Uległy byczek 4
Skułem Byczka jeszcze raz, z dłońmi za siedzeniem. Nogi i tak miał przywiązane do krzesła, a na oczach opaskę. Nie wiedział, czy robię to, bo nie zapełnił słoika, czy znowu wpadłem na jakiś wspaniały pomysł, jednak nie protestował. Ja tymczasem grzebałem w papierach w szufladzie. Szykowałem sporą niespodziankę dla Pawła, a właściwie dwie. Z pierwszą chciałem go zapoznać wcześniej. Wyjąłem te papiery, które chciałem i podszedłem do siedzącego na krześle, skrępowanego Pawła. Spojrzałem na pas cnoty, który miałem w dłoni - powinien pasować. Plastikowa nakładka znalazła się na jego wiszącym kutasie, a kiedy spermorób zorientował się, co mu zakładam, odezwał się:
- Hej, ale ściągniesz mi to, nie?
- Zobaczymy - odpowiedziałem.
Zamknąłem pas, a kluczyk schowałem do kieszeni. Zdjąłem mu opaskę z oczu, upewniając się przedtem, czy słoik z nasieniem jest poza zasięgiem jego wzroku. Przygotowałem papiery, które chciałem mu pokazać.
- Teraz cię trochę zaskoczę, ale bez obaw. Wygląda na to, że możemy obydwaj połączyć przyjemne z pożytecznym, Paweł - usiadłem na krześle przed nim przodem do oparcia.
- To znaczy? I co do tego ma to coś, co się znalazło na moim kutasie? - zapytał.
Zaśmiałem się. Chyba trzeba od razu przejść do rzeczy.
- Wyjaśnię ci, kim jestem. Pracuję na pewnym dosyć wysokim stanowisku badawczym w jednej z dużych firm kosmetycznych. Siedzibę mamy w Luksemburgu. I nie zgadniesz, nad czym teraz pracujemy i dlaczego możemy razem przyczynić się do czegoś, z czego obydwaj będziemy mieć i przyjemność i bardziej wymierne korzyści - mówiłem dalej.
- Myślę teraz głównie o żarciu i spaniu, więc wal od razu, o co ci chodzi - odpowiedział Byczek.
- Prowadzimy badania nad kosmetykami na bazie spermy. Męskiej, czyli ludzkiej. Okazuje się, że to doskonały dodatek do kremów przeciwzmarszczkowych, pielęgnacyjnych i tak dalej zwiększający ich skuteczność. I według badań opinii publicznej większość użytkowniczek i użytkowników nie ma nic przeciwko wcieraniu sobie tego w twarz, wyobraź sobie. Zasadniczy problem jest z pozyskiwaniem surowca tak do badań, jak i do produkcji. Oddaję sporo swojej, laboranci też pomagają, ale to nie wystarczy. Tutaj jakość spermy pod względem płodności nie ma żadnego znaczenia i nie używamy jej do takich celów, ma znaczenie objętość i ewentualnie skład. A to już wiem, że jesteś w stanie sporo wystrzelić. Nawiasem mówiąc, zapełniłeś słoiczek do kreski - opowiadałem.
- No dobra, czyli co, chcesz używać mojej spermy do tych waszych badań, tak? - szeroko uśmiechnął się Paweł.
- Wyskoczyłem trochę do przodu z pasem cnoty, ale dokładnie tak. Nie za darmo, oczywiście. A tobie - jak myślę - parę dodatkowych złotych miesięcznie dosyć się przyda, prawda? Żaden bank nasienia nie da ci tyle za ładunek, co my. Jakiś czas temu szukałeś pracy - wygadałem się, że wrzuciłem numer jego telefonu do wyszukiwarki, dzięki czemu wiem, że miał pewne problemy z zatrudnieniem w nieodległej przeszłości.
- Skąd o tym... No tak, kasa się przyda. Co masz w tych papierach? - odparł i zapytał.
- Zanim zwiążemy się umową, musimy zadbać o to, żeby wszystko się zgadzało - uśmiechnąłem się - bez obaw, wszystko jest tajne, w umowie nie ma nawet słowa "sperma" czy "nasienie", wszystko nazywamy "surowcem organicznym". Jest też klauzula o tym, że nie użyjemy go do celów prokreacyjnych. Zatem nie musisz się obawiać, że gdzieś po świecie będą chodzić twoi potomkowie, o których nie będziesz miał pojęcia. Jeden egzemplarz jest po polsku, d**gi po luksembursku, ale bez obaw, są identyczne.
- No spoko, ale na jaki to jest czas, jakie są warunki, co jeśli mi się znudzi i tak dalej? - pytał.
- Masz tu, przeczytaj sobie - rozkułem Byczka, rozwiązałem mu nogi i dałem mu egzemplarz umowy do przeczytania. Siedział swobodnie i czytał.
- Mi tam się podoba. 3 miesiące, to nie jest długo. Tylko nie wiem, jak wytrzymam te tygodniowe przerwy z tym czymś na prąciu - wskazał na plastikowy pas cnoty.
- A czasami dwutygodniowe. Przeczytaj dokładnie.
- Kurwa, rzeczywiście - westchnął.
- To jaka decyzja? - zapytałem.
- Mogę się zastanowić do jutra?
- Skuty na łóżku? Możesz - odpowiedziałem.
- Kurwa, daj mi długopis, jednak podoba mi się to! - zdecydował się.
