Uprowadzenie, feminizacja i zniewolenie cz. 1
Stało się to na początku maja. Przede mną była przygoda. Długi majowy weekend uzupełniony kilkoma dniami urlopu zapowiadał się wspaniale. Był to ten czas, kiedy jak co roku nabierałem ochoty, żeby wyrwać się na kilka dni z wielkiego miasta i uciec od jego całego zgiełku. Majówka to w końcu idealny czas na krótką, spontaniczną przygodę. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem i niewiele się namyślając zostawiłem za sobą codzienną rutynę. Nie minęło dużo czasu, gdy siedząc za kierownicą mojego ukochanego auta i rozkoszowałem się porannym słońcem w drodze na Mazury.
Plan był prosty, bo takie często okazują się najlepsze: przyjazd do Krainy Wielkich Jezior, wynajęcie niewielkiego jachtu i samotne żeglowanie po okolicznych jeziorach, tam gdzie zaprowadzi mnie wiatr. Potrzebowałem takiego bycia samemu ze sobą, aby się wyciszyć, pozbierać porozrzucane w głowie myśli i naładować akumulatory. Na co dzień ciężko pracowałem jako programista na etacie w dużej korporacji finansowej i dodatkowo łapałem zlecenia z branży IT na wolnym rynku. Mając 26 lat udało mi się osiągnąć jako taką stabilizację. Mieszkałem w dużym mieście, miałem niezły samochód, udało mi się też trochę zaoszczędzić. Miałem dobre życie. Kolejnym krokiem miało być kupno mieszkania, a w dalszej perspektywie także znalezienie życiowej partnerki. Choć jak dotąd nie związałem się z nikim na stałe, to nie narzekałem na brak zainteresowania ze strony kobiet nawet pomimo tego, że byłem raczej wątłej budowy, szczupły (żeby nie napisać że chudy) oraz nieco zbyt blady od ciągłego siedzenia przed komputerem. Kilka dni na żaglach miało mi dać okazję na złapanie opalenizny. Nad masą i rzeźbą przyjdzie jeszcze popracować, ale i do tego zamierzałem w końcu dojść.
Było południe gdy zameldowałem się na przystani. Już pierwszy rzut oka na jezioro wystarczył, żebym poczuł się szczęśliwy. Po dopełnieniu formalności i wypisaniu niezbędnych dokumentów znalazłem się na pokładzie żaglówki, która na kilka najbliższych dni miała stać się moim domem, a ja jej dzielnym kapitanem. Rozpakowałem niezbędne rzeczy, odbiłem od pomostu i popłynąłem z wiatrem w żaglach. Siedziałem na rufie i patrzyłem, jak w oddali znika przystań, przy której zostawiłem samochód. Czułem się tak, jakbym zostawiał swoje dotychczasowe życie i zaczynał nowe. Nie wiedziałem jeszcze, że rzeczywiście moje życie miało się wkrótce odmienić.
Pogoda dopisywała i ruch na jeziorze był znaczny. Po kilku godzinach żeglugi oddaliłem się od najczęściej uczęszczanych przez żeglarzy miejsc i znalazłem się w spokojniejszej okolicy. Wokół nie było niemal żywego ducha. Gdzie niegdzie tylko widziałem pojedyncze łódki miejscowych wędkarzy i jedną lub dwie żaglówki w oddali. Tego pragnąłem i tego potrzebowałem – chwili dla siebie, odrobiny samotności.
Zbliżał się wieczór i postanowiłem na noc przybić do brzegu. Jako, że znałem okolicę, w której się znajdowałem z wcześniejszych wypadów na Mazury, to wiedziałem że w pobliskiej zatoczce jest ukryta mała, niepozorna przystań. Maiłem szczęście, oprócz mnie nie było widać żywego ducha. Przybiłem jachtem do pomostu i ponieważ robiło się chłodno zszedłem pod pokład. Dzień pełen wrażeń i świeże powietrze zrobiły swoje, bo nawet nie wiem kiedy zasnąłem leżąc na koi.
W środku nocy zdawało mi się że słyszę jakieś hałasy na pomoście i męskie głosy rozmawiające obok mojej łodzi. Nagle z głośnym hukiem ktoś wskoczył na pokład i szarpnął za drzwi do kabiny. Zerwałem się na równe nogi z sercem w gardle. Ktokolwiek się do mnie dobijał raczej nie miał przyjaznych zamiarów. Słyszałem jak naparł na drzwi raz i d**gi. Nie wiedziałem co robić i czego ten ktoś chce ode mnie. Szybko odszukałem smartfon, żeby wezwać pomoc. Z przerażeniem zauważyłem, że nie mam zasięgu. W tym momencie drzwi ustąpiły i do wnętrza jachtu wpadło dwóch umięśnionych typów ubranych na czarno, z kominiarkami naciągniętymi na twarze.
- Rzuć telefon i kładź się mordą do ziemi! – Warknął jeden z napastników.
- Czego chcecie?! Zostawcie mnie?! – Krzyknąłem przerażony.
Dostałem liścia takiego, że pociemniało mi w oczach. Telefon wypadł mi z dłoni.
- Jaka pyskata szmata nam się trafiła! – Powiedział ten który mnie walnął, po czym wykorzystując moje oszołomienie bezceremonialnie wykręcił mi ręce do tyłu przyginając mnie do ziemi.
- Tak, bardzo pyskata, ale nie z takimi sobie już radziliśmy! – Zaśmiał się d**gi z oprawców.
- Ałłłaaa! Puść! – Jęczałem czując jak łzy napływają mi do oczu.
