Uległy byczek 5
Wstałem krótko przed 10. Zjadłem coś, wypiłem kawę, umyłem się i poszedłem zobaczyć, co u Pawła. Skrępowany nadal spał w najlepsze. Za chwilę miałem zacząć go budzić, ale spał na wznak w pozycji doskonale odsłaniającej jego jaja, którym zacząłem się z przyjemnością przyglądać. Po chwili zacząłem budzić Byczka; otworzył oczy i próbując się przeciągać zapytał, która godzina. Odpowiedziałem mu, że jest grubo po 10 i czas na dalszy ciąg rozrywek. Znów skułem go na brzuchu, wysłałem do łazienki i dałem 20 minut na to, żeby się ogarnął, a potem 10 na zjedzenie czegoś, na ten czas rozkułem go zupełnie. Przygotowałem krzesło, na którym miał mieć miejsce dalszy ciąg zabaw z podniecaniem Pawła i odmawianiem mu orgazmu naprzemiennie. Po chwili siedział już z rękami skutymi za siedzeniem i nogami przywiązanymi do krzesła. Na oczach tradycyjnie znalazła się opaska, a na sutkach klamerki. Zdjąłem plastikową klatkę z jego penisa - zgodnie z oczekiwaniami natychmiast stanął i zaczął się ślinić. Liczył chyba na szybki orgazm, którego ja nie miałem mu zamiaru dać - to, że nie wydoiłem go dzień wcześniej nie oznaczało, że pozwolę mu się spuścić bez porządnej zabawy. Wyjąłem z szuflady zestaw violet wand (darsonval) do elektrostymulacji i nakręciłem elektrodę - najmniejszą, chciałem go potraktować tym na razie punktowo. Podłączyłem ustrojstwo do prądu, na razie nie kneblowałem Pawła - byłem ciekaw, jak będzie reagował na dźwięk "różdżki" i groźbę dotknięcia go nią. Nastawiłem około 50% mocy i zbliżyłem Byczkowi do uda - fioletowa iskra przeskoczyła na jego skórę, a Paweł wzdrygnął się i jęknął.
- Co to jest? - zapytał.
- Pozwalałem ci się odzywać? - odpowiedziałem.
- Przepraszam - odpowiedział. Widocznie powoli się uczył nieodzywania bez pozwolenia, ale nadal zbyt wolno.
Lekko podkręciłem moc urządzenia i zacząłem przesuwać szklaną elektrodę po ciele Pawła. Zacząłem od prawej stopy, powoli przesuwałem wyżej po nodze. Byczek zaciskał zęby i cicho pojękiwał, jednak kutas nadal mu stał i ociekał - zgodnie z przewidywaniami. Elektroda poruszała się po wewnętrznej części uda, zbliżałem ją do jego genitaliów, ale na razie nie miałem zamiaru jej na nich używać. Za to strach Byczka przed tym rósł, im bliżej jaj czuł wyładowania. Odsunąłem elektrodę, wyłączyłem urządzenie i odłożyłem na stolik. Najwyższy czas na knebel. Jęki i przyspieszony oddech tylko mnie nakręcały, ale knebel ich nie blokuje, więc po chwili znalazł się w ustach Byczka. Znów włączyłem urządzenie. Też na około połowę mocy i zacząłem od lewej stopy w górę. Byczek próbował robić uniki, ale na nic - im bardziej ciągnął w d**gą stronę, na ile pozwalały mu więzy, tym mocniej i dłużej przykładałem szklaną elektrodę w jednym miejscu. A jego kutas stał niezmiennie. Odsłoniłem całą żołądź dłonią, ociekała przezroczystym śluzem. Aż prosił się o dotknięcie darsonvalem...
Zdjąłem klamerki z jego sutków, po reakcji odgadłem, że były bardzo obolałe. Okazać litość i przyłożyć elektrodę na małej mocy, czy jeszcze podkręcić? Postanowiłem sprawdzić, jak moja doświadczalna świnka zareaguje na taką samą moc, z jaką jeździłem po jego nogach. Dotknąłem sutka elektrodą i reakcja była dokładnie taka, jakiej się spodziewałem. Mimo więzów Byczek lekko podskoczył i krzyknął przez knebel. Serce waliło mu jak młot, co sprawdziłem kładąc mu dłoń na torsie. Bał się kolejnej, nieuniknionej fali bólu. Przyłożyłem włączone urządzenie do torsu i powoli przesuwałem w stronę d**giego sutka... Oddech Pawła przyspieszał, w końcu dotknąłem celu.