Podpisał egzemplarz po polsku i luksembursku. Luksemburski nieco różnił się od polskiego - zawierał zapis o automatycznym przedłużeniu trzymiesięcznego okresu trwania umowy na kolejne trzy miesiące (czyli de facto Byczek podpisał umowę nie na 3, ale na 6 miesięcy) oraz o noszeniu "środka dyscyplinującego" 24 godziny na dobę. Chodziło oczywiście o obrożę elektryczną. Postanowiłem jednak ten element na razie mu darować, tego i tak nikt sprawdzać nie będzie.
- Nie jesteś jedyny, mam jeszcze paru innych spermodajów - pokazałem Pawłowi dwa kluczyki od takich samych pasów cnoty, podpisane na plastikowych breloczkach.
- Okej, to teraz kiedy?
- Za dwa tygodnie.
- Ja pierdolę, na co ja się zgodziłem - Byczek się uśmiechnął z zażenowaniem.
- Godzina 17. Zapisz sobie. Chcesz coś do picia?
- Nie, już idę do domu. Stanie mi w tym chociaż?
- Będzie napotykał na opór i nie będzie to zbyt przyjemne. A do tego będę przysyłać ci filmiki w klimatach, które lubisz. Nie mam gwarancji, że je obejrzysz, ale za dwa tygodnie masz szczać preejakulatem.
- Zrozumiano, szefie. A co z tym dzisiejszym ładunkiem zrobisz?
- Dzisiejszy nie jest objęty umową, więc pewnie wyleję, a co? Chcesz słoiczek na pamiątkę? - zapytałem.
- Nie, spoko, możesz nawet wypić - roześmiał się.
Ubrał się, podszedł do wyjściowych drzwi.
- No to do zobaczenia za 2 tygodnie, jeśli wytrzymam.
- Na razie, wytrzymasz, nie takich byków już tu miałem.
Przed snem zwaliłem do pojemnika. Spermy było więcej niż połowa z trzech wytrysków Pawła. Czyli naprawdę nieźle. Przyda się.
Dwa tygodnie później czekałem na Byczka. Umówieni byliśmy na 17 u mnie. Była już 17:05, a jego nadal nie było. Dopiero 10 minut po ustalonej porze usłyszałem dzwonek. Otworzyłem mu drzwi, niech włazi. Po chwili pukał już do drzwi mieszkania.
- Siema, Mariusz, sorry, autobus mi uciekł - przepraszał za opóźnienie.
- Wchodź. Napij się, odlej i od razu zdejmuj koszulkę.
Zdjął koszulkę. Podszedłem do niego od tyłu, złapałem najpierw za sutki.
- Jeszcze są trochę wrażliwsze po ostatnim - powiedział.
Złapałem go mocniej, przybliżyłem głowę do jego ucha.
- Od teraz nie odzywasz się bez pozwolenia.
Tak, jak ostatnio, Paweł ubrał się w szorty bez bielizny. Wymacałem pod nimi nieogolone jaja i kutasa zamkniętego w plastikowej klatce.
- Pocierpisz trochę, zanim cię wydoję - powiedziałem wkładając mu rękę do szortów i lekko ściskając jego duże jądra. Zasyczał. Z jego kutasa od dłuższego czasu ciekł preejakulat, spodenki były przemoczone śluzem. Na mojej dłoni znalazło się parę kropel, które podsunąłem Pawłowi do zlizania.
Zastanawiałem się: najpierw go wychłostać czy torturować jego sutki? Skułem mu ręce z tyłu, na oczy nasunąłem opaskę. Nakazałem ściągnięcie szortów i skarpet.
Wybrałem chłostę. Mały, niepozorny pejcz wylądował na górnej części pleców Pawła.
- Wiesz już za co obrywasz i jeszcze oberwiesz?
- Za spóźnienie, przepraszam - odpowiedział.
- Bardzo dobra odpowiedź. Nauczysz się na przyszłość przychodzić na czas - kolejny raz uderzyłem go pejczem w plecy. Jęknął i wyprężył się.
- Dwadzieścia. Na każdą część ciała, którą wybiorę. Licz - oznajmiłem
Przez zaciśnięte zęby Paweł po każdym razie liczył do upragnionej dwudziestki. Tyle, że nie planowałem skończyć chłosty na tym. Jest tyle miejsc na jego ciele, które mogłyby zostać ozdobione jasnoczerwonymi pręgami... Głęboko oddychał, przełykał ślinę, zauważyłem też, że się całkiem porządnie spocił. Teraz 20 na dupę. Z zakazem chronienia jej skutymi z tyłu dłońmi. Zakazu nie dotrzymał, więc dołożyłem 5 razy pejczem. Odtąd na każdą część ciała, którą wybiorę do chłosty.
- Błagam, nie... - powiedział Paweł.
- Możesz sobie błagać, i tak za chwilę cię zaknebluję.
Obficie owłosione pośladki Pawła pokryły się śladami chłosty. Nie chciałem spermoroba na razie kneblować, podobały mi się jego jęki i błagania. Poza tym miał liczyć na głos. Każda pomyłka - powtórzenie razu. Dziwne, że zapomniałem o obroży. Podobnie, jak ostatnio zapiąłem mu ją nad kostką. Prośby, żebym tego nie zakładał olałem. Teraz chłosta łydek. Gdyby próbował uskakiwać, porażę go obrożą. Jasno mu to oznajmiłem, jednak po 15 razie odskoczył, za co dostał 5 dodatkowych uderzeń i dyscyplinujący impuls (10% mocy). Przetestowałem wcześniej tę obrożę na sobie i wiedziałem dobrze, że 10% to już poważny ból.
- Ciesz się, że nie masz tego na jajach - powiedziałem i dokończyłem chłostę łydek Pawła. Wspaniale syczał i jęczał z bólu.
