Klucha
Nie wiem czy umiem pisać opowiadania. Właściwie to nawet nie jest opowiadanie. 95% faktów, reszta to lekkie ubarwienia, by było bardziej spójne, gdyż pierwotnie miało być blogiem... Niestety nie wiem, czy mogę je tutaj publikować bo jest w nim drobny element związany z osobami nieletnimi (jako wstęp) i kazirodczymi (jednak bez seksu). Jest to czyste niewolnictwo kluchy... Dlaczego je publikuję? Cóż, powoli kończą mi się pomysły na poniżanie, poniewieranie i męczenie niewolnicy. Czy będą dalsze części? Bardzo prawdopodobne, że tak, gdyż sukcesywnie coś tam piszę, od czasu, do czasu. Zależy również od tego, jak zostanie przyjęta pierwsza część...
Mam na imię Karolina, jestem młoda (22), jeszcze raczkuję w tych sprawach, w ogóle w bardziej perwersyjnych wiadomościach. Lecz szybko się uczę. Pierwszy swój anons na stronie bdsm napisałam w marcu tego roku. Chciałam się czegoś dowiedzieć na temat procedur, kar, jak skutecznie wymuszać pewne zachowania, jak bezpiecznie męczyć i torturować. Po prostu nauczyć się jak być "dobrą" Panią. Ile otrzymałam odpowiedzi w czasie 2 miesięcy? Trzy! I wszystkie pozbawione jakiegokolwiek sensu. Myślałam jak to zmienić, rozmawiałam o tym z siostrą, z kruszynką - tak dawniej mówił do niej ojciec. Teraz on i mama mówią "krucha", ja zmieniłam to na bardziej poniżające - klucha.
Z góry przepraszam za chaos wypowiedzi. Chciałabym napisać jak najwięcej i chronologicznie, lecz nie wszystko pamiętam co i jak było.
Teoretycznie zaczęło się wszystko jak Klaudia miała ******, pierwsza klasa ********* i Liceum w planach. Uczyła się dobrze. Nasza siostra Kaśka, która zajmowała się gospodarką wyprowadziła się przed wakacjami i poszła mieszkać z chłopakiem w Mieście. Jej obowiązki spadły na Klaudię i o szkole mogła zapomnieć. Przez nieobecności i brak czasu na naukę, nie przeszła do d**giej klasy. Mama zawsze miała wygórowane ambicje i nie lubiła zajmować się gospodarstwem. Tata pił odkąd pamiętam, czasem coś tam porobił, lecz też nie było co na niego liczyć. Obowiązki spadły na Klaudię. Prócz tego musiała zajmować się mną, miałam dopiero *****. Tak to trwało jakieś 3 lata.
Praktycznie problemy Klaudii zaczęły się od niewinnej zabawy nad stawem, niedaleko od domu, w lesie. Bawiłyśmy się w nimfy wodne, kąpiąc się i biegając po trawie nago. Sąsiad porobił nam kilka zdjęć, lecz o tym dowiedziałyśmy się dopiero następnego dnia. Dostałyśmy wtedy konkretne lanie. Rodzice stwierdzili, że skoro lubimy chodzić nago, to po domu tak mamy właśnie chodzić. Po kilku dniach im przeszło, ale coś nam z tego pozostało i czasem nadal chodziłyśmy nago. Jakoś nie przyszło nam nigdy do głowy, że ktoś, kiedyś to wykorzysta. Często na wakacjach opalałyśmy się nago przed domem.
Jak siostra miała 18, może 19 lat została zgwałcona przez sąsiada, który szantażował ją zdjęciami. I kilkakrotnie to powtarzał. Przez to miała i ma nadal uraz do seksu. Mniej, więcej w tym czasie zaczęła tyć oraz stronić od chłopaków. A najgorsze, że takie życie, gdzie zajmowała, się domem, zwierzętami, uprawami, sprzątaniem, również u sąsiada, u którego paradowała nago, w jakimś stopniu jej się podobało. Gdzieś w wieku 22 lat wpadła jej w ręce mała książeczka (znalazła w moich rzeczach), z serii romansów - Historia Odetty. O dziewczynie, która znajdowała przyjemność w bólu i poniżeniu. Zaczęła rozczytywać się w temacie: Justyna i nieszczęścia cnoty, Płonące Ćmy i jeszcze kilku innych. Stwierdziła, że chce tego, że to jej się podoba. Często prowokowała ojca i sąsiada do bicia, przestała chodzić w butach, przynajmniej w domu i w polu. Pokazywała się częściej nago, w stodole zabawiała się łańcuchem, próbowała się sama chłostać itd... Właściwie czuję się trochę odpowiedzialna za zniewolenie kluchy. Od co najmniej 5ciu lat starałam się by była moją niewolnicą... Sama ukierunkowywałam ją do masochizmu.
Sąsiad się wygadał i to wielokrotnie. Zarówno tacie, jak i mamie, również sąsiadce. A, że klucha często paradowała po podwórku nago, czasem w samej koszulce, prowokowała, pyskowała, to wreszcie się doigrała. O tym, że ma skłonność do uległości, wiedziałam od bardzo dawna. Cała rodzina o tym wiedziała. O tym, że jest masochistką i to ekstremalną, dowiedziałam się pierwsza. Przesłanki, by tak sądzić były bardzo duże. Często prowokowała ojca do bicia, również mamę. Niejednokrotnie dostała w twarz od obojga. Tata lał ją też często pasem. Kary u nas były zawsze na gołą dupę. Więc miała i ból i poniżenie. Jednak to jej nie wystarczało, potrzebowała czegoś wiecej. Więcej bólu, poniżeń, upodlenia, szmacenia itd. Na początku grudnia zniknęła z domu. Powiedziała, że musi odpocząć i jedzie do Kaśki. (Pierwszy raz skłamała). Właściwie to był mój pomysł, niemal zmusiłam ją by pojechała na tzw. kurację odchudzającą i tylko przez przypadek okazało się, że gość jest sadystą i ma nieco inne plany niż pisał. Jednak jestem mu wdzięczna, że wprowadził kluchę w nieco ostrzejszy klimat niż ja mogłam. Jednak czytanie i marzenia, to nie to samo, co rzeczywistość. I fakt, faktem od stycznia klucha już była niewolnicą. Już były między nami elementy mojego sadyzmu i jej masochizmu...
Przyjechała dzień przed wigilią, chora, cała obolała, posiniaczona, z wieloma pręgami na plecach, dupie i udach. Powiedziała mi, że poznała fajnego chłopaka, mieszkała u niego przez kilka tygodni, lecz stęskniła się za domem i przyjechała. Po drodze miała nieprzyjemną sytuację, bo na dworcu zaczepiło ją dwóch meneli, pobiło i chciało zgwałcić, lecz uciekła. (Kolejne kłamstwo, takich obrażeń nie można zrobić w ciągu jednego dnia, a co dopiero w kilka godzin). Tak powiedziała rodzicom, bo niby co miała im mówić? Jadnak i mnie okłamała, a właściwie nie powiedziała całej prawdy.
Pod koniec grudnia zauważyłam w histori przeglądanych przez nią stron, iż odwiedza bdsm.pl, strony z filmami przedstawiającymi sceny tortur, tematyczne opowiadania bdsm itd. W styczniu zapytałam ją wprost o co chodzi. I tutaj zebrała się na odwagę i bardzo szczegółowo opowiedziała mi o sobie, o marzeniach, o co, tak naprawdę chodziło, jak jej nie było przez 3 tygodnie, skąd ślady. Powiedziałam jej o moich odmiennych skłonnościach, jednak zaznaczyłam, że trochę głupio by było męczyć własną siostrę. Zgodziłam się na kilka drobiazgów, o które prosiła - usługiwanie, całowanie po rękach, po stopach, używanie jej jako podnóżka i kilka innych czynności. Klaudia na "wczasach" musiała dbać o stopy Pana. Całowanie, lizanie, masaż, mycie, obcinanie paznokci itd. Spodobało się jej na tyle, że w styczniu zaproponowała mi masaż stóp. Ja nie miałam nic przeciwko. Gdzieś pod koniec stycznia, jak już zeszły jej ślady, zaproponowała mi siebie, jako niewolnicę. Udawałam, że się wzbraniam, lecz mnie to kręciło. Początkowo zgodziłam się tylko na stopy, jednak zażyczyłam sobie, by paznokcie mi obgryzała ząbkami, a później opiłowywała i malowała. Jednak już w lutym chciałam więcej. Na feriach lizała mi już kozaczki, całe, łącznie z podeszwami... Dalej nie miałam dość... Zaczęłam ją tłuc rękami taty. zawsze ją bił, więc nie było problemu. Mój sadyzm narastał.
Zaczęłam się coraz bardziej interesować tematyką. U nas jest od dawna taka dziwna relacja w rodzinie. Klucha zawsze była pomiatana, a ja zawsze miałam wszystko. Niby dzieliłam z nią pokój. Jednak to od zawsze jest mój pokój. Jak dawniej przyjeżdżałam w weekendy, ferie, wakacje - klucha zawsze spała w kuchni na starej wersalce, a ja pokój miałam dla siebie... Z czasem dochodziło do tego, że jak wracałam na weekend do domu, to podchodziłam do pijanego ojca, oczywiście się przywitałam, pocałowałam w policzek... "Tato, ona znowu rusza moje rzeczy, bałagani w pokoju, zrób coś z tym"... Potrafił wybiec, jak siedział, dopaść kluchę i spuścić jej łomot pasem i pięściami... Przychodziła z płaczem i pytała: dlaczego? Bo tak, taki kaprys. I przeproś, bo znowu oberwiesz. Przepraszam. Nie tak! Pamiętasz jak się umawiałyśmy? Klaudia klękała i całowała mi stopy... Wiesz za co dostałaś? Tak. Otóż umowa była taka, że jak wracałam na weekend, to klucha miała rzucić wszystko i przybiec, pomóc mi się rozpakować i całować mnie po stopach na powitanie... Uwielbiałam jak ona to robiła. Jak wieczorem, przed snem, zawsze lizała mi stopy. Jak rano, gdy już skończyła oporządzać zwierzęta, przynosiła mi śniadanie do łóżka i budziła całując po stopach. Teraz mi tego brakuje. Jednak mam z nią inne przyjemności, a stopy i tak mi całuje i liże. Nie ma wyjścia...