- KURWA!!! - usłyszałem przekleństwo stłumione kneblem. Podkręciłem lekko moc. Znów w to samo miejsce. Nie zamierzałem odpuszczać mimo reakcji i protestów Byczka. Przykładałem urządzenie naprzemian do obydwu sutków, zwiększając moc. W końcu wyłączyłem darsonvala i zacząłem stymulować penis Pawła. Nie potrzebowałem lubrykantu, był tak namazany preejakulatem. Jasno zakomunikowałem mojemu więźniowi, że ma zakaz spuszczania się, jednocześnie waląc mu sterczącego konia. Czułem, że zbliża się orgazm, więć przestałem. Znów włączyłem "różdżkę". Nastawiłem żądaną moc i dotknąłem elektrodą Byczkowego penisa. Znów krzyknął przez knebel. Elektrodą poruszałem po całym prąciu, dotykałem również jąder powodując u Pawła reakcję w postaci syknięć i prób wyrywania się z więzów. W końcu uznałem, że zasłużył na wytrysk. Wziąłem do ręki niewielką miskę i wróciłem do pokoju. Zapiąłem z powrotem klamerki na jego sutkach i wziąłem jego grzyba do ręki. Intensywnie stymulowałem, jednocześnie nie mówiąc, że chcę go już wydoić. Paweł wił się i wyglądał, jakby próbował wstrzymać zbliżający się wytrysk. Bezskutecznie - jego kutas wystrzelił szybciej niż się spodziewałem. Trysnął osiem razy, nie wszystko wylądowało w naczyniu - część nasienia wylądowała na podłodze, wytrysk był bardzo silny i obfity. Mój więzień oddychał głęboko, zdjąłem mu knebel.
- Miałem się teraz zlać? - zapytał.
- W zasadzie o to mi chodziło. Zobacz, ile wystrzeliłeś - ściągnąłem mu opaskę z oczu i pokazałem zawartość ciemnej, płytkiej miseczki i to, co wylądowało poza nią.
- Kurwa, dwa tygodnie - powiedział Byczek.
- Wytrzymałeś, to dobrze. Mówiłeś, że ile razy dajesz radę się spuścić? - zapytałem, choć wiedziałem, że mówił o 6 orgazmach jednego dnia.
- Daję radę do 6 razy - odpowiedział.
- Więc jeszcze 5 - oznajmiłem.
- Kurwa, nie wiem, czy dam radę...
- Dasz radę - poklepałem go po ramieniu - teraz cię rozkuję, wstaniesz i zajmę się tobą na stojąco.
Za chwilę już stał z rękami przywiązanymi u góry, jak poprzedniego dnia. Nogi miał przywiązane do kijka utrzymującego go w rozkroku. Na oczy naciągnąłem mu opaskę. Na genitalia założyłem mu obrożę elektryczną, elektrodami pod jaja. Kutas już mu stał, widać nie było potrzeba zbyt dużo czasu, żeby nabrał chęci. Ciekaw byłem, czy będzie stał nadal, kiedy pobawię się pilotem... Obroża miała zasadniczo dwie funkcje: wibracji i szoku. Najpierw nastawiłem wibracje na średnią moc. Zgodnie z przewidywaniami, Byczek trochę pomruczał, ale nie zrobiło to na nim dużego wrażenia. Postawiłem mu znów kutasa ręką i uznałem, że czas wypróbować funkcję elektryczną na jego jajach. Pierwsze 3 poziomy też nie sprawiły mu większej nieprzyjemności, ale przy czwartym już drgnął. Zwiększałem moc aż do 10 poziomu (na 100), przy którym widać było już ból. Postanowiłem zostawić tak nastawioną obrożę i co jakiś czas włączać... Zacząłem znów mu walić. Chciałem widzieć, jak daleki i obfity będzie d**gi wytrysk, zrezygnowałem więc z zebrania spermy. Przygryzałem jego sutki jednocześnie zajmując się kutasem. Tym razem nie chciało mi się długo trzymać Pawła na krawędzi. Pozwoliłem mu się spuścić dość szybko, oczywiście nie mówiąc mu o tym, że ma moje pozwolenie. Przez knebel usłyszałem coś, co przypominało słowo "dochodzę" i z wilgotnego od preejakulatu kutasa wytrysnęła sperma, tymczasem ja puściłem go, wziąłem do ręki pilot i nacisnąłem przycisk. I tak zepsułem Byczkowi ten orgazm, który i tak był chyba dosyć intensywny, sądząc po obfitym i dalekim wytrysku.