Postanowiłem tym razem skrępować go na stojąco. Do specjalnie zamocowanej wysoko na ścianie krótkiej metalowej poprzecznej rury, przypominającej łazienkowy kaloryfer przywiązałem sznurem solidnie jego ręce. Nogi skułem skórzanymi, mocnymi kajdankami. Do obydwu był przymocowany karabinczyk ze sznurem, dzięki któremu miałem gwarancję, że Paweł pozostanie w rozkroku związując sznurek z d**giej strony z nogą od stołu i dociążonego krzesła. Dotknąłem obydwu sutków Byczka, lekko jęknął. Ciekawe, czy naprawdę odczuwa jeszcze poprzednie spotkanie? Zanim przeszedłem do kolejnego punktu planu, trochę sobie go podotykałem - zacząłem od głowy (włosy mu trochę odrosły od ostatniej wizyty, były nadal krótkie, ale już nie tak bardzo), porośniętej gęstym, szorstkim, kilkutygodniowym zarostem twarzy i schodziłem coraz niżej, do zamkniętego w pasie cnoty, cieknącego śluzem kutasa. Od tego wyposzczenia jaja pracują mu na 120% normy, a prostata nie trzyma tego, co wyprodukowała - pomyślałem. Mój kutas też porządnie stał w bokserkach i dresowych szortach.
Czas na dalszy punkt programu. Chłosta torsu. Tak samo - 25. Już bez liczenia, bo przez knebel ciężko. Kilka razy trafiłem go prosto w prawy sutek. Przedtem zdjąłem opaskę z oczu, żeby widzieć pełnię jego reakcji na każde uderzenie pejczem. Z każdym razem mocniej zaciskał powieki, na twarzy był już czerwony, a tors pokrył się takimi samymi jasnoczerwonymi śladami, jak plecy, pośladki i łydki. Z kutasa Pawła ciągnęła się nitka śluzu. Wspaniały widok. Mój też już nieźle przeciekał.
Na jego oczy z powrotem założyłem opaskę. W kieszeni już był przygotowany łańcuszek z klamerkami na sutki, ale niech chłopak ma chwilę przyjemności, a nie tylko tortury... Z penisa zdjąłem mu plastikową klatkę, oddech, który usłyszałem sugerował ulgę. Wziąłem go delikatnie do ręki.
- Pamiętaj, nie wolno ci się teraz spuścić - oznajmiłem przyspieszając ruch dłoni. Byczek przytaknął. Waliłem i obserwowałem jego reakcje. Strasznie mnie korciło, by zacząć gryźć jego sutek, ale mógłbym w ten sposób spowodować u Pawła wytrysk znacznie wcześniej, niż bym chciał... Co pewien czas przerywałem, kiedy zaczynał szybciej oddychać i pojękiwać, co mogło oznaczać zbliżający się orgazm. Całą dłoń miałem polepioną śluzem... Byczek nie widział, jak go zlizuję i bardzo dobrze, bo jeszcze by mu się zapomniało, jakie jest jego miejsce.
Przerwałem na jakiś czas. Spojrzałem na mojego więźnia. Jak zeszłym razem, tak i teraz kazałem mu się porządnie wykąpać przed wyjazdem, nakaz prawdopodobnie spełnił. Zdążył się już jednak spocić od tortur i podniecenia. Był związany z rękami do góry, zacząłem go więc obwąchiwać. Lubię zapach świeżo spoconego, wyposzczonego kolegi, niewiele jest lepszych afrodyzjaków dla mnie niż to. Delikatny, męski zapach potu mieszał się z wonią dezodorantu Pawła. Znów złapałem go za kutasa i delikatnie stymulowałem, brudząc sobie dłoń lepkim preejakulatem. Jeszcze chwilę się pozaciągam i czas na kolejny punkt programu...
Oprócz łańcuszka z klamrami na sutki miałem też w kieszeni małe kombinerki. Idealnie nadawały się do torturowania sutków. Zimnym czubkiem kombinerek dotknąłem owłosionego torsu Pawła i zapytałem, czy wie, co szykuję. Przytaknął. Przybliżyłem przyrząd do celu... Ścisnąłem sutek Byczka i wykręciłem stopniowo zwiększając nacisk. Z bliska jęki i przyspieszony oddech Pawła nakręcał mnie jeszcze bardziej, więc przyciskałem jeszcze mocniej. d**gim sutkiem zająłem się przygryzając. Ciekawe, jak długo wytrzyma ten trening wytrzymałości na ból. Dyszał i jęczał, pomyślałem, że gdzieś musi być granica, za którą ten męski samczyk zacznie płakać z bólu... Widocznie jeszcze sporo brakowało, jego kutas był sztywny, a do moich uszu docierało tylko dyszenie, jęki i próby krzyku przez knebel. Po kilku minutach zacząłem gryźć sutek dotąd ściskany kombinerkami, których użyłem do torturowania d**giego, mokrego od mojej śliny. Przeciągły jęk zasygnalizował, że boli. I ma boleć. Wystarczy. Teraz czas na założenie łańcuszka z regulowanymi klamerkami. Biedny Byczek był na twarzy znów czerwony, zaciskał zęby na miękkim kneblu, a zabawa miała jeszcze długo trwać. Skręciłem regulację klamerek - kolejny jęk. Spojrzałem na jego jaja. Przyda się je związać. I za chwilę genitalia Pawła były już związane sznurowadłem. Czas się skupić na miejscu, któremu dziś nie poświęciłem zbyt wiele czasu - na jądrach. Przez kilka minut stymulowałem jego penis - gdyby się spuścił, czekałaby go bardzo dotkliwa kara, o czym go uświadomiłem. Kiedy syknął przez knebel, już myślałem, że się spuści. Puściłem nabrzmiałego kutasa, z którego pociekła niewielka strużka spermy na podłogę. Upiekło ci się - pomyślałem.
