienki, skierowałam się do kuchni. Zrobiłam sobie jajecznicę z bekonem oraz cebulą. Wstawiłam również wodę na herbatę, zaś do kubka włożyłam torebkę mięty; nawet bez zaparzenia wyczuwałam jej cudowny, kojący zapach.
Zamierzałam dziś poświęcić czas wyłącznie sobie - dosłownie leżeć i pachnieć, czytając ciekawą książkę. Najbardziej lubiłam kryminały z elementami romansu. Zawsze sobie wyobrażałam, że jestem którąś z bohaterek. Była to forma relaksu, lecz także sposób na nowe pomysły, jeśli chodziło o flirt.
Zjadłam jajecznicę, pijąc gorącą herbatę. Od razu poczułam się o wiele lepiej. Zaległam więc na kanapie z kolejną powieścią w ręce, jednakże - mimo starań - nie potrafiłam skoncentrować się w pełni na tekście. Cały czas wracałam do Jonathana, swojego planu oraz snu erotycznego. Dobry nastrój prysł niczym bańka mydlana.
Westchnęłam, okazując irytację. W moich wyobrażeniach sobotę spędziłam z lepszym humorem. Jak widać nic nie mogło iść po mojej myśli.
***
Poniedziałkowy poranek rozpoczęłam od kawy. Parującej, pachnącej kawy ze starego ekspresu, która smakowała wyjątkowo lurowato. Skrzywiłam się z niesmakiem, odstawiając kubek. Jonathan zerknął na mnie z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. W odpowiedzi uniosłam brwi. Pokręciwszy głową, skoncentrował się na tekście w komputerze.
- Kiedy zaczniesz pracę?
- Kiedy wreszcie wyjmiesz kij z czterech liter? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Słucham? - Zamrugał. Oderwał się aż od komputera, osłupiały. - Myślisz, że jesteśmy tu dla zabawy? Pan Shawn...
Prychnęłam.
- Kotku, wiem, jaki jest mój ojciec - rzuciłam, przerywając mu bezpardonowo. - Doskonale wiem, czego po nas oczekuje, czego chce. Dlatego, z łaski swojej, nie tłumacz mi tego.
Oblizał wargi.
- Doprawdy nie wiem, czemu cię zatrudnił - mruknął.
Zachichotałam. Naprawdę mnie rozbawił.
- Jeśli myślisz, że zrobił to dla ukochanej córeczki, mylisz się - odrzekłam z goryczą. - Nigdy by tego nie zrobił, choćbym nie miała czegokolwiek do jedzenia.
Zapadła cisza. Wyklinałam w duchu na własny jęzor. Powiedziałam za dużo, tak czułam. Nie chciałam, żeby Jonathan rozmawiał ze mną z litości. Żeby robił cokolwiek z litości. Nie byłam tym typem osoby, która by przełknęła taką ujmę.
Spojrzeliśmy sobie w oczy - on z zastanowieniem, natomiast ja wyzywająco. Czekałam, aż wreszcie przerwie ciszę durną odzywką w stylu „wybacz" czy „współczuję ci".
- Musisz być w takim razie wyjątkowo przekonująca.
- Co? - wykrztusiłam, wstając. Jonathan naprawdę sądził, że błagałam o pracę w firmie?! - Czy ty myślisz - zbliżałam się do niego powoli - że jestem tu, bo prosiłam? Bo tatuś się zlitował? - Stanęłam około stopy od mężczyzny. - Mylisz się. Kurewsko się mylisz!
- Kobiecie nie przystoi przeklinać - upomniał mnie spokojnie.
- Kobiecie nie przystoi przeklinać! - przedrzeźniłam go podniesionym głosem. - Nie każda z nas chce spędzić życie w kuchni, pilnując gromady rozpuszczonych dzieciaków!
Wróciłam na miejsce wściekła jak osa.
Och, jakże on działał mi na nerwy!
***
Do lunchu się nie odzywaliśmy do siebie. W ogóle. Podsuwał mi papiery, ja je czytałam, podpisywałam. Pokazywał mi przydatne funkcje jednego z programów, jakich używał, a ja kiwałam głową. Komunikacja niewerbalna szła nam znakomicie.
Wreszcie zegar wskazał upragnioną godzinę.
- Kotku, masz pięć minut? - zapytał.
Zaraz, jak on się do mnie zwrócił? Spojrzałam na Jonathana z zaskoczeniem, nie do końca wiedząc, czego powinnam się teraz spodziewać. Mężczyzna jednak wyłącznie patrzył na mnie wyczekująco, więc kiwnęłam głową, po czym poszłam za nim w przeciwnym do stołówki kierunku. Znaleźliśmy się w pustym biurze, moim starym gabinecie.
Zamknął drzwi na zatrzask, po czym przyparł mnie do ściany, złapawszy jedną ręką za nadgarstki; dłonie miałam nad głową.
- Widzę, co próbujesz zrobić - powiedział niskim, gardłowym głosem, od którego przeszedł mnie dreszcz.
Przełknęłam.
- Co?
- Chcesz mnie uwieść. Nie takie jak ty już próbowały, maleńka - wyszeptał mi wprost do ucha.
Oblizałam nagle suche wargi, czując gorąco spływające w dół oraz wilgoć zbierającą się między nogami. Szlag, nie teraz!
- Nie wiem, o czym mówisz - powiedziałam na tyle spokojnym i opanowanym głosem, na ile potrafiłam.
Zaśmiał się.
- Masz szczęście, bo dawno nie miałem żadnej kobiety.
Chyba za nim przestałam nadążać. Najpierw mnie ignorował, po czym uznał, że byłoby świetnie się ze mną przespać?
- Jeden numerek? - upewniłam się.
- Jeden niezobowiązujący numerek - dopowiedział.
***
Umówiliśmy się na piątek wieczór pod jednym z najdroższych hoteli. Jonathan na początku przekonywał mnie, żebym przyszła do niego, lecz uznałam, że to średnio pomoże nam w trzymaniu się układu jednorazowego seksu. Mogłyby wyniknąć komplikacje, ponieważ mieszkanie traktowałam jako sferę osobistą - nie chciałam miłości Jonathana, ponieważ wiedziałam, że prędzej czy później bym go zdradziła z kolejnym mężczyzną, który przypadłby mi do gustu.
Nie mogłam się już doczekać.
