Uległy byczek 3
Wiedziałem, że doprowadzić Pawła do trzeciego wytrysku nie będzie już tak łatwo. Był zakneblowany i leżał na wznak z zasłoniętymi oczami, półstojącym kutasem i klamerkami na ekstremalnie wrażliwych, obolałych sutkach. Zastanawiałem się nad zmianą pozycji, ale stwierdziłem, że tak mi się najbardziej podoba. Trzepałem mu, stał już jak powinien, ale wiedziałem, że na założenie gumki i wibrowanie jeszcze za wcześnie. Jego sutkom też chciałem dać trochę odpocząć. Spojrzałem na jego stopy. Zadbane, rozmiar na oko 43. Postanowiłem sprawdzić, czy ma łaskotki. Zacząłem lekko łaskotać podeszwy - nic. Trochę mocniej - Byczek zaśmiał się lekko przez knebel. A więc ma. Przydałaby się szczoteczka elektryczna specjalnie do tego celu, ale kontakt z ciałem Pawła dawał mi więcej przyjemności niż używanie narzędzi. Im mocniej łaskotałem, tym silniejsza była reakcja, po pewnym czasie zaczął się już wyrywać, a ja płynnie przeszedłem do łaskotania pachwin. Tu też coś czuł, ale wyraźnie mniej.
- To co, kończymy rozgrzewkę i zajmujemy się z powrotem jajami i sutkami?
Odpowiedź z jego strony brzmiała jak "nie", tylko zagłuszana kneblem. No to szukam dalej wrażliwych punktów. Jakieś reakcje na łaskotanie pachwin były, ale daleko było do spazmów. Przesunąłem dłonie na brzuch, boki. Tu tak samo. Zostało mi do wyboru wrócić na stopy lub spróbować jeszcze pod pachami. Paweł chichotał przez knebel, parę razy wzdrygnął się, ale też nie było widać, żeby zrobiło to na nim wielkie wrażenie.
- OK. Koniec rozgrzewki - powiedziałem i natychmiast złapałem go za prawy sutek, a dokładniej klamerkę, którą miał na nim założoną. Lewą ręką kręciłem klamerką, a prawą złapałem go za kutasa i zacząłem stymulować. Wiedziałem, że jeszcze da się z niego wycisnąć spermę. Widać było też, jak ten kutas sztywnieje, kiedy zajmowałem się sutkami - widocznie był to jeden z tych punktów na ciele Pawła, których stymulowanie czy wręcz męczenie podniecało go i wywoływało odpowiednie reakcje na dole. A po dotychczasowych zabawach nawet lekkie dotknięcie brodawek wywoływało reakcje między syknięciem a zaciśnięciem zębów, więc nie musiałem się wysilać...
Tak, jak lubię i jak już robiłem, zdjąłem klamerki, a jednym z sutków zająłem się ustami. Bardzo mnie to podniecało, Pawła też - cały czas trzepałem mu konia, nie bałem się, że się spuści zbyt prędko, bo co jakiś czas przestawałem. Podniecały mnie jego przyspieszone oddechy i jęki, kiedy lizałem go i przygryzałem. Moje bokserki też były całe mokre od preejakulatu. Kiedy już trysnę, to pewnie za pierwszym razem wypuszczę tyle spermy, ile on po 3 orgazmach - pomyślałem.
- Dobra, byczku-spermorobie - powiedziałem i poklepałem go po klatce piersiowej - czas na dojenie. Rozpakowałem kolejną gumkę, która znalazła się na jego nabrzmiałym kutasie. Pierścień wibracyjny wylądował w tym samym miejscu, co poprzednio - tuż pod żołędzią. Oby nie wysiadła bateryjka... Włączyłem wibracje. Jeśli będzie trzeba, miałem jeszcze d**gi, mógłbym go założyć mu nieco niżej, dwa naraz powinny szybko doprowadzić do wytrysku... Ale nie o szybki wytrysk tu chodziło, tylko o zabawę - szczególnie dla mnie.
Kto trochę zna męską anatomię, ten wie, że jądra są połączone z prostatą. Co oznacza, że stymulując jądra, nawet boleśnie, można jednocześnie podrażnić prostatę - a to nie tylko przyjemne samo w sobie, ale też zwiększa intensywność orgazmu. Zacząłem więc robić to, co do tej pory bardzo polubiłem - zajmować się jądrami Pawła. Lekko ściskałem i wykręcałem, potem jedną ręką trzymałem i zacząłem uderzać otwartą dłonią od dołu.
Jeden. Dwa. Trzy. Cztery. Paweł wzdrygał się po każdym uderzeniu, choć nie przesadzałem z intensywnością. Planowałem jeszcze kilkanaście w tej serii. A potem jeszcze z jedną-dwie serie przed wytryskiem. Tyle że teraz on mógł nastąpić wcześniej, bo nie miałem pełnej kontroli nad wibratorem na jego penisie...