- Chciałeś się już wychlapać, co? - zapytałem.
Paweł skinął głową.
- Masz szczęście. Wiesz, co by było, gdybyś zachlapał podłogę? - mówiąc to nacisnąłem przycisk na pilocie, na którym ustawiłem 1% mocy. Byczek wiedział, co mam na myśli. Zacząłem macać jego jaja.
- Masz pełne, nie?
Skinął znów głową.
- Pewnie gdyby nie ta plastikowa klatka, to byś się spuścił z 20 razy od ostatniego spotkania. Ile razy dziennie się spuszczasz? Jeden? - zapytałem.
Paweł pokręcił głową.
- Dwa?
Znowu zaprzeczył.
- Trzy?
Skinął na "tak".
- Zawsze? Bywa mniej? - wyjąłem mu knebel z ust.
- Raczej zawsze, chyba że jestem już bardzo zmęczony. Kiedy mi zakazałeś wytrysków przed poprzednim spotkaniem, spuściłem się 6 razy jednego dnia.
- Świetnie. Więc teraz zamiast lać tyle spermy w chusteczki ja będę odbierał to, co wyprodukujesz - odpowiedziałem idąc po butelkę z wodą.
- Masz, napij się teraz - napoiłem go z półlitrowej butelki, odczekałem chwilę i z powrotem założyłem knebel.
Nie miałem ochoty zadawać mu teraz więcej pytań. Zamiast tego zacząłem zajmować się jego jajami. Jedną ręką złapałem je, d**gą, otwartą dłonią uderzałem od przodu w wyeksponowane jądra.
- Tu też 25 w jednej serii - powiedziałem. Z każdym uderzeniem (uderzałem najpierw lekko, potem coraz mocniej) Byczek reagował intensywniej. Jego pała była sztywna i nadal ociekała preejakulatem. Przy dwudziestym razie cofnął się. Błyskawicznie nacisnąłem przycisk na pilocie, kilkakrotnie.
- Masz stać i znosić to, na co się pisałeś - powiedziałem. Kolejne 5 plaskaczy na jaja. Byczek napinał się, jęczał, syczał, ale kutas nadal stał. Mi zresztą tak samo. Skręciłem regulację klamerek na jego sutkach - były maksymalnie ściśnięte. Znów przez kilka minut stymulowałem jego kutasa doprowadzając do stanu bliskiego orgazmu - tym razem znów się udało bez wytrysku. Była godzina 20. Postanowiłem dać mu trochę wolnego od tortur. Poczekałem, aż jego penis opadnie, po czym znów założyłem plastikową klatkę.
Ale był zdziwiony! Zdjąłem mu knebel i znowu odezwał się bez pozwolenia:
- To nie wydoisz mnie dziś?
- Jutro też jest dzień. I znów się zapomniałeś, wiesz z czym. Puszczę cię do domu, umyj się, odpocznij i bądź tu o 23. Aha, obrożę weź ze sobą. Kiedy przyjdziesz, masz ją mieć już na nodze. Inaczej cię nie wydoję i będziesz czekał znów 2 tygodnie.
- Dobrze. No tak, umawialiśmy się na 2 dni zabawy - powiedział.
Po przerwie wrócił, tym razem pozwoliłem mu założyć bieliznę. Wyposażenie wzbogaciłem teraz o zwykłą obrożę na szyję. Znów go skułem, zasłoniłem oczy i ciągnąc za obrożę poprowadziłem do mniejszego pokoju. Tu czekało przygotowane łóżko. Za chwilę Byczek leżał zakneblowany i skrępowany w X. Czas na dalszy ciąg zabawy. Nadal z plastikową klatką musiał znosić tortury sutków palcami, zębami i kombinerkami. Dopiero po doprowadzeniu jego brodawek do takiego stanu, że na samo dotknięcie palcami wzdrygał się i syczał zdjąłem mu pas cnoty.
- Nadal nie wolno ci się spuścić.
Zdjąłem mu knebel i stymulowałem penis. Cicho postękiwał, zbliżając się do orgazmu, a ja obserwowałem jego reakcje. Jeszcze nie teraz, poza tym nie wolno ci zmarnować nasienia rozpryskując je dookoła - powiedziałem w myślach. Przerwałem, włożyłem mu z powrotem knebel do ust. Powtórzyłem serię uderzeń w jaja. Po dwudziestu zrobił się czerwony jak burak. A to nie był koniec. Czekało go po 15 pstryczków w każde jądro. Zniósł to bardzo ciężko, błagał, żebym przestał albo zrobił to później. Cały czas miał zapięte klamerki na sutkach. Przez kilka minut jeszcze waliłem mu konia - preejakulat wciąż się sączył, Byczek był bardzo podniecony. Po tym zdjąłem klamerki, ku zaskoczeniu mujego więźnia. Obroża na jego szyi była przystosowana do przypięcia smyczy, ja miałem przygotowany łańcuch z odpowiednim zapięciem. Poluzowałem obrożę, łańcuch zapiąłem z jednej strony, z d**giej strony był karabinczyk, który zapiąłem na rurze od kaloryfera. Miałem nadzieję, że nie będzie zbyt mocno dzwonić w nocy. Ręce uwolniłem i przywiązałem do poręczy łóżka. Nogi uwolniłem zupełnie. Knebel wyjąłem.
- Dziś się nie spuścisz. Teraz będziesz spał, nie wiem, o której cię obudzę. Żadnego kombinowania, i tak za chwilę założę ci z powrotem pas cnoty. Jutro dalszy ciąg. Zrozumiano?