Pod koniec marca klucha zmieniła taktykę, zaczęła mnie prowokować do bicia, zwracała się do mnie "Pani". Znowu musiałyśmy poważnie porozmawiać o jej życiu, postępowaniu, skłonnościach. Zaproponowała, że skoro ja nie chcę by była moją niewolnicą, to może porozmawiam na ten temat z rodzicami? Obie wiedziałyśmy iż tata znajduje przyjemność w biciu. Nie raz w czasie okładania pasem stawał mu kutas. Mama często się temu przyglądała z uśmiechem na ustach. Zawsze po biciu szli do pokoju. Wiedziałyśmy po co. Długo zwlekałam z tą rozmową. Praktycznie do maja, do mojej matury. Pod koniec maja zebrałam się na odwagę i przeprowadziliśmy bardzo długą rozmowę, bez udziału Klaudii. Właściwie nic się nie zmieniło. Klaudia dalej ulegle wykonywała swoje obowiązki, od czasu do czasu kogoś zdenerwowała, czasem dostała, innym razem się jej upiekło. Jednak coś wisiało w powietrzu, małe zmiany w zachowaniu rodziców, ostrzejsze polecenia, więcej razów, odepchnięcie butem, kopnięcie. Chwycenie za ramię i wepchnięcie w gnój. Rodzice sprawdzali grunt. Któregoś dnia tata przyniósł z pracy ciężkie, stalowe kajdany, które sam wykonał, spawając po godzinach. Konkretną obrożę i wiele innych interesujących rzeczy. Ponownie porozmawialiśmy na temat Klaudii, jej nowym, przyszłym statusie w domu. Doszliśmy do wielu wniosków np. że pas nie jest odpowiednim narzędziem do karania. Tata pokazał bicz z kabli, pytając czy się nada... Ja już od miesiąca miałam kilka fajnych batów i pejczy zakupionych w internecie, na allegro. Do tego kilka knebli, wiązanych masek, jakieś uprzęże, pasy do mocowania, a nawet kupiłam sztuczne dildo i korek doodbytniczy. We wszystko postanowiliśmy wtajemniczyć Klaudię, pokazując jej coraz to nowe narzędzia i akcesoria. Jednak nim to nastąpiło, Klaudia przegięła na poważnie, a przynajmniej tak to miało wyglądać!
Było to w piątek 28 czerwca, około 14stej. Klucha jak zwykle paradowała półnaga, w jakiejś szmacie zarzuconej na nagie ciało. Szła w pole do roboty. Zajadała się laską kiełbasy. Sąsiadka, gdy ją mijała, zwróciła jej uwagę, że jest piątek. Ta coś tam odburknęła i doszło do rękoczynów. Sąsiadka oberwała przy tym w twarz. Zauważył całą scenę sąsiad (ten od seksu). Tak faktycznie to cała ta scena była niemalże wyreżyserowana. Planowałyśmy to obie. Największym problemem było zgrać to wszystko w czasie i liczyć na odpowiednią reakcję sąsiadów... To że namówię rodziców było pewne, jednak nie było możliwości by Klaudia paradowała nago i w kajdanach, niezauważona przez najbliższych sąsiadów, więc w jakimś stopniu trzeba ich było wprowadzić w temat, tak by zaakceptowali nową rzeczywistość.
Przerwę na chwilę by wyjaśnić kilka rzeczy. Mieszkamy około 100 metrów od ****i. Kawałek dalej, za naszym gospodarstwem mieszka samotnie nasza sąsiadka, trochę zgorzkniała, marudna wdowa. Jest w wieku naszej mamy, 53 lata. Niby od zawsze zwracamy się do niej - przez Pani, rzadziej ciociu. Jest taką dalszą kuzynką mamy. Obok jej domu przebiega *****, która prowadzi, przez niewielki zagajnik na łąkę, gdzie pasą się nasze krowy. Dalej nasz las i za nim nasze dwa pola, tam też są pola sąsiada i sąsiadki. Sąsiad, ten od seksu ma chyba 67 lub 68 lat. Też jest w jakimś stopniu spokrewniony z naszą rodziną. Niestety nigdy się tym nie interesowałam, zawsze to był pan Tadek, a tata ciągle mówi do niego wujek. Nie dawno przeszedł na emeryturę. Mieszka po prawej od ****i, obok sąsiadki. Oddziela ich *****. Za jego działką nie ma zagajnika, Jest tam staw, o którym już wspomniałam. O numerze, jaki wywinął Klaudii sąsiad dowiedziałam się od niej, w tym roku, podczas naszej pierwszej, tematycznej rozmowy... Właściwie w pobliżu już nikt więcej nie mieszka. Do następnych zabudowań jest dobre pół kilometra...
Kontynuuję. Rozważałyśmy z Klaudią wiele scenariuszy, jak zrobić, by wszystko zgrać, by wszystko się udało. Jednak nie myślałyśmy, że wszystko okaże się tak proste... Sąsiad podbiegł rozdzielić Kluchę i sąsiadkę. Chwycił Klaudię za włosy i jedną rękę, a Pani Marta, za d**gą... Tak przyprowadzili ją przed nasz dom. Wyszliśmy, słysząc krzyki. Sąsiadka opowiedziała co się stało, Pan Tadek potwierdził. Klaudia została pchnięta na ziemię, coś tam mamrotała, lecz nikt jej nie słuchał. Pani Marta postraszyła sądem, powiedziała coś o bacie i porządnej chłoście, by popamiętała na długo. Tata przyznał jej rację, chwycił Kluchę za włosy i zaciągnął wierzgającą do trzepaka. Mamy taki, dość duży, drewniany, szeroki na jakieś 5 metrów, na górze, gdzieś na dwóch metrach jest pozioma belka. Mama przyniosła mu kilka kawałków sznura. Każda ręka Kluchy została przywiązana do rogów trzepaka, nogi w szerokim rozkroku przywiązane do słupów. Tak, że Klaudia praktycznie wisiała, ledwo palcami stóp dotykając ziemi. Tata kazał mi przynieść jego dyscyplinę. Zerwał, a właściwie rozszarpał na strzępy szmatę, którą Klaudia miała na sobie. By ją uciszyć, wsadził jej fragment ściery w usta. Popatrzyłam na sąsiadów. Ich to najwyraźniej bawiło. Tata chwycił mocno bicz z kabli i zaczął mocno bić Kluchę po całym ciele. Po chwili plecy, dupa, uda były całe w czerwonych, a potem w sinych pręgach. W kilku miejscach przeciął jej skórę. Klaudia próbowała krzyczeć przez knebel, słychać było tylko jęki i jakieś bulgotanie. Zasmarkała się, z oczu kapały jej łzy. A po udzie ciepłe szczyny. Tata przestał bić. Na pytanie mamy, stwierdził, że nic Kruszynie nie będzie, jak sobie trochę powisi. Poszli z sąsiadami na werandę. Mama przyniosła flaszkę i kieliszki oraz jakieś ciasto. Nie wiem o czym rozmawiali. Jednak od tego momentu życie Klaudii się zmieniło...
Ja po chłoście zajęłam się trochę Klaudią. Wyjęłam jej knebel, otarłam nim smarki z nosa, przetarłam twarz. Łzy jeszcze chwilę napływały jej do oczu. Autentycznie płakała. Zmoczyłam jeden z fragmentów szmaty, której strzępy leżały rozrzucone po ziemi. Delikatnie wzdrygnęła się, gdy przecierałam jej skórę. Wyszeptała: dziękuję... Powiedziałam, że sama się o to prosiła i że pewnie od dzisiaj wiele się zmieni. Wspomniałam, że rodzice wiedzą już od dawna i prawdopodobnie od teraz będzie niewolnicą. Tutaj również doczekałam się podziękowania... Po jakimś czasie tata mnie zawołał i powiedział bym odwiązała Klaudii nogi. Za karę miała stać naga do wieczora, bez wody, bez picia, bez odpoczynku. Przyniosłam sobie leżak i opalałam się obok niej, od czasu do czasu wymieniłam z nią kilka zdań. Było dość gorąco, bardzo się pociła... Po 17stej poszłam po krowy. Klaudia nadal stała. Lecz na werandzie nie było taty ani sąsiada. Za to z chlewika słychać było wiercenie, przybijanie i inne odgłosy. Dopiero wieczorem około 21szej skończyli pracować. W międzyczasie mama z sąsiadką podeszły do Klaudii i powiedziały jej co się od dzisiaj zmieni, kiedy będzie pracować, jak długo, co ją czeka, gdzie będzie mieszkać, jak będzie traktowana itd... Tego dnia obowiązki typu dojenie, karmienie, zamykanie spadły na mnie. Więc tej rozmowy nie słyszałam. Jak byłam na chwilę w domu, na stole, na werandzie leżały niemal wszystkie akcesoria, które przyniósł tata oraz moje zakupy. Brakowało kilku łańcuchów, różnych mocowań. Jak się okazało, wszystkie te elementy mocowali w chlewie do jednego z pustych boksów... Wszyscy podeszliśmy do niej około 21:30 Oczy miała zamknięte, usta suche, spierzchnięte. Trudno mi powiedzieć czy spała, czy zemdlała. W każdym razie nie ocknęła się gdy tata z sąsiadem rzucili przed nią kajdany, kawałek łańcucha i żelazną obrożę. Tata oblał ją lodowatą wodą, przyniesioną prosto ze studni. Wybudziła się, z jej ust wydobył się krótki jęk. Oczy powędrowały po twarzach obecnych. Zobaczyła łańcuchy przed sobą. Jednak jej reakcja była zgoła inna niż chyba wszyscy się spodziewali. Zamiast rozpaczy i przerażenia, było coś na kształt błysku w oczach i zwyczajny lekki uśmiech zadowolenia na twarzy. Popatrzyła na mnie i delikatnie skinęła głową. Nic nie mówiła. Tata z sąsiadem odwiązali jej ręce. Natychmiast opadła na ziemię. Przypuszczam, że nogi całkiem jej zdrętwiały, Ciało drżało od zimnej wody. Tata dosyć szybko zakładał kajdany na jej nogi i ręce, a sąsiad dokręcał kluczem śruby. Po chwili była w kajdanach i z ciężką obrożą na szyi. Mama kazała jej wstać. Nie udało się jej samej podnieść. Tato przypiął do obroży kawałek łańcucha i szarpiąc uniósł Kluchę na nim do pozycji stojącej. Poszliśmy w stronę chlewu... Trochę się w nim pozmieniało. Wieprze nadal były w boksach po obu stronach. Jednak pomieszczenie na wprost nabrało bardziej więziennych cech. Powstała tam prawdziwa, zakratowana cela. Jest to najniżej położone pomieszczenie w chlewie. Przez niego ze wszystkich zagłębień w posadzce przepływały świńskie gówna do małego otworu na zewnątrz. W nim, w wiecznym smrodzie od tego dnia miała spać Klaudia. Na podłodze znalazły się różne uchwyty do mocowania stóp, ze ścian zwisały łańcuchy. Dotychczas goły beton przykrywała stara słoma wybrana z świńskich boksów. One dostały świeżą. Dla kluchy najgorsze warunki, jakie mogła sobie wyobrazić. Została wciągnięta do celi. Ręce przykuto jej do łańcuchów na ścianach. Stopy w rozkroku do oków w podłodze. Sąsiad na odchodnym klepnął ją w tyłek. Sąsiadka powiedziała, że będzie stać do rana i by przemyślała swoje dotychczasowe postępki i zachowanie. Tato zamknął celę na kłódkę i wyszliśmy z chlewu, gasząc światło. Pozostawiając nagą, stojącą, obolałą kluchę do rana...