- Zamknij się i leż spokojnie! – Powiedział trzymający mnie drągal, który boleśnie przygniatał mnie kolanem do podłogi. – Nie chcę cię uszkodzić!
- Przestańcie! To boli! – Wyłem przez łzy próbując się uwolnić z uścisku
- Nie szarp się to będzie mniej bolało! – Powiedział d**gi z napastników nachylając się nade mną i zapinając mi stalowe kajdanki na wykręconych do tyłu nadgarstkach.
- Proszę, zostawcie mnie!
- Dobra, teraz nogi, trzymaj go, żeby się nie wyrywał! – Powiedział specjalista od kajdanek, po czym kolejnymi kajdankami skuł mi nogi w kostkach. Kajdanki na ręce i kostki były połączone łańcuchem.
- Wstawaj pizdo! – Rozkazał ten, który mnie trzymał i bez wysiłku postawił mnie z powrotem na nogi.
- No, no, ładną masz buzię. – Powiedział d**gi drągal ściskając mi dłonią policzki, po czym wytknął długi język, którym polizał mnie po twarzy.
- A to za karę, że nie przywitałeś się z nami grzecznie! – Dodał ten, który dał mi w twarz, a następnie włożył rękę w moje spodnie i boleśnie ścisnął mi fiuta i jądra.
- Aaaauuu!
- Nie jęcz, nie będziesz ich potrzebować gdy Szef nad tobą popracuje. – Śmiał się gniotąc moje klejnoty.
- A propos, już czas żeby ci go przedstawić. Schodzimy na ląd.
Wzięli mnie pod ręce i wywlekli z jachtu na pomost. Z trudem nadążałem za nimi drepcząc ze skutymi nogami. Z rękoma i nogami zakutymi w kajdankach nie miałem nawet po co próbować uciekać.
- Dokąd mnie zabieracie? – Spytałem przestraszony widząc, że sprowadzają mnie z pomostu na brzeg.
- Nie interesuj się! – Usłyszałem w odpowiedzi.
Zeszliśmy na brzeg i zaczęliśmy oddalać się od zacumowanego jachtu. Po chwili zobaczyłem, że jesteśmy na polnej drodze biegnącej wzdłuż brzegu jeziora. Stały na niej dwa samochody terenowe. Wepchnęli mnie na tylną kanapę jednego z nich. Wewnątrz samochodu zapaliło się światło. Z siedzenia kierowcy spojrzał w moją stronę przystojny, wysportowany i elegancki mężczyzna w średnim wieku i uśmiechnął się serdecznie.
- Witaj. – Powiedział ukazując w uśmiechu równe białe zęby. – Mam nadzieję, że moi ludzie nie poturbowali cię zanadto. Piotr i Marcin nie lubią gdy ktoś im się stawia. Nawiasem mówiąc ja też tego nie lubię, ale wolę stosować bardziej wyrafinowane metody, żeby utemperować niegrzeczne suczki. – W tym momencie uśmiech zniknął z jego twarzy, która przybrała poważny wyraz.
- Czego chcesz ode mnie? – Wybełkotałem zdezorientowany. Nim się zorientowałem mężczyzna chwycił mnie za koszulkę, którą miałem na sobie i przyciągnął do siebie.
- Na początek, zachowuj się spokojnie. Pojedziesz ze mną w pewne miejsce, tam wyjaśnię ci wszystko co musisz wiedzieć. Niestety nie mogę pozwolić, żebyś widziała dokąd jedziemy dlatego… - Urwał nagle i sięgnął po coś do schowka przed przednim siedzeniem pasażera.
- Poczekaj, ja nie chcę nigdzie… Co to jest?! – Nie dostałem odpowiedzi, zamiast tego porywacz naciągnął mi na głowę czarny materiałowy worek. Zapadłem w ciemność. Poczułem jak kierowca zaciska worek wokół mojej szyi. Przez myśl przebiegło mi, że zaraz mnie udusi. Zacząłem krzyczeć i rzucać się.
- Ja nie chcę tak umierać! – Krzyczałem przez worek na mojej głowie.
- Uspokój się suko! Nie zadawałbym sobie tyle trudu tylko po to, żeby cię tu ukatrupić. – Warknął porywacz. – Mam wobec ciebie znacznie ciekawsze plany.
- Szefie, wygląda na to, że teren czysty. – Usłyszałem jak przez otwarte okno samochodu powiedział jeden z tych, którzy wywlekli mnie z jachtu.
- Doskonale. Posprzątajcie to miejsce i spotykamy się na miejscu. – Opowiedział z siedzenia kierowcy ten, którego nazywali Szefem.
- A co się tyczy ciebie… – Poczułem jak napastnik podwija mi rękaw. – Poczujesz teraz lekkie ukłucie.
Przesunął czymś zimnym i mokrym po skórze na ramieniu po czym wbił w to miejsce igłę.
- Odpręż się, zabieram cię do twojego nowego domu. – Powiedział i była to ostatnia rzecz jaką słyszałem.
Czułem jak moje ciało robi się ciężkie, jakby było z ołowiu. Powieki opadały na oczy. Głowa leciała w dół. Drań musiał mnie czymś naszprycować. Odpłynąłem jak żaglówka odpływa z wiatrem.
Ocknąłem się w ciemności. To był tylko zły sen – pomyślałem sobie. W ustach czułem coś dziwnego. Szczęka i głowa bolały mnie niemiłosiernie. Ciało miałem nienaturalnie wygięte i mocno zdrętwiałe. Oczy moje wciąż jeszcze były zaspane. Gdy chciałem je przetrzeć ręką poczułem, że nie mogę zbliżyć dłoni do twarzy bo coś trzyma mi je z tyłu na plecach. Dotarło do mnie że to kajdanki. Nogi również miałem skute. Wszystko zupełnie jak w moim śnie. Śnie?! To nie był sen!