- Tak - odpowiedział i przełknął ślinę - ale błagam, pozwól mi jutro się zlać, bo mi jaja wybuchną!
Założyłem mu z powrotem klatkę na penis i dałem Pawłowi pić.
- Dobranoc.
Zostawiłem nagiego Byczka na łóżku, zgasiłem światło i poszedłem do dużego pokoju.
- Hej, ale ściągniesz mi to, nie?
- Zobaczymy - odpowiedziałem.
Zamknąłem pas, a kluczyk schowałem do kieszeni. Zdjąłem mu opaskę z oczu, upewniając się przedtem, czy słoik z nasieniem jest poza zasięgiem jego wzroku. Przygotowałem papiery, które chciałem mu pokazać.
- Teraz cię trochę zaskoczę, ale bez obaw. Wygląda na to, że możemy obydwaj połączyć przyjemne z pożytecznym, Paweł - usiadłem na krześle przed nim przodem do oparcia.
- To znaczy? I co do tego ma to coś, co się znalazło na moim kutasie? - zapytał.
Zaśmiałem się. Chyba trzeba od razu przejść do rzeczy.
- Wyjaśnię ci, kim jestem. Pracuję na pewnym dosyć wysokim stanowisku badawczym w jednej z dużych firm kosmetycznych. Siedzibę mamy w Luksemburgu. I nie zgadniesz, nad czym teraz pracujemy i dlaczego możemy razem przyczynić się do czegoś, z czego obydwaj będziemy mieć i przyjemność i bardziej wymierne korzyści - mówiłem dalej.
- Myślę teraz głównie o żarciu i spaniu, więc wal od razu, o co ci chodzi - odpowiedział Byczek.
- Prowadzimy badania nad kosmetykami na bazie spermy. Męskiej, czyli ludzkiej. Okazuje się, że to doskonały dodatek do kremów przeciwzmarszczkowych, pielęgnacyjnych i tak dalej zwiększający ich skuteczność. I według badań opinii publicznej większość użytkowniczek i użytkowników nie ma nic przeciwko wcieraniu sobie tego w twarz, wyobraź sobie. Zasadniczy problem jest z pozyskiwaniem surowca tak do badań, jak i do produkcji. Oddaję sporo swojej, laboranci też pomagają, ale to nie wystarczy. Tutaj jakość spermy pod względem płodności nie ma żadnego znaczenia i nie używamy jej do takich celów, ma znaczenie objętość i ewentualnie skład. A to już wiem, że jesteś w stanie sporo wystrzelić. Nawiasem mówiąc, zapełniłeś słoiczek do kreski - opowiadałem.
- No dobra, czyli co, chcesz używać mojej spermy do tych waszych badań, tak? - szeroko uśmiechnął się Paweł.
- Wyskoczyłem trochę do przodu z pasem cnoty, ale dokładnie tak. Nie za darmo, oczywiście. A tobie - jak myślę - parę dodatkowych złotych miesięcznie dosyć się przyda, prawda? Żaden bank nasienia nie da ci tyle za ładunek, co my. Jakiś czas temu szukałeś pracy - wygadałem się, że wrzuciłem numer jego telefonu do wyszukiwarki, dzięki czemu wiem, że miał pewne problemy z zatrudnieniem w nieodległej przeszłości.
- Skąd o tym... No tak, kasa się przyda. Co masz w tych papierach? - odparł i zapytał.
- Zanim zwiążemy się umową, musimy zadbać o to, żeby wszystko się zgadzało - uśmiechnąłem się - bez obaw, wszystko jest tajne, w umowie nie ma nawet słowa "sperma" czy "nasienie", wszystko nazywamy "surowcem organicznym". Jest też klauzula o tym, że nie użyjemy go do celów prokreacyjnych. Zatem nie musisz się obawiać, że gdzieś po świecie będą chodzić twoi potomkowie, o których nie będziesz miał pojęcia. Jeden egzemplarz jest po polsku, d**gi po luksembursku, ale bez obaw, są identyczne.
- No spoko, ale na jaki to jest czas, jakie są warunki, co jeśli mi się znudzi i tak dalej? - pytał.
- Masz tu, przeczytaj sobie - rozkułem Byczka, rozwiązałem mu nogi i dałem mu egzemplarz umowy do przeczytania. Siedział swobodnie i czytał.
- Mi tam się podoba. 3 miesiące, to nie jest długo. Tylko nie wiem, jak wytrzymam te tygodniowe przerwy z tym czymś na prąciu - wskazał na plastikowy pas cnoty.
- A czasami dwutygodniowe. Przeczytaj dokładnie.
- Kurwa, rzeczywiście - westchnął.
- To jaka decyzja? - zapytałem.
- Mogę się zastanowić do jutra?
- Skuty na łóżku? Możesz - odpowiedziałem.
- Kurwa, daj mi długopis, jednak podoba mi się to! - zdecydował się.
Podpisał egzemplarz po polsku i luksembursku. Luksemburski nieco różnił się od polskiego - zawierał zapis o automatycznym przedłużeniu trzymiesięcznego okresu trwania umowy na kolejne trzy miesiące (czyli de facto Byczek podpisał umowę nie na 3, ale na 6 miesięcy) oraz o noszeniu "środka dyscyplinującego" 24 godziny na dobę. Chodziło oczywiście o obrożę elektryczną. Postanowiłem jednak ten element na razie mu darować, tego i tak nikt sprawdzać nie będzie.
- Nie jesteś jedyny, mam jeszcze paru innych spermodajów - pokazałem Pawłowi dwa kluczyki od takich samych pasów cnoty, podpisane na plastikowych breloczkach.