Noc była ciężka, upalna. W domu było duszno. Nie mogłam zasnąć. Cały czas zastanawiałam się co u Klaudii, jak sobie radzi, z bólem, a zwłaszcza ze staniem. W celi równiż miała zaduch, do tego otaczał ją smród świńskich odchodów. Stała boso na wilgotnej, betonowej posadzce, niemal bez możliwości przesunięcia zmęczonych stóp. Jedynie stalowe kajdany na nadgarstkach i kostkach nóg oraz obroża na szyi, dawały jej odrobinę chłodu. Przypuszczam, że nie spała tej nocy. Cierpiąc, zastanawiała się co będzie dalej, co ją czeka następnego dnia? Czy przyjdą i ją uwolnią? Czy na tym pojedynczym epizodzie, skończy się jej upragnione niewolnictwo? Raczej nie! Bo niby po co te wszystkie przygotowania. Po co stalowe kajdany, skoro równie dobrze można by było użyć zwykłego sznurka? Po co tata z sąsiadem zamocowali kratę w celi, w której ją zamknięto? Po co te liczne uchwyty i mocowania? Stalowe klamry na ścianie za plecami? Nie mogła zasnąć, mimo iż w chlewie panowały nieprzeniknione ciemności. Od czasu, do czasu słyszała pochrumkiwanie śpiących obok świń. Wielokrotnie przestępowała z nogi, na nogę, próbując dać odpocząć zmęczonym stopom. raz, po raz łapały ją skurcze, uda łydki. Bardzo trudno było ustać. Do tego niemiłosiernie paliły ją pobite plecy i pośladki. Wiedziała, że lepiej dla niej, by stała. I tak nie mogła by usiąść lub się położyć. Więc była to jedyna pozycja, w której była w miarę bezpieczna, chociaż nie do końca... Roje much i innych insektów cały czas siadały na jej spoconym ciele, na ranach. Początkowo próbowała się otrząsać, jednak szybko zauważyła, że to tylko dodaje jej cierpienia. Dała sobie spokój. Nie odzywała się, nawet nie jęczała. Po co? Niepotrzebnie obudziła by tylko świnie i dodatkowe insekty, które teraz żerowały na zwierzętach, znalazły by się na niej. Próbowała ulżyć zmęczonym nogom, zwicając bezwładnie na kajdanach zamocowanych na nadgarstkach. Jednak szybko unosiła swe sponiewierane ciało. Ból wpijającej się stali był nie do zniesienia. Ręce uniesione od kilku godzin do góry, niemiłosiernie bolały. Czuła, że cała krew, która tam się normanie znajdowała - odpłynęła gdzieś indziej. Okropnie bolała ją głowa, nie mogła skupić myśli. Miała wrażenie, jakby ktoś ścinął ją w prasie... To była ciężka noc. Na zewnątrz szarzało. Powoli, przez brudne okna sączyło się światło świtu. Wstawał nowy, słoneczny dzień. Zaczęła rozróżniać kształty. Jeszcze w półmroku powoli się rozglądała, oglądała zmiany jakie poczynił tata w pomieszczeniu, które zajmowała. Dostrzegła stalową szynę, która zwisała z sufitu, podwieszoną do starego koła pasowego. Gruby sznur wychodził po za ścianę. Przypuszczała, że służy to do podciągania jej w górę. Nawet nie próbowała zgadywać ile udręk będzie ******** znieść w tej celi. Jednak miała już pewność, że będzie niewolnicą. Zastanawiała się tylko jak długo będzie trwał ten stan, ile zniesie bólu i cierpienia nim się podda. Myśli uciekły gdzieś dalej, skupiła się na teraźniejszości, na obecnej chwili... Ile jeszcze przyjdzie jej stać w tej męczącej pozycji. Wiedziała, że wkrótce zostanie zwolniona. Ktoś musiał zająć się inwentarzem...
Nie spałam całą noc, wciąż myślałam o Klaudii. Około 3ciej w nocy usłyszałam krzątaninę w kuchni i przyciszoną rozmowę. Nie słyszałam zdań, tylko pojedyncze słowa. Domyśliłam się iż rodzice również nie mogli zasnąć. Dyskutowali w kuchni na temat Klaudii i jej dalszego losu. Wstałam. Zarzuciłam na spocone ciało mój ulubiony, satynowy szlafroczek i udałam się w stronę kuchni. Po drodze, w sieni, wysikałam się do stojącego tu zawsze wiadra, służącego w naszym domu za nocną toaletę. W czasie tych kilku sekund usłyszałam część prowadzonej rozmowy. Ojciec przekonywał mamę iż powinno się przerwać tę farsę, że klaudia zapamięta nauczkę, którą dostała, na długo. Mówił, że powinno zostać, jak dawniej...
Skończyłam sikać, wstałam, położyłam pokrywkę na swoje miejsce. Szybkim krokiem weszłam do kuchni.
Nie! To były pierwsze moje słowa. Oboje spojżeli na mnie...
Nie! Powtórzyłam. Nie możemy teraz przerwać!
Tak, jak rodzice nalałam sobie kawy i usiadłam obok nich.
Przerwanie tego teraz, to najgłupsza rzecz, jaką można zrobić. Widziałeś tato reakcję Klaudii na bicie. Biłeś mocno, na jej ciele powstało cała masa czerwonych pręg, w wielu miejscach bicz przeciął jej skórę. Lecz mimo bólu, mimo łez, Klaudia cały czas się uśmiechała. Widzieliście, że z bólu się posikała, a była zadowolona. Byłam przy niej po chłoście. Tak, cierpiała. Jednak cały czas szeptała: dziękuję, dziękuję, tego chciałam...
Jeśli teraz przerwiemy, to ją stracimy. Być może na zawsze. Może to my ją biliśmy, może z naszych rąk cierpiała, jednak to ona dokonała takiego wyboru. Jest tak, jak tego chciała. Dlaczego mówię, że jak przerwiemy, to ją stracimy? Wiecie, że w zeszłym roku wyjechała niby na wczasy odchudzające? Wiecie, że wróciła cała poobijana? Widzieliście sińce na jej ciele... Mówiła, że złapało ją dwóch bezdomnych, pobiło i chciało zgwałcić, ale im uciekła. Widzieliście, że w czasie wigilii nie mogła usiedzieć, że nie opierała się na krześle. Zwróciliście na to uwagę? Nie! Otóż powiem wam dlaczego...
Klaudia nie była na żadnych wczasach odchudzających. Takie wczasy kosztują dużo więcej niż te 500 złotych, które zarobiła na sprzątaniu grobów. Otóż nasza kochana Klaudusia pojechała do faceta, który zgodził się pomóc jej w treningu odchudzającym. Co u niego robiła? O, bardzo dużo rzeczy. Pomógł jej spełnić fantazje o uleglości. Wprowadził ją w klimat BDSM. Pewnie nawet nie wiecie, co oznaczają te cztery litery. Bondage Sado Maso, czyli wiązanie, uwięzienie, sadyzm i masochizm. Tak, wasza córeczka od wielu lat myślała o niewolnictwie. Zawsze była uległa. Praktycznie wszystkim usługiwała, wiele razy bezinteresownie pomagała. Tato, biłeś ją praktycznie co tydzień. Czy kiedykolwiek usłyszałeś słowa skargi? Czy poprosiła kiedyś byś przestał? Ona tego chciała. Ciągle was prowokowała byście ją bili. Czy popatrzyła na was kiedykolwiek z nienawiścią w oczach? Jak ja od was dostałam to nie raz i nie dwa razy widzieliście to nienawistne spojrzenie u mnie. A ona? Dziękowała i mówiła, że się poprawi...
Jednak przerwałam temat. Co robiła Klaudia u gościa... Była przez 3 tygodnie jego niewolnicą. Nie, nie był dla niej brutalny, powoli wprowadzał ją w temat. Pokazywał, rozmawiał, był szorstki i jednocześnie miły. Nie szarpał się z nią, do niczego nie przymuszał. Owszem, stosował kary, karne ćwiczenia...