Dwadzieścia. Byczek znowu się spocił i zaczerwienił na twarzy. Wyłączyłem pierścień wibracyjny. Trochę jeszcze się pobawimy. Znów 20 klepnięć w jaja. Po dziesiątym załączyłem pierścień na członku Pawła. Ciekawe po którym razie się spuścisz. Dwadzieścia sześć. Czerwony jak burak na twarzy i szyi, cały spocony - włosy pod jego pachami były mokre, jakby właśnie wyszedł z wody. Dwadzieścia osiem. Krótka przerwa. Trzydzieści cztery. Trzydzieści siedem. Gumka wypełniła się białym płynem. Było go mniej niż poprzednio, byłem ciekaw czy wypełni naczynie do kreski.
- Spuściłeś się. Ciekawe ile tym razem - powiedziałem.
Pierścień na jego członku wciąż wibrował, przy czym to już nie były przyjemne wibracje. Wyłączyłem go. Ostrożnie zdjąłem oburącz prezerwatywę, żeby nie wylać zawartości. Przelałem do słoiczka, nadal trochę brakowało do kreski. Wycisnąłem wszystko, co się dało z tej gumki, nadal było pod kreską. Zdjąłem opaskę z oczu Pawła.
- Widzisz to? Nie jest na kresce. Musisz jeszcze się spuścić.
- Mmmfmmm...
- Pewnie chcesz pić i się odlać, co? - zdjąłem mu knebel.
- Tak, daj mi pić, błagam...I daj mi się odlać - poprosił lekko zdyszany.
Jak poprzednio, zaprowadziłem go do toalety, gdzie się odlał, dałem mu później się napić wody.
- Zlejesz się jeszcze raz dziś - oznajmiłem.
- Okej, ale czwarty raz to już będę musiał sam sobie zwalić - odpowiedział.
- Myślisz, że nie doprowadzę cię do wytrysku? - zapytałem.
- Nie to, że nie... Ale to będzie trwało.
A może mi właśnie o to chodzi? Pomyślałem, że chętnie potrzymałbym tego uroczego cwaniaczka nawet całą noc, ale ja też kiedyś muszę spać. Kajdanki przykuły jego lewą rękę do krzesła, prawa była wolna. Na owłosionym nadgarstku było widać czerwoną pręgę po kajdankach. Na sutkach znów wylądowały klamerki.
- No więc wal. Tylko mi powiedz, kiedy będziesz blisko, bo z podłogi ścierać tego nie będę - powiedziałem.
- Okej.
- Rób. Chcę widzieć jak sam się doprowadzasz.
Zajęło mu to jakieś niecałe 10 minut. Dysząc i jęcząc spuścił mi się na dłoń, jak na czwarty wytrysk tego dnia nasienia było całkiem sporo. Z moich palców sperma trafiła do naczynia. Jest na kresce, ale tego mu nie pokazałem - jeszcze na chwilę muszę go skuć, a gdyby widział, że "cel" został osiągnięty, zacząłby protestować. Szybko ukryłem słoiczek. To teraz czas na przedstawienie Byczkowi mojej propozycji.
- To co, kończymy rozgrzewkę i zajmujemy się z powrotem jajami i sutkami?
Odpowiedź z jego strony brzmiała jak "nie", tylko zagłuszana kneblem. No to szukam dalej wrażliwych punktów. Jakieś reakcje na łaskotanie pachwin były, ale daleko było do spazmów. Przesunąłem dłonie na brzuch, boki. Tu tak samo. Zostało mi do wyboru wrócić na stopy lub spróbować jeszcze pod pachami. Paweł chichotał przez knebel, parę razy wzdrygnął się, ale też nie było widać, żeby zrobiło to na nim wielkie wrażenie.
- OK. Koniec rozgrzewki - powiedziałem i natychmiast złapałem go za prawy sutek, a dokładniej klamerkę, którą miał na nim założoną. Lewą ręką kręciłem klamerką, a prawą złapałem go za kutasa i zacząłem stymulować. Wiedziałem, że jeszcze da się z niego wycisnąć spermę. Widać było też, jak ten kutas sztywnieje, kiedy zajmowałem się sutkami - widocznie był to jeden z tych punktów na ciele Pawła, których stymulowanie czy wręcz męczenie podniecało go i wywoływało odpowiednie reakcje na dole. A po dotychczasowych zabawach nawet lekkie dotknięcie brodawek wywoływało reakcje między syknięciem a zaciśnięciem zębów, więc nie musiałem się wysilać...
Tak, jak lubię i jak już robiłem, zdjąłem klamerki, a jednym z sutków zająłem się ustami. Bardzo mnie to podniecało, Pawła też - cały czas trzepałem mu konia, nie bałem się, że się spuści zbyt prędko, bo co jakiś czas przestawałem. Podniecały mnie jego przyspieszone oddechy i jęki, kiedy lizałem go i przygryzałem. Moje bokserki też były całe mokre od preejakulatu. Kiedy już trysnę, to pewnie za pierwszym razem wypuszczę tyle spermy, ile on po 3 orgazmach - pomyślałem.