- Okej, to teraz kiedy?
- Za dwa tygodnie.
- Ja pierdolę, na co ja się zgodziłem - Byczek się uśmiechnął z zażenowaniem.
- Godzina 17. Zapisz sobie. Chcesz coś do picia?
- Nie, już idę do domu. Stanie mi w tym chociaż?
- Będzie napotykał na opór i nie będzie to zbyt przyjemne. A do tego będę przysyłać ci filmiki w klimatach, które lubisz. Nie mam gwarancji, że je obejrzysz, ale za dwa tygodnie masz szczać preejakulatem.
- Zrozumiano, szefie. A co z tym dzisiejszym ładunkiem zrobisz?
- Dzisiejszy nie jest objęty umową, więc pewnie wyleję, a co? Chcesz słoiczek na pamiątkę? - zapytałem.
- Nie, spoko, możesz nawet wypić - roześmiał się.
Ubrał się, podszedł do wyjściowych drzwi.
- No to do zobaczenia za 2 tygodnie, jeśli wytrzymam.
- Na razie, wytrzymasz, nie takich byków już tu miałem.
Przed snem zwaliłem do pojemnika. Spermy było więcej niż połowa z trzech wytrysków Pawła. Czyli naprawdę nieźle. Przyda się.
Dwa tygodnie później czekałem na Byczka. Umówieni byliśmy na 17 u mnie. Była już 17:05, a jego nadal nie było. Dopiero 10 minut po ustalonej porze usłyszałem dzwonek. Otworzyłem mu drzwi, niech włazi. Po chwili pukał już do drzwi mieszkania.
- Siema, Mariusz, sorry, autobus mi uciekł - przepraszał za opóźnienie.
- Wchodź. Napij się, odlej i od razu zdejmuj koszulkę.
Zdjął koszulkę. Podszedłem do niego od tyłu, złapałem najpierw za sutki.
- Jeszcze są trochę wrażliwsze po ostatnim - powiedział.
Złapałem go mocniej, przybliżyłem głowę do jego ucha.
- Od teraz nie odzywasz się bez pozwolenia.
Tak, jak ostatnio, Paweł ubrał się w szorty bez bielizny. Wymacałem pod nimi nieogolone jaja i kutasa zamkniętego w plastikowej klatce.
- Pocierpisz trochę, zanim cię wydoję - powiedziałem wkładając mu rękę do szortów i lekko ściskając jego duże jądra. Zasyczał. Z jego kutasa od dłuższego czasu ciekł preejakulat, spodenki były przemoczone śluzem. Na mojej dłoni znalazło się parę kropel, które podsunąłem Pawłowi do zlizania.
Zastanawiałem się: najpierw go wychłostać czy torturować jego sutki? Skułem mu ręce z tyłu, na oczy nasunąłem opaskę. Nakazałem ściągnięcie szortów i skarpet.
Wybrałem chłostę. Mały, niepozorny pejcz wylądował na górnej części pleców Pawła.
- Wiesz już za co obrywasz i jeszcze oberwiesz?
- Za spóźnienie, przepraszam - odpowiedział.
- Bardzo dobra odpowiedź. Nauczysz się na przyszłość przychodzić na czas - kolejny raz uderzyłem go pejczem w plecy. Jęknął i wyprężył się.
- Dwadzieścia. Na każdą część ciała, którą wybiorę. Licz - oznajmiłem
Przez zaciśnięte zęby Paweł po każdym razie liczył do upragnionej dwudziestki. Tyle, że nie planowałem skończyć chłosty na tym. Jest tyle miejsc na jego ciele, które mogłyby zostać ozdobione jasnoczerwonymi pręgami... Głęboko oddychał, przełykał ślinę, zauważyłem też, że się całkiem porządnie spocił. Teraz 20 na dupę. Z zakazem chronienia jej skutymi z tyłu dłońmi. Zakazu nie dotrzymał, więc dołożyłem 5 razy pejczem. Odtąd na każdą część ciała, którą wybiorę do chłosty.
- Błagam, nie... - powiedział Paweł.
- Możesz sobie błagać, i tak za chwilę cię zaknebluję.
Obficie owłosione pośladki Pawła pokryły się śladami chłosty. Nie chciałem spermoroba na razie kneblować, podobały mi się jego jęki i błagania. Poza tym miał liczyć na głos. Każda pomyłka - powtórzenie razu. Dziwne, że zapomniałem o obroży. Podobnie, jak ostatnio zapiąłem mu ją nad kostką. Prośby, żebym tego nie zakładał olałem. Teraz chłosta łydek. Gdyby próbował uskakiwać, porażę go obrożą. Jasno mu to oznajmiłem, jednak po 15 razie odskoczył, za co dostał 5 dodatkowych uderzeń i dyscyplinujący impuls (10% mocy). Przetestowałem wcześniej tę obrożę na sobie i wiedziałem dobrze, że 10% to już poważny ból.
- Ciesz się, że nie masz tego na jajach - powiedziałem i dokończyłem chłostę łydek Pawła. Wspaniale syczał i jęczał z bólu.