- Mmmmphh! – Chciałem krzyknąć ale z moich ust wydobył się tylko stłumiony jęk. Tym co czułem w buzi był gumowy knebel. Na nic zdało się wypychanie go językiem. Był ciasno zapięty wokół mojej głowy.
Spanikowany chciałem wstać, ale nie mogłem się wyprostować. Po chwili gdy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności zauważyłem, że otaczają mnie metalowe pręty. Wyrastały z podłogi dookoła mnie niczym ściany i zamykały przestrzeń nade mną jak sufit. To była klatka, a ja byłem w środku jak zwierze. Dopiero teraz spostrzegłem, że moje ubranie zniknęło, a ja jestem zupełnie nagi.
Odszukałem drzwi klatki. Obróciłem się i naparłem na nie skutymi nogami. Nic z tego, ani drgnęły. Zobaczyłem, że drzwi klatki zamyka skomplikowany elektroniczny zamek jakiego nigdy wcześniej nie widziałem. Byłem w pułapce. Chciałem krzyknąć „Na pomoc”.
- Mh mmphm! – Tylko tyle wydobyło się z moich ust. Położyłem się złamany i z rozpaczy zacząłem szlochać.
Z płaczu wyrwało mnie zapalające się w pomieszczeniu światło. Rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem, że jestem prawdopodobnie w jakiejś piwnicy, bo w pomieszczeniu nie było żadnych okien. Pomieszczenie gdzie się znajdowałem było pokojem przejściowym. Na prawej i na lewej ścianie widziałem przejścia do innych części piwnicy. W przejściu po lewej stał szpakowaty mężczyzna, ten którego nazywali Szefem.
- Śpiąca królewna w końcu się przebudziła. Chyba podałem ci za dużą dawkę środka usypiającego bo przespałaś ponad dobę. Ale skoro mamy już ranek, a ty się wybudziłaś, to pewnie mnóstwo pytań kołacze ci się w głowie? – Pierwszym co mnie uderzyło to sposób w jaki do mnie mówił, jak do kobiety.
- Mmhm. – Kiwnąłem głową.
– Zacznę od tego, że mam na imię Robert. – To mówiąc wziął stojące pod ścianą krzesło i postawił je naprzeciwko klatki. Usiadł na nim okrakiem i przyglądał mi się jak zwierzęciu w zoo.
- Mmmphh! – Wyjęczałem przez knebel.
- Słuchaj, możemy to zrobić na dwa sposoby: miły i niemiły. Miły sposób polega na tym, że będziesz grzeczna, a ja zdejmę ci knebel i spokojnie sobie porozmawiamy. A jeśli chodzi o niemiły sposób, to jeśli będziesz niegrzeczna czeka cię to. – Mówiąc to Robert wyciągnął rękę w której trzymał elektryczny poganiacz do bydła. Przeciągnął nim po prętach klatki powodując dźwięczny hałas. – To jak będzie? Będziesz grzeczna, prawda? Kiwnij głową jeśli się zgadzasz.
- Mhhm. – Pospiesznie pokiwałem głową przerażony tym co by mnie spotkało, gdybym się zawahał. Robert włożył rękę do klatki i rozpiął knebel, który wyskoczył z ust jak korek od wina.
- Co się mówi?
- Dzię… dziękuję. – Odpowiedziałem. Moja szczęka całkiem zdrętwiała i poruszanie nią sprawiało mi ból.
- Do swojego Pana zwracasz się per Pan, rozumiesz! – To mówiąc strzelił poganiaczem bydła w moją bosą stopę.
- Aaaauu! Tak Panie! Dziękuję Panie.
- Szybko się uczysz. Chcesz mnie o coś zapytać?
- Tak, gdzie ja jestem Panie Robercie?
- Jesteś u mnie w domu. Ta przytulna piwnica jest twoim nowym mieszkaniem. Zaś ta klatka to… to twoja luksusowa sypialnia. Hehehe! – Zaśmiał się szyderczo.
- Ale co ja tu robie?
- Co powiedziałaś? – To mówiąc Robert wsunął poganiacz do bydła do wnętrza klatki.
- Przepraszam Panie. Co ja tu robię Panie? – Poprawiłem się szybko zanim ponownie dostałem prądem.
- Widzisz, prowadzę pewną szczególną działalność. Jestem producentem suczek. Łapię takie ładne młode osóbki rodzaju męskiego jak ty i po pewnych modyfikacjach oraz tresurze sprzedaję je w niewolę jako transki lub sissy. Nie wyobrażasz sobie ile ludzie gotowi są zapłacić za takiego sfeminizowanego do granic absurdu chłopaka. I tu pojawiasz się ty. Jesteś idealnym materiałem na moją nową trans sukę.
- Co kurwa?! Auuuaaa! – Znowu prąd
- To było ostatnie ostrzeżenie! Jeszcze jeden taki szczeniacki wybuch i knebel wraca na swoje miejsce. A teraz przeproś Pana!
- Przepraszam Panie. – Wyjęczałem ze strachem w głosie.
- Wracając do tego co mam w planach. Jak już powiedziałem Postanowiłem przygarnąć cię pod swoją troskliwą opiekę i zadbać, żebyś została perfekcyjną trans niewolnicą. Ale tym razem nie mam zamiaru wypuszczać z rąk takiego skarbu. O nie słoneczko, ty będziesz produktem, który stworzę wyłącznie dla siebie. Ale uważaj, bo jak mnie wkurzysz, to pożałujesz, że się urodziłaś. Tak cię przerobię, że sama siebie nie rozpoznasz. Może za karę utnę ci fiuta albo cię wykastruje, może skrócę ci ręce i nogi albo poprzecinam ścięgna, żebyś biegała na czworakach przy mojej nodze, a może tylko wszczepię ci wielkie sylikonowe cycki.