- Widzisz, jak napaskudziłeś? - zdjąłem mu opaskę z oczu i zapytałem. Do trzeciego wytrysku postanowiłem zostawić go tak związanego. Nie wiedziałem, czy uda się doprowadzić go do jeszcze 4 wytrysków. Pomyślałem, że później Byczek może potrzebować doładowania od tyłu - masażu prostaty specjalną wibrującą zatyczką. Na razie jednak chciałem go opróżniać z nasienia bez tego narzędzia, które mogłoby dać mu za dużo przyjemności. Paweł głęboko oddychał i zamknął oczy. Już zmęczony? A ma się zlać jeszcze 4 razy. Zdjąłem mu ustrojstwo z genitaliów i knebel z ust.
- Wiesz, że masz dziś jeszcze trysnąć 4 razy? - zapytałem.
- Tak, ale nie wiem, czy mi się uda...
- No jeśli nie, to wiesz, że będzie kara. Ale na razie dam ci odpocząć. Oczywiście w tej pozycji, w której jesteś.
Podszedłem do niego i zacząłem lizać i całować jego tors, idąc wyżej po szyi aż do twarzy. Zaczęliśmy się całować. Pomyślałem, że może nawet mu obciągnę w nagrodę za posłuszeństwo, z którym miał pewne problemy przy poprzednim spotkaniu. Poczułem, że jego penis znowu twardnieje. Nie tak, jak mój, który był bardzo twardy i prosił się o to, żeby go wbić do jakiejś dziury. Byczek twierdził, że mimo masochistycznych ciągot jest prawie wyłącznie aktywny i dupy daje tylko w wyjątkowych przypadkach. Byłem ciekaw, czy załapię się do jego "wyjątkowych przypadków". Ale to jeszcze nie teraz.
- Czyli delikatnie też lubisz, tak? - spytałem lekko biorąc w palce jego nadal obolały sutek.
- Pewnie, że tak - odpowiedział.
- To się tym naciesz, bo długo trwać nie będzie - powiedziałem z uśmiechem. Miałem olbrzymią ochotę na wzięcie tego kutasa do ust, wahałem się tylko, czy to nie zaburzy układu w naszym spotkaniu. W końcu obciąganie większość osób kojarzy raczej z uległością. Opaska znów wylądowała na oczach Pawła.
- Co to jest? - zapytał.
- Pozwalałem ci się odzywać? - odpowiedziałem.
- Przepraszam - odpowiedział. Widocznie powoli się uczył nieodzywania bez pozwolenia, ale nadal zbyt wolno.
Lekko podkręciłem moc urządzenia i zacząłem przesuwać szklaną elektrodę po ciele Pawła. Zacząłem od prawej stopy, powoli przesuwałem wyżej po nodze. Byczek zaciskał zęby i cicho pojękiwał, jednak kutas nadal mu stał i ociekał - zgodnie z przewidywaniami. Elektroda poruszała się po wewnętrznej części uda, zbliżałem ją do jego genitaliów, ale na razie nie miałem zamiaru jej na nich używać. Za to strach Byczka przed tym rósł, im bliżej jaj czuł wyładowania. Odsunąłem elektrodę, wyłączyłem urządzenie i odłożyłem na stolik. Najwyższy czas na knebel. Jęki i przyspieszony oddech tylko mnie nakręcały, ale knebel ich nie blokuje, więc po chwili znalazł się w ustach Byczka. Znów włączyłem urządzenie. Też na około połowę mocy i zacząłem od lewej stopy w górę. Byczek próbował robić uniki, ale na nic - im bardziej ciągnął w d**gą stronę, na ile pozwalały mu więzy, tym mocniej i dłużej przykładałem szklaną elektrodę w jednym miejscu. A jego kutas stał niezmiennie. Odsłoniłem całą żołądź dłonią, ociekała przezroczystym śluzem. Aż prosił się o dotknięcie darsonvalem...