- Dobra, byczku-spermorobie - powiedziałem i poklepałem go po klatce piersiowej - czas na dojenie. Rozpakowałem kolejną gumkę, która znalazła się na jego nabrzmiałym kutasie. Pierścień wibracyjny wylądował w tym samym miejscu, co poprzednio - tuż pod żołędzią. Oby nie wysiadła bateryjka... Włączyłem wibracje. Jeśli będzie trzeba, miałem jeszcze d**gi, mógłbym go założyć mu nieco niżej, dwa naraz powinny szybko doprowadzić do wytrysku... Ale nie o szybki wytrysk tu chodziło, tylko o zabawę - szczególnie dla mnie.
Kto trochę zna męską anatomię, ten wie, że jądra są połączone z prostatą. Co oznacza, że stymulując jądra, nawet boleśnie, można jednocześnie podrażnić prostatę - a to nie tylko przyjemne samo w sobie, ale też zwiększa intensywność orgazmu. Zacząłem więc robić to, co do tej pory bardzo polubiłem - zajmować się jądrami Pawła. Lekko ściskałem i wykręcałem, potem jedną ręką trzymałem i zacząłem uderzać otwartą dłonią od dołu.
Jeden. Dwa. Trzy. Cztery. Paweł wzdrygał się po każdym uderzeniu, choć nie przesadzałem z intensywnością. Planowałem jeszcze kilkanaście w tej serii. A potem jeszcze z jedną-dwie serie przed wytryskiem. Tyle że teraz on mógł nastąpić wcześniej, bo nie miałem pełnej kontroli nad wibratorem na jego penisie...
Dwadzieścia. Byczek znowu się spocił i zaczerwienił na twarzy. Wyłączyłem pierścień wibracyjny. Trochę jeszcze się pobawimy. Znów 20 klepnięć w jaja. Po dziesiątym załączyłem pierścień na członku Pawła. Ciekawe po którym razie się spuścisz. Dwadzieścia sześć. Czerwony jak burak na twarzy i szyi, cały spocony - włosy pod jego pachami były mokre, jakby właśnie wyszedł z wody. Dwadzieścia osiem. Krótka przerwa. Trzydzieści cztery. Trzydzieści siedem. Gumka wypełniła się białym płynem. Było go mniej niż poprzednio, byłem ciekaw czy wypełni naczynie do kreski.
- Spuściłeś się. Ciekawe ile tym razem - powiedziałem.
Pierścień na jego członku wciąż wibrował, przy czym to już nie były przyjemne wibracje. Wyłączyłem go. Ostrożnie zdjąłem oburącz prezerwatywę, żeby nie wylać zawartości. Przelałem do słoiczka, nadal trochę brakowało do kreski. Wycisnąłem wszystko, co się dało z tej gumki, nadal było pod kreską. Zdjąłem opaskę z oczu Pawła.
- Widzisz to? Nie jest na kresce. Musisz jeszcze się spuścić.
- Mmmfmmm...
- Pewnie chcesz pić i się odlać, co? - zdjąłem mu knebel.
- Tak, daj mi pić, błagam...I daj mi się odlać - poprosił lekko zdyszany.
Jak poprzednio, zaprowadziłem go do toalety, gdzie się odlał, dałem mu później się napić wody.
- Zlejesz się jeszcze raz dziś - oznajmiłem.
- Okej, ale czwarty raz to już będę musiał sam sobie zwalić - odpowiedział.
- Myślisz, że nie doprowadzę cię do wytrysku? - zapytałem.
- Nie to, że nie... Ale to będzie trwało.
A może mi właśnie o to chodzi? Pomyślałem, że chętnie potrzymałbym tego uroczego cwaniaczka nawet całą noc, ale ja też kiedyś muszę spać. Kajdanki przykuły jego lewą rękę do krzesła, prawa była wolna. Na owłosionym nadgarstku było widać czerwoną pręgę po kajdankach. Na sutkach znów wylądowały klamerki.
- No więc wal. Tylko mi powiedz, kiedy będziesz blisko, bo z podłogi ścierać tego nie będę - powiedziałem.
- Okej.
- Rób. Chcę widzieć jak sam się doprowadzasz.
Zajęło mu to jakieś niecałe 10 minut. Dysząc i jęcząc spuścił mi się na dłoń, jak na czwarty wytrysk tego dnia nasienia było całkiem sporo. Z moich palców sperma trafiła do naczynia. Jest na kresce, ale tego mu nie pokazałem - jeszcze na chwilę muszę go skuć, a gdyby widział, że "cel" został osiągnięty, zacząłby protestować. Szybko ukryłem słoiczek. To teraz czas na przedstawienie Byczkowi mojej propozycji.
6年前