Dzika Klacz 4 - Prawie normalny związek
To były wspaniałe, gorące trzy tygodnie we Włoszech. Ona, jej syn Piotrek i Maciek. Prawie posikała się z radości, gdy Maciek na jednej z górskich wycieczek nagle klęknął i zobaczyła pierścionek. Zakochana i szczęśliwa Marta z przyjemnością przyglądała się relacji powstającej między jej synem a świeżym narzeczonym. Ganiła się za niedawną niewiarę, że może jej się udać z jakimkolwiek facetem. Udało się. Uczucie było na pierwszym planie i tylko czasem na plaży pozwalała sobie na powrót mrocznych fantazji. Słońce nagle znikało, a ona, kobieta-klacz, oddawała się w ciemnej stodole swoim właścicielom, dostając baty na gołą pupę za nieposłuszeństwo. Dotykała się, ale tylko mając pewność, że Maciek nie widzi. Chciała mu powiedzieć, że to wciąż w niej siedzi, ale bała się reakcji i utraty tego co ma.
W wieczornym gorącym powietrzu Sycylii wracali do pensjonatu, chłodząc się lodami i wygłupiając przez całą ****ę. Nie byli w stanie zrozumieć, o czym rozmawiają trzej młodzi włosi, ale gdy jeden z nich zarżał jak koń, rozśmieszając kompanów, Maciek zatrzymał się niemal w miejscu jak wryty. Marta poczuła silne podniecenie w dole brzucha, starając się je ukryć przed Maćkiem. Wyobraziła sobie, że w obecności przyszłego męża klęka przed młodzianem, mając jego rozporek tuż przy twarzy. Ten głaszcze jej włosy, po czym karmi kostką cukru. Otrząsnęła się przeganiając myśli jak chmurę dymu.
Wzrok Maćka nie wróżył niczego dobrego dla młodzików. Podszedł do najbardziej winnego i popchnął go. Zaczęli gestykulować, że nic nie zrobili, ale po chwili Marta musiała powstrzymać narzeczonego, by nie zlał młodzika na kwaśne jabłko. Dumna, że ma takiego lwa - obrońcę, jednocześnie poczuła smutek. Postanowiła nie mówić Maćkowi co poczuła, gdy młodzik z niej zadrwił.
Wrócili do Polski i do pracy w pubie. Fantazje coraz silniej powracały. Marta postanowiła wybadać zdanie Maćka.
- Nikogo tak nie kochałam, wiesz. A już na pewno nie ojca Piotrka.
Marta nigdy nie wypowiadała imienia byłego męża przy Maćku. Nie dlatego, by go nie ranić, lecz z powodu głębokiej pogardy do byłego.
- Przy nim nigdy nie zdobyłabym się na taką szczerość, jak przy tobie.
- A na jakąż to szczerość próbujesz się zdobyć księżniczko?
- Przecież wiesz. Klacze nie zmieniają się nagle w księżniczki. Chyba, że w bajkach.
- Żyjemy w bajce.
- Wiem. Nie zrozum mnie źle, bo pożądam cię i to bardzo. Ale potrzebuję trochę perwersji, może czasem bólu. Nie wystąpię o zakaz zbliżania, jeśli mnie czasem potraktujesz źle. Przyda mi się czasem nauczka. Może tylko nie przy Piotrku.
Sama nie wierzyła w swoją prośbę. Jeszcze nie tak dawno płakała, poniżana przez męża i pamięta, jak źle się wtedy czuła. Maciek był jednak mega-fajnym facetem i nie było wątpliwości, że nawet szorstkie zabawy wyzwolą jedynie pozytywne emocje. Marta nabrała głęboko powietrza i postanowiła pójść na całość. Czuła jak wali jej serce.
- Spełnisz jeszcze jedną moją prośbę?
- Nie wiem. A jak poprosisz, żebym wyskoczył przez okno?
- Właściwie to coś gorszego. Nie broń mnie na ulicy. Nawet jeśli zostanę poniżona.