***
W piątek po pracy spędziłam dobre trzy godziny na robieniu się na bóstwo. Ubrałam seksowną bieliznę, na którą składały się stringi oraz koronkowy stanik - miałam nadzieję, że to pobudzi wyobraźnię Jonathana. Uśmiechnęłam się do lustra. Wyglądałam fantastycznie.
Obróciłam się bokiem do lustra, aby przyjrzeć się nogom odzianym w pończochy. Całokształtu dopełniała czerwona, kusa sukienka, którą kupiłam kiedyś pod wpływem impulsu na promocji, lecz nigdy nie miałam okazji jej założyć. Uważałam, że świetnie podkreślała atuty mojego ciała. Okulary zmieniłam na soczewki.
Jeszcze przez jakiś czas kręciłam się po mieszkaniu bez celu, aż wreszcie wyszłam, ekscytując się jak nastolatka przed pierwszą randką z wymarzonym chłopcem. Aż się roześmiałam, myśląc o własnym zachowaniu. Zupełnie nie przypominałam zwyczajowej siebie.
Wsiadłam do samochodu, po czym ruszyłam w umówione miejsce. Czekało mnie koło dwudziestu minut drogi, zaś do spotkania miałam nieco ponad pół godziny, więc nie musiałam się stresować. Miałam nadzieję, że na drodze nie czekała żadna niespodzianka w postaci wypadku - zbyt długo czekałam, żeby teraz niepotrzebnie się denerwować.
Zerknęłam na światłach w lusterko, czy makijaż wciąż wyglądał idealnie. Tak, jeszcze nic nie zdążyło go zepsuć. W duchu odetchnęłam z ulgą. Zwykle miałam pecha do tak zwanej tapety, ponieważ niszczyła się zaraz po wyjściu; a to zlizałam szminkę przez zbyt częste przejeżdżanie językiem po wargach, a to cień się odbił, eyeliner rozmazał... Potrząsnęłam głową. Nie, dzisiejszej nocy wszystko musiało być idealne.
Na miejscu oddałam kluczyki boyowi hotelowemu, aby zaparkował samochód w garażu. Weszłam więc do środka.
Lobby było przestronne, jasne i elegancko udekorowane. Od wejścia aż do kontuaru recepcji ciągnął się czerwony dywan. Cztery kolumny stojące parami po obu bokach wykonano, jak mi się zdawało, z marmuru barwy piasku. Posadzka (a może odwrotnie?) była doń dopasowana. Dwie rośliny w ogromnych donicach postawiono zaraz przy drzwiach wejściowych. Za ladą na białej ścianie wisiały trzy obrazy przedstawiające naturę w pełnej krasie.
Po lobby kręcili się pracownicy spieszący z wózkami z bagażami, kilka pokojówek oraz klienci. Jedni wracali z miasta, inni się właśnie meldowali. Jeden mężczyzna, sądząc po postawie, był niezadowolony z usług i wykłócał się z najmłodszą z recepcjonistek.
Stanęłam z boku, czekając na Jonathana. Bez niego nie miałam jak potwierdzić pobytu.
Pojawił się dosłownie trzy minuty po mnie.
Przywitał mnie pocałunkiem w dłoń. Zaskoczył mnie swoją kurtuazją, jednak nie dałam po sobie niczego poznać. Razem podeszliśmy do kontuaru, zapewne wyglądając jak para.
Obsługiwała nas kobieta po czterdziestce w z góry narzuconym uniformie hotelowym. Jasne włosy miała upięte w zgrabny kok, oczy pomalowane bardzo delikatnie. Wyglądała całkiem dobrze jak na swój wiek. Miałam nadzieję, że sama nie zestarzeję się zbyt szybko - nie chciałam wyglądać jak babcia za kilkanaście lat.
Obejrzałam paznokcie, aby się upewnić, że lakier wciąż na nich był; miałam takiego pecha, że zwykle odpryskiwał albo się marszczył, bo przypadkiem go dotknęłam przed wyschnięciem. Tym razem los mi sprzyjał.
- Na jakie nazwisko była rezerwacja? - spytała kobieta, szykując się do wstukania informacji w komputer.
- Ward - odpowiedział Jonathan, pokazując dowód osobisty.
Kobieta sprawdziła dokument, po czym pokiwała głową. Następnie wręczyła nam kartę magnetyczną.
- Pokój trzysta dwanaście. Tamtędy aż do wind, potem wysiadacie państwo na trzecim piętrze. Z windy idzie się w lewo - poinstruowała.
- Dziękujemy - odpowiedziałam, uśmiechając się do niej.
Jonathan ujął moją dłoń, po czym ruszył we wcześniej wskazanym kierunku. Milczał, więc sama nie przerywałam panującej między nami ciszy. Może się denerwował? Może myślami już był ze mną w łóżku? Oblizałam połowicznie usta; schowałam język, gdy przypomniałam sobie o szmince. Chciałabym mieć zdolność czytania ludziom w myślach. Wtedy wszystko byłoby takie proste!
W windzie czułam już rosnące między nami napięcie. Było namacalne, choć niewidoczne, co tylko pogłębiało moją ekscytację. Drżałam z oczekiwania na całym ciele.
Zerknęłam na Jonathana spod rzęs, chcąc przekonać się, czy myślał o tym samym. Patrząc mi w oczy, sięgnął po moją dłoń, po czym przyłożył ją sobie do krocza. Aż wypuściłam szybciej powietrze z zaskoczenia - przedsmak tego, co mnie czekało, czułam bardzo wyraźnie mimo warstwy ubrań.
***
Pięć minut? Dziesięć? Piętnaście? Ile czasu temu podchodziliśmy razem do kontuaru recepcji? Uniosłam wzrok, patrząc na Jonathana z błyskiem w oku, nie przestając mu dogadzać oralnie. Właściwie po co chciałam liczyć czas? Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy byłam już dziwką? Czy nie za szybko przeszliśmy do seksu?
Już za późno na zażalenia.
Pozwalałam Jonathanowi na szarpanie za włosy (oczywiście z umiarem) przy jednoczesnym wkładaniu jego penisa tak głęboko, jak tylko potrafiłam. Raz czy dwa poczułam, że nacisnął na miejsce w ustach, które uaktywniło odruch wymiotny, lecz cudem udało mi się go powstrzymać; po policzkach pociekły mi łzy. Z brody kapała ślina. Nie próbowałam jednak przerwać, nie wtedy, gdy patrzyłam na wykrzywioną w ekstatycznym wyrazie twarz.