- Panie proszę, tylko nie to!
- Nie podoba się moja propozycja? Szkoda! W takim razie jak nie chcesz być tylko moja. to będziesz należeć do wszystkich. Chętnie sprzedam cię do burdelu za wschodnią granicę, gdzie dzień w dzień do końca życia będziesz dawać dupy każdemu, kto za ciebie zapłaci i nikt nigdy więcej o tobie nie usłyszy.
- Ale ja nie chcę tak żyć Panie! Proszę mnie puścić! Nic nikomu nie powiem! – Błagałem tego strasznego człowieka ze łzami w oczach.
- Oczywiście, że tego nie chcesz. Na tym właśnie polega najprzyjemniejsza dla mnie część tego interesu. Żadna byłaby to zabawa, gdybyś z własnej woli chciała zostać moją sissy. Ja wolę cię złamać i zmusić do nowego, suczego życia jako moja trans niewolnica. Chcę widzieć jak cierpisz, jak przez łzy i ból rodzi się w tobie sissy suka. Chcę wiedzieć, że będziesz nienawidzić każdą sekundę życia na jakie właśnie cię skazuję. Ilekroć będziesz mi usługiwać, obciągać mojego kutasa albo brać go w dupę po same jajca, zrobisz to nie dlatego, że chcesz go poczuć, ale dlatego, że strach nie pozwala ci się sprzeciwić. Strach przed tym co ci zrobię jak się zbuntujesz. Pamiętaj miejsce w burdelu będzie na ciebie czekało przez całe twoje zasrane życie. Jedno życzenie i wyjeżdżasz stąd w klatce, a tam już inni się z tobą zabawią. Wybieraj albo mniejsze zło ze mną i przeważnie tylko jeden kutas do obsłużenia albo większe zło w paskudnym burdelu i niezliczona liczba kutasów do końca życia.
- Panie proszę… - Czułem że zaraz zemdleję albo zwymiotuję.
- Czas decyzji suczko. Jeśli zostajesz ze mną, to pocałuj moją dłoń. Liczę do trzech i potem burdel. Raz. – Pan wyciągnął dłoń i włożył ją do klatki.
- Ale…
- Dwa. - W głowie miałem chaos, ale sytuacja była bez wyjścia. Ucałowałem dłoń Pana. Po policzkach ściekały mi łzy.
- Grzeczna dziewczynka. Cieszę się, że tak mądrze wybrałaś, bo podobasz mi się. Wypatrzyłem sobie ciebie na przystani jak wypożyczałaś jacht. Już wtedy wiedziałem, że muszę cię mieć. Cały dzień obserwowaliśmy cię z Piotrem i Marcinem, jak pływasz po jeziorze. Gdy postanowiłaś zawinąć do tej ustronnej przystani, wiedziałem że pora działać. Naprawdę ładny okaz z ciebie. Jesteś szczupła, masz odpowiedni wzrost, śliczną buzię oraz ładne długie i co najważniejsze zgrabne nogi, a to moja ulubiona część ciała. Nim się obejrzysz będziesz piękną sissy na widok której kutasy stają na baczność, żebyś mogła się nimi zająć.
- Ale ja nie jestem gejem Panie! – Wybuchnąłem żałośnie.
- A co to kogo obchodzi? Ty masz służyć, a nie mieć z tego przyjemność. Na przyjemność zasługują tylko prawdziwi mężczyźni, a nie takie pizdeczki. Ruchał cię już ktoś?
- Nie Panie Robercie.
- Nie może być! Gdyby nie ten śmieszny ogonek, który masz między nogami można by pomyśleć, że jesteś laska i lubisz dawać dupy. No bo chyba mi nie powiesz, że przeleciałeś jakąś babkę tym małym fiutkiem. Od tego by ruchać są mężczyźni.
- Ja jestem mężczyzną Panie.
- Buahahaha! Ty już nigdy nie będziesz mężczyzną! A propos rozchyl nogi sissy i pokaż mi tego swojego ptaszka. – wstyd i poniżenie sparaliżowały mnie. Nie mogłem się zdobyć na rozszerzenie nóg, żeby pokazać temu mężczyźnie mojego penisa i jądra.
- Nie chcesz po dobroci? Twoja sprawa, dla mnie to tym większa przyjemność. – to mówiąc wsunął do klatki poganiacz bydła i strzelił prądem w moje udo, a następnie poprawił w d**gie udo.
- Aaaaahhh! Aaaauuu! – Krzyknąłem z bólu po czym posłusznie rozszerzyłem nogi. Ze spuszczoną głową patrzyłem niedowierzaniem na mojego penisa, który właśnie zaczął mi stawać..
- Ktoś tu się chyba podniecił bez pozwolenia. Widzę, że trzeba będzie cię kontrolować. Na razie zajmę się tym w ten sposób. – To powiedziawszy Pan szybko przysunął poganiacz bydła do mojego członka i poraził go prądem.
- Aaaałłłaaaaaaaa! – Krzyknąłem rozdzierająco i podskoczyłem uderzając głową o sufit klatki z powodu bólu jakiego jeszcze nigdy nie doświadczyłem. Pan uśmiechał się sadystycznie.
- Chodź sunio, już czas wyjść z tej klatki. Przed nami dużo pracy, nim zostaniesz moją wymarzoną transką. – Pan nacisnął przycisk na pilocie wyjętym z kieszeni, zamek klatki zapiszczał i drzwi klatki momentalnie otworzyły się z metalicznym szczęknięciem.