Postanowiłem tym razem skrępować go na stojąco. Do specjalnie zamocowanej wysoko na ścianie krótkiej metalowej poprzecznej rury, przypominającej łazienkowy kaloryfer przywiązałem sznurem solidnie jego ręce. Nogi skułem skórzanymi, mocnymi kajdankami. Do obydwu był przymocowany karabinczyk ze sznurem, dzięki któremu miałem gwarancję, że Paweł pozostanie w rozkroku związując sznurek z d**giej strony z nogą od stołu i dociążonego krzesła. Dotknąłem obydwu sutków Byczka, lekko jęknął. Ciekawe, czy naprawdę odczuwa jeszcze poprzednie spotkanie? Zanim przeszedłem do kolejnego punktu planu, trochę sobie go podotykałem - zacząłem od głowy (włosy mu trochę odrosły od ostatniej wizyty, były nadal krótkie, ale już nie tak bardzo), porośniętej gęstym, szorstkim, kilkutygodniowym zarostem twarzy i schodziłem coraz niżej, do zamkniętego w pasie cnoty, cieknącego śluzem kutasa. Od tego wyposzczenia jaja pracują mu na 120% normy, a prostata nie trzyma tego, co wyprodukowała - pomyślałem. Mój kutas też porządnie stał w bokserkach i dresowych szortach.
Czas na dalszy punkt programu. Chłosta torsu. Tak samo - 25. Już bez liczenia, bo przez knebel ciężko. Kilka razy trafiłem go prosto w prawy sutek. Przedtem zdjąłem opaskę z oczu, żeby widzieć pełnię jego reakcji na każde uderzenie pejczem. Z każdym razem mocniej zaciskał powieki, na twarzy był już czerwony, a tors pokrył się takimi samymi jasnoczerwonymi śladami, jak plecy, pośladki i łydki. Z kutasa Pawła ciągnęła się nitka śluzu. Wspaniały widok. Mój też już nieźle przeciekał.
Na jego oczy z powrotem założyłem opaskę. W kieszeni już był przygotowany łańcuszek z klamerkami na sutki, ale niech chłopak ma chwilę przyjemności, a nie tylko tortury... Z penisa zdjąłem mu plastikową klatkę, oddech, który usłyszałem sugerował ulgę. Wziąłem go delikatnie do ręki.
- Pamiętaj, nie wolno ci się teraz spuścić - oznajmiłem przyspieszając ruch dłoni. Byczek przytaknął. Waliłem i obserwowałem jego reakcje. Strasznie mnie korciło, by zacząć gryźć jego sutek, ale mógłbym w ten sposób spowodować u Pawła wytrysk znacznie wcześniej, niż bym chciał... Co pewien czas przerywałem, kiedy zaczynał szybciej oddychać i pojękiwać, co mogło oznaczać zbliżający się orgazm. Całą dłoń miałem polepioną śluzem... Byczek nie widział, jak go zlizuję i bardzo dobrze, bo jeszcze by mu się zapomniało, jakie jest jego miejsce.
Przerwałem na jakiś czas. Spojrzałem na mojego więźnia. Jak zeszłym razem, tak i teraz kazałem mu się porządnie wykąpać przed wyjazdem, nakaz prawdopodobnie spełnił. Zdążył się już jednak spocić od tortur i podniecenia. Był związany z rękami do góry, zacząłem go więc obwąchiwać. Lubię zapach świeżo spoconego, wyposzczonego kolegi, niewiele jest lepszych afrodyzjaków dla mnie niż to. Delikatny, męski zapach potu mieszał się z wonią dezodorantu Pawła. Znów złapałem go za kutasa i delikatnie stymulowałem, brudząc sobie dłoń lepkim preejakulatem. Jeszcze chwilę się pozaciągam i czas na kolejny punkt programu...
Oprócz łańcuszka z klamrami na sutki miałem też w kieszeni małe kombinerki. Idealnie nadawały się do torturowania sutków. Zimnym czubkiem kombinerek dotknąłem owłosionego torsu Pawła i zapytałem, czy wie, co szykuję. Przytaknął. Przybliżyłem przyrząd do celu... Ścisnąłem sutek Byczka i wykręciłem stopniowo zwiększając nacisk. Z bliska jęki i przyspieszony oddech Pawła nakręcał mnie jeszcze bardziej, więc przyciskałem jeszcze mocniej. d**gim sutkiem zająłem się przygryzając. Ciekawe, jak długo wytrzyma ten trening wytrzymałości na ból. Dyszał i jęczał, pomyślałem, że gdzieś musi być granica, za którą ten męski samczyk zacznie płakać z bólu... Widocznie jeszcze sporo brakowało, jego kutas był sztywny, a do moich uszu docierało tylko dyszenie, jęki i próby krzyku przez knebel. Po kilku minutach zacząłem gryźć sutek dotąd ściskany kombinerkami, których użyłem do torturowania d**giego, mokrego od mojej śliny. Przeciągły jęk zasygnalizował, że boli. I ma boleć. Wystarczy. Teraz czas na założenie łańcuszka z regulowanymi klamerkami. Biedny Byczek był na twarzy znów czerwony, zaciskał zęby na miękkim kneblu, a zabawa miała jeszcze długo trwać. Skręciłem regulację klamerek - kolejny jęk. Spojrzałem na jego jaja. Przyda się je związać. I za chwilę genitalia Pawła były już związane sznurowadłem. Czas się skupić na miejscu, któremu dziś nie poświęciłem zbyt wiele czasu - na jądrach. Przez kilka minut stymulowałem jego penis - gdyby się spuścił, czekałaby go bardzo dotkliwa kara, o czym go uświadomiłem. Kiedy syknął przez knebel, już myślałem, że się spuści. Puściłem nabrzmiałego kutasa, z którego pociekła niewielka strużka spermy na podłogę. Upiekło ci się - pomyślałem.
- Chciałeś się już wychlapać, co? - zapytałem.
Paweł skinął głową.
- Masz szczęście. Wiesz, co by było, gdybyś zachlapał podłogę? - mówiąc to nacisnąłem przycisk na pilocie, na którym ustawiłem 1% mocy. Byczek wiedział, co mam na myśli. Zacząłem macać jego jaja.