Pierwsze trzy noce Klaudia spędziła u niego w piwnicy, skuta łańcuchami, w niewygodnej pozycji. Przez trzy dni nie dostała nic do jedzenia, lecz codziennie sprawdzał w jakim jest stanie, pytał czy coś jej potrzeba, rozmawiał z nią. Codziennie dostawała wodę do picia. Po trzech dniach wpuścił ją do mieszkania. Jeżeli chciała jeść, musiała dokładnie posprzątać. Wiecie jak sprawdzał czystość podłóg? Nie! Bo niby skąd? Klaudia zwierzała się tylko mnie. Otóż zdjął skarpetki i przez godzinę chodził po mieszkaniu. Dał Klaudii wybór: następny dzień głodu w piwnicy, albo posiłek, lecz przed nim dokładne, do czysta wylizanie podeszw jego stóp. Domyślacie się co wybrała wasza córka... Więc zjadła swój pierwszy od trzech dni posiłek. Małą miseczkę kapuśniaku i kromkę chleba... W czasie trzech tygodni pobytu u niego jeszcze wielokrotnie głodowała. Co Klaudia w tym czasie jadła? Co piła? Zawsze jadła zupy, piła wodę o dziwnym smaku... Najczęściej był kapuśniak, prócz tego barszcz ukraiński i zupa jażynowa. Dlaczego woda miała dziwny smak? Bo cwaniak dodawał do niej kilka interesujących składników: tran, sproszkowany rutynoskorbin i różne sproszkowane witaminy... Co ta cała mieszanka powodowała? Zgłębiłam temat, wszystkie te składniki wzmacniają organizm, uodparniają na choroby, oczyszczają z toksyn, wspomagają odchudzanie. Zauważyliście, że Klaudia ostatniej zimy nie chorowała, a zawsze dawniej przeleżała pół zimy w gorączce. Od grudnia cały czas stosuje, tą samą dietę. Dodała do tego zsiadłe mleko, które również ma działanie oczyszczające.
Dlaczego facet to robił? Nie uprawiał z nią seksu. On ją tylko dopingował w spełnieniu marzenia. W urzeczywistnieniu fantazji oraz odchudzaniu. Czy ją bił? Tak! Bo o to prosiła. Bił tylko w miejsca zasłonięte, takie których w zimie nie odsłaniała. Dlatego tylko ja mogłam je zobaczyć - plecy i pośladki, piersi i brzuch. Uwierzcie, miała więcej pręg na ciele, niż teraz. Dlatego nie mogła usiąść podczas kolacji wigilijnej. Plecy i tyłek nadal ją bolały!
Co jeszcze jej robił? Przecież od samej diety i głodówki nie mogła zrzucić w trzy tygodnie 14 kilo! Klaudia biegała, dużo biegała. Jak? Nawet nie potraficie sobie tego wyobrazić. Boso, czasem nago, po błotnistych, leśnych ****ach. W temperaturach oscylujących wokół zera. Biegała szybko, bo było jej zimno. Wiedziała, że im szybciej wróci, tym szybciej będzie mogła się ogrzać we wnętrzu auta. Za pierwszym razem biegła kilometr, w ubraniu, lecz boso, po błocie, bo nie było mrozu. Potem już tylko nago i więcej 2-3 kilometry. Raz nawet w minusowej temperaturze i po śniegu. I uwierzcie - podobało jej się to. Dopełnieniem treningu była jazda na rowerze treningowym. Klaudia musiała codziennie wyrobić normę dystansową, niezależnie od ustawionego obciążenia. Możecie sobie tylko wyobrazić ile wysiłku ją to kosztowało. Niemal dzień, w dzień przebierała nogami od sześciu do dziesięciu godzin. Pamiętacie jak zmęczona wróciła do domu? Lecz była zadowolona, cały czas w grudniu chodziła uśmiechnięta. W tym roku chciała to powtórzyć. Rozmawiała już nawet na ten temat. Chcecie ją stracić? To przerwijcie tą tak zwaną przez was farsę. W domu możemy dać jej to samo, a nawet więcej. Chce być niewolnicą? To będzie. Tak długo, jak zechce. Uważam, że im bardziej będziemy okrutni, nielitościwi, im częściej będzie bita, torturowana, maltretowana, zmuszana do coraz cięższej pracy. Im bardziej będzie cierpieć, tym szybciej stwierdzi, że ma dość i sama poprosi o litość o łaskę. Wiem, że nigdy nie będzie jak dawniej, że wiele się zmieni, że wszyscy się zmienimy. Ze nasz stosunek do niej ulegnie całkowitej zmianie. Jednak myślę, że jeszcze może być, jak dawniej. Normalnie.
Teraz musimy z tym żyć, nauczyć się wielu nowych rzeczy. Stworzyć dla Klaudii zupełnie nową rzeczywistość. Wprowadzić w jej życie wiele nowych zadań, ograniczeń, ustalić system kar i tortur. Klaudia zawsze miała problem z punktualnością, z wyrabianiem się z zadań na określony czas. Zawsze żyła marzeniami. Musimy jej to zmienić, ona musi się zmienić. Im więcej wprowadzimy dodatkowych i coraz trudniejszych obowiązków, z ograniczeniami czasowymi, tym lepiej. Tym szybciej będzie miała dość i się podda. Diety jej nie zmieniajmy, ma dobre, zdrowotne właściwości. Jednak wprowadźmy określony czas na spożywanie posiłków. Śniadanie wiadomo, musi zjeść, by miała siłę do pracy. Czy musi jeść obiad? Właściwie niekoniecznie. Zje obiadokolację około 17stej i to powinno jej wystarczyć. Jej dzień pracy jeszcze ustalimy. Lecz myślę iż 12 godzin na dobę wystarczy, by porządnie się wymęczyła. Zwłaszcza teraz, latem! By wypoczęła po ciężkim dniu wystarczy jej 6 godzin. Do tej pory spała 5 do 6ciu godzin i wstawała wyspana. Reszta czasu? Coś zawsze wymyślimy - poniżenie, bicie, kary, tortury. Jest niewolnicą. Możemy z nią robić niemal wszystko, co zechcemy.
Takie jest moje zdanie, a wy zrobicie, jak uważacie. Jednak pamiętajcie, że klaudia tego chce, sama do tego dążyła. I pragnie dla siebie takiego losu. Niewolnictwa!
Wróciłam do pokoju. Mimo iż tej nocy nie spałam, postanowiłam się ubrać. Po krzątaninie w domu, poznałam iż rodzice również się ubrali. Dochodziła czwarta, czas iść do Klaudii. Spotkaliśmy się w sieni...
"Co postanowiliście?" spytałam...
"Na razie nic, zobaczymy jak się sprawy potoczą. Zdecydujemy w przyszłym tygodniu. Dzisiaj porozmawiamy wszyscy z Klaudią, dowiemy się czego, tak naprawdę chce. Jak ona widzi taką relację. Jak długo chce to ciągnąć. Na ile możemy sobie pozwolić. Jest w końcu naszą córką. Chce być niewolnicą. Cóż, akceptujemy to. To jej wybór, jest dorosła." - powiedzial tata.
"Jednak proszę Was, pamiętajcie, że Klaudia jest dobrowolną niewolnicą i na razie nie wolno nam przesadzić."
"Co znaczy: na razie?"
"Chcemy, żeby poczuła się jak niewolnica, jednak na razie nie możemy ją torturować, mocno bić, katować, może zdecyduje się zrezygnować i będzie normalnie, no prawie normalnie. Proponuję z początku poznęcać się psychicznie, poniżać, wyzywać. Tak, czasem uderzyć, ukarać, poganiać, lecz robić to z umiarem. Może się zniechęci. Będę codziennie z nią rozmawiać. Może uda się ją przekonać, że nie tędy *****...)"
"Dobrze, chodźmy do niej, może już jej przeszło"
Wyszliśmy z domu, tato podniósł wiadro slużące nam za ubikację i skierował swe kroki w stronę gnoju.
"Zaczekaj" powiedziała mama, "skoro mamy ją upodlić, to równiedobrze możemy zacząć teraz. Wylej to na nią. Możemy budzić tak Klaudię codziennie, a dodatkowo opłukać ją lodowatą wodą, prosto ze studni, by nie śmierdziała szczynami".
Poszłam nabrać wody ze studni.
Uzbrojeni w dwa pełne wiadra weszliśmy do chlewu...
Nagie ciało Klaudii zwisalo bezwladnie na łańcuchach. Straciła przytomność albo spała. Jej pierś lekko falowała, więc oddychała. Tata cicho otworzył kratę, która lekko zaskrzypiała. Klaudia się poruszyła. Jednak oczy nadal miała zamknięte.
Tata podniósł wiadro z naszymi sikami i oblał nimi niewolnicę od dołu, ku górze. Klaudia się ocknęła, próbowała oprzeć swe udręczone ciało na zmęczonych nogach, pociągnęła nosem, wraz z glutami wciągnęła w siebie kropelki moczu, które znalazły się przed jej nosem, ze spieczonych warg zlizała te, które tam wylądowały. Lekko prychnęła. Gdyby w suchych ustach miała choćby odrobinę śliny, pewnie by wypluła. Otworzyła oczy, kilkakrotnie zamrugała. Z pod lekko przymkniętych powiek spojżała na nas. Otwarła usta, jakby chciała coś powiedzieć. Lecz w tym momencie podszedł do niej tata z kubłem lodowatej wody i wylał ją na głowę klaudii, spłukując szczyny z jej ciała. Lekko się przy tym ochlapał, za co uderzył niewolnicę w twarz.
"Obudziłaś się? Czas do roboty! Nie będziemy trzymać darmozjadów. Chcesz jeść? Musisz pracować! I to od świtu, do nocy! Od dziś jesteś niewolnicą! Nie masz żadnych praw! Zrozumiałaś?"
"Tak tato..."
Dostała w twarz.
"Nie odzywaj się, puki nie dostaniesz pozwolenia. Powiedziałem, że nie masz żadnych praw! Mówić ci wolno tylko, jak ci pozwolimy. Wszystko masz znosić w milczeniu. Jak będziesz chciała o coś poprosić, to przyłóż palce do ust, jednak odezwać się możesz dopiero, jak otrzymasz pozwolenie. I od dziś zwracasz się do mnie Panie Ojcze, a do mamy Pani Matko! Zrozumiałaś?"
"Tak"
Znowu dostała w twarz. Z rozciętej wargi i z nosa pociekła krew...
"Czy udzieliłem ci pozwolenia na mówienie?"
Klaudia zaprzeczyła głową.
"Zrozumiałaś?"
Kiwnęła głową.
"To do roboty."
W międzyczasie odpiął jej nogi od łańcuchów przy ścianach i ręce od zwisającego łańcucha zaczepionego pomiędzy ścianami.