Pan wyciągnął mnie skutego z klatki i postawił przed sobą, po czym przyciągnął mnie do siebie i pocałował namiętnie. Nie mogłem uwierzyć, że ten koszmar dzieje się naprawdę.
Plan był prosty, bo takie często okazują się najlepsze: przyjazd do Krainy Wielkich Jezior, wynajęcie niewielkiego jachtu i samotne żeglowanie po okolicznych jeziorach, tam gdzie zaprowadzi mnie wiatr. Potrzebowałem takiego bycia samemu ze sobą, aby się wyciszyć, pozbierać porozrzucane w głowie myśli i naładować akumulatory. Na co dzień ciężko pracowałem jako programista na etacie w dużej korporacji finansowej i dodatkowo łapałem zlecenia z branży IT na wolnym rynku. Mając 26 lat udało mi się osiągnąć jako taką stabilizację. Mieszkałem w dużym mieście, miałem niezły samochód, udało mi się też trochę zaoszczędzić. Miałem dobre życie. Kolejnym krokiem miało być kupno mieszkania, a w dalszej perspektywie także znalezienie życiowej partnerki. Choć jak dotąd nie związałem się z nikim na stałe, to nie narzekałem na brak zainteresowania ze strony kobiet nawet pomimo tego, że byłem raczej wątłej budowy, szczupły (żeby nie napisać że chudy) oraz nieco zbyt blady od ciągłego siedzenia przed komputerem. Kilka dni na żaglach miało mi dać okazję na złapanie opalenizny. Nad masą i rzeźbą przyjdzie jeszcze popracować, ale i do tego zamierzałem w końcu dojść.
Było południe gdy zameldowałem się na przystani. Już pierwszy rzut oka na jezioro wystarczył, żebym poczuł się szczęśliwy. Po dopełnieniu formalności i wypisaniu niezbędnych dokumentów znalazłem się na pokładzie żaglówki, która na kilka najbliższych dni miała stać się moim domem, a ja jej dzielnym kapitanem. Rozpakowałem niezbędne rzeczy, odbiłem od pomostu i popłynąłem z wiatrem w żaglach. Siedziałem na rufie i patrzyłem, jak w oddali znika przystań, przy której zostawiłem samochód. Czułem się tak, jakbym zostawiał swoje dotychczasowe życie i zaczynał nowe. Nie wiedziałem jeszcze, że rzeczywiście moje życie miało się wkrótce odmienić.
Pogoda dopisywała i ruch na jeziorze był znaczny. Po kilku godzinach żeglugi oddaliłem się od najczęściej uczęszczanych przez żeglarzy miejsc i znalazłem się w spokojniejszej okolicy. Wokół nie było niemal żywego ducha. Gdzie niegdzie tylko widziałem pojedyncze łódki miejscowych wędkarzy i jedną lub dwie żaglówki w oddali. Tego pragnąłem i tego potrzebowałem – chwili dla siebie, odrobiny samotności.
Zbliżał się wieczór i postanowiłem na noc przybić do brzegu. Jako, że znałem okolicę, w której się znajdowałem z wcześniejszych wypadów na Mazury, to wiedziałem że w pobliskiej zatoczce jest ukryta mała, niepozorna przystań. Maiłem szczęście, oprócz mnie nie było widać żywego ducha. Przybiłem jachtem do pomostu i ponieważ robiło się chłodno zszedłem pod pokład. Dzień pełen wrażeń i świeże powietrze zrobiły swoje, bo nawet nie wiem kiedy zasnąłem leżąc na koi.
W środku nocy zdawało mi się że słyszę jakieś hałasy na pomoście i męskie głosy rozmawiające obok mojej łodzi. Nagle z głośnym hukiem ktoś wskoczył na pokład i szarpnął za drzwi do kabiny. Zerwałem się na równe nogi z sercem w gardle. Ktokolwiek się do mnie dobijał raczej nie miał przyjaznych zamiarów. Słyszałem jak naparł na drzwi raz i d**gi. Nie wiedziałem co robić i czego ten ktoś chce ode mnie. Szybko odszukałem smartfon, żeby wezwać pomoc. Z przerażeniem zauważyłem, że nie mam zasięgu. W tym momencie drzwi ustąpiły i do wnętrza jachtu wpadło dwóch umięśnionych typów ubranych na czarno, z kominiarkami naciągniętymi na twarze.
- Rzuć telefon i kładź się mordą do ziemi! – Warknął jeden z napastników.
- Czego chcecie?! Zostawcie mnie?! – Krzyknąłem przerażony.
Dostałem liścia takiego, że pociemniało mi w oczach. Telefon wypadł mi z dłoni.
- Jaka pyskata szmata nam się trafiła! – Powiedział ten który mnie walnął, po czym wykorzystując moje oszołomienie bezceremonialnie wykręcił mi ręce do tyłu przyginając mnie do ziemi.
- Tak, bardzo pyskata, ale nie z takimi sobie już radziliśmy! – Zaśmiał się d**gi z oprawców.
- Ałłłaaa! Puść! – Jęczałem czując jak łzy napływają mi do oczu.
- Zamknij się i leż spokojnie! – Powiedział trzymający mnie drągal, który boleśnie przygniatał mnie kolanem do podłogi. – Nie chcę cię uszkodzić!
- Przestańcie! To boli! – Wyłem przez łzy próbując się uwolnić z uścisku
- Nie szarp się to będzie mniej bolało! – Powiedział d**gi z napastników nachylając się nade mną i zapinając mi stalowe kajdanki na wykręconych do tyłu nadgarstkach.