Później można powiedzieć, że uprawialiśmy miłość. Kochaliśmy się niczym młode, acz znające się świetnie małżeństwo. To było zupełnie przeciwne od doznań, które zapewniłam mu przez obciąganie. Miałam wrażenie, że jego powolne ruchy - słodkie, ujmujące - zaraz doprowadzą mnie do białej gorączki, jeśli nie zacznie mnie rżnąć niczym zwierzę.
Właściwie to sprowadziliśmy się do stanu, w którym byliśmy wyłącznie zaspokajającymi się zwierzętami. Nie przeszkadzało mi to, a nawet więcej: dodawało nocnym igraszkom pikanterii. Gdybym miała partnera, tak właśnie powinna wyglądać zdrada. Gorąca, namiętna, jednocześnie z odpowiednią dozą czułości oraz dreszczykiem oczekiwania na kolejne niespodzianki. Nie wątpiłam bowiem, że miał ich więcej w rękawie. Czy też między nogami.
Po bardzo zbliżającej duchowo pozycji misjonarskiej odsunął się. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem, po czym pociągnął do siadu.
- Maleńka, na czworaka - rozkazał szeptem, owiewając ucho gorącym oddechem.
Zadrżałam, ale spełniłam jego „prośbę". Wiedziałam, że czekało mnie pieprzenie życia.
Nie myliłam się.
Wziął mnie od tyłu, wsadzając penis we wciąż wilgotną, chociaż nabrzmiałą cipkę, aby bardzo szybko nadać niesamowite tempo. Wbijał się bezlitośnie; całe moje ciało wprawił w widoczne drgania, więc pomógł mi utrzymać pozycję, ściskając prawą ręką pierś, zaś lewą trzymając mnie za włosy. Odchyliłam głowę, jęcząc głośno, bezwstydnie. Starałam się sama poruszać biodrami, jednak to nie było tak proste poprzez rytm, jaki nadawały biodra Jonathana.
Nie zliczę ilości orgazmów z nocy w hotelu.
Najlepszy numerek w życiu.
***
- Świetnie się spisujesz jako szefowa kadr - pochwalił mnie ojciec dwa miesiące później.
- Dziękuję - odpowiedziałam poważnym tonem, poprawiając marynarkę i strzepując z niej niewidoczne paprochy.
Między nami zapadła chwila ciszy. Mieszałam łyżeczką słodzoną herbatę, wpatrując się w wirujący w środku płyn. Ojciec chyba miał mi coś ważnego do powiedzenia.
- Kochanie, za rok będziesz właścicielem HiTech Enterprise.
- Słucham? - Niemal oplułam się herbatą z wrażenia. To po co w takim razie był ten awans? Bez niego Jonathan nie musiałby się przenosić do IT!
Ojciec westchnął, przejeżdżając dłonią po zmęczonej twarzy. Wyglądał, jakby miał zasnąć już zaraz.
- Słońce, chciałem wiedzieć, czy podołasz. Dajesz radę, więc chcę Ci podarować nasze dziedzictwo. - Uśmiechnął się do mnie. - Ja odejdę na emeryturę. Chcę wreszcie wyruszyć w podróż dookoła świata.
***
- Dzień dobry, panie Shawn. Clara wiele mi o panu opowiadała. Jest pan niezwykłym człowiekiem.
- Mnie również miło cię poznać, Steven.
Ojciec zaprosił mnie i Stevena do domu, posyłając mi wymowne spojrzenie. Wzruszyłam ramionami, uśmiechając się nieśmiało.
Gdyby ktokolwiek zapytał mnie o zdanie, nie chciałam tego związku. Nie byłam stworzona dla jednego mężczyzny - chciałam mieć ich wielu, korzystać z życia tak długo, jak tylko starczyło mi sił. Niektóre kobiety są szczęśliwe, mogąc dożyć starości u boku tego jedynego. Mnie owa opcja nie satysfakcjonowała ani trochę, lecz ojciec nalegał na odpowiednią partię. Dlatego pomyślałam, że mogłam mieć jednego do domu, zaś wielu w łóżku. Nie obchodziło mnie to, iż zranię tym kogokolwiek - byłam tak zapatrzona w siebie, jak tylko się dało.
Dlatego wybrałam Stevena. Był przystojny, miał własną kancelarię adwokacką, a co z tym idzie - pieniądze. Mogłam bez obaw po ślubie podpisać intercyzę. Jednocześnie praca wymagała od niego wielu wyjazdów, nieobecności; w tym czasie mogłam grzać łóżko z innym lub wychodzić do mieszkań prawdziwych ogierów. Nie oszukując, Steven był po prostu wyjątkowo słaby w te klocki. I miał małego fiuta. Za małego.
Na obiedzie z ojcem cały czas się uśmiechałam, udając zakochaną po uszy przyszłą żonę pana prawnika. Tymczasem wracałam w kółko i w kółko do trójkąta przeżytego z Jonathanem i jego znajomym, Ashtonem. Wciąż i wciąż przypominałam sobie w szczegółach to idealne pieprzenie od momentu, w którym brali mnie we dwóch. Nie było mi nawet wstyd, o wyrzutach sumienia nie wspominając.
Jonathanowi odpowiadał nasz układ. Mnie również. Nie patrzyliśmy na to, że to miał być jeden numerek, a potem koniec. Rżnął mnie swoim kutasem jak żaden inny.
Tylko to się liczyło.
A nie jakieś tam pięć minut.
Jonathan nigdy nie przedłużał spotkań kadr, jak zdążyłam zauważyć. Nigdy też nie zatrzymał na mnie wzroku dłużej niż pięć sekund, lecz nie był to czas wybitny, gdyż takiej Florence poświęcał przynajmniej dziesięć sekund więcej. To ja byłam przecież seksbombą! Cholera jasna!
Szybko wstałam z krzesła, lecz nie zdążyłam zrobić choć kroku w stronę tego przystojniaka, gdy już wyszedł z pomieszczenia, nie oglądając się za siebie.
- Pieprzone szczęście - mruknęłam do siebie.
Laurel położyła mi dłoń na ramieniu.
- Nowy obiekt zainteresowania? - spytała nieco zmęczonym tonem. Czułam, że już ma dość moich żali na temat facetów.
Mimo iż uznawałam ją za swego rodzaju przyjaciółkę, nie wiedziała o mnie niemalże nic. Czasem plotkowałyśmy, piłyśmy kawę lub jadłyśmy razem lunch. **, kobieca relacja. Nie mogłam jednak nikomu zdradzić swoich sekretów - inaczej ojciec już dawno wyrzuciłby mnie z firmy. To byłoby haniebne. Nie, nie mogłam na to pozwolić.