"Czynności, które teraz ci objaśnię, będziesz wykonywać automatycznie co rano, w jak najszybszym tempie, bez ociągania i najlepiej jak potrafisz. Z czasem wyrobisz w sobie nawyk automatyzmu. Rozumiesz?"
Kiwnęła, że tak.
Ciąg dalszy być może nastąpi... Przepraszam za literówki, które na pewno się pojawiły...
Mam na imię Karolina, jestem młoda (22), jeszcze raczkuję w tych sprawach, w ogóle w bardziej perwersyjnych wiadomościach. Lecz szybko się uczę. Pierwszy swój anons na stronie bdsm napisałam w marcu tego roku. Chciałam się czegoś dowiedzieć na temat procedur, kar, jak skutecznie wymuszać pewne zachowania, jak bezpiecznie męczyć i torturować. Po prostu nauczyć się jak być "dobrą" Panią. Ile otrzymałam odpowiedzi w czasie 2 miesięcy? Trzy! I wszystkie pozbawione jakiegokolwiek sensu. Myślałam jak to zmienić, rozmawiałam o tym z siostrą, z kruszynką - tak dawniej mówił do niej ojciec. Teraz on i mama mówią "krucha", ja zmieniłam to na bardziej poniżające - klucha.
Z góry przepraszam za chaos wypowiedzi. Chciałabym napisać jak najwięcej i chronologicznie, lecz nie wszystko pamiętam co i jak było.
Teoretycznie zaczęło się wszystko jak Klaudia miała ******, pierwsza klasa ********* i Liceum w planach. Uczyła się dobrze. Nasza siostra Kaśka, która zajmowała się gospodarką wyprowadziła się przed wakacjami i poszła mieszkać z chłopakiem w Mieście. Jej obowiązki spadły na Klaudię i o szkole mogła zapomnieć. Przez nieobecności i brak czasu na naukę, nie przeszła do d**giej klasy. Mama zawsze miała wygórowane ambicje i nie lubiła zajmować się gospodarstwem. Tata pił odkąd pamiętam, czasem coś tam porobił, lecz też nie było co na niego liczyć. Obowiązki spadły na Klaudię. Prócz tego musiała zajmować się mną, miałam dopiero *****. Tak to trwało jakieś 3 lata.
Praktycznie problemy Klaudii zaczęły się od niewinnej zabawy nad stawem, niedaleko od domu, w lesie. Bawiłyśmy się w nimfy wodne, kąpiąc się i biegając po trawie nago. Sąsiad porobił nam kilka zdjęć, lecz o tym dowiedziałyśmy się dopiero następnego dnia. Dostałyśmy wtedy konkretne lanie. Rodzice stwierdzili, że skoro lubimy chodzić nago, to po domu tak mamy właśnie chodzić. Po kilku dniach im przeszło, ale coś nam z tego pozostało i czasem nadal chodziłyśmy nago. Jakoś nie przyszło nam nigdy do głowy, że ktoś, kiedyś to wykorzysta. Często na wakacjach opalałyśmy się nago przed domem.
Jak siostra miała 18, może 19 lat została zgwałcona przez sąsiada, który szantażował ją zdjęciami. I kilkakrotnie to powtarzał. Przez to miała i ma nadal uraz do seksu. Mniej, więcej w tym czasie zaczęła tyć oraz stronić od chłopaków. A najgorsze, że takie życie, gdzie zajmowała, się domem, zwierzętami, uprawami, sprzątaniem, również u sąsiada, u którego paradowała nago, w jakimś stopniu jej się podobało. Gdzieś w wieku 22 lat wpadła jej w ręce mała książeczka (znalazła w moich rzeczach), z serii romansów - Historia Odetty. O dziewczynie, która znajdowała przyjemność w bólu i poniżeniu. Zaczęła rozczytywać się w temacie: Justyna i nieszczęścia cnoty, Płonące Ćmy i jeszcze kilku innych. Stwierdziła, że chce tego, że to jej się podoba. Często prowokowała ojca i sąsiada do bicia, przestała chodzić w butach, przynajmniej w domu i w polu. Pokazywała się częściej nago, w stodole zabawiała się łańcuchem, próbowała się sama chłostać itd... Właściwie czuję się trochę odpowiedzialna za zniewolenie kluchy. Od co najmniej 5ciu lat starałam się by była moją niewolnicą... Sama ukierunkowywałam ją do masochizmu.
Sąsiad się wygadał i to wielokrotnie. Zarówno tacie, jak i mamie, również sąsiadce. A, że klucha często paradowała po podwórku nago, czasem w samej koszulce, prowokowała, pyskowała, to wreszcie się doigrała. O tym, że ma skłonność do uległości, wiedziałam od bardzo dawna. Cała rodzina o tym wiedziała. O tym, że jest masochistką i to ekstremalną, dowiedziałam się pierwsza. Przesłanki, by tak sądzić były bardzo duże. Często prowokowała ojca do bicia, również mamę. Niejednokrotnie dostała w twarz od obojga. Tata lał ją też często pasem. Kary u nas były zawsze na gołą dupę. Więc miała i ból i poniżenie. Jednak to jej nie wystarczało, potrzebowała czegoś wiecej. Więcej bólu, poniżeń, upodlenia, szmacenia itd. Na początku grudnia zniknęła z domu. Powiedziała, że musi odpocząć i jedzie do Kaśki. (Pierwszy raz skłamała). Właściwie to był mój pomysł, niemal zmusiłam ją by pojechała na tzw. kurację odchudzającą i tylko przez przypadek okazało się, że gość jest sadystą i ma nieco inne plany niż pisał. Jednak jestem mu wdzięczna, że wprowadził kluchę w nieco ostrzejszy klimat niż ja mogłam. Jednak czytanie i marzenia, to nie to samo, co rzeczywistość. I fakt, faktem od stycznia klucha już była niewolnicą. Już były między nami elementy mojego sadyzmu i jej masochizmu...
Przyjechała dzień przed wigilią, chora, cała obolała, posiniaczona, z wieloma pręgami na plecach, dupie i udach. Powiedziała mi, że poznała fajnego chłopaka, mieszkała u niego przez kilka tygodni, lecz stęskniła się za domem i przyjechała. Po drodze miała nieprzyjemną sytuację, bo na dworcu zaczepiło ją dwóch meneli, pobiło i chciało zgwałcić, lecz uciekła. (Kolejne kłamstwo, takich obrażeń nie można zrobić w ciągu jednego dnia, a co dopiero w kilka godzin). Tak powiedziała rodzicom, bo niby co miała im mówić? Jadnak i mnie okłamała, a właściwie nie powiedziała całej prawdy.
Pod koniec grudnia zauważyłam w histori przeglądanych przez nią stron, iż odwiedza bdsm.pl, strony z filmami przedstawiającymi sceny tortur, tematyczne opowiadania bdsm itd. W styczniu zapytałam ją wprost o co chodzi. I tutaj zebrała się na odwagę i bardzo szczegółowo opowiedziała mi o sobie, o marzeniach, o co, tak naprawdę chodziło, jak jej nie było przez 3 tygodnie, skąd ślady. Powiedziałam jej o moich odmiennych skłonnościach, jednak zaznaczyłam, że trochę głupio by było męczyć własną siostrę. Zgodziłam się na kilka drobiazgów, o które prosiła - usługiwanie, całowanie po rękach, po stopach, używanie jej jako podnóżka i kilka innych czynności. Klaudia na "wczasach" musiała dbać o stopy Pana. Całowanie, lizanie, masaż, mycie, obcinanie paznokci itd. Spodobało się jej na tyle, że w styczniu zaproponowała mi masaż stóp. Ja nie miałam nic przeciwko. Gdzieś pod koniec stycznia, jak już zeszły jej ślady, zaproponowała mi siebie, jako niewolnicę. Udawałam, że się wzbraniam, lecz mnie to kręciło. Początkowo zgodziłam się tylko na stopy, jednak zażyczyłam sobie, by paznokcie mi obgryzała ząbkami, a później opiłowywała i malowała. Jednak już w lutym chciałam więcej. Na feriach lizała mi już kozaczki, całe, łącznie z podeszwami... Dalej nie miałam dość... Zaczęłam ją tłuc rękami taty. zawsze ją bił, więc nie było problemu. Mój sadyzm narastał.
Zaczęłam się coraz bardziej interesować tematyką. U nas jest od dawna taka dziwna relacja w rodzinie. Klucha zawsze była pomiatana, a ja zawsze miałam wszystko. Niby dzieliłam z nią pokój. Jednak to od zawsze jest mój pokój. Jak dawniej przyjeżdżałam w weekendy, ferie, wakacje - klucha zawsze spała w kuchni na starej wersalce, a ja pokój miałam dla siebie... Z czasem dochodziło do tego, że jak wracałam na weekend do domu, to podchodziłam do pijanego ojca, oczywiście się przywitałam, pocałowałam w policzek... "Tato, ona znowu rusza moje rzeczy, bałagani w pokoju, zrób coś z tym"... Potrafił wybiec, jak siedział, dopaść kluchę i spuścić jej łomot pasem i pięściami... Przychodziła z płaczem i pytała: dlaczego? Bo tak, taki kaprys. I przeproś, bo znowu oberwiesz. Przepraszam. Nie tak! Pamiętasz jak się umawiałyśmy? Klaudia klękała i całowała mi stopy... Wiesz za co dostałaś? Tak. Otóż umowa była taka, że jak wracałam na weekend, to klucha miała rzucić wszystko i przybiec, pomóc mi się rozpakować i całować mnie po stopach na powitanie... Uwielbiałam jak ona to robiła. Jak wieczorem, przed snem, zawsze lizała mi stopy. Jak rano, gdy już skończyła oporządzać zwierzęta, przynosiła mi śniadanie do łóżka i budziła całując po stopach. Teraz mi tego brakuje. Jednak mam z nią inne przyjemności, a stopy i tak mi całuje i liże. Nie ma wyjścia...