Zdjąłem klamerki z jego sutków, po reakcji odgadłem, że były bardzo obolałe. Okazać litość i przyłożyć elektrodę na małej mocy, czy jeszcze podkręcić? Postanowiłem sprawdzić, jak moja doświadczalna świnka zareaguje na taką samą moc, z jaką jeździłem po jego nogach. Dotknąłem sutka elektrodą i reakcja była dokładnie taka, jakiej się spodziewałem. Mimo więzów Byczek lekko podskoczył i krzyknął przez knebel. Serce waliło mu jak młot, co sprawdziłem kładąc mu dłoń na torsie. Bał się kolejnej, nieuniknionej fali bólu. Przyłożyłem włączone urządzenie do torsu i powoli przesuwałem w stronę d**giego sutka... Oddech Pawła przyspieszał, w końcu dotknąłem celu.
- KURWA!!! - usłyszałem przekleństwo stłumione kneblem. Podkręciłem lekko moc. Znów w to samo miejsce. Nie zamierzałem odpuszczać mimo reakcji i protestów Byczka. Przykładałem urządzenie naprzemian do obydwu sutków, zwiększając moc. W końcu wyłączyłem darsonvala i zacząłem stymulować penis Pawła. Nie potrzebowałem lubrykantu, był tak namazany preejakulatem. Jasno zakomunikowałem mojemu więźniowi, że ma zakaz spuszczania się, jednocześnie waląc mu sterczącego konia. Czułem, że zbliża się orgazm, więć przestałem. Znów włączyłem "różdżkę". Nastawiłem żądaną moc i dotknąłem elektrodą Byczkowego penisa. Znów krzyknął przez knebel. Elektrodą poruszałem po całym prąciu, dotykałem również jąder powodując u Pawła reakcję w postaci syknięć i prób wyrywania się z więzów. W końcu uznałem, że zasłużył na wytrysk. Wziąłem do ręki niewielką miskę i wróciłem do pokoju. Zapiąłem z powrotem klamerki na jego sutkach i wziąłem jego grzyba do ręki. Intensywnie stymulowałem, jednocześnie nie mówiąc, że chcę go już wydoić. Paweł wił się i wyglądał, jakby próbował wstrzymać zbliżający się wytrysk. Bezskutecznie - jego kutas wystrzelił szybciej niż się spodziewałem. Trysnął osiem razy, nie wszystko wylądowało w naczyniu - część nasienia wylądowała na podłodze, wytrysk był bardzo silny i obfity. Mój więzień oddychał głęboko, zdjąłem mu knebel.
- Miałem się teraz zlać? - zapytał.
- W zasadzie o to mi chodziło. Zobacz, ile wystrzeliłeś - ściągnąłem mu opaskę z oczu i pokazałem zawartość ciemnej, płytkiej miseczki i to, co wylądowało poza nią.
- Kurwa, dwa tygodnie - powiedział Byczek.
- Wytrzymałeś, to dobrze. Mówiłeś, że ile razy dajesz radę się spuścić? - zapytałem, choć wiedziałem, że mówił o 6 orgazmach jednego dnia.
- Daję radę do 6 razy - odpowiedział.
- Więc jeszcze 5 - oznajmiłem.
- Kurwa, nie wiem, czy dam radę...
- Dasz radę - poklepałem go po ramieniu - teraz cię rozkuję, wstaniesz i zajmę się tobą na stojąco.