- Co ty - prychnęłam. - On jest zbyt zajęty wgapianiem się w dekolt tej dziwki Megan.
***
Okłamałam Laurel, żeby przypadkiem nikt nie dowiedział się o moim nowym planie. Chciałam umówić się z Jonathanem na randkę. Może nie sprowadzało się to do niewinnych buziaków oraz zagadkowych uśmieszków posyłanych ukradkiem (przecież nie mogłabym sobie wybaczyć, gdybym nie spróbowała zaciągnąć Jonathana do łóżka), lecz jak na razie musiałam z powodzeniem przejść fazę selekcji, jak nazywałam ją drwiąco w myślach. Oby Jonathan połknął haczyk. Inaczej sprawy mogą się pokomplikować.
Do lunchu pilnie pracowałam, udając, że nie interesuje mnie życie Daphne z marketingu czy problemy George'a z budżetówki. Popijałam herbatę, przeglądając niekończące się stosy dokumentów, odpisując na służbowe mejle oraz podpisując się w odpowiednich miejscach. Po dwóch godzinach byłam wykończona; masowałam nadgarstki, patrząc smętnie na zegar zawieszony na ścianie. Wskazówki, złośliwie, nie chciały przyspieszyć.
Drzwi mojego pokoju otworzyły się. Próg przekroczyła Theresa, osobista sekretarka mojego ojca. Jej garsonka była starannie wyprasowana, koszula zapięta po sam kołnierzyk, zaś włosy spięte klamrą. Wyglądała bardzo profesjonalnie, to musiałam jej przyznać. Przybrużdżona zmarszczkami twarz pozostawała poważna.
- Pan Shawn chce cię widzieć w porze lunchu u siebie w biurze - oświadczyła chłodno.
Posłałam jej promienny, wymuszony uśmiech.
- Oczywiście. Przekaż mojemu ojcu, że będę u niego punktualnie - odpowiedziałam, starając się wyglądać przyjaźnie i miło.
Drzwi zamknęły się.
- Jak ja suki nienawidzę - westchnęłam.
Wiedzialam, że sekretarka skrycie podkochiwała się w ojcu, któremu nie w głowie były romanse. Poza tym, jeśli mam być szczera, wybrałby kogoś młodszego, pełnego wigoru, a nie wiecznie naburmuszoną matronę. Miał przecież gust, odziedziczyłam go po nim. Nawet jeśli swoje obowiązki wykonywała perfekcyjnie, w łóżku byłaby beznadziejna. A jaki wstyd pokazać się z taką babą na mieście!
***
Wyszliśmy do pobliskiej kawiarni. Była jasna, przestronna i dawała sporo prywatności. Nie dziwiło mnie to - znajdowała się wśród biurowców, pełno tu biznesmenów, którzy mogli omawiać kontrakty i nie tylko w przyjemniejszej atmosferze, z filiżanką pachnącej kawy lub herbaty. Do tego lubiłam ich ofertę ciast; słodkie oraz smaczne pokusy za niewielką cenę to przyjaciele każdej kobiety.
Ojciec chrząknął, zwracając moją uwagę na siebie. Mieszał kawę powolnymi ruchami, przypatrując mi się przenikliwie.
- Jesteś bystra, Claro - zaczął. Milczałam, grzejąc dłonie o naczynie z herbatą. - Zapewne domyślasz się, czemu chciałem z tobą rozmawiać.
- Nie - przyznałam zgodnie z prawdą.
Ojciec był siwym, starszym mężczyzną, jednak odznaczał się niemałym wigorem. Jego wiedza oraz umiejętności biznesowe imponowały mi niezmiernie, o czym doskonale wiedział. W garniturze szytym na miarę wyglądał świetnie, nawet mimo swego odznaczającego się brzucha. Utrzymywał pokerową twarz co tylko wzmagało moje zainteresowanie sprawą, która zadecydowała o wspólnym lunchu. Przekrzywiłam głowę, odgarniając ciemne włosy.
Zatarł ręce.
- Chcę, żebyś wreszcie sprawowała pieczę nad kadrami. Przejmiesz stanowisko Jonathana. Już z nim rozmawiałem o tym. - Przerwał, aby napić się parującej kawy. Sądząc po minie, smakowała mu. - Na razie będziesz jego asystentką, aby zobaczyć, jak wygląda praca na tym stanowisku, a po dwóch miesiącach, może jednym, zostaniesz przełożoną kadr.
Uśmiechnęłam się kącikami ust. Awans i jednocześnie wymówka, aby spędzić czas z Jonathanem? Świetnie! Ojciec sam wcisnął mi do rękawa asa. Nie zdawał sobie z tego co prawda sprawy, jednak nie musiał; im mniej wiedział o swojej córeczce, tym lepiej dla mnie.
- Co stanie się z Jonathanem? - udałam zatroskanie. Mimo to szczerze martwiło mnie, co będzie po tym miesiącu czy dwóch. Czyżbyśmy mieli się już nigdy nie spotkać? A co, jeśli do tego czasu nie uda mi się zaciągnąć go do łóżka?
Ojciec zacmokał.
- Jest zainteresowany działem IT.
***
Już następnego dnia od ósmej siedziałam w gabinecie Jonathana, pomagając mu w papierologii. Milczał, skupiony na zadaniu, podczas gdy na biurku przed nami stały dwie gorące kawy. Pierwsza przerwałam milczenie, powoli zaczynając wprowadzać plan uwiedzenia mężczyzny w życie:
- Słyszałam, że chcesz się przenieść do IT.
Pokiwał głową, pisząc coś na skrawku papieru. Zmrużyłam oczy, zasłoniwszy twarz włosami.
- Humor nie taki? - zapytałam ze zmartwieniem, dotykając niemalże nieśmiało jego ramienia.
Zesztywniał, ale nie odsunął się. Rzucił mi zdawkowe spojrzenie z ukosa.
- Możesz zająć się pracą? - spytał uprzejmie. - Nie jesteśmy tu, żeby plotkować.
Uśmiechnęłam się przepraszająco.
- Po prostu lubię rozmawiać i robić... - zaczęłam się tłumaczyć.
- A ja nie - uciął brutalnie.
Z ledwością powstrzymałam się od zgrzytania zębami.
***
Tydzień ciągnął się niemiłosiernie powoli.