- Proszę, zostawcie mnie!
- Dobra, teraz nogi, trzymaj go, żeby się nie wyrywał! – Powiedział specjalista od kajdanek, po czym kolejnymi kajdankami skuł mi nogi w kostkach. Kajdanki na ręce i kostki były połączone łańcuchem.
- Wstawaj pizdo! – Rozkazał ten, który mnie trzymał i bez wysiłku postawił mnie z powrotem na nogi.
- No, no, ładną masz buzię. – Powiedział d**gi drągal ściskając mi dłonią policzki, po czym wytknął długi język, którym polizał mnie po twarzy.
- A to za karę, że nie przywitałeś się z nami grzecznie! – Dodał ten, który dał mi w twarz, a następnie włożył rękę w moje spodnie i boleśnie ścisnął mi fiuta i jądra.
- Aaaauuu!
- Nie jęcz, nie będziesz ich potrzebować gdy Szef nad tobą popracuje. – Śmiał się gniotąc moje klejnoty.
- A propos, już czas żeby ci go przedstawić. Schodzimy na ląd.
Wzięli mnie pod ręce i wywlekli z jachtu na pomost. Z trudem nadążałem za nimi drepcząc ze skutymi nogami. Z rękoma i nogami zakutymi w kajdankach nie miałem nawet po co próbować uciekać.
- Dokąd mnie zabieracie? – Spytałem przestraszony widząc, że sprowadzają mnie z pomostu na brzeg.
- Nie interesuj się! – Usłyszałem w odpowiedzi.
Zeszliśmy na brzeg i zaczęliśmy oddalać się od zacumowanego jachtu. Po chwili zobaczyłem, że jesteśmy na polnej drodze biegnącej wzdłuż brzegu jeziora. Stały na niej dwa samochody terenowe. Wepchnęli mnie na tylną kanapę jednego z nich. Wewnątrz samochodu zapaliło się światło. Z siedzenia kierowcy spojrzał w moją stronę przystojny, wysportowany i elegancki mężczyzna w średnim wieku i uśmiechnął się serdecznie.
- Witaj. – Powiedział ukazując w uśmiechu równe białe zęby. – Mam nadzieję, że moi ludzie nie poturbowali cię zanadto. Piotr i Marcin nie lubią gdy ktoś im się stawia. Nawiasem mówiąc ja też tego nie lubię, ale wolę stosować bardziej wyrafinowane metody, żeby utemperować niegrzeczne suczki. – W tym momencie uśmiech zniknął z jego twarzy, która przybrała poważny wyraz.
- Czego chcesz ode mnie? – Wybełkotałem zdezorientowany. Nim się zorientowałem mężczyzna chwycił mnie za koszulkę, którą miałem na sobie i przyciągnął do siebie.
- Na początek, zachowuj się spokojnie. Pojedziesz ze mną w pewne miejsce, tam wyjaśnię ci wszystko co musisz wiedzieć. Niestety nie mogę pozwolić, żebyś widziała dokąd jedziemy dlatego… - Urwał nagle i sięgnął po coś do schowka przed przednim siedzeniem pasażera.
- Poczekaj, ja nie chcę nigdzie… Co to jest?! – Nie dostałem odpowiedzi, zamiast tego porywacz naciągnął mi na głowę czarny materiałowy worek. Zapadłem w ciemność. Poczułem jak kierowca zaciska worek wokół mojej szyi. Przez myśl przebiegło mi, że zaraz mnie udusi. Zacząłem krzyczeć i rzucać się.
- Ja nie chcę tak umierać! – Krzyczałem przez worek na mojej głowie.
- Uspokój się suko! Nie zadawałbym sobie tyle trudu tylko po to, żeby cię tu ukatrupić. – Warknął porywacz. – Mam wobec ciebie znacznie ciekawsze plany.
- Szefie, wygląda na to, że teren czysty. – Usłyszałem jak przez otwarte okno samochodu powiedział jeden z tych, którzy wywlekli mnie z jachtu.
- Doskonale. Posprzątajcie to miejsce i spotykamy się na miejscu. – Opowiedział z siedzenia kierowcy ten, którego nazywali Szefem.
- A co się tyczy ciebie… – Poczułem jak napastnik podwija mi rękaw. – Poczujesz teraz lekkie ukłucie.
Przesunął czymś zimnym i mokrym po skórze na ramieniu po czym wbił w to miejsce igłę.
- Odpręż się, zabieram cię do twojego nowego domu. – Powiedział i była to ostatnia rzecz jaką słyszałem.
Czułem jak moje ciało robi się ciężkie, jakby było z ołowiu. Powieki opadały na oczy. Głowa leciała w dół. Drań musiał mnie czymś naszprycować. Odpłynąłem jak żaglówka odpływa z wiatrem.
Ocknąłem się w ciemności. To był tylko zły sen – pomyślałem sobie. W ustach czułem coś dziwnego. Szczęka i głowa bolały mnie niemiłosiernie. Ciało miałem nienaturalnie wygięte i mocno zdrętwiałe. Oczy moje wciąż jeszcze były zaspane. Gdy chciałem je przetrzeć ręką poczułem, że nie mogę zbliżyć dłoni do twarzy bo coś trzyma mi je z tyłu na plecach. Dotarło do mnie że to kajdanki. Nogi również miałem skute. Wszystko zupełnie jak w moim śnie. Śnie?! To nie był sen!
- Mmmmphh! – Chciałem krzyknąć ale z moich ust wydobył się tylko stłumiony jęk. Tym co czułem w buzi był gumowy knebel. Na nic zdało się wypychanie go językiem. Był ciasno zapięty wokół mojej głowy.