Pod koniec marca klucha zmieniła taktykę, zaczęła mnie prowokować do bicia, zwracała się do mnie "Pani". Znowu musiałyśmy poważnie porozmawiać o jej życiu, postępowaniu, skłonnościach. Zaproponowała, że skoro ja nie chcę by była moją niewolnicą, to może porozmawiam na ten temat z rodzicami? Obie wiedziałyśmy iż tata znajduje przyjemność w biciu. Nie raz w czasie okładania pasem stawał mu kutas. Mama często się temu przyglądała z uśmiechem na ustach. Zawsze po biciu szli do pokoju. Wiedziałyśmy po co. Długo zwlekałam z tą rozmową. Praktycznie do maja, do mojej matury. Pod koniec maja zebrałam się na odwagę i przeprowadziliśmy bardzo długą rozmowę, bez udziału Klaudii. Właściwie nic się nie zmieniło. Klaudia dalej ulegle wykonywała swoje obowiązki, od czasu do czasu kogoś zdenerwowała, czasem dostała, innym razem się jej upiekło. Jednak coś wisiało w powietrzu, małe zmiany w zachowaniu rodziców, ostrzejsze polecenia, więcej razów, odepchnięcie butem, kopnięcie. Chwycenie za ramię i wepchnięcie w gnój. Rodzice sprawdzali grunt. Któregoś dnia tata przyniósł z pracy ciężkie, stalowe kajdany, które sam wykonał, spawając po godzinach. Konkretną obrożę i wiele innych interesujących rzeczy. Ponownie porozmawialiśmy na temat Klaudii, jej nowym, przyszłym statusie w domu. Doszliśmy do wielu wniosków np. że pas nie jest odpowiednim narzędziem do karania. Tata pokazał bicz z kabli, pytając czy się nada... Ja już od miesiąca miałam kilka fajnych batów i pejczy zakupionych w internecie, na allegro. Do tego kilka knebli, wiązanych masek, jakieś uprzęże, pasy do mocowania, a nawet kupiłam sztuczne dildo i korek doodbytniczy. We wszystko postanowiliśmy wtajemniczyć Klaudię, pokazując jej coraz to nowe narzędzia i akcesoria. Jednak nim to nastąpiło, Klaudia przegięła na poważnie, a przynajmniej tak to miało wyglądać!
Było to w piątek 28 czerwca, około 14stej. Klucha jak zwykle paradowała półnaga, w jakiejś szmacie zarzuconej na nagie ciało. Szła w pole do roboty. Zajadała się laską kiełbasy. Sąsiadka, gdy ją mijała, zwróciła jej uwagę, że jest piątek. Ta coś tam odburknęła i doszło do rękoczynów. Sąsiadka oberwała przy tym w twarz. Zauważył całą scenę sąsiad (ten od seksu). Tak faktycznie to cała ta scena była niemalże wyreżyserowana. Planowałyśmy to obie. Największym problemem było zgrać to wszystko w czasie i liczyć na odpowiednią reakcję sąsiadów... To że namówię rodziców było pewne, jednak nie było możliwości by Klaudia paradowała nago i w kajdanach, niezauważona przez najbliższych sąsiadów, więc w jakimś stopniu trzeba ich było wprowadzić w temat, tak by zaakceptowali nową rzeczywistość.
Przerwę na chwilę by wyjaśnić kilka rzeczy. Mieszkamy około 100 metrów od ****i. Kawałek dalej, za naszym gospodarstwem mieszka samotnie nasza sąsiadka, trochę zgorzkniała, marudna wdowa. Jest w wieku naszej mamy, 53 lata. Niby od zawsze zwracamy się do niej - przez Pani, rzadziej ciociu. Jest taką dalszą kuzynką mamy. Obok jej domu przebiega *****, która prowadzi, przez niewielki zagajnik na łąkę, gdzie pasą się nasze krowy. Dalej nasz las i za nim nasze dwa pola, tam też są pola sąsiada i sąsiadki. Sąsiad, ten od seksu ma chyba 67 lub 68 lat. Też jest w jakimś stopniu spokrewniony z naszą rodziną. Niestety nigdy się tym nie interesowałam, zawsze to był pan Tadek, a tata ciągle mówi do niego wujek. Nie dawno przeszedł na emeryturę. Mieszka po prawej od ****i, obok sąsiadki. Oddziela ich *****. Za jego działką nie ma zagajnika, Jest tam staw, o którym już wspomniałam. O numerze, jaki wywinął Klaudii sąsiad dowiedziałam się od niej, w tym roku, podczas naszej pierwszej, tematycznej rozmowy... Właściwie w pobliżu już nikt więcej nie mieszka. Do następnych zabudowań jest dobre pół kilometra...
Kontynuuję. Rozważałyśmy z Klaudią wiele scenariuszy, jak zrobić, by wszystko zgrać, by wszystko się udało. Jednak nie myślałyśmy, że wszystko okaże się tak proste... Sąsiad podbiegł rozdzielić Kluchę i sąsiadkę. Chwycił Klaudię za włosy i jedną rękę, a Pani Marta, za d**gą... Tak przyprowadzili ją przed nasz dom. Wyszliśmy, słysząc krzyki. Sąsiadka opowiedziała co się stało, Pan Tadek potwierdził. Klaudia została pchnięta na ziemię, coś tam mamrotała, lecz nikt jej nie słuchał. Pani Marta postraszyła sądem, powiedziała coś o bacie i porządnej chłoście, by popamiętała na długo. Tata przyznał jej rację, chwycił Kluchę za włosy i zaciągnął wierzgającą do trzepaka. Mamy taki, dość duży, drewniany, szeroki na jakieś 5 metrów, na górze, gdzieś na dwóch metrach jest pozioma belka. Mama przyniosła mu kilka kawałków sznura. Każda ręka Kluchy została przywiązana do rogów trzepaka, nogi w szerokim rozkroku przywiązane do słupów. Tak, że Klaudia praktycznie wisiała, ledwo palcami stóp dotykając ziemi. Tata kazał mi przynieść jego dyscyplinę. Zerwał, a właściwie rozszarpał na strzępy szmatę, którą Klaudia miała na sobie. By ją uciszyć, wsadził jej fragment ściery w usta. Popatrzyłam na sąsiadów. Ich to najwyraźniej bawiło. Tata chwycił mocno bicz z kabli i zaczął mocno bić Kluchę po całym ciele. Po chwili plecy, dupa, uda były całe w czerwonych, a potem w sinych pręgach. W kilku miejscach przeciął jej skórę. Klaudia próbowała krzyczeć przez knebel, słychać było tylko jęki i jakieś bulgotanie. Zasmarkała się, z oczu kapały jej łzy. A po udzie ciepłe szczyny. Tata przestał bić. Na pytanie mamy, stwierdził, że nic Kruszynie nie będzie, jak sobie trochę powisi. Poszli z sąsiadami na werandę. Mama przyniosła flaszkę i kieliszki oraz jakieś ciasto. Nie wiem o czym rozmawiali. Jednak od tego momentu życie Klaudii się zmieniło...
Ja po chłoście zajęłam się trochę Klaudią. Wyjęłam jej knebel, otarłam nim smarki z nosa, przetarłam twarz. Łzy jeszcze chwilę napływały jej do oczu. Autentycznie płakała. Zmoczyłam jeden z fragmentów szmaty, której strzępy leżały rozrzucone po ziemi. Delikatnie wzdrygnęła się, gdy przecierałam jej skórę. Wyszeptała: dziękuję... Powiedziałam, że sama się o to prosiła i że pewnie od dzisiaj wiele się zmieni. Wspomniałam, że rodzice wiedzą już od dawna i prawdopodobnie od teraz będzie niewolnicą. Tutaj również doczekałam się podziękowania... Po jakimś czasie tata mnie zawołał i powiedział bym odwiązała Klaudii nogi. Za karę miała stać naga do wieczora, bez wody, bez picia, bez odpoczynku. Przyniosłam sobie leżak i opalałam się obok niej, od czasu do czasu wymieniłam z nią kilka zdań. Było dość gorąco, bardzo się pociła... Po 17stej poszłam po krowy. Klaudia nadal stała. Lecz na werandzie nie było taty ani sąsiada. Za to z chlewika słychać było wiercenie, przybijanie i inne odgłosy. Dopiero wieczorem około 21szej skończyli pracować. W międzyczasie mama z sąsiadką podeszły do Klaudii i powiedziały jej co się od dzisiaj zmieni, kiedy będzie pracować, jak długo, co ją czeka, gdzie będzie mieszkać, jak będzie traktowana itd... Tego dnia obowiązki typu dojenie, karmienie, zamykanie spadły na mnie. Więc tej rozmowy nie słyszałam. Jak byłam na chwilę w domu, na stole, na werandzie leżały niemal wszystkie akcesoria, które przyniósł tata oraz moje zakupy. Brakowało kilku łańcuchów, różnych mocowań. Jak się okazało, wszystkie te elementy mocowali w chlewie do jednego z pustych boksów... Wszyscy podeszliśmy do niej około 21:30 Oczy miała zamknięte, usta suche, spierzchnięte. Trudno mi powiedzieć czy spała, czy zemdlała. W każdym razie nie ocknęła się gdy tata z sąsiadem rzucili przed nią kajdany, kawałek łańcucha i żelazną obrożę. Tata oblał ją lodowatą wodą, przyniesioną prosto ze studni. Wybudziła się, z jej ust wydobył się krótki jęk. Oczy powędrowały po twarzach obecnych. Zobaczyła łańcuchy przed sobą. Jednak jej reakcja była zgoła inna niż chyba wszyscy się spodziewali. Zamiast rozpaczy i przerażenia, było coś na kształt błysku w oczach i zwyczajny lekki uśmiech zadowolenia na twarzy. Popatrzyła na mnie i delikatnie skinęła głową. Nic nie mówiła. Tata z sąsiadem odwiązali jej ręce. Natychmiast opadła na ziemię. Przypuszczam, że nogi całkiem jej zdrętwiały, Ciało drżało od zimnej wody. Tata dosyć szybko zakładał kajdany na jej nogi i ręce, a sąsiad dokręcał kluczem śruby. Po chwili była w kajdanach i z ciężką obrożą na szyi. Mama kazała jej wstać. Nie udało się jej samej podnieść. Tato przypiął do obroży kawałek łańcucha i szarpiąc uniósł Kluchę na nim do pozycji stojącej. Poszliśmy w stronę chlewu... Trochę się w nim pozmieniało. Wieprze nadal były w boksach po obu stronach. Jednak pomieszczenie na wprost nabrało bardziej więziennych cech. Powstała tam prawdziwa, zakratowana cela. Jest to najniżej położone pomieszczenie w chlewie. Przez niego ze wszystkich zagłębień w posadzce przepływały świńskie gówna do małego otworu na zewnątrz. W nim, w wiecznym smrodzie od tego dnia miała spać Klaudia. Na podłodze znalazły się różne uchwyty do mocowania stóp, ze ścian zwisały łańcuchy. Dotychczas goły beton przykrywała stara słoma wybrana z świńskich boksów. One dostały świeżą. Dla kluchy najgorsze warunki, jakie mogła sobie wyobrazić. Została wciągnięta do celi. Ręce przykuto jej do łańcuchów na ścianach. Stopy w rozkroku do oków w podłodze. Sąsiad na odchodnym klepnął ją w tyłek. Sąsiadka powiedziała, że będzie stać do rana i by przemyślała swoje dotychczasowe postępki i zachowanie. Tato zamknął celę na kłódkę i wyszliśmy z chlewu, gasząc światło. Pozostawiając nagą, stojącą, obolałą kluchę do rana...