Jonathan, poza krótkimi poleceniami lub wskazówkami, unikał rozmów ze mną, co przyjęłam ze znikomą radością. Irytował mnie swoim oporem, lecz, w pokrętny sposób, to nakręcało mnie na niego jeszcze bardziej. Pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z moich pragnień; w środę byłam gotowa rzucić się na niego. Wystarczyłoby, żeby rozpiął rozporek, ściągnął bieliznę, a ja mogłabym podciągnąć spódnicę do góry - stringi nie stanowiły przeszkody.
Do niczego nie doszło, więc chodziłam podminowana, sfrustrowana, wściekła, zasłaniając swój stan sztucznym uśmiechem. Odpowiadałam przesłodzonym tonem na każde „dzień dobry", „do widzenia" i „pocałuj mnie w dupę". Z nerwów skubałam skórki.
Laurel i Megan próbowały wyciągnąć mnie wczoraj na babski wieczór w jednym z barów, lecz odmówiłam stanowczo, mając zamiar poświęcić czas na myślenie. Upojenie *******owe mogłoby wywołać we mnie niepożądane reakcje lub odruchy. Mogłabym na przykład zadzwonić do Jonathana, powiedzieć mu, że go pragnę najmocniej na świecie. Potrząsnęłam głową. O nie, to nie wchodziło w grę. Wszystko poszłoby się...
***
Siedziałam przed komputerem, otwierając kolejne mejle. Powinnam odpisać na choć jeden - mimo przyuczania do awansu, wciąż miałam inne obowiązki.
Czułam, że Jonathan przyglądał mi się ukradkiem, gdy skubałam zębami skórkę na palcu serdecznym, lecz uparcie go ignorowałam, wgapiając się w monitor. Nie spojrzę. Nie spojrzę. Kurwa mać, nie spojrzę na ciebie. Nawet się nie odezwę, powtarzałam w myślach mantrę. Ociężale zabrałam się za pisanie mejla z odpowiedzią, byle tylko zająć się czymś.
- Długo będziesz udawać, że pracujesz? - zapytał z rozbawieniem, przerywając ciszę.
- Tak! - odpowiedziałam szybko. Zaraz zorientowałam się, o co właściwie pytał, więc rzuciłam mu gniewne spojrzenie. - Nie udaję! - syknęłam.
Nie wyglądał na przekonanego.
Wstał z fotela obrotowego. Zauważyłam, że dwa górne guziki koszuli są rozpięte. Przełknęłam, gdy powoli zbliżał się do mnie. Na jego twarzy pełgał zawadiacki uśmiech, a oczy błyskały iskierkami. Wyglądał jak przystojny licealista, który wiedział, że nabroił, ale nie spodziewał się kary - przecież takiemu ideałowi się wybaczy.
Pochylił się nade mną, opierając ciężar na podłokietnikach. Nasze twarze dzieliły milimetry.
- To czemu nie pracujesz? - zapytał, szepcząc wprost do mojego ucha.
Zadrżałam. Na reakcję ciała nie musiałam długo czekać; wilgoć powoli zbierała się między nogami, a gorąco co rusz spływało w dół ciała. Przełknęłam ciężko, uchylając usta. Nagle nie byłam w stanie oddychać wyłącznie nosem. Powietrze było zbyt rzadkie. Chciwie łapałam oddech za oddechem, czekając na kolejny ruch ze strony Jonathana.
Nie zawiodłam się.
Złapał moją twarz, po czym pocałował brutalnie. Jęknęłam w jego usta. Dawno nikt nie całował mnie z taką pasją. Wstawałam z fotela, gdy starał się odsunąć, prowokując mnie.
Jedną ręką chwycił moją pierś, aby móc ją uciskać, zaś d**gą położył na pośladkach. Och, Boże, to było cudowne! Skoro przez ubrania wyprawiał takie cuda z moim ciałem, co się stanie, gdy wreszcie zerwie ze mnie te zbędne łachy? Wręcz poczułam, jak coś spływa z mojego wnętrza.
Tak szybko byłam gotowa poczuć go w sobie, że to aż niewiarygodne dla mnie samej.
Zrzucił moją marynarkę, a potem zwyczajnie rozerwał koszulę; usłyszałam stukot, gdy guziki uderzyły o posadzkę wyłożoną drewnem. Dyszałam, patrząc na Jonathana pożądliwym wzrokiem. To było coś, czego pragnęłam już od dłuższego czasu, a teraz dostawałam go na tacy...
Odsunął się pół kroku, po czym przyjrzał mi uważnie. Jasne włosy miał w nieładzie, a niebieskie oczy chłonęły moje piersi, wciąż jeszcze tkwiące w koronkowym staniku.
- To już nie będzie ci potrzebne - wymruczał, rozpinając biustonosz jedną ręką. Zadrżałam, choć w pomieszczeniu było ciepło. - Wyglądają pięknie, gdy nie mają tego brzydkiego czegoś... - Pomachał stanikiem, a potem odrzucił go za siebie.
Poczułam jego usta na swojej piersi, podczas gdy d**gą zajęła się dłoń. Jęknęłam, przymykając oczy. Musiałam oprzeć się o biurko, żeby nie upaść. Najwidoczniej moja reakcja tylko zachęciła go do działania, ponieważ zassał się mocniej, a następnie ugryzł sutkę. Cudem udało mi się zdusić krzyk.
Najwyraźniej szybko się nudził. Zaraz jego chciwe dłonie ściągały ze mnie spódnicę. Nie założyłam rajstop, bo wszystkie miały oczka, więc zostałam w stringach. Zacmokał z wyraźnym zadowoleniem, odsunął cieniutki materiał na bok, po czym przejechał palcem po mojej cipce. Spojrzałam na twarz Jonathana, przygryzając wargę.
- Tak szybko, skarbie? - zapytał, a potem klęknął przede mną.
Złapałam się mocno krawędzi biurka w ostatniej chwili. W następnej już ledwo stałam, drżąc i jęcząc głośno, bezwstydnie. Wprawiony w miłości francuskiej język pobudzał mnie, rozpalał do granic czerwoności. To było coś niesamowitego.
Język skupił się na łechtaczce, przez co odruchowo ruszałam biodrami, zaś do środka wsunął palec. Byłam gotowa już dojść, jeszcze tylko trochę...
Przerwał.
- C-co...? D-dlaczego...? - wyjąkałam, mrugając szybko.
Przełknęłam, widząc, że rozpinał pasek, a potem guzik i rozporek. Pod materiałem wyraźnie rysował się pobudzony penis. Oblizałam usta, przypatrując się mu niczym zahipnotyzowana. Nie wiedziałam, czy chciałam go dotknąć, posmakować, a może już poczuć w sobie. Jonathan wybrał za mnie.