Spanikowany chciałem wstać, ale nie mogłem się wyprostować. Po chwili gdy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności zauważyłem, że otaczają mnie metalowe pręty. Wyrastały z podłogi dookoła mnie niczym ściany i zamykały przestrzeń nade mną jak sufit. To była klatka, a ja byłem w środku jak zwierze. Dopiero teraz spostrzegłem, że moje ubranie zniknęło, a ja jestem zupełnie nagi.
Odszukałem drzwi klatki. Obróciłem się i naparłem na nie skutymi nogami. Nic z tego, ani drgnęły. Zobaczyłem, że drzwi klatki zamyka skomplikowany elektroniczny zamek jakiego nigdy wcześniej nie widziałem. Byłem w pułapce. Chciałem krzyknąć „Na pomoc”.
- Mh mmphm! – Tylko tyle wydobyło się z moich ust. Położyłem się złamany i z rozpaczy zacząłem szlochać.
Z płaczu wyrwało mnie zapalające się w pomieszczeniu światło. Rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem, że jestem prawdopodobnie w jakiejś piwnicy, bo w pomieszczeniu nie było żadnych okien. Pomieszczenie gdzie się znajdowałem było pokojem przejściowym. Na prawej i na lewej ścianie widziałem przejścia do innych części piwnicy. W przejściu po lewej stał szpakowaty mężczyzna, ten którego nazywali Szefem.
- Śpiąca królewna w końcu się przebudziła. Chyba podałem ci za dużą dawkę środka usypiającego bo przespałaś ponad dobę. Ale skoro mamy już ranek, a ty się wybudziłaś, to pewnie mnóstwo pytań kołacze ci się w głowie? – Pierwszym co mnie uderzyło to sposób w jaki do mnie mówił, jak do kobiety.
- Mmhm. – Kiwnąłem głową.
– Zacznę od tego, że mam na imię Robert. – To mówiąc wziął stojące pod ścianą krzesło i postawił je naprzeciwko klatki. Usiadł na nim okrakiem i przyglądał mi się jak zwierzęciu w zoo.
- Mmmphh! – Wyjęczałem przez knebel.
- Słuchaj, możemy to zrobić na dwa sposoby: miły i niemiły. Miły sposób polega na tym, że będziesz grzeczna, a ja zdejmę ci knebel i spokojnie sobie porozmawiamy. A jeśli chodzi o niemiły sposób, to jeśli będziesz niegrzeczna czeka cię to. – Mówiąc to Robert wyciągnął rękę w której trzymał elektryczny poganiacz do bydła. Przeciągnął nim po prętach klatki powodując dźwięczny hałas. – To jak będzie? Będziesz grzeczna, prawda? Kiwnij głową jeśli się zgadzasz.
- Mhhm. – Pospiesznie pokiwałem głową przerażony tym co by mnie spotkało, gdybym się zawahał. Robert włożył rękę do klatki i rozpiął knebel, który wyskoczył z ust jak korek od wina.
- Co się mówi?
- Dzię… dziękuję. – Odpowiedziałem. Moja szczęka całkiem zdrętwiała i poruszanie nią sprawiało mi ból.
- Do swojego Pana zwracasz się per Pan, rozumiesz! – To mówiąc strzelił poganiaczem bydła w moją bosą stopę.
- Aaaauu! Tak Panie! Dziękuję Panie.
- Szybko się uczysz. Chcesz mnie o coś zapytać?
- Tak, gdzie ja jestem Panie Robercie?
- Jesteś u mnie w domu. Ta przytulna piwnica jest twoim nowym mieszkaniem. Zaś ta klatka to… to twoja luksusowa sypialnia. Hehehe! – Zaśmiał się szyderczo.
- Ale co ja tu robie?
- Co powiedziałaś? – To mówiąc Robert wsunął poganiacz do bydła do wnętrza klatki.
- Przepraszam Panie. Co ja tu robię Panie? – Poprawiłem się szybko zanim ponownie dostałem prądem.
- Widzisz, prowadzę pewną szczególną działalność. Jestem producentem suczek. Łapię takie ładne młode osóbki rodzaju męskiego jak ty i po pewnych modyfikacjach oraz tresurze sprzedaję je w niewolę jako transki lub sissy. Nie wyobrażasz sobie ile ludzie gotowi są zapłacić za takiego sfeminizowanego do granic absurdu chłopaka. I tu pojawiasz się ty. Jesteś idealnym materiałem na moją nową trans sukę.
- Co kurwa?! Auuuaaa! – Znowu prąd
- To było ostatnie ostrzeżenie! Jeszcze jeden taki szczeniacki wybuch i knebel wraca na swoje miejsce. A teraz przeproś Pana!
- Przepraszam Panie. – Wyjęczałem ze strachem w głosie.
- Wracając do tego co mam w planach. Jak już powiedziałem Postanowiłem przygarnąć cię pod swoją troskliwą opiekę i zadbać, żebyś została perfekcyjną trans niewolnicą. Ale tym razem nie mam zamiaru wypuszczać z rąk takiego skarbu. O nie słoneczko, ty będziesz produktem, który stworzę wyłącznie dla siebie. Ale uważaj, bo jak mnie wkurzysz, to pożałujesz, że się urodziłaś. Tak cię przerobię, że sama siebie nie rozpoznasz. Może za karę utnę ci fiuta albo cię wykastruje, może skrócę ci ręce i nogi albo poprzecinam ścięgna, żebyś biegała na czworakach przy mojej nodze, a może tylko wszczepię ci wielkie sylikonowe cycki.
- Panie proszę, tylko nie to!