Maciek poczuł, jakby ktoś szarpnął strunę w jego brzuchu. Nie do końca rozumiał, ale podobało mu się to co właśnie poczuł.
- Więc co mam wtedy robić?
- Przełknij dumę i pogódź się z tym, że jestem klaczą.
Marta nie kontynuowała tematu. Zasiała ziarno fantazji w głowie partnera. Musiało wykiełkować. Tej nocy kochali się prawie do świtu.
Późnym latem wyjechali na krótko nad polskie morze we dwójkę, by nacieszyć się sobą. Piotrek został u babci. Ostatniego dnia pobytu siedzieli późnym wieczorem w barze. Byli tylko oni i dwójka podpitych, dobrze bawiących się chłopaków, na których barman zerkał raz po raz, licząc, że zaraz wyjdą. I miał taką nadzieję, gdy jeden z nich się podniósł. Zamiast do wyjścia podszedł jednak do stolika Marty. Obrócił krzesło i usiadł na opak.
- Widzę, że Pan konno. Jak się wabi kobyła?
Kolega głośno parsknął. Maciek i Marta nie odzywali się.
- Mają tu pyszny cukier w kostkach - dodał chłopak biorąc jedną z cukiernicy.
Jego kolega zanosił się śmiechem.
Marta wyszczerzyła dziąsła i wzięła kostkę na język. Cicho zarżała po schrupaniu. Barman mógł jedynie strachem wytłumaczyć sobie brak reakcji Maćka.
- Zaraz wzywam policję panowie. Proszę wyjść.
Ku jego zaskoczeniu poszło łatwo. Chłopak nawet przeprosił i obaj zniknęli.
Maciek wpatrywał się w Martę pytająco.
- W porządku? - spytała.
- Sam nie wiem. Co to było?
- Wytłumaczę ci wszystko w domu. To tylko początek. Jeśli pójdziemy w lewo, dużo się jeszcze wydarzy. W prawo mamy pięć minut do domu. Możesz wybrać pierwsze tylko, jeśli mi w pełni ufasz i głęboko wierzysz w moją miłość. I jeśli się czujesz mocny psychicznie.
Dokończyli frytki z rybą. Po opuszczeniu baru skierowali się w lewo. Nadmorska promenada już pustoszała, świecił księżyc i szumiały fale. Wciągali głęboko powietrze i szli trzymając się za rękę. Przed nimi nie wiadomo skąd wyrosło dwóch mężczyzn. Mimo słabego światła oddalonej latarni, bez trudu rozpoznali znajomych z baru.
- Nie dba Pan o klacz. Strasznie chuda.
Marta miała na sobie tego wieczora zielony top na guziczki, odsłaniający cały brzuch i czarną spódniczkę. W bocznym świetle szczególnie widać było żebra i kości biodrowe. Długie i chude nogi lekko schodziły się w kolanach tworząc iks. Mężczyzna rozerwał bluzkę, obnażając nieduże piersi. Marcie waliło serce, ale nie z przerażenia. Czuła, że robi jej się mokro. Maćkiem z kolei targały sprzeczne uczucia. Wydawało mu się podejrzane, że Marta jest ostatnio tak często zaczepiana. Nie mógł doczekać się wyjaśnień, jednak postanowił zaufać narzeczonej. Choć może by chciał, nie mógł przed sobą zaprzeczyć, że jest zaintrygowany i podniecony.
- Dokarmimy kobyłę, ale musi zasłużyć na cukier.
Przechodząca naprzeciw para, widząc kobietę z obnażonymi piersiami przeszła na d**gą stronę, starając się trzymać jak najdalej.
Chłopak kazał Marcie skręcić w las i po minucie doszli do starego bunkra. W środku nie było zbyt schludnie i śmierdziało wilgocią. W świetle latarki telefonu pomieszczenie wyglądało tajemniczo i groźnie.