- Klękaj - nakazał, uwolniwszy penis spod fałd materiału.
Wykonałam rozkaz z niemałą rozkoszą, po czym objęłam go ręką. Był może nieco większy od średniej, jeśli chodziło o długość, lecz z pewnością imponował grubością. Poruszyłam ręką, a potem wsunęłam główkę do ust.
Zamknęłam oczy, napawając się chwilą.
Kiedy je otworzyłam, leżałam w łóżku, spocona i podniecona.
- Kurwa mać! - Przekręciłam się na bok, ściskając uda. Byłam wściekła na podświadomość za tak realny sen erotyczny. To było wręcz karygodne, że nawet mózg był przeciwko mnie.
***
Sobotę zaczęłam od porannego joggingu. Rześkie powietrze oraz pierwsze promienie słońca dodały mi energii, a także rozpogodziły po męczącym tygodniu w biurze. Przy okazji zmyłam z siebie złość na cały świat, los, Boga, czy coś, co nad nami czuwało.
Po powrocie do domu weszłam pod prysznic. Letnia woda łagodziła ból mięśni po bieganiu.
Wyszedłszy z łazienki, skierowałam się do kuchni. Zrobiłam sobie jajecznicę z bekonem oraz cebulą. Wstawiłam również wodę na herbatę, zaś do kubka włożyłam torebkę mięty; nawet bez zaparzenia wyczuwałam jej cudowny, kojący zapach.
Zamierzałam dziś poświęcić czas wyłącznie sobie - dosłownie leżeć i pachnieć, czytając ciekawą książkę. Najbardziej lubiłam kryminały z elementami romansu. Zawsze sobie wyobrażałam, że jestem którąś z bohaterek. Była to forma relaksu, lecz także sposób na nowe pomysły, jeśli chodziło o flirt.
Zjadłam jajecznicę, pijąc gorącą herbatę. Od razu poczułam się o wiele lepiej. Zaległam więc na kanapie z kolejną powieścią w ręce, jednakże - mimo starań - nie potrafiłam skoncentrować się w pełni na tekście. Cały czas wracałam do Jonathana, swojego planu oraz snu erotycznego. Dobry nastrój prysł niczym bańka mydlana.
Westchnęłam, okazując irytację. W moich wyobrażeniach sobotę spędziłam z lepszym humorem. Jak widać nic nie mogło iść po mojej myśli.
***
Poniedziałkowy poranek rozpoczęłam od kawy. Parującej, pachnącej kawy ze starego ekspresu, która smakowała wyjątkowo lurowato. Skrzywiłam się z niesmakiem, odstawiając kubek. Jonathan zerknął na mnie z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. W odpowiedzi uniosłam brwi. Pokręciwszy głową, skoncentrował się na tekście w komputerze.
- Kiedy zaczniesz pracę?
- Kiedy wreszcie wyjmiesz kij z czterech liter? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Słucham? - Zamrugał. Oderwał się aż od komputera, osłupiały. - Myślisz, że jesteśmy tu dla zabawy? Pan Shawn...
Prychnęłam.
- Kotku, wiem, jaki jest mój ojciec - rzuciłam, przerywając mu bezpardonowo. - Doskonale wiem, czego po nas oczekuje, czego chce. Dlatego, z łaski swojej, nie tłumacz mi tego.
Oblizał wargi.
- Doprawdy nie wiem, czemu cię zatrudnił - mruknął.
Zachichotałam. Naprawdę mnie rozbawił.
- Jeśli myślisz, że zrobił to dla ukochanej córeczki, mylisz się - odrzekłam z goryczą. - Nigdy by tego nie zrobił, choćbym nie miała czegokolwiek do jedzenia.
Zapadła cisza. Wyklinałam w duchu na własny jęzor. Powiedziałam za dużo, tak czułam. Nie chciałam, żeby Jonathan rozmawiał ze mną z litości. Żeby robił cokolwiek z litości. Nie byłam tym typem osoby, która by przełknęła taką ujmę.
Spojrzeliśmy sobie w oczy - on z zastanowieniem, natomiast ja wyzywająco. Czekałam, aż wreszcie przerwie ciszę durną odzywką w stylu „wybacz" czy „współczuję ci".
- Musisz być w takim razie wyjątkowo przekonująca.
- Co? - wykrztusiłam, wstając. Jonathan naprawdę sądził, że błagałam o pracę w firmie?! - Czy ty myślisz - zbliżałam się do niego powoli - że jestem tu, bo prosiłam? Bo tatuś się zlitował? - Stanęłam około stopy od mężczyzny. - Mylisz się. Kurewsko się mylisz!
- Kobiecie nie przystoi przeklinać - upomniał mnie spokojnie.
- Kobiecie nie przystoi przeklinać! - przedrzeźniłam go podniesionym głosem. - Nie każda z nas chce spędzić życie w kuchni, pilnując gromady rozpuszczonych dzieciaków!
Wróciłam na miejsce wściekła jak osa.
Och, jakże on działał mi na nerwy!
***
Do lunchu się nie odzywaliśmy do siebie. W ogóle. Podsuwał mi papiery, ja je czytałam, podpisywałam. Pokazywał mi przydatne funkcje jednego z programów, jakich używał, a ja kiwałam głową. Komunikacja niewerbalna szła nam znakomicie.
Wreszcie zegar wskazał upragnioną godzinę.
- Kotku, masz pięć minut? - zapytał.
Zaraz, jak on się do mnie zwrócił? Spojrzałam na Jonathana z zaskoczeniem, nie do końca wiedząc, czego powinnam się teraz spodziewać. Mężczyzna jednak wyłącznie patrzył na mnie wyczekująco, więc kiwnęłam głową, po czym poszłam za nim w przeciwnym do stołówki kierunku. Znaleźliśmy się w pustym biurze, moim starym gabinecie.
Zamknął drzwi na zatrzask, po czym przyparł mnie do ściany, złapawszy jedną ręką za nadgarstki; dłonie miałam nad głową.
- Widzę, co próbujesz zrobić - powiedział niskim, gardłowym głosem, od którego przeszedł mnie dreszcz.
Przełknęłam.
- Co?
- Chcesz mnie uwieść. Nie takie jak ty już próbowały, maleńka - wyszeptał mi wprost do ucha.
Oblizałam nagle suche wargi, czując gorąco spływające w dół oraz wilgoć zbierającą się między nogami. Szlag, nie teraz!