- Nie podoba się moja propozycja? Szkoda! W takim razie jak nie chcesz być tylko moja. to będziesz należeć do wszystkich. Chętnie sprzedam cię do burdelu za wschodnią granicę, gdzie dzień w dzień do końca życia będziesz dawać dupy każdemu, kto za ciebie zapłaci i nikt nigdy więcej o tobie nie usłyszy.
- Ale ja nie chcę tak żyć Panie! Proszę mnie puścić! Nic nikomu nie powiem! – Błagałem tego strasznego człowieka ze łzami w oczach.
- Oczywiście, że tego nie chcesz. Na tym właśnie polega najprzyjemniejsza dla mnie część tego interesu. Żadna byłaby to zabawa, gdybyś z własnej woli chciała zostać moją sissy. Ja wolę cię złamać i zmusić do nowego, suczego życia jako moja trans niewolnica. Chcę widzieć jak cierpisz, jak przez łzy i ból rodzi się w tobie sissy suka. Chcę wiedzieć, że będziesz nienawidzić każdą sekundę życia na jakie właśnie cię skazuję. Ilekroć będziesz mi usługiwać, obciągać mojego kutasa albo brać go w dupę po same jajca, zrobisz to nie dlatego, że chcesz go poczuć, ale dlatego, że strach nie pozwala ci się sprzeciwić. Strach przed tym co ci zrobię jak się zbuntujesz. Pamiętaj miejsce w burdelu będzie na ciebie czekało przez całe twoje zasrane życie. Jedno życzenie i wyjeżdżasz stąd w klatce, a tam już inni się z tobą zabawią. Wybieraj albo mniejsze zło ze mną i przeważnie tylko jeden kutas do obsłużenia albo większe zło w paskudnym burdelu i niezliczona liczba kutasów do końca życia.
- Panie proszę… - Czułem że zaraz zemdleję albo zwymiotuję.
- Czas decyzji suczko. Jeśli zostajesz ze mną, to pocałuj moją dłoń. Liczę do trzech i potem burdel. Raz. – Pan wyciągnął dłoń i włożył ją do klatki.
- Ale…
- Dwa. - W głowie miałem chaos, ale sytuacja była bez wyjścia. Ucałowałem dłoń Pana. Po policzkach ściekały mi łzy.
- Grzeczna dziewczynka. Cieszę się, że tak mądrze wybrałaś, bo podobasz mi się. Wypatrzyłem sobie ciebie na przystani jak wypożyczałaś jacht. Już wtedy wiedziałem, że muszę cię mieć. Cały dzień obserwowaliśmy cię z Piotrem i Marcinem, jak pływasz po jeziorze. Gdy postanowiłaś zawinąć do tej ustronnej przystani, wiedziałem że pora działać. Naprawdę ładny okaz z ciebie. Jesteś szczupła, masz odpowiedni wzrost, śliczną buzię oraz ładne długie i co najważniejsze zgrabne nogi, a to moja ulubiona część ciała. Nim się obejrzysz będziesz piękną sissy na widok której kutasy stają na baczność, żebyś mogła się nimi zająć.
- Ale ja nie jestem gejem Panie! – Wybuchnąłem żałośnie.
- A co to kogo obchodzi? Ty masz służyć, a nie mieć z tego przyjemność. Na przyjemność zasługują tylko prawdziwi mężczyźni, a nie takie pizdeczki. Ruchał cię już ktoś?
- Nie Panie Robercie.
- Nie może być! Gdyby nie ten śmieszny ogonek, który masz między nogami można by pomyśleć, że jesteś laska i lubisz dawać dupy. No bo chyba mi nie powiesz, że przeleciałeś jakąś babkę tym małym fiutkiem. Od tego by ruchać są mężczyźni.
- Ja jestem mężczyzną Panie.
- Buahahaha! Ty już nigdy nie będziesz mężczyzną! A propos rozchyl nogi sissy i pokaż mi tego swojego ptaszka. – wstyd i poniżenie sparaliżowały mnie. Nie mogłem się zdobyć na rozszerzenie nóg, żeby pokazać temu mężczyźnie mojego penisa i jądra.
- Nie chcesz po dobroci? Twoja sprawa, dla mnie to tym większa przyjemność. – to mówiąc wsunął do klatki poganiacz bydła i strzelił prądem w moje udo, a następnie poprawił w d**gie udo.
- Aaaaahhh! Aaaauuu! – Krzyknąłem z bólu po czym posłusznie rozszerzyłem nogi. Ze spuszczoną głową patrzyłem niedowierzaniem na mojego penisa, który właśnie zaczął mi stawać..
- Ktoś tu się chyba podniecił bez pozwolenia. Widzę, że trzeba będzie cię kontrolować. Na razie zajmę się tym w ten sposób. – To powiedziawszy Pan szybko przysunął poganiacz bydła do mojego członka i poraził go prądem.
- Aaaałłłaaaaaaaa! – Krzyknąłem rozdzierająco i podskoczyłem uderzając głową o sufit klatki z powodu bólu jakiego jeszcze nigdy nie doświadczyłem. Pan uśmiechał się sadystycznie.
- Chodź sunio, już czas wyjść z tej klatki. Przed nami dużo pracy, nim zostaniesz moją wymarzoną transką. – Pan nacisnął przycisk na pilocie wyjętym z kieszeni, zamek klatki zapiszczał i drzwi klatki momentalnie otworzyły się z metalicznym szczęknięciem.
Pan wyciągnął mnie skutego z klatki i postawił przed sobą, po czym przyciągnął mnie do siebie i pocałował namiętnie. Nie mogłem uwierzyć, że ten koszmar dzieje się naprawdę.
5年前