Noc była ciężka, upalna. W domu było duszno. Nie mogłam zasnąć. Cały czas zastanawiałam się co u Klaudii, jak sobie radzi, z bólem, a zwłaszcza ze staniem. W celi równiż miała zaduch, do tego otaczał ją smród świńskich odchodów. Stała boso na wilgotnej, betonowej posadzce, niemal bez możliwości przesunięcia zmęczonych stóp. Jedynie stalowe kajdany na nadgarstkach i kostkach nóg oraz obroża na szyi, dawały jej odrobinę chłodu. Przypuszczam, że nie spała tej nocy. Cierpiąc, zastanawiała się co będzie dalej, co ją czeka następnego dnia? Czy przyjdą i ją uwolnią? Czy na tym pojedynczym epizodzie, skończy się jej upragnione niewolnictwo? Raczej nie! Bo niby po co te wszystkie przygotowania. Po co stalowe kajdany, skoro równie dobrze można by było użyć zwykłego sznurka? Po co tata z sąsiadem zamocowali kratę w celi, w której ją zamknięto? Po co te liczne uchwyty i mocowania? Stalowe klamry na ścianie za plecami? Nie mogła zasnąć, mimo iż w chlewie panowały nieprzeniknione ciemności. Od czasu, do czasu słyszała pochrumkiwanie śpiących obok świń. Wielokrotnie przestępowała z nogi, na nogę, próbując dać odpocząć zmęczonym stopom. raz, po raz łapały ją skurcze, uda łydki. Bardzo trudno było ustać. Do tego niemiłosiernie paliły ją pobite plecy i pośladki. Wiedziała, że lepiej dla niej, by stała. I tak nie mogła by usiąść lub się położyć. Więc była to jedyna pozycja, w której była w miarę bezpieczna, chociaż nie do końca... Roje much i innych insektów cały czas siadały na jej spoconym ciele, na ranach. Początkowo próbowała się otrząsać, jednak szybko zauważyła, że to tylko dodaje jej cierpienia. Dała sobie spokój. Nie odzywała się, nawet nie jęczała. Po co? Niepotrzebnie obudziła by tylko świnie i dodatkowe insekty, które teraz żerowały na zwierzętach, znalazły by się na niej. Próbowała ulżyć zmęczonym nogom, zwicając bezwładnie na kajdanach zamocowanych na nadgarstkach. Jednak szybko unosiła swe sponiewierane ciało. Ból wpijającej się stali był nie do zniesienia. Ręce uniesione od kilku godzin do góry, niemiłosiernie bolały. Czuła, że cała krew, która tam się normanie znajdowała - odpłynęła gdzieś indziej. Okropnie bolała ją głowa, nie mogła skupić myśli. Miała wrażenie, jakby ktoś ścinął ją w prasie... To była ciężka noc. Na zewnątrz szarzało. Powoli, przez brudne okna sączyło się światło świtu. Wstawał nowy, słoneczny dzień. Zaczęła rozróżniać kształty. Jeszcze w półmroku powoli się rozglądała, oglądała zmiany jakie poczynił tata w pomieszczeniu, które zajmowała. Dostrzegła stalową szynę, która zwisała z sufitu, podwieszoną do starego koła pasowego. Gruby sznur wychodził po za ścianę. Przypuszczała, że służy to do podciągania jej w górę. Nawet nie próbowała zgadywać ile udręk będzie ******** znieść w tej celi. Jednak miała już pewność, że będzie niewolnicą. Zastanawiała się tylko jak długo będzie trwał ten stan, ile zniesie bólu i cierpienia nim się podda. Myśli uciekły gdzieś dalej, skupiła się na teraźniejszości, na obecnej chwili... Ile jeszcze przyjdzie jej stać w tej męczącej pozycji. Wiedziała, że wkrótce zostanie zwolniona. Ktoś musiał zająć się inwentarzem...
Nie spałam całą noc, wciąż myślałam o Klaudii. Około 3ciej w nocy usłyszałam krzątaninę w kuchni i przyciszoną rozmowę. Nie słyszałam zdań, tylko pojedyncze słowa. Domyśliłam się iż rodzice również nie mogli zasnąć. Dyskutowali w kuchni na temat Klaudii i jej dalszego losu. Wstałam. Zarzuciłam na spocone ciało mój ulubiony, satynowy szlafroczek i udałam się w stronę kuchni. Po drodze, w sieni, wysikałam się do stojącego tu zawsze wiadra, służącego w naszym domu za nocną toaletę. W czasie tych kilku sekund usłyszałam część prowadzonej rozmowy. Ojciec przekonywał mamę iż powinno się przerwać tę farsę, że klaudia zapamięta nauczkę, którą dostała, na długo. Mówił, że powinno zostać, jak dawniej...
Skończyłam sikać, wstałam, położyłam pokrywkę na swoje miejsce. Szybkim krokiem weszłam do kuchni.
Nie! To były pierwsze moje słowa. Oboje spojżeli na mnie...
Nie! Powtórzyłam. Nie możemy teraz przerwać!
Tak, jak rodzice nalałam sobie kawy i usiadłam obok nich.
Przerwanie tego teraz, to najgłupsza rzecz, jaką można zrobić. Widziałeś tato reakcję Klaudii na bicie. Biłeś mocno, na jej ciele powstało cała masa czerwonych pręg, w wielu miejscach bicz przeciął jej skórę. Lecz mimo bólu, mimo łez, Klaudia cały czas się uśmiechała. Widzieliście, że z bólu się posikała, a była zadowolona. Byłam przy niej po chłoście. Tak, cierpiała. Jednak cały czas szeptała: dziękuję, dziękuję, tego chciałam...
Jeśli teraz przerwiemy, to ją stracimy. Być może na zawsze. Może to my ją biliśmy, może z naszych rąk cierpiała, jednak to ona dokonała takiego wyboru. Jest tak, jak tego chciała. Dlaczego mówię, że jak przerwiemy, to ją stracimy? Wiecie, że w zeszłym roku wyjechała niby na wczasy odchudzające? Wiecie, że wróciła cała poobijana? Widzieliście sińce na jej ciele... Mówiła, że złapało ją dwóch bezdomnych, pobiło i chciało zgwałcić, ale im uciekła. Widzieliście, że w czasie wigilii nie mogła usiedzieć, że nie opierała się na krześle. Zwróciliście na to uwagę? Nie! Otóż powiem wam dlaczego...
Klaudia nie była na żadnych wczasach odchudzających. Takie wczasy kosztują dużo więcej niż te 500 złotych, które zarobiła na sprzątaniu grobów. Otóż nasza kochana Klaudusia pojechała do faceta, który zgodził się pomóc jej w treningu odchudzającym. Co u niego robiła? O, bardzo dużo rzeczy. Pomógł jej spełnić fantazje o uleglości. Wprowadził ją w klimat BDSM. Pewnie nawet nie wiecie, co oznaczają te cztery litery. Bondage Sado Maso, czyli wiązanie, uwięzienie, sadyzm i masochizm. Tak, wasza córeczka od wielu lat myślała o niewolnictwie. Zawsze była uległa. Praktycznie wszystkim usługiwała, wiele razy bezinteresownie pomagała. Tato, biłeś ją praktycznie co tydzień. Czy kiedykolwiek usłyszałeś słowa skargi? Czy poprosiła kiedyś byś przestał? Ona tego chciała. Ciągle was prowokowała byście ją bili. Czy popatrzyła na was kiedykolwiek z nienawiścią w oczach? Jak ja od was dostałam to nie raz i nie dwa razy widzieliście to nienawistne spojrzenie u mnie. A ona? Dziękowała i mówiła, że się poprawi...
Jednak przerwałam temat. Co robiła Klaudia u gościa... Była przez 3 tygodnie jego niewolnicą. Nie, nie był dla niej brutalny, powoli wprowadzał ją w temat. Pokazywał, rozmawiał, był szorstki i jednocześnie miły. Nie szarpał się z nią, do niczego nie przymuszał. Owszem, stosował kary, karne ćwiczenia...
Pierwsze trzy noce Klaudia spędziła u niego w piwnicy, skuta łańcuchami, w niewygodnej pozycji. Przez trzy dni nie dostała nic do jedzenia, lecz codziennie sprawdzał w jakim jest stanie, pytał czy coś jej potrzeba, rozmawiał z nią. Codziennie dostawała wodę do picia. Po trzech dniach wpuścił ją do mieszkania. Jeżeli chciała jeść, musiała dokładnie posprzątać. Wiecie jak sprawdzał czystość podłóg? Nie! Bo niby skąd? Klaudia zwierzała się tylko mnie. Otóż zdjął skarpetki i przez godzinę chodził po mieszkaniu. Dał Klaudii wybór: następny dzień głodu w piwnicy, albo posiłek, lecz przed nim dokładne, do czysta wylizanie podeszw jego stóp. Domyślacie się co wybrała wasza córka... Więc zjadła swój pierwszy od trzech dni posiłek. Małą miseczkę kapuśniaku i kromkę chleba... W czasie trzech tygodni pobytu u niego jeszcze wielokrotnie głodowała. Co Klaudia w tym czasie jadła? Co piła? Zawsze jadła zupy, piła wodę o dziwnym smaku... Najczęściej był kapuśniak, prócz tego barszcz ukraiński i zupa jażynowa. Dlaczego woda miała dziwny smak? Bo cwaniak dodawał do niej kilka interesujących składników: tran, sproszkowany rutynoskorbin i różne sproszkowane witaminy... Co ta cała mieszanka powodowała? Zgłębiłam temat, wszystkie te składniki wzmacniają organizm, uodparniają na choroby, oczyszczają z toksyn, wspomagają odchudzanie. Zauważyliście, że Klaudia ostatniej zimy nie chorowała, a zawsze dawniej przeleżała pół zimy w gorączce. Od grudnia cały czas stosuje, tą samą dietę. Dodała do tego zsiadłe mleko, które również ma działanie oczyszczające.