Za chwilę już stał z rękami przywiązanymi u góry, jak poprzedniego dnia. Nogi miał przywiązane do kijka utrzymującego go w rozkroku. Na oczy naciągnąłem mu opaskę. Na genitalia założyłem mu obrożę elektryczną, elektrodami pod jaja. Kutas już mu stał, widać nie było potrzeba zbyt dużo czasu, żeby nabrał chęci. Ciekaw byłem, czy będzie stał nadal, kiedy pobawię się pilotem... Obroża miała zasadniczo dwie funkcje: wibracji i szoku. Najpierw nastawiłem wibracje na średnią moc. Zgodnie z przewidywaniami, Byczek trochę pomruczał, ale nie zrobiło to na nim dużego wrażenia. Postawiłem mu znów kutasa ręką i uznałem, że czas wypróbować funkcję elektryczną na jego jajach. Pierwsze 3 poziomy też nie sprawiły mu większej nieprzyjemności, ale przy czwartym już drgnął. Zwiększałem moc aż do 10 poziomu (na 100), przy którym widać było już ból. Postanowiłem zostawić tak nastawioną obrożę i co jakiś czas włączać... Zacząłem znów mu walić. Chciałem widzieć, jak daleki i obfity będzie d**gi wytrysk, zrezygnowałem więc z zebrania spermy. Przygryzałem jego sutki jednocześnie zajmując się kutasem. Tym razem nie chciało mi się długo trzymać Pawła na krawędzi. Pozwoliłem mu się spuścić dość szybko, oczywiście nie mówiąc mu o tym, że ma moje pozwolenie. Przez knebel usłyszałem coś, co przypominało słowo "dochodzę" i z wilgotnego od preejakulatu kutasa wytrysnęła sperma, tymczasem ja puściłem go, wziąłem do ręki pilot i nacisnąłem przycisk. I tak zepsułem Byczkowi ten orgazm, który i tak był chyba dosyć intensywny, sądząc po obfitym i dalekim wytrysku.
- Widzisz, jak napaskudziłeś? - zdjąłem mu opaskę z oczu i zapytałem. Do trzeciego wytrysku postanowiłem zostawić go tak związanego. Nie wiedziałem, czy uda się doprowadzić go do jeszcze 4 wytrysków. Pomyślałem, że później Byczek może potrzebować doładowania od tyłu - masażu prostaty specjalną wibrującą zatyczką. Na razie jednak chciałem go opróżniać z nasienia bez tego narzędzia, które mogłoby dać mu za dużo przyjemności. Paweł głęboko oddychał i zamknął oczy. Już zmęczony? A ma się zlać jeszcze 4 razy. Zdjąłem mu ustrojstwo z genitaliów i knebel z ust.
- Wiesz, że masz dziś jeszcze trysnąć 4 razy? - zapytałem.
- Tak, ale nie wiem, czy mi się uda...
- No jeśli nie, to wiesz, że będzie kara. Ale na razie dam ci odpocząć. Oczywiście w tej pozycji, w której jesteś.
Podszedłem do niego i zacząłem lizać i całować jego tors, idąc wyżej po szyi aż do twarzy. Zaczęliśmy się całować. Pomyślałem, że może nawet mu obciągnę w nagrodę za posłuszeństwo, z którym miał pewne problemy przy poprzednim spotkaniu. Poczułem, że jego penis znowu twardnieje. Nie tak, jak mój, który był bardzo twardy i prosił się o to, żeby go wbić do jakiejś dziury. Byczek twierdził, że mimo masochistycznych ciągot jest prawie wyłącznie aktywny i dupy daje tylko w wyjątkowych przypadkach. Byłem ciekaw, czy załapię się do jego "wyjątkowych przypadków". Ale to jeszcze nie teraz.
- Czyli delikatnie też lubisz, tak? - spytałem lekko biorąc w palce jego nadal obolały sutek.
- Pewnie, że tak - odpowiedział.
- To się tym naciesz, bo długo trwać nie będzie - powiedziałem z uśmiechem. Miałem olbrzymią ochotę na wzięcie tego kutasa do ust, wahałem się tylko, czy to nie zaburzy układu w naszym spotkaniu. W końcu obciąganie większość osób kojarzy raczej z uległością. Opaska znów wylądowała na oczach Pawła.
5年前