- Nie wiem, o czym mówisz - powiedziałam na tyle spokojnym i opanowanym głosem, na ile potrafiłam.
Zaśmiał się.
- Masz szczęście, bo dawno nie miałem żadnej kobiety.
Chyba za nim przestałam nadążać. Najpierw mnie ignorował, po czym uznał, że byłoby świetnie się ze mną przespać?
- Jeden numerek? - upewniłam się.
- Jeden niezobowiązujący numerek - dopowiedział.
***
Umówiliśmy się na piątek wieczór pod jednym z najdroższych hoteli. Jonathan na początku przekonywał mnie, żebym przyszła do niego, lecz uznałam, że to średnio pomoże nam w trzymaniu się układu jednorazowego seksu. Mogłyby wyniknąć komplikacje, ponieważ mieszkanie traktowałam jako sferę osobistą - nie chciałam miłości Jonathana, ponieważ wiedziałam, że prędzej czy później bym go zdradziła z kolejnym mężczyzną, który przypadłby mi do gustu.
Nie mogłam się już doczekać.
***
W piątek po pracy spędziłam dobre trzy godziny na robieniu się na bóstwo. Ubrałam seksowną bieliznę, na którą składały się stringi oraz koronkowy stanik - miałam nadzieję, że to pobudzi wyobraźnię Jonathana. Uśmiechnęłam się do lustra. Wyglądałam fantastycznie.
Obróciłam się bokiem do lustra, aby przyjrzeć się nogom odzianym w pończochy. Całokształtu dopełniała czerwona, kusa sukienka, którą kupiłam kiedyś pod wpływem impulsu na promocji, lecz nigdy nie miałam okazji jej założyć. Uważałam, że świetnie podkreślała atuty mojego ciała. Okulary zmieniłam na soczewki.
Jeszcze przez jakiś czas kręciłam się po mieszkaniu bez celu, aż wreszcie wyszłam, ekscytując się jak nastolatka przed pierwszą randką z wymarzonym chłopcem. Aż się roześmiałam, myśląc o własnym zachowaniu. Zupełnie nie przypominałam zwyczajowej siebie.
Wsiadłam do samochodu, po czym ruszyłam w umówione miejsce. Czekało mnie koło dwudziestu minut drogi, zaś do spotkania miałam nieco ponad pół godziny, więc nie musiałam się stresować. Miałam nadzieję, że na drodze nie czekała żadna niespodzianka w postaci wypadku - zbyt długo czekałam, żeby teraz niepotrzebnie się denerwować.
Zerknęłam na światłach w lusterko, czy makijaż wciąż wyglądał idealnie. Tak, jeszcze nic nie zdążyło go zepsuć. W duchu odetchnęłam z ulgą. Zwykle miałam pecha do tak zwanej tapety, ponieważ niszczyła się zaraz po wyjściu; a to zlizałam szminkę przez zbyt częste przejeżdżanie językiem po wargach, a to cień się odbił, eyeliner rozmazał... Potrząsnęłam głową. Nie, dzisiejszej nocy wszystko musiało być idealne.
Na miejscu oddałam kluczyki boyowi hotelowemu, aby zaparkował samochód w garażu. Weszłam więc do środka.
Lobby było przestronne, jasne i elegancko udekorowane. Od wejścia aż do kontuaru recepcji ciągnął się czerwony dywan. Cztery kolumny stojące parami po obu bokach wykonano, jak mi się zdawało, z marmuru barwy piasku. Posadzka (a może odwrotnie?) była doń dopasowana. Dwie rośliny w ogromnych donicach postawiono zaraz przy drzwiach wejściowych. Za ladą na białej ścianie wisiały trzy obrazy przedstawiające naturę w pełnej krasie.
Po lobby kręcili się pracownicy spieszący z wózkami z bagażami, kilka pokojówek oraz klienci. Jedni wracali z miasta, inni się właśnie meldowali. Jeden mężczyzna, sądząc po postawie, był niezadowolony z usług i wykłócał się z najmłodszą z recepcjonistek.
Stanęłam z boku, czekając na Jonathana. Bez niego nie miałam jak potwierdzić pobytu.
Pojawił się dosłownie trzy minuty po mnie.
Przywitał mnie pocałunkiem w dłoń. Zaskoczył mnie swoją kurtuazją, jednak nie dałam po sobie niczego poznać. Razem podeszliśmy do kontuaru, zapewne wyglądając jak para.
Obsługiwała nas kobieta po czterdziestce w z góry narzuconym uniformie hotelowym. Jasne włosy miała upięte w zgrabny kok, oczy pomalowane bardzo delikatnie. Wyglądała całkiem dobrze jak na swój wiek. Miałam nadzieję, że sama nie zestarzeję się zbyt szybko - nie chciałam wyglądać jak babcia za kilkanaście lat.
Obejrzałam paznokcie, aby się upewnić, że lakier wciąż na nich był; miałam takiego pecha, że zwykle odpryskiwał albo się marszczył, bo przypadkiem go dotknęłam przed wyschnięciem. Tym razem los mi sprzyjał.
- Na jakie nazwisko była rezerwacja? - spytała kobieta, szykując się do wstukania informacji w komputer.
- Ward - odpowiedział Jonathan, pokazując dowód osobisty.
Kobieta sprawdziła dokument, po czym pokiwała głową. Następnie wręczyła nam kartę magnetyczną.
- Pokój trzysta dwanaście. Tamtędy aż do wind, potem wysiadacie państwo na trzecim piętrze. Z windy idzie się w lewo - poinstruowała.
- Dziękujemy - odpowiedziałam, uśmiechając się do niej.
Jonathan ujął moją dłoń, po czym ruszył we wcześniej wskazanym kierunku. Milczał, więc sama nie przerywałam panującej między nami ciszy. Może się denerwował? Może myślami już był ze mną w łóżku? Oblizałam połowicznie usta; schowałam język, gdy przypomniałam sobie o szmince. Chciałabym mieć zdolność czytania ludziom w myślach. Wtedy wszystko byłoby takie proste!
W windzie czułam już rosnące między nami napięcie. Było namacalne, choć niewidoczne, co tylko pogłębiało moją ekscytację. Drżałam z oczekiwania na całym ciele.
Zerknęłam na Jonathana spod rzęs, chcąc przekonać się, czy myślał o tym samym. Patrząc mi w oczy, sięgnął po moją dłoń, po czym przyłożył ją sobie do krocza. Aż wypuściłam szybciej powietrze z zaskoczenia - przedsmak tego, co mnie czekało, czułam bardzo wyraźnie mimo warstwy ubrań.