Dlaczego facet to robił? Nie uprawiał z nią seksu. On ją tylko dopingował w spełnieniu marzenia. W urzeczywistnieniu fantazji oraz odchudzaniu. Czy ją bił? Tak! Bo o to prosiła. Bił tylko w miejsca zasłonięte, takie których w zimie nie odsłaniała. Dlatego tylko ja mogłam je zobaczyć - plecy i pośladki, piersi i brzuch. Uwierzcie, miała więcej pręg na ciele, niż teraz. Dlatego nie mogła usiąść podczas kolacji wigilijnej. Plecy i tyłek nadal ją bolały!
Co jeszcze jej robił? Przecież od samej diety i głodówki nie mogła zrzucić w trzy tygodnie 14 kilo! Klaudia biegała, dużo biegała. Jak? Nawet nie potraficie sobie tego wyobrazić. Boso, czasem nago, po błotnistych, leśnych ****ach. W temperaturach oscylujących wokół zera. Biegała szybko, bo było jej zimno. Wiedziała, że im szybciej wróci, tym szybciej będzie mogła się ogrzać we wnętrzu auta. Za pierwszym razem biegła kilometr, w ubraniu, lecz boso, po błocie, bo nie było mrozu. Potem już tylko nago i więcej 2-3 kilometry. Raz nawet w minusowej temperaturze i po śniegu. I uwierzcie - podobało jej się to. Dopełnieniem treningu była jazda na rowerze treningowym. Klaudia musiała codziennie wyrobić normę dystansową, niezależnie od ustawionego obciążenia. Możecie sobie tylko wyobrazić ile wysiłku ją to kosztowało. Niemal dzień, w dzień przebierała nogami od sześciu do dziesięciu godzin. Pamiętacie jak zmęczona wróciła do domu? Lecz była zadowolona, cały czas w grudniu chodziła uśmiechnięta. W tym roku chciała to powtórzyć. Rozmawiała już nawet na ten temat. Chcecie ją stracić? To przerwijcie tą tak zwaną przez was farsę. W domu możemy dać jej to samo, a nawet więcej. Chce być niewolnicą? To będzie. Tak długo, jak zechce. Uważam, że im bardziej będziemy okrutni, nielitościwi, im częściej będzie bita, torturowana, maltretowana, zmuszana do coraz cięższej pracy. Im bardziej będzie cierpieć, tym szybciej stwierdzi, że ma dość i sama poprosi o litość o łaskę. Wiem, że nigdy nie będzie jak dawniej, że wiele się zmieni, że wszyscy się zmienimy. Ze nasz stosunek do niej ulegnie całkowitej zmianie. Jednak myślę, że jeszcze może być, jak dawniej. Normalnie.
Teraz musimy z tym żyć, nauczyć się wielu nowych rzeczy. Stworzyć dla Klaudii zupełnie nową rzeczywistość. Wprowadzić w jej życie wiele nowych zadań, ograniczeń, ustalić system kar i tortur. Klaudia zawsze miała problem z punktualnością, z wyrabianiem się z zadań na określony czas. Zawsze żyła marzeniami. Musimy jej to zmienić, ona musi się zmienić. Im więcej wprowadzimy dodatkowych i coraz trudniejszych obowiązków, z ograniczeniami czasowymi, tym lepiej. Tym szybciej będzie miała dość i się podda. Diety jej nie zmieniajmy, ma dobre, zdrowotne właściwości. Jednak wprowadźmy określony czas na spożywanie posiłków. Śniadanie wiadomo, musi zjeść, by miała siłę do pracy. Czy musi jeść obiad? Właściwie niekoniecznie. Zje obiadokolację około 17stej i to powinno jej wystarczyć. Jej dzień pracy jeszcze ustalimy. Lecz myślę iż 12 godzin na dobę wystarczy, by porządnie się wymęczyła. Zwłaszcza teraz, latem! By wypoczęła po ciężkim dniu wystarczy jej 6 godzin. Do tej pory spała 5 do 6ciu godzin i wstawała wyspana. Reszta czasu? Coś zawsze wymyślimy - poniżenie, bicie, kary, tortury. Jest niewolnicą. Możemy z nią robić niemal wszystko, co zechcemy.
Takie jest moje zdanie, a wy zrobicie, jak uważacie. Jednak pamiętajcie, że klaudia tego chce, sama do tego dążyła. I pragnie dla siebie takiego losu. Niewolnictwa!
Wróciłam do pokoju. Mimo iż tej nocy nie spałam, postanowiłam się ubrać. Po krzątaninie w domu, poznałam iż rodzice również się ubrali. Dochodziła czwarta, czas iść do Klaudii. Spotkaliśmy się w sieni...
"Co postanowiliście?" spytałam...
"Na razie nic, zobaczymy jak się sprawy potoczą. Zdecydujemy w przyszłym tygodniu. Dzisiaj porozmawiamy wszyscy z Klaudią, dowiemy się czego, tak naprawdę chce. Jak ona widzi taką relację. Jak długo chce to ciągnąć. Na ile możemy sobie pozwolić. Jest w końcu naszą córką. Chce być niewolnicą. Cóż, akceptujemy to. To jej wybór, jest dorosła." - powiedzial tata.
"Jednak proszę Was, pamiętajcie, że Klaudia jest dobrowolną niewolnicą i na razie nie wolno nam przesadzić."
"Co znaczy: na razie?"
"Chcemy, żeby poczuła się jak niewolnica, jednak na razie nie możemy ją torturować, mocno bić, katować, może zdecyduje się zrezygnować i będzie normalnie, no prawie normalnie. Proponuję z początku poznęcać się psychicznie, poniżać, wyzywać. Tak, czasem uderzyć, ukarać, poganiać, lecz robić to z umiarem. Może się zniechęci. Będę codziennie z nią rozmawiać. Może uda się ją przekonać, że nie tędy *****...)"
"Dobrze, chodźmy do niej, może już jej przeszło"
Wyszliśmy z domu, tato podniósł wiadro slużące nam za ubikację i skierował swe kroki w stronę gnoju.
"Zaczekaj" powiedziała mama, "skoro mamy ją upodlić, to równiedobrze możemy zacząć teraz. Wylej to na nią. Możemy budzić tak Klaudię codziennie, a dodatkowo opłukać ją lodowatą wodą, prosto ze studni, by nie śmierdziała szczynami".
Poszłam nabrać wody ze studni.
Uzbrojeni w dwa pełne wiadra weszliśmy do chlewu...
Nagie ciało Klaudii zwisalo bezwladnie na łańcuchach. Straciła przytomność albo spała. Jej pierś lekko falowała, więc oddychała. Tata cicho otworzył kratę, która lekko zaskrzypiała. Klaudia się poruszyła. Jednak oczy nadal miała zamknięte.
Tata podniósł wiadro z naszymi sikami i oblał nimi niewolnicę od dołu, ku górze. Klaudia się ocknęła, próbowała oprzeć swe udręczone ciało na zmęczonych nogach, pociągnęła nosem, wraz z glutami wciągnęła w siebie kropelki moczu, które znalazły się przed jej nosem, ze spieczonych warg zlizała te, które tam wylądowały. Lekko prychnęła. Gdyby w suchych ustach miała choćby odrobinę śliny, pewnie by wypluła. Otworzyła oczy, kilkakrotnie zamrugała. Z pod lekko przymkniętych powiek spojżała na nas. Otwarła usta, jakby chciała coś powiedzieć. Lecz w tym momencie podszedł do niej tata z kubłem lodowatej wody i wylał ją na głowę klaudii, spłukując szczyny z jej ciała. Lekko się przy tym ochlapał, za co uderzył niewolnicę w twarz.
"Obudziłaś się? Czas do roboty! Nie będziemy trzymać darmozjadów. Chcesz jeść? Musisz pracować! I to od świtu, do nocy! Od dziś jesteś niewolnicą! Nie masz żadnych praw! Zrozumiałaś?"
"Tak tato..."
Dostała w twarz.
"Nie odzywaj się, puki nie dostaniesz pozwolenia. Powiedziałem, że nie masz żadnych praw! Mówić ci wolno tylko, jak ci pozwolimy. Wszystko masz znosić w milczeniu. Jak będziesz chciała o coś poprosić, to przyłóż palce do ust, jednak odezwać się możesz dopiero, jak otrzymasz pozwolenie. I od dziś zwracasz się do mnie Panie Ojcze, a do mamy Pani Matko! Zrozumiałaś?"
"Tak"
Znowu dostała w twarz. Z rozciętej wargi i z nosa pociekła krew...
"Czy udzieliłem ci pozwolenia na mówienie?"
Klaudia zaprzeczyła głową.
"Zrozumiałaś?"
Kiwnęła głową.
"To do roboty."
W międzyczasie odpiął jej nogi od łańcuchów przy ścianach i ręce od zwisającego łańcucha zaczepionego pomiędzy ścianami.
"Czynności, które teraz ci objaśnię, będziesz wykonywać automatycznie co rano, w jak najszybszym tempie, bez ociągania i najlepiej jak potrafisz. Z czasem wyrobisz w sobie nawyk automatyzmu. Rozumiesz?"
Kiwnęła, że tak.
Ciąg dalszy być może nastąpi... Przepraszam za literówki, które na pewno się pojawiły...
6年前