- Zajmij się zadem a ja pyskiem - powiedział chłopak do kolegi.
Maćkowi zrobiło się duszno. Czuł prawie w szyi bicie serca, więc odpiął lekko koszulę. Wyjął też penisa, żeby się masturbować.
Wyjął go jako ostatni. Chwilę wcześniej Chłopak stojący przed Martą zsunął spodnie i pociągnął ją za włosy w dół. W innym miejscu klęknęłaby, ale tutaj się zgięła w pół. Efekt końcowy był jednak ten sam. Jej usta penetrował spoty penis. Po chwili poczuła, że majtki rozrywają się na niej i zaczyna ją wypełniać przyjemne uczucie. Z każdym ruchem przyjemniejsze.
Kamień spadł jej z serca, gdy upewniła się co do reakcji Maćka. Była już pewna, że podnieca go obecna sytuacja, a bardzo się o to bała. Podszedł, by wolną ręką gładzić jej włosy i wciąż powtarzał, że ją kocha. Penetrujący ją z tyłu facet sprawił, że na chwilę odpłynęła. Po dojściu do siebie poczuła smak nasienia w ustach.
Gdy w końcu Marta się wyprostowała, poczuła potrzebę przytulenia się do Maćka. Poczuł się wyjątkowo w tej chwili, jakby nie wierząc, że można być tak blisko z kobietą. Tak mocno zakochanym. Dysząc ciężko podarowała mu kilka niezwykle czułych pocałunków, a następnie obróciła do jednego z nich.
- Chyba zasłużyłam na cukier.
Chłopak miał kilka kostek zwiniętych z baru. Brał je po kolei, maczał w soczkach wypływających z cipki i karmił nimi Martę.
W domu byli po północy. Kochali się czule i powoli, wymieniając miliony pocałunków. Delektowali się dreszczami przeszywającymi ciało po każdym czułym muśnięciu. Gdy odpoczywali Marta wyznała Maćkowi, że ustawiła scenę z chłopakami. Byli wtajemniczeni od początku. Poprosiła ich o to wszystko i do końca nie była pewna jego reakcji. Teraz już wiedziała, że nie musi wybierać między miłością a mrocznymi żądzami pętającymi jej umysł. Przed zaśnięciem oboje doszli do wniosku, że pora odnowić relacje z Olą, Przemkiem i Robertem. Maciek też cieszył się, że ma tak otwartą dziewczynę. Przy niej fantazje, których bał się nawet poruszać sam przed sobą, nagle znalazły się w zasięgu.
W wieczornym gorącym powietrzu Sycylii wracali do pensjonatu, chłodząc się lodami i wygłupiając przez całą ****ę. Nie byli w stanie zrozumieć, o czym rozmawiają trzej młodzi włosi, ale gdy jeden z nich zarżał jak koń, rozśmieszając kompanów, Maciek zatrzymał się niemal w miejscu jak wryty. Marta poczuła silne podniecenie w dole brzucha, starając się je ukryć przed Maćkiem. Wyobraziła sobie, że w obecności przyszłego męża klęka przed młodzianem, mając jego rozporek tuż przy twarzy. Ten głaszcze jej włosy, po czym karmi kostką cukru. Otrząsnęła się przeganiając myśli jak chmurę dymu.
Wzrok Maćka nie wróżył niczego dobrego dla młodzików. Podszedł do najbardziej winnego i popchnął go. Zaczęli gestykulować, że nic nie zrobili, ale po chwili Marta musiała powstrzymać narzeczonego, by nie zlał młodzika na kwaśne jabłko. Dumna, że ma takiego lwa - obrońcę, jednocześnie poczuła smutek. Postanowiła nie mówić Maćkowi co poczuła, gdy młodzik z niej zadrwił.
Wrócili do Polski i do pracy w pubie. Fantazje coraz silniej powracały. Marta postanowiła wybadać zdanie Maćka.
- Nikogo tak nie kochałam, wiesz. A już na pewno nie ojca Piotrka.