***
Pięć minut? Dziesięć? Piętnaście? Ile czasu temu podchodziliśmy razem do kontuaru recepcji? Uniosłam wzrok, patrząc na Jonathana z błyskiem w oku, nie przestając mu dogadzać oralnie. Właściwie po co chciałam liczyć czas? Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy byłam już dziwką? Czy nie za szybko przeszliśmy do seksu?
Już za późno na zażalenia.
Pozwalałam Jonathanowi na szarpanie za włosy (oczywiście z umiarem) przy jednoczesnym wkładaniu jego penisa tak głęboko, jak tylko potrafiłam. Raz czy dwa poczułam, że nacisnął na miejsce w ustach, które uaktywniło odruch wymiotny, lecz cudem udało mi się go powstrzymać; po policzkach pociekły mi łzy. Z brody kapała ślina. Nie próbowałam jednak przerwać, nie wtedy, gdy patrzyłam na wykrzywioną w ekstatycznym wyrazie twarz.
Później można powiedzieć, że uprawialiśmy miłość. Kochaliśmy się niczym młode, acz znające się świetnie małżeństwo. To było zupełnie przeciwne od doznań, które zapewniłam mu przez obciąganie. Miałam wrażenie, że jego powolne ruchy - słodkie, ujmujące - zaraz doprowadzą mnie do białej gorączki, jeśli nie zacznie mnie rżnąć niczym zwierzę.
Właściwie to sprowadziliśmy się do stanu, w którym byliśmy wyłącznie zaspokajającymi się zwierzętami. Nie przeszkadzało mi to, a nawet więcej: dodawało nocnym igraszkom pikanterii. Gdybym miała partnera, tak właśnie powinna wyglądać zdrada. Gorąca, namiętna, jednocześnie z odpowiednią dozą czułości oraz dreszczykiem oczekiwania na kolejne niespodzianki. Nie wątpiłam bowiem, że miał ich więcej w rękawie. Czy też między nogami.
Po bardzo zbliżającej duchowo pozycji misjonarskiej odsunął się. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem, po czym pociągnął do siadu.
- Maleńka, na czworaka - rozkazał szeptem, owiewając ucho gorącym oddechem.
Zadrżałam, ale spełniłam jego „prośbę". Wiedziałam, że czekało mnie pieprzenie życia.
Nie myliłam się.
Wziął mnie od tyłu, wsadzając penis we wciąż wilgotną, chociaż nabrzmiałą cipkę, aby bardzo szybko nadać niesamowite tempo. Wbijał się bezlitośnie; całe moje ciało wprawił w widoczne drgania, więc pomógł mi utrzymać pozycję, ściskając prawą ręką pierś, zaś lewą trzymając mnie za włosy. Odchyliłam głowę, jęcząc głośno, bezwstydnie. Starałam się sama poruszać biodrami, jednak to nie było tak proste poprzez rytm, jaki nadawały biodra Jonathana.
Nie zliczę ilości orgazmów z nocy w hotelu.
Najlepszy numerek w życiu.
***
- Świetnie się spisujesz jako szefowa kadr - pochwalił mnie ojciec dwa miesiące później.
- Dziękuję - odpowiedziałam poważnym tonem, poprawiając marynarkę i strzepując z niej niewidoczne paprochy.
Między nami zapadła chwila ciszy. Mieszałam łyżeczką słodzoną herbatę, wpatrując się w wirujący w środku płyn. Ojciec chyba miał mi coś ważnego do powiedzenia.
- Kochanie, za rok będziesz właścicielem HiTech Enterprise.
- Słucham? - Niemal oplułam się herbatą z wrażenia. To po co w takim razie był ten awans? Bez niego Jonathan nie musiałby się przenosić do IT!
Ojciec westchnął, przejeżdżając dłonią po zmęczonej twarzy. Wyglądał, jakby miał zasnąć już zaraz.
- Słońce, chciałem wiedzieć, czy podołasz. Dajesz radę, więc chcę Ci podarować nasze dziedzictwo. - Uśmiechnął się do mnie. - Ja odejdę na emeryturę. Chcę wreszcie wyruszyć w podróż dookoła świata.
***
- Dzień dobry, panie Shawn. Clara wiele mi o panu opowiadała. Jest pan niezwykłym człowiekiem.
- Mnie również miło cię poznać, Steven.
Ojciec zaprosił mnie i Stevena do domu, posyłając mi wymowne spojrzenie. Wzruszyłam ramionami, uśmiechając się nieśmiało.
Gdyby ktokolwiek zapytał mnie o zdanie, nie chciałam tego związku. Nie byłam stworzona dla jednego mężczyzny - chciałam mieć ich wielu, korzystać z życia tak długo, jak tylko starczyło mi sił. Niektóre kobiety są szczęśliwe, mogąc dożyć starości u boku tego jedynego. Mnie owa opcja nie satysfakcjonowała ani trochę, lecz ojciec nalegał na odpowiednią partię. Dlatego pomyślałam, że mogłam mieć jednego do domu, zaś wielu w łóżku. Nie obchodziło mnie to, iż zranię tym kogokolwiek - byłam tak zapatrzona w siebie, jak tylko się dało.
Dlatego wybrałam Stevena. Był przystojny, miał własną kancelarię adwokacką, a co z tym idzie - pieniądze. Mogłam bez obaw po ślubie podpisać intercyzę. Jednocześnie praca wymagała od niego wielu wyjazdów, nieobecności; w tym czasie mogłam grzać łóżko z innym lub wychodzić do mieszkań prawdziwych ogierów. Nie oszukując, Steven był po prostu wyjątkowo słaby w te klocki. I miał małego fiuta. Za małego.
Na obiedzie z ojcem cały czas się uśmiechałam, udając zakochaną po uszy przyszłą żonę pana prawnika. Tymczasem wracałam w kółko i w kółko do trójkąta przeżytego z Jonathanem i jego znajomym, Ashtonem. Wciąż i wciąż przypominałam sobie w szczegółach to idealne pieprzenie od momentu, w którym brali mnie we dwóch. Nie było mi nawet wstyd, o wyrzutach sumienia nie wspominając.
Jonathanowi odpowiadał nasz układ. Mnie również. Nie patrzyliśmy na to, że to miał być jeden numerek, a potem koniec. Rżnął mnie swoim kutasem jak żaden inny.
Tylko to się liczyło.
A nie jakieś tam pięć minut.
6年前