- Masz pełne, nie?
Skinął znów głową.
- Pewnie gdyby nie ta plastikowa klatka, to byś się spuścił z 20 razy od ostatniego spotkania. Ile razy dziennie się spuszczasz? Jeden? - zapytałem.
Paweł pokręcił głową.
- Dwa?
Znowu zaprzeczył.
- Trzy?
Skinął na "tak".
- Zawsze? Bywa mniej? - wyjąłem mu knebel z ust.
- Raczej zawsze, chyba że jestem już bardzo zmęczony. Kiedy mi zakazałeś wytrysków przed poprzednim spotkaniem, spuściłem się 6 razy jednego dnia.
- Świetnie. Więc teraz zamiast lać tyle spermy w chusteczki ja będę odbierał to, co wyprodukujesz - odpowiedziałem idąc po butelkę z wodą.
- Masz, napij się teraz - napoiłem go z półlitrowej butelki, odczekałem chwilę i z powrotem założyłem knebel.
Nie miałem ochoty zadawać mu teraz więcej pytań. Zamiast tego zacząłem zajmować się jego jajami. Jedną ręką złapałem je, d**gą, otwartą dłonią uderzałem od przodu w wyeksponowane jądra.
- Tu też 25 w jednej serii - powiedziałem. Z każdym uderzeniem (uderzałem najpierw lekko, potem coraz mocniej) Byczek reagował intensywniej. Jego pała była sztywna i nadal ociekała preejakulatem. Przy dwudziestym razie cofnął się. Błyskawicznie nacisnąłem przycisk na pilocie, kilkakrotnie.
- Masz stać i znosić to, na co się pisałeś - powiedziałem. Kolejne 5 plaskaczy na jaja. Byczek napinał się, jęczał, syczał, ale kutas nadal stał. Mi zresztą tak samo. Skręciłem regulację klamerek na jego sutkach - były maksymalnie ściśnięte. Znów przez kilka minut stymulowałem jego kutasa doprowadzając do stanu bliskiego orgazmu - tym razem znów się udało bez wytrysku. Była godzina 20. Postanowiłem dać mu trochę wolnego od tortur. Poczekałem, aż jego penis opadnie, po czym znów założyłem plastikową klatkę.
Ale był zdziwiony! Zdjąłem mu knebel i znowu odezwał się bez pozwolenia:
- To nie wydoisz mnie dziś?
- Jutro też jest dzień. I znów się zapomniałeś, wiesz z czym. Puszczę cię do domu, umyj się, odpocznij i bądź tu o 23. Aha, obrożę weź ze sobą. Kiedy przyjdziesz, masz ją mieć już na nodze. Inaczej cię nie wydoję i będziesz czekał znów 2 tygodnie.
- Dobrze. No tak, umawialiśmy się na 2 dni zabawy - powiedział.
Po przerwie wrócił, tym razem pozwoliłem mu założyć bieliznę. Wyposażenie wzbogaciłem teraz o zwykłą obrożę na szyję. Znów go skułem, zasłoniłem oczy i ciągnąc za obrożę poprowadziłem do mniejszego pokoju. Tu czekało przygotowane łóżko. Za chwilę Byczek leżał zakneblowany i skrępowany w X. Czas na dalszy ciąg zabawy. Nadal z plastikową klatką musiał znosić tortury sutków palcami, zębami i kombinerkami. Dopiero po doprowadzeniu jego brodawek do takiego stanu, że na samo dotknięcie palcami wzdrygał się i syczał zdjąłem mu pas cnoty.
- Nadal nie wolno ci się spuścić.
Zdjąłem mu knebel i stymulowałem penis. Cicho postękiwał, zbliżając się do orgazmu, a ja obserwowałem jego reakcje. Jeszcze nie teraz, poza tym nie wolno ci zmarnować nasienia rozpryskując je dookoła - powiedziałem w myślach. Przerwałem, włożyłem mu z powrotem knebel do ust. Powtórzyłem serię uderzeń w jaja. Po dwudziestu zrobił się czerwony jak burak. A to nie był koniec. Czekało go po 15 pstryczków w każde jądro. Zniósł to bardzo ciężko, błagał, żebym przestał albo zrobił to później. Cały czas miał zapięte klamerki na sutkach. Przez kilka minut jeszcze waliłem mu konia - preejakulat wciąż się sączył, Byczek był bardzo podniecony. Po tym zdjąłem klamerki, ku zaskoczeniu mujego więźnia. Obroża na jego szyi była przystosowana do przypięcia smyczy, ja miałem przygotowany łańcuch z odpowiednim zapięciem. Poluzowałem obrożę, łańcuch zapiąłem z jednej strony, z d**giej strony był karabinczyk, który zapiąłem na rurze od kaloryfera. Miałem nadzieję, że nie będzie zbyt mocno dzwonić w nocy. Ręce uwolniłem i przywiązałem do poręczy łóżka. Nogi uwolniłem zupełnie. Knebel wyjąłem.
- Dziś się nie spuścisz. Teraz będziesz spał, nie wiem, o której cię obudzę. Żadnego kombinowania, i tak za chwilę założę ci z powrotem pas cnoty. Jutro dalszy ciąg. Zrozumiano?
- Tak - odpowiedział i przełknął ślinę - ale błagam, pozwól mi jutro się zlać, bo mi jaja wybuchną!
Założyłem mu z powrotem klatkę na penis i dałem Pawłowi pić.
- Dobranoc.
Zostawiłem nagiego Byczka na łóżku, zgasiłem światło i poszedłem do dużego pokoju.
5年前