Marta nigdy nie wypowiadała imienia byłego męża przy Maćku. Nie dlatego, by go nie ranić, lecz z powodu głębokiej pogardy do byłego.
- Przy nim nigdy nie zdobyłabym się na taką szczerość, jak przy tobie.
- A na jakąż to szczerość próbujesz się zdobyć księżniczko?
- Przecież wiesz. Klacze nie zmieniają się nagle w księżniczki. Chyba, że w bajkach.
- Żyjemy w bajce.
- Wiem. Nie zrozum mnie źle, bo pożądam cię i to bardzo. Ale potrzebuję trochę perwersji, może czasem bólu. Nie wystąpię o zakaz zbliżania, jeśli mnie czasem potraktujesz źle. Przyda mi się czasem nauczka. Może tylko nie przy Piotrku.
Sama nie wierzyła w swoją prośbę. Jeszcze nie tak dawno płakała, poniżana przez męża i pamięta, jak źle się wtedy czuła. Maciek był jednak mega-fajnym facetem i nie było wątpliwości, że nawet szorstkie zabawy wyzwolą jedynie pozytywne emocje. Marta nabrała głęboko powietrza i postanowiła pójść na całość. Czuła jak wali jej serce.
- Spełnisz jeszcze jedną moją prośbę?
- Nie wiem. A jak poprosisz, żebym wyskoczył przez okno?
- Właściwie to coś gorszego. Nie broń mnie na ulicy. Nawet jeśli zostanę poniżona.
Maciek poczuł, jakby ktoś szarpnął strunę w jego brzuchu. Nie do końca rozumiał, ale podobało mu się to co właśnie poczuł.
- Więc co mam wtedy robić?
- Przełknij dumę i pogódź się z tym, że jestem klaczą.
Marta nie kontynuowała tematu. Zasiała ziarno fantazji w głowie partnera. Musiało wykiełkować. Tej nocy kochali się prawie do świtu.
Późnym latem wyjechali na krótko nad polskie morze we dwójkę, by nacieszyć się sobą. Piotrek został u babci. Ostatniego dnia pobytu siedzieli późnym wieczorem w barze. Byli tylko oni i dwójka podpitych, dobrze bawiących się chłopaków, na których barman zerkał raz po raz, licząc, że zaraz wyjdą. I miał taką nadzieję, gdy jeden z nich się podniósł. Zamiast do wyjścia podszedł jednak do stolika Marty. Obrócił krzesło i usiadł na opak.
- Widzę, że Pan konno. Jak się wabi kobyła?
Kolega głośno parsknął. Maciek i Marta nie odzywali się.
- Mają tu pyszny cukier w kostkach - dodał chłopak biorąc jedną z cukiernicy.
Jego kolega zanosił się śmiechem.
Marta wyszczerzyła dziąsła i wzięła kostkę na język. Cicho zarżała po schrupaniu. Barman mógł jedynie strachem wytłumaczyć sobie brak reakcji Maćka.
- Zaraz wzywam policję panowie. Proszę wyjść.
Ku jego zaskoczeniu poszło łatwo. Chłopak nawet przeprosił i obaj zniknęli.
Maciek wpatrywał się w Martę pytająco.
- W porządku? - spytała.
- Sam nie wiem. Co to było?
- Wytłumaczę ci wszystko w domu. To tylko początek. Jeśli pójdziemy w lewo, dużo się jeszcze wydarzy. W prawo mamy pięć minut do domu. Możesz wybrać pierwsze tylko, jeśli mi w pełni ufasz i głęboko wierzysz w moją miłość. I jeśli się czujesz mocny psychicznie.
Dokończyli frytki z rybą. Po opuszczeniu baru skierowali się w lewo. Nadmorska promenada już pustoszała, świecił księżyc i szumiały fale. Wciągali głęboko powietrze i szli trzymając się za rękę. Przed nimi nie wiadomo skąd wyrosło dwóch mężczyzn. Mimo słabego światła oddalonej latarni, bez trudu rozpoznali znajomych z baru.
- Nie dba Pan o klacz. Strasznie chuda.
Marta miała na sobie tego wieczora zielony top na guziczki, odsłaniający cały brzuch i czarną spódniczkę. W bocznym świetle szczególnie widać było żebra i kości biodrowe. Długie i chude nogi lekko schodziły się w kolanach tworząc iks. Mężczyzna rozerwał bluzkę, obnażając nieduże piersi. Marcie waliło serce, ale nie z przerażenia. Czuła, że robi jej się mokro. Maćkiem z kolei targały sprzeczne uczucia. Wydawało mu się podejrzane, że Marta jest ostatnio tak często zaczepiana. Nie mógł doczekać się wyjaśnień, jednak postanowił zaufać narzeczonej. Choć może by chciał, nie mógł przed sobą zaprzeczyć, że jest zaintrygowany i podniecony.
- Dokarmimy kobyłę, ale musi zasłużyć na cukier.
Przechodząca naprzeciw para, widząc kobietę z obnażonymi piersiami przeszła na d**gą stronę, starając się trzymać jak najdalej.
Chłopak kazał Marcie skręcić w las i po minucie doszli do starego bunkra. W środku nie było zbyt schludnie i śmierdziało wilgocią. W świetle latarki telefonu pomieszczenie wyglądało tajemniczo i groźnie.
- Zajmij się zadem a ja pyskiem - powiedział chłopak do kolegi.
Maćkowi zrobiło się duszno. Czuł prawie w szyi bicie serca, więc odpiął lekko koszulę. Wyjął też penisa, żeby się masturbować.
Wyjął go jako ostatni. Chwilę wcześniej Chłopak stojący przed Martą zsunął spodnie i pociągnął ją za włosy w dół. W innym miejscu klęknęłaby, ale tutaj się zgięła w pół. Efekt końcowy był jednak ten sam. Jej usta penetrował spoty penis. Po chwili poczuła, że majtki rozrywają się na niej i zaczyna ją wypełniać przyjemne uczucie. Z każdym ruchem przyjemniejsze.
Kamień spadł jej z serca, gdy upewniła się co do reakcji Maćka. Była już pewna, że podnieca go obecna sytuacja, a bardzo się o to bała. Podszedł, by wolną ręką gładzić jej włosy i wciąż powtarzał, że ją kocha. Penetrujący ją z tyłu facet sprawił, że na chwilę odpłynęła. Po dojściu do siebie poczuła smak nasienia w ustach.
Gdy w końcu Marta się wyprostowała, poczuła potrzebę przytulenia się do Maćka. Poczuł się wyjątkowo w tej chwili, jakby nie wierząc, że można być tak blisko z kobietą. Tak mocno zakochanym. Dysząc ciężko podarowała mu kilka niezwykle czułych pocałunków, a następnie obróciła do jednego z nich.
- Chyba zasłużyłam na cukier.
Chłopak miał kilka kostek zwiniętych z baru. Brał je po kolei, maczał w soczkach wypływających z cipki i karmił nimi Martę.
W domu byli po północy. Kochali się czule i powoli, wymieniając miliony pocałunków. Delektowali się dreszczami przeszywającymi ciało po każdym czułym muśnięciu. Gdy odpoczywali Marta wyznała Maćkowi, że ustawiła scenę z chłopakami. Byli wtajemniczeni od początku. Poprosiła ich o to wszystko i do końca nie była pewna jego reakcji. Teraz już wiedziała, że nie musi wybierać między miłością a mrocznymi żądzami pętającymi jej umysł. Przed zaśnięciem oboje doszli do wniosku, że pora odnowić relacje z Olą, Przemkiem i Robertem. Maciek też cieszył się, że ma tak otwartą dziewczynę. Przy niej fantazje, których bał się nawet poruszać sam przed sobą, nagle znalazły się w zasięgu